|

TEMAT MIESIĄCA:
Czy mamy jeszcze duszę?
Dusza do zbawienia koniecznie potrzebna
(fragment)
SEBASTIAN DUDA
Apostoł Paweł wyraźnie uznaje trójdzielny podział antropologiczny,
w którym obok ciała występują jeszcze duch i dusza. I one wszystkie
podlegają zbawieniu, gdyż ludzka integralność żadną miarą nie
wyklucza człowieczej złożoności.
W czasach emancypacji ciała, tak upragnionej od dawna przez wielu chrześcijan,
o duszy łatwo jest zapomnieć. Nikt już dziś nie pisuje „psychomachii”, w której barwnie,
jak ongiś u wielkiego wczesnochrześcijańskiego poety Prudencjusza, ukazywana
by była walka cnotliwej duszy z czyhającymi na nią zewsząd występkami. Rozprawia
się za to nieustannie o jedności psychosomatycznej człowieka, kładąc zresztą
zdecydowany nacisk na „somatyczność” tej jedności; uprawia „teologię ciała”, odkładając
rozważania o duszy do zamkniętych na wszelkie spusty rezerwuarów tradycji.
Nazbyt to chyba pospieszne rugi. Nawet gdyby uznać, że wielowiekowe rozważania
chrześcijańskich myślicieli o duszy bardziej w myśli greckiej niż w Biblii mają swoje
źródło, w samych tekstach biblijnych wciąż rzucać się będą w oczy liczne wzmianki
na temat duchowej konstytucji człowieka. Bo nie jest prawdą, że chrześcijańska
antropologia bez duszy może się swobodnie obejść. Już w najstarszym ze znanych
nam listów św. Pawła, w Pierwszym Liście do Tesaloniczan, można znaleźć znamienny
passus: „Sam Bóg pokoju niech was całkowicie uświęca, aby nienaruszony duch
[pneuma] wasz, dusza [psyche] i ciało [soma] bez zarzutu zachowały się na przyjście
Pana naszego Jezusa Chrystusa” (1 Tes 5, 23). Apostoł wyraźnie uznaje trójdzielny podział antropologiczny, w którym obok ciała występują jeszcze duch i dusza. I one
wszystkie podlegają zbawieniu, gdyż ludzka integralność żadną miarą nie wyklucza
człowieczej złożoności.
Powstaje jednak pytanie, czy i jak owe trzy antropologiczne komponenty: ciało, dusza
i duch między sobą się różnią. Wyjaśnienia tej różnicy niekoniecznie trzeba szukać
w greckiej filozofii. Jej źródeł bowiem można jak najbardziej dopatrzeć się w Biblii, i to
jeszcze w Starym Testamencie. Bez wątpienia jednak autorzy biblijni dość odmiennie
rozkładają znaczeniowe akcenty niż greccy mędrcy.
Gdy o chodzi o ciało, sprawa wydaje się z pozoru dość jasna. Hebrajskie słowo basar
oznaczać przecież ma całego człowieka w jego materialnej postaci, w jakiej ukazuje
się on innym i dzięki czemu przez innych postrzegany jest jako odrębne indywiduum2.
Jednak już w greckim tłumaczeniu Biblii – w Septuagincie, a później i w Nowym Testamencie
– to, co po polsku nazywa się „ciałem”, określają dwa rzeczowniki: sarx i soma.
W pierwszym z tych określeń bardziej chodzi o cielesny materiał, tworzywo, z którego
stworzone są wszelkie istoty żywe. Soma natomiast oznacza cielesną formę, charakterystyczną
i wyłączną dla każdego cielesnego indywiduum. W materialnej bezkształtności
cielesności, rozumianej jako sarx, soma stanowi coś na kształt principium individuationis.
Można by rzec, iż jako ludzie – wszyscyśmy ze sobą identyczni w cielesności
„sarkicznej”, a od siebie odmienni w cielesności „somatycznej”.
Św. Paweł nie ma o sarx wysokiego mniemanie i odnosi się do niej (sarx jest po grecku
rodzaju żeńskiego) z największą podejrzliwością, widząc w niej główny ośrodek
niszczącego człowieka grzechu:
Ja jestem cielesny [sarkinos], zaprzedany w niewolę grzechu. Nie rozumiem bowiem
tego, co czynię, bo nie czynię tego, co chcę, ale to, czego nienawidzę – to właśnie czynię
(…). Jestem bowiem świadom, że we mnie, to jest w moim ciele, nie mieszka dobro
(Rz 7, 14b–15. 18a).
Co jednak wydawać może się dziwne, Paweł wyraźnie identyfikuje siebie samego
z cielesnością określaną jako sarx. Jaźń jest ciałem ze wszystkimi jego grzesznymi namiętnościami,
które prowadzą do śmierci (por. Rz 7, 5). W tak negatywnym rozumieniu cielesności sarkicznej u Pawła odsłania się podstawowy biblijny przekaz: człowiek to istota upadła i skażona, która potrzebuje odkupienia i odrodzenia pochodzących od
Boga. Czy jednak cielesność przez sarx określona może być zbawiona? Paweł raczej
w to wątpił, gdyż mocno wiązał sarx z grzechem i śmiercią. Tylko soma w ostatecznym
rachunku zmartwychwstaje. Dopiero w Prologu Ewangelii według św. Jana (zredagowanej
ostatecznie w kilkadziesiąt lat po napisaniu przez Pawła jego listów) i cielesność
sarkiczna zostaje dowartościowana: Boskie Słowo stało się ciałem; przedwieczny Logos
przyjął postać sarx. Niemniej podejrzliwy stosunek do ludzkiego ciała – i to nie tylko
w jego wymiarze sarkicznym, ale i somatycznym – stał się w chrześcijaństwie pewną
normą, i to pomimo doktryny (potwierdzonej w Credo nicejsko-konstantynopolitańskim)
o ciał zmartwychwstaniu. Negatywna teologia ciała wzmocniła paradoksalnie
pozytywną teologię duszy, która miała podstawę w radykalnej psychosomatycznej dychotomii.
Bez wątpienia odbyło się to jednak kosztem biblijnego przesłania.
Więcej na łamach styczniowego „Znaku”
Zamów numer
SEBASTIAN DUDA, dr,
filozof i teolog
związany
z Katolickim
Uniwersytetem
w Leuven.
POCZĄTEK STRONY |