Strona główna Miesięcznika ZNAK

 SIW ZNAK

 E-MAIL

 

GRUDZIEŃ 2008, NUMER 643

Strona główna


Lista mailingowa
Jeżeli chcesz otrzymywać aktualne informacje o nowościach w miesięczniku ZNAK i wydarzeniach organizowanych przez SIW Znak wpisz swój e-mail.

 



REPORTAŻ



Wyspa strachu
(fragment)

MICHAŁ BARDEL

Gdyby nie parcie turystów i zyski, jakie czerpią przewoźnicy, Grecy najpewniej zamknęliby wyspę i próbowali zapomnieć. Nie lubią, gdy porównuje się Kretę do Filipin czy Indii, gdzie do dziś istnieją kolonie trędowatych.


Jeszcze kilkanaście lat temu, by tam dotrzeć, należało zapłacić odpowiednią kwotę rybakowi z Plaki. Okrążenie wyspy zajmuje niecałe pół godziny – rybak wypijał dwa piwa i drzemał w słońcu; raczej nie towarzyszył turyście w jego spacerze. Znał przyjemniejsze miejsca.

Dziś na Spinalongę w sezonie pływają łodzie pasażerskie nie tylko z Plaki. Także z Eloundy, nawet z Agios Nikolaos. Co kwadrans wysiada z nich kilkudziesięciu podróżnych zachwyconych urokliwą skalistą wysepką z pozostałościami weneckiego portu, ruinami weneckich domów i resztkami ścian, które kiedyś należały do mniejszych, skromniejszych zabudowań tureckich. Ze Spinalongi pięknie widać Kretę, a morze jest tu o wiele bardziej błękitne niż w kurortach na północnym zachodzie.

Uczestnicy zorganizowanych wycieczek zwykle doskonale wiedzą, do jakiego miejsca przybyli. O historii Spinalongi – tej rzymskiej, weneckiej, tureckiej i wreszcie tej budzącej dreszcz, dwudziestowiecznej – czytali w przewodnikach, słuchali podczas krótkiej podróży łodzią. Ci, co nie lubią zwiedzać w tłumie i samotnie spacerują wąskimi uliczkami wyspy, najbardziej ze wszystkich narażeni są na gwałtowną niespodziankę.

Główna ulica otoczona jest maleńkimi, potureckimi sklepikami o niezbyt skomplikowanej, wręcz nowoczesnej bryle. Odwiedzając jeden za drugim, zupełnie niespodziewanie trafiamy do miejscowego muzeum, a właściwie maleńkiej salki, w której witają nas stare gabloty, a w nich zardzewiałe strzykawki, pociemniałe słoje apteczne, niedomyte miednice i spękane baseny. Ta niecodzienna ekspozycja wybija rozleniwionych słońcem i morzem turystów z przyjemnego letargu, każe spojrzeć na niewielkie postery powieszone w kącie. Najpierw zobaczymy słabej jakości czarno-białe zdjęcia ludzi z twarzami poczerniałymi, pokrytymi naroślami wielkości orzecha, ludzi pozbawionych palców lub całych kończyn. Później rozpoznamy tło: tłum tajemniczych postaci zaludnia wenecką przystań, wypełnia tunel, którym dopiero co przecież przechodziliśmy, rozkoszując się przyjemnym chłodem. Powoli zaczynamy zdawać sobie sprawę, że poszukując wakacyjnych wrażeń zupełnie innej natury, znaleźliśmy się w miejscu, w którym jeszcze pięćdziesiąt lat temu funkcjonowała kolonia trędowatych. Bodaj przedostatnia w Europie.

Kilkunastoletnia Hiszpanka czyta w skupieniu podpisy pod zdjęciami postera. Powoli wyjmuje z uszu słuchawki iPoda, jej czarne oczy robią się jeszcze większe i jeszcze śliczniejsze. Woła koleżanki opalające się przed budynkiem. Nie ma siły, nie podejdą do gabloty. Wciąż jeszcze, w dwudziestym pierwszym wieku, słowo „trąd” wywołuje strach. Większość zwiedzających reaguje jednak spokojniej. Wizyta w maleńkim muzeum zmienia nie do poznania. Rozbawione i głośne towarzystwo wyłaniające się z tunelu po przejściu przez pokój z gablotką zmienia się w zamyśloną, nieco zbitą z tropu kolumnę pielgrzymów, którzy niemal szeptem wymieniają teraz uwagi na temat dramatu, jaki miał miejsce na Spinalondze w pierwszej połowie ubiegłego wieku.

Więcej na łamach grudniowego „Znaku”

Zamów numer

MICHAŁ BARDEL, dr filozofii, redaktor naczelny miesięcznika „Znak”.

 

 

POCZĄTEK STRONY

Szukaj na stronach Wydawnictwa ZNAK

 

 

 


E-Mail

Redakcja

Archiwum

Wydarzenia

Prenumerata

Aktualny numer

Bibliografia

© Copyright by SIW ZNAK Sp. z o.o.
Strona wykonana przez Akrateia Inc.