|

TEMAT MIESIĄCA:
Prawa człowieka. Zawieszone do odwołania?
Dzieje swobód ludzkich (fragment)
STANISŁAW GRZYBOWSKI
Dorobek XIX stulecia, dorobek tych dzielnych ludzi, którzy wiek
swój uczynili stuleciem walki o prawa człowieka, ciągle wymaga
kontynuacji w niejednej jeszcze dziedzinie.
Neminem captivabimus nisi iure victum – „nikogo nie uwięzimy, chyba że przekonanego
prawem” – tak przywileje Władysława Jagiełły z lat 1425–1433 gwarantowały szlachcie
nietykalność osobistą. Ograniczone początkowo do jednego stanu, rozciągnięte zostały
na mieszczan przez Sejm Czteroletni w 1791, zaś rok później na Żydów, co w ówczesnej
Europie było szczególnym ewenementem. Wprawdzie w niejednym kraju jakieś
gwarancje wolności osobistej prawem zastrzeżonej istniały – Bossuet zaliczał je nawet
do tych regulacji, które odróżniały prawami związany absolutyzm europejski od azjatyckiego,
moskiewskiego czy ottomańskiego despotyzmu – ale z przestrzeganiem ich
różnie bywało. Nawet sławny artykuł 29 Wielkiej Karty Swobód („Nikt wolny nie może
być zatrzymany lub uwięziony inaczej niż na podstawie orzeczenia sądu równych
sobie lub na mocy prawa krajowego”) nie dotyczył w uświęconej prawem praktyce ani
arbitralnych decyzji królewskich, ani nakazów jego Rady Osobistej. Protesty nasilające
się od Wielkiej Rebelii sprawiły jednak, że w 1679 r., za panowania Karola II, akt angielskiego
parlamentu znany pod nazwą Habeas corpus – „abyś miał ciało” – postanowił, że
nakaz aresztowania, rozpoczynający się tymi słowami, winien być doręczony do dwudziestu
dni po zatrzymaniu – i nic więcej. Możliwość ograniczenia wolności osobistej
na mocy prawa dalej pozostawała niezwykle szeroka, pomimo pewnego poszerzenia
jej zakresu w ustawach następnych, zawieszanych zresztą w Wielkiej Brytanii często
w XVIII i pierwszej połowie XIX wieku.
Były to jednak czasy, gdy podstawowym problemem stawać się zaczęła wolność sumienia.
„Pierwsze wolności westchnienie było i westchnieniem wiary”, przypomni to później Juliusz Słowacki. Wystąpienie Husa, potem Lutra, początki wojen religijnych,
uświadomiły, że ograniczenie wolności sumienia – nawet metodami inkwizycyjnymi –
jest utopią, że wiary nikomu narzucić się nie da. Już Zygmunt Stary z tej racji prosił:
„Pozwólcie mi być królem kozłów i baranów”, a i później niejeden monarcha, jak cesarz
Maksymilian II, jak Zygmunt August, otwarcie przyznawał, że nie chce być władcą
ludzkich sumień. Reformacja katolicka, uchwały soboru trydenckiego, działalność
jezuitów zmierzały do przekonania opornych, a prześladowania pragnęły ograniczyć
do heretyckich kapłanów.
Prawdziwy problem bowiem – w czasach, gdy narodziny, małżeństwo, wychowanie
dzieci, pogrzeb, realizacja testamentu kontrolowane były przez Kościół – stanowiła
wolność kultu. Początek dali Czesi. Już sejm z 1440 r. próbował ująć dwuwyznaniowość
w ramy prawne. Ostatecznie jednak ugoda między utrakwistami a katolikami (zawarta
w formie tradycyjnego pokoju ziemskiego na sejmie w Kutnej Horze w 1485 r. na 31 lat,
a w 1510 r. uznana za wieczystą) precyzowała nie tylko zasady współżycia obu obrządków,
ale zezwalała również poddanym na zwracanie się z potrzebami religijnymi do Kościołów
swoich wyznań, bez względu na ewentualną zależność od pana innowiercy.
Ugoda kutnohorska, mająca charakter konfederacji, wiązała stany. Monarchowie
czescy, od Zygmunta Luksemburczyka począwszy, zobowiązywali się przysięgą koronacyjną
do zachowania pokoju religijnego i swobód wyznaniowych. Pokój ziemski Rzeszy,
Reichslandfriede, zawarty na sejmie Rzeszy w Augsburgu w 1555 r., potwierdzony
edyktem cesarza Ferdynanda, na 63 lata uporządkował stosunki wyznaniowe w Niemczech,
a choć generalnie stosował zasadę cuius regio, eius religio, „czyje panowanie, tego
wyznanie”, nie sformułowaną w nim zresztą expressis verbis, dopuszczał jednak tak
wiele wyjątków, że w wielu miastach i księstwach Rzeszy zapanowała formalna wolność
kultu, na terenach katolickich tolerowana długo, wolność sumienia zaś zagrożona
formalnie nie została. Podobne rozwiązanie zastosowano już wcześniej w Szwajcarii,
gdzie wolność kultu zagwarantowano na wspólnych terytoriach Związku, w poszczególnych
kantoniach próbując narzucić jedność kultu. Również we Francji w licznych
pokojach wyznaniowych w czasie wojen „pod starym pozorem religii” we Francji próbowano
zagwarantować wyłączność kultu na terenach wyznaniowo jednolitych, przymykając
oczy na terenach wyznaniowo mieszanych, aż wreszcie edykt nantejski nadał
temu wymiar bardziej realny, choć wobec braku gwarancji stanowych zdany był na łaskę
monarchy.
Więcej na łamach grudniowego „Znaku”
Zamów numer
STANISŁAW GRZYBOWSKI, prof. dr hab.,
historyk,
emerytowany
wykładowca
Akademii
Pedagogicznej
w Krakowie.
POCZĄTEK STRONY |