|
OD REDAKCJI
Co komu po duszy?
Kategoria duszy stała się kłopotliwa. Oczywiście, nie od dziś i nie od wczoraj – proces
powolnego jej usuwania z języka nauki, mowy potocznej, słownika filozofów i teologów
trwa już kilka stuleci. Wszystko zdaje się wskazywać, że wkrótce jeśli nie zniknie
zupełnie, pozostanie gdzieś na marginesie naszego myślenia jako szacowny i starożytny
anachronizm. Mało komu potrzebny i – co gorsza – nie całkiem zrozumiały.
Bo cóż dziś, dla nas, kryje się pod tym słowem? Psychologia woli zagłębiać się
w ludzkiej psychice (ile wspólnego, prócz źródłosłowu, ma ona jeszcze z duszą?),
neurologia od dawna tłumaczy nasze „duchowe” działania, nie wychodząc poza
sferę cielesności (czy więc dusza miałaby być cielesna?), filozofowie powracają
do badań nad duchowością człowieka w obrębie tzw. Mind-Body Problem
(ale ów „mind” to „umysł” przecież, a nie dusza!). Gdzie nie spojrzeć, szacowna
i starożytna psyche coraz mniej znajduje zrozumienia. Nawet współczesna teologia
niechętnie sięga do tego pojęcia. Bo czyż człowiek nie rodzi się i nie umiera jako
całość? Jeśli owego Arystotelesowsko-Tomaszowego złożenia z duszy i ciała
nie należy rozumieć dychotomicznie, jeśli człowiek nie jest duszą wyposażoną w ciało,
jeśli nie jest ciałem obdarzonym duchowym pierwiastkiem, ale jednym i drugim
zarazem, złączonym – przynajmniej za życia – niepodzielnie, to po cóż mnożyć
kategorie wzorem starożytnych myślicieli?
Zapraszam Państwa do przyjrzenia się dyskusji o aktualności kategorii duszy
we współczesnym dyskursie filozoficzno-religijnym. Dyskusję tę uzupełnia
i wzbogaca blok artykułów poświęconych marzeniom sennym i psychoanalizie.
Nic innego bowiem, jak właśnie zdolność do śnienia, do owego „drugiego życia” poza
horyzontem naszej cielesności, od początku istnienia człowieka stanowiła argument
za istnieniem w nas owego duchowego pierwiastka.
Michał Bardel
redaktor naczelny
POCZĄTEK STRONY |