|

TEMAT MIESIĄCA:
Czy mamy jeszcze duszę?
Duszy nasze wyobrażenia (fragment)
Z IRENEUSZEM KANIA rozmawia Małgorzata Pasicka
Duszy na gruncie filozofii chrześcijańskiej nie da się do końca poznać.
Zachodzi zasadnicza niewspółmierność między świadomością
a duszą jako taką czy też tą osiową strukturą duszy, która jest
substancjalna i wieczna.
Jako ludzie Zachodu, za kolebkę naszej filozofii i antropologii przywykliśmy uważać Grecję.
Do dziś silnie zakorzeniony w naszej kulturze dualizm, postrzegający człowieka jako syntezę
pierwiastka duchowego i cielesnego, zaszczepili nam orficy. Skąd go zaczerpnęli?
Tego oczywiście nie da się ustalić, bo sięgamy tutaj poza dostępny nam horyzont historyczny.
Na pewno zaczerpnęli go z jakiegoś prapodłoża myślowego, którego różne formy
i odpryski daje się wyśledzić właściwie we wszystkich kulturach, poczynając od Chin,
a kończąc na Zachodzie. Nie wiem, jak ta sprawa wygląda w kulturach prekolumbijskich,
ale zdaje się, że tam także istniały koncepcje dualistyczne. Wygląda na to, że sięgamy tutaj
do bardzo pierwotnej intuicji mówiącej, iż pierwiastek duchowy jest na pewnym poziomie
postrzegania bardzo silnie przeciwstawiony pierwiastkowi cielesnemu. Jeśli mogę
się tutaj pokusić o jakąś spekulację typu antropologicznego, to odwołując się do powszechności
pewnych doświadczeń ludzkich, powiedziałbym, że ten dualizm narodził
się z jednego z najbardziej wstrząsających i poruszających doświadczeń naszego hipotetycznego
praprzodka – już świadomego siebie samego i świata, zwłaszcza zaś opozycji
między „sobą”, podmiotem, a światem – mianowicie z doświadczenia śmierci. Człowiek
zobaczył istotę podobną do siebie, która jeszcze przed chwilą była żywa, ruszała się, była
ciepła, funkcjonowała – i oto nagle z jakiegoś powodu w tej chwili jest już kimś innym,
jest czymś innym. Mimo że nadal zachowuje podobieństwo. Jest czymś nieruchomym, zimnym, niemyślącym, niedziałającym. I to doświadczenie, pokazujące tak wielki kontrast
między dwoma sposobami istnienia – tym, który przysługuje człowiekowi żywemu,
a tym, który przysługuje człowiekowi martwemu – mogło dać początek koncepcji fundamentalnego
przeciwieństwa między dwoma modusami istnienia: istnienia czysto fizycznego,
materialnego, które jest synonimem martwoty, i istnienia żywego, które ma coś dodanego
do materii. Istotnie, czytamy u Diogenesa Laertiosa, że stoicy – Zenon z Kition,
Antypater i Posejdonios – duszą nazywali pierwiastek duchowy wyposażony w ciepło, od
którego mamy oddech i ruch. Tak więc to coś dodanego do materii chyba zaczęto nazywać
duszą. A dlaczego „duszą”? Dlatego że jednym z fundamentalnych wyróżników istnienia
żywego, oprócz ruchu i ciepła, jest również oddech, dech. „Dusza” to słowo związane
etymologicznie z tchem.
To jest to hebrajskie „tchnienie”, ruach?
Tak. I jest to znowu koncepcja uniwersalna. Pojawia się choćby w kulturze Indii, a tutaj
dysponujemy horyzontem historycznym bardzo odległym, bo sięgającym przecież
do tekstów Rigwedy, więc lekko licząc jakieś piętnaście wieków przed naszą erą.
W Indiach figurą istnienia żywego, czego zasadniczym symbolem stała się potem dusza,
jest właśnie oddech, tchnienie, po sanskrycku prana. Później słowo prana zaczęło
oznaczać całość tego, co się nazywa życiową energią. Prana jest synonimem duszy,
jednym z najstarszych na terenie Indii. Drugim, który przyszedł później i w innym
kontekście, jest figura ognia, również jako synonimu energii życiowej. Natomiast
prana jako „tchnienie” ma swoje odpowiedniki choćby w łacinie (spiritus) i grece
(pneuma).
Niektóre kultury rozbiły duszę na kilka elementów. W judaizmie, u Arystotelesa, w starożytnym
Egipcie dusza jest trójdzielna.
We wszystkich kulturach istnieje podział tego pojęcia w zasadzie na trzy człony, z tym,
że są one zróżnicowane na zasadzie nie tyle ontologicznej, ile funkcjonalnej. Więc na
przykład u Arystotelesa najniżej stoi dusza roślinna, potem dusza zwierzęca, w której
się już zaczynają funkcje psychiczne, a najwyższą formą duszy jest dusza rozumna. Rozumna,
z jeszcze jednym odgałęzieniem w stronę czegoś już zupełnie transcendentnego,
w stronę tego, co Arystoteles nazywał nous poietikos, czyli „rozum twórczy”. I to już
jest duchowy atrybut boski. Trójpodział duszy pojawia się także w Indiach i w Egipcie.
I przypuszczam, że właśnie z Egiptu ta idea zawędrowała do świata śródziemnomorskiego.
To jest moje osobiste przekonanie, które być może bardzo trudno byłoby udowodnić
i nie silę się na to, ale wiele wskazuje na egipskie pochodzenie tej koncepcji, również
w wydaniu żydowskim, hebrajskim, gdzie dusza jest trójdzielna: jest neszama, jest nefesz i jest ruach jako takie bardzo ogólne pojęcie duszy, spokrewnione zresztą właśnie
z „tchnieniem”. Bo ruach pierwotnie znaczy „wiatr”.
Więcej na łamach styczniowego „Znaku”
Zamów numer
IRENEUSZ KANIA, tłumacz
z literatur
romańskich
i orientalnych,
eseista.
POCZĄTEK STRONY |