|

REFLEKSJE
Nie ufam teologom (fragment)
Z ADAMEM ZAGAJEWSKIM
rozmawia Szymon Hołownia
Z moich lektur wynoszę wrażenie, że
teologia jest pewnym pogwałceniem
tajemnicy. Spokój, z jakim teolodzy
tłumaczą, w co powinniśmy wierzyć,
jest dla mnie bardzo dziwny. Sztuka
ma to do siebie, że nie stara się
zlikwidować tej tajemnicy.
Czy poeta może opisać śmierć? Czy poezja,
która – jak pisze Pan w jednym ze swoich
wierszy – jest poszukiwaniem blasku, może
tego w ogóle dotknąć?
Myślę, że może, choć sam nigdy tego nie
potrafiłem. Wydaje mi się, że musi to płynąć
z bardzo głębokiego doświadczenia,
a tak się składa, że nie tylko jeszcze sam
nie umarłem, ale także nie byłem przy niczyjej
śmierci. Jest jednak znamienne, że
na przykład Rilke, który był mistrzem mówienia
o śmierci i medytacji nad jej sensem,
w ostatnich tygodniach i dniach swojego
życia zamilkł. Kiedy trafił do szpitala,
nie chciał nawet wiedzieć, na co choruje
i nigdy nie pytał o to lekarzy. Ta anegdota
zapewne nie wskazuje żadnej reguły
generalnej, niemniej, jak sądzę, mówi coś
istotnego o poezji.
Dlaczego zamilkł? Czy dlatego, że szukamy
sensu, dopóki dotyczy on innych? Ja sam
wielokrotnie miałem okazję być przy śmierci
człowieka i miałem wtedy poczucie, iż jest
to doświadczenie tak nieprzekładalne na cokolwiek
innego, że być może w ogóle nie można
o nim mówić. Czy poezja jest w stanie dostarczyć
sens człowiekowi cierpiącemu?
To bardzo trudne pytanie. Jest taki wiersz
Czesława Miłosza pochodzący z cyklu Głosy
biednych ludzi, pod tytułem Biedny poeta. Rozpoczyna się on następująco: „Pierwszy
ruch jest śpiewanie, swobodny głos napełniający
góry i doliny,/ pierwszy ruch jest
radość, ale ona zostaje odjęta”. Przytaczam
ten fragment dlatego, że nie chciałbym, byśmy
w naszej rozmowie zapomnieli, że poezja
bierze swój początek z radości. Co prawda,
jak mówi Miłosz, później radość ta może
zostać odjęta, niemniej to właśnie w niej
znajduje się źródło sensu w poezji. Chodzi
o uczucie bezinteresownej i chyba niemożliwej
do zracjonalizowania radości.
Oczywiście poezja, która byłaby wyłącznie
radością, pozostawałaby niezrozumiała
dla większości śmiertelników, ponieważ
w świecie jest jej raczej niewiele. Byłaby też
egzaltowana, niedobra, pozbawiona dramatyzmu.
Ale mimo to trudno pojąć poezję bez
tego, o czym mówi Miłosz – „pierwszy ruch
jest śpiewanie”. Cierpienie i śmierć to najdalsze
granice, do jakich jest ona w stanie
dotrzeć. Dlatego mówiłem o Rilkem. Moja
intuicja jest taka, że w sprawach najpoważniejszych
sztuka znika. Że sztuka, która dla
wielu ludzi, a także dla mnie osobiście, jest
czymś bardzo ważnym, w sytuacji cierpienia
traci na wartości i raczej nie jest w stanie
nam pomóc. Wydaje mi się, że w takich
sytuacjach jesteśmy zawsze samotni i nadzy.
Być może jest ona w stanie pomóc, kiedy
horror związany z bezpośrednim doświadczeniem
zelżeje. Natomiast w momentach
najsilniejszego cierpienia raczej nie możemy
liczyć na sztukę. Ktoś, kto bardzo cierpi,
nie pójdzie do opery. W konstatacji tej kryje
się coś bardzo przykrego.
Więcej na łamach lutowego „Znaku”
Zamów numer
ADAM ZAGAJEWSKI, poeta, eseista,
krytyk,
wykładowca
w Committee on
Social Thought
(University of
Chicago).
POCZĄTEK STRONY |