Strona główna Miesięcznika ZNAK

 SIW ZNAK

 E-MAIL

 

LUTY 2009, NUMER 645

Strona główna


Lista mailingowa
Jeżeli chcesz otrzymywać aktualne informacje o nowościach w miesięczniku ZNAK i wydarzeniach organizowanych przez SIW Znak wpisz swój e-mail.

 


TEMAT MIESIĄCA:

Niepełnosprawni intelektualnie uczą mądrości



Bezradność wyzwolona
(fragment)

BARBARA CHYROWICZ SSpS


W rozwiązaniu Locke’a uznającego, że wartość życia niepełnosprawnych umysłowo podlega ochronie przez fakt pozostawania pod szczególną opieką Boga, zdaje się tkwić jakaś słuszna intuicja. Czyż dla nich zmartwychwstanie nie będzie wyzwoleniem i ze śmierci, i z bezradności?

Rozumność umożliwia kontrolę, a kontrola jest jednym z wielu symptomów władzy. Niekoniecznie nad innymi – również nad sobą, nad własnym czasem, nad naturalnymi procesami obserwowanymi w środowisku… Kontroluję – a więc jestem! Historia naszej cywilizacji – być może wcale nie jedynej w otaczającej nas immanencji – naznaczona jest stopniowym zyskiwaniem przez człowieka kontroli nad naturą. Różnorodne metody hodowli roślin i zwierząt – począwszy od tych najbardziej prymitywnych po współczesne próby tworzenia genetycznie modyfikowanych organizmów – to nic innego jak próby „ujarzmiania” natury. Znajomość praw fizyki i zjawisk atmosferycznych połączona z umiejętnością prognozowania pozwala dzisiaj człowiekowi na przewidywanie ruchów górotworu, kierunków przesuwania się tornad, wybuchów wulkanów i zmian klimatu. Znacznie ważniejsza jest jednak dla niego możliwość kontrolowania własnej natury – w tym miejscu pragnienie panowania nad naturą zdaje się osiągać swój kulminacyjny punkt.

Możliwość kontrolowania zachodzących w naturze procesów to nie to samo co panowanie nad naturą. Władzę można mieć bowiem jedynie nad tym, co wytwarzamy, a nie nad tym, co istnieje od nas niezależnie. Niezależnie od nas istnieje na przykład czas. Nauczyliśmy się mierzyć czas – mechaniczny zegar to bez wątpienia wynalazek, który zrewolucjonizował sposób życia średniowiecznej Europy. Poddany czasowi człowiek zaczął również swój czas kontrolować. Nie jest jednak w stanie ani o sekundę go cofnąć i ani o sekundę przyśpieszyć… Kontrolowanie jest bowiem jedynie jednym z symptomów władzy. Pozwala przewidzieć, co będzie jutro, ale jutra nie czyni, chociaż zdaje się czynić nasze życie mniej przypadkowym, a przez to daje nam złudne poczucie panowania nad rzeczywistością. Kiedy komplementujemy kogoś za to, że panuje nad swoim czasem, nie myślimy o tym, że udało mu się opanować proces przemijania, chwalimy go za umiejętność planowania i wykorzystywania danego mu skądinąd czasu.

Umiejętność kontrolowania naturalnych procesów związanych z funkcjonowaniem ludzkiego organizmu jest jednym z wyznaczników rozwoju medycyny. Mówimy, że „opanowaliśmy chorobę” bądź „poskromiliśmy zarazę”. Zdajemy sobie jednak sprawę, że to „panowanie” ma swój kres. Kiedy lekarz bezradnie rozłoży ręce i powie, że nic więcej nie da się już zrobić, będziemy wiedzieli, że sytuacja wymknęła się spod kontroli, że wobec zaistniałego stanu rzeczy jesteśmy zupełnie bezradni. Z bezradnością natomiast niezmiernie trudno pogodzić się człowiekowi, który zdaje się święcić triumfy w procesie powolnego, acz systematycznego opanowywania natury. Bezradność, która wytycza nam granice poruszania się i sięgania po niezbędne rzeczy, boleśnie nam doskwiera, bezradność, która sprawia, że nie jesteśmy w stanie nawet myśleć o bezradności, zdaje się totalną porażką rozumnego ze swej natury bytu. To zupełnie tak jakby okaleczona, odarta ze swej rozumności natura odbierała nas samym sobie. Już niczego nie kontrolujemy – czyżby nas nie było?

Koleje bezradności

Bezradność jest brakiem kontroli. Stwierdzenie: „mam to pod kontrolą”, oznacza, że wypowiadający je kieruje jakimś aspektem swojego życia, a skoro w ogóle może się w taki sposób wypowiadać o poszczególnych aspektach swego życia, to znaczy, że w jakimś sensie jest jego panem, decyduje o sobie. Takie decydujące o sobie istoty zwykliśmy nazywać osobami. Możliwość decydowania o sobie „wyzwala” nas z czysto naturalnego porządku, bezradność boleśnie ku niemu kieruje, tym bardziej boleśnie, im większej doświadczyliśmy wcześniej możliwości kontroli. Totalna bezradność „zabiera” nas samym sobie – już nie tylko nie kontrolujemy świata wokół nas, ale i nas samych. Dla zewnętrznych obserwatorów będzie to dramat – klęska rozumnej natury. Nie znaczy to jednak, że niepełnosprawni zawsze cierpią z powodu bezradności.

Człowiek rodzi się totalnie bezradny i ani jemu samemu, ani oczekującym jego narodzin zupełnie to nie przeszkadza. Dopiero zdolność do rozumnego działania rodzi w nas bunt przeciw bezradności, a zdolności tej nowo narodzone dzieci nie posiadają. Dopóki nie rozwiną mentalnych możliwości, pozostają w sposobie swojego bycia na porządku natury, a natura nie buntuje się przeciw bezradności. Bezradność dzieci wzrusza dorosłych, nie przeszkadza im brak mentalnego kontaktu z noworodkami, na razie nie mają względem nich tego rodzaju oczekiwań, starczy im samo ich istnienie. Z ich istnieniem związane jest natomiast oczekiwanie odnośnie do przyszłości – w miarę rozwoju dzieci zaczynają rozumnie poznawać otaczający je świat i swoją w nim pozycję. Wyzbywają się powoli bezradności, zaczynają komunikować dorosłym swoją wolę, świadomie sięgają po to, co mają pod ręką, wybierają, a więc wykraczają poza naturalny porządek.

Przychodzi też w życiu człowieka moment – chociaż nie wszyscy z nas go przeżywają – kiedy ponownie ogarnia go niemoc bezradności. Ta bezradność – bezradność zmierzchu – nie jest już tak wzruszająca. To nie bezradność noworodka, którego natura „szykuje się” dopiero do wyposażenia go w cechy „zdobywcy”. Bezradność zmierzchu nie jest radosna, jest bolesna; bolesna najpierw dla tego, kto obserwując swoje mentalne możliwości, zaczyna w swoim zachowaniu zauważać symptomy braku kontroli, bolesna też dla bliskich, którzy mają poczucie, że nie tylko on sam siebie, ale i oni z wolna go tracą… Już nie błyszczy erudycją, nie opowiada nowych dowcipów, nie zaskakuje wnikliwością analiz. Kontakt z nim przestał być „intelektualną ucztą”. Coraz trudniej też do niego trafić. Przestają wystarczać słowa, wielu rzeczy trzeba się po prostu domyślić. Odchodzi, jakby na powrót krył się w łonie matki, jakby upominała się o niego natura, spod władzy której – władzy bezdusznej i ślepej – zdołał się na jakiś czas wyrwać. Opiekunowie zaczynają przemawiać doń jak do dziecka, traktując go czasem w irytująco infantylny sposób. Nie zareaguje, nawet jeśli gdzieś w nietkniętym jeszcze przez chorobę czy otępienie osobowym jądrze zdaje sobie sprawę, że zapominają, kim był. Bezradnym byłeś i bezradnym na powrót się staniesz… Bliscy i znajomi mówią: to już nie ten sam człowiek, jego już nie ma… Bywa, że odchodzą. A przecież on wciąż jeszcze jest! Dzieci w łonie matki też już istnieją…

Więcej na łamach lutowego „Znaku”

Zamów numer

BARBARA CHYROWICZ SSpS, dr hab., etyk, kierownik Katedry Etyki Szczegółowej KUL.

 

 

POCZĄTEK STRONY

Szukaj na stronach Wydawnictwa ZNAK

 

 

 


E-Mail

Redakcja

Archiwum

Wydarzenia

Prenumerata

Aktualny numer

Bibliografia

© Copyright by SIW ZNAK Sp. z o.o.
Strona wykonana przez Akrateia Inc.