|

TEMAT MIESIĄCA:
Czy mamy jeszcze duszę?
Szlachetny banita na wygnaniu. Czy jest miejsce
dla duszy w psychologii? (fragment)
BARTŁOMIEJ DOBROCZYŃSKI
Co takiego wydarzyło się w dziejach myśli psychologicznej, że dusza nie
tylko przestała być przedmiotem
zainteresowania współczesnych
nauk empirycznych, ale sama została
skazana przy tym na nieodwracalną,
jak się zdaje, banicję?
Historyk psychologii Ryszard Stachowski,
pisze, iż była ona od czasów
Arystotelesa – i zgodnie z etymologią
swej nazwy – „nauką o duszy jako
wzniosłym i godnym podziwu bycie substancjalnym”
. Sama nazwa, choć nie jest
słowem greckim, pochodzi z greki i składa
się z dwóch słów: ή ψυχή (dusza) i ó λόγος
(nauka), które w rezultacie połączenia
dały powszechnie znane określenie
ή ψυχολογία (nauka o duszy). Po raz pierwszy
pojawiło się ono stosunkowo późno
w dziejach myśli europejskiej, bowiem dopiero
w roku 1590 posłużył się nim w tytule
swojej rozprawy niemiecki filozof i logik
z Marburga Rodolphus Goclenius (vel Rudolf
Goeckel). W starożytnej Grecji Platon
i Arystoteles najwyraźniej nie znali tego
słowa, a swoje teksty traktujące o zagadnieniach
psychologicznych zwykle tytułowali
Περί ψυχη ς („O duszy”). Obecnie jednak,
po ponad czterystu latach od wydania
traktatu niemieckiego uczonego, sytuacja
współczesnej psychologii zmieniła się diametralnie:
Dziś słowo „psychologia” w znaczeniu „nauka
o duszy” jest nie tylko anachronizmem, gdyż
nie wskazuje już na przedmiot badania współczesnej
psychologii, ale i samo słowo „dusza”
zniknęło ze współczesnego słownictwa psychologicznego,
ustępując miejsca „psychice”,
„świadomości”, „jaźni” itp. Wprawdzie ostało się słowo „psychologia”, ale użyte w liczbie pojedynczej
nie odzwierciedla już ogromnej rozbieżności
poglądów na jej przedmiot badań
i wynikającą stąd wielość metod badania, różnorodności
zainteresowań naukowych i badawczych
psychologów, niejednomyślności
w określaniu celu i zadań psychologii, a nawet
podziałów w obrębie specjalizacji naukowej
i zawodowej, co musiało doprowadzić do przyjętego
powszechnie wniosku, że nie ma jednej
psychologii.
Co takiego wydarzyło się zatem
w dziejach myśli psychologicznej, że dusza
nie tylko przestała być przedmiotem
zainteresowania współczesnych nauk
empirycznych, ale sama została skazana
przy tym na nieodwracalną, jak się zdaje,
banicję? Proces, który doprowadził do
tego stanu rzeczy, był długi i złożony,
każda więc próba szkicowego jego przedstawienia
narażona jest na ryzyko znacznych
uproszczeń. Z drugiej jednak strony,
takie komiksowe wręcz ujęcie złożonych
problemów może mieć istotny walor poznawczy,
pozwala bowiem z większą wyrazistością
uchwycić najważniejsze prawidłowości
i zależności, które w wyczerpującym
wykładzie zagubiłyby się pośród
mnogości szczegółów – z pewnością istotnych,
ale przy tym zaciemniających samą
istotę rzeczy.
Wszystko wskazuje na to, że idea niematerialnej
duszy pojawiła się w pewnym
momencie historycznym jako zwieńczenie
długotrwałego procesu rozwojowego.
Trudno jednoznacznie określić, od kiedy
ludzie posiadali koncepcję czynnika odrębnego
od ciała – odpowiedzialnego za
ciągłość osobowości i tożsamości. Jak
wskazują znawcy, wiele obserwacji dokonywanych
przez naszych odległych przodków
mogło być odpowiedzialnych za powstanie
takiego przekonania. Po pierwsze
więc, sam fakt życia i śmierci oraz brak
wyraźnych (dostrzegalnych gołym okiem)
różnic pomiędzy ciałem człowieka żywego
a umarłego z przyczyn naturalnych,
mógł spowodować przyjęcie hipotezy
czynnika ożywiającego, który przebywa
na przykład w sercu (bo u żywego człowieka
i zwierzęcia ono „pulsuje”, a u martwego
nie) i w momencie śmierci opuszcza
ciało. Podobną funkcję dowodową
w czasach prehistorycznych pełnić musiały
marzenia senne. Ludzie z pewnością zastanawiali
się nad tym, dlaczego towarzysze
nadal widzą ich ciała, podczas kiedy
oni we śnie „walczą”, „polują” i „wędrują”.
Jako efekt rozbieżności w relacjach ludzi
śpiących oraz ich obserwatorów mogła
pojawić się hipoteza istnienia innego, duchowego,
„śniącego ciała”, które prowadzi
niekiedy niezależne życie. Wreszcie
samo funkcjonowanie intelektualne – które
mogło doskonalić się do późnych lat
(a w tym samym czasie zdolności cielesne
systematycznie się pogarszały) – było kolejnym
powodem przypuszczenia o koniecznej
odrębności pierwiastka psychicznego
i fizycznego. Jednak na samym
początku odmienność ta nie miała istotowego
charakteru. W najwcześniejszych
koncepcjach ludzka dusza uznawana była
za rodzaj rzeczywistości nadal fizycznej (chociaż subtelnej), jak na przykład mgła,
oddech, ciepło, ogień, powietrze, cień, „sobowtór”.
Około 3000 lat temu dusza zaczęła
być wiązana z różnego rodzaju właściwościami
o charakterze psychicznym, najpierw
i przede wszystkim z tymi, które
podzielamy ze zwierzętami, a więc byciem
żywym, posiadaniem emocji oraz pragnień.
Nieco później dodano do tego ściśle
ludzkie zdolności myślenia i autorefleksji.
W miarę rozwoju samowiedzy pojęcie duszy
obrastało coraz bardziej wyrafinowanymi
cechami i jakościami. Pojawiły się
więc takie atrybuty jak wolna wola oraz
zdolność do rozumowań logicznych, umiejętność
kontemplacji i medytacji, intuicja
i doświadczenie mistyczne. W rezultacie
niektóre szkoły zaczęły uznawać duszę za
byt mający boską naturę – a przynajmniej
powiązany ze sferą sacrum.
Więcej na łamach styczniowego „Znaku”
Zamów numer
BARTŁOMIEJ DOBROCZYŃSKI, dr hab., pracuje
w Zakładzie
Psychologii
Ogólnej UJ,
publicysta
i eseista.
POCZĄTEK STRONY |