70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Echa Orientu. O Bałkanach wyobrażonych Marii Todorowej

Z górą dziesięć lat czekaliśmy w Polsce na książkę, która ma wszelkie szanse stać się jednym z najbardziej poczytnych, jak i najwyżej cenionych tytułów dla wszystkich interesujących się dziejami cywilizacji oraz tożsamością Europy, a zwłaszcza jej południowo-wschodniej części.

Oto bowiem, nakładem wydawnictwa Czarne, ukazało się polskie tłumaczenie Bałkanów wyobrażonych Marii Todorovej, bułgarskiej  historyczki, która od początku lat 90. pracuje w Stanach Zjednoczonych. Choć idea dzieła, które mierzy się z historią nieporozumień, ignorancji i stereotypów dotyczących Bałkanów, towarzyszyła jej, jak przyznaje we wstępie, przez całe życie, to światowa premiera książki przypadła w czasie szczególnym: w 1997 roku, zaraz po wojnie w byłej Jugosławii – okresie „tragicznie fascynującym” dla każdego badacza pojęć i wyobrażeń na temat tego regionu. Ani wojna, ani jej percepcja nie ograniczyły jednak treści dzieła, od początku pomyślanego jako ogólny, krytyczny przegląd sposobów postrzegania krajów bałkańskich poza Bałkanami. Przeciwnie: utwierdzając Todorovą w przekonaniu, że już dość dawno temu doszło do oddzielenia znaczenia nazwy „Bałkany” od geografii oraz „wstecznego, retrospektywnego przypisania regionowi nasyconej ideologicznie nazwy” (s. 27), potwierdziły tylko tezę o żywotności i zaskakującej trwałości jego „znieruchomiałego” obrazu, który na Zachodzie ukształtował się ostatecznie wraz z końcem I wojny światowej i od tego czasu, w prawie niezmienionej formie utrwalany jest w przekazach literackich i relacjach dziennikarzy.

Chociaż James Bond podróżował po Czarnogórze superszybkim pociągiem TGV (film Casino Royale), zaś promocyjne spoty  Rumunii przedstawiają ten kraj jako krainę z przyjaznej baśni o górach, zamkach, pięknych kobietach i wielkodusznych wręcz wampirach, typowe wyobrażenie Bałkanów u przeciętnego człowieka Zachodu ukształtowały raczej waśnie, okrucieństwa i zamachy – z tym najważniejszym, z 1914 roku, na czele. „Jest niedopuszczalną zniewagą dla ludzkiej i politycznej natury, że te nieszczęsne i mizerne kraiki na Półwyspie Bałkańskim potrafią wzniecać spory, które wywołują wojny światowe”, pisał jeszcze w 1936 roku amerykański dziennikarz John Gunther, a echa współczucia i kiepsko skrywanej odrazy w stosunku do Bałkanów słychać było również w latach 90. XX wieku. Z książki dowiadujemy się jednak, że pogardliwy termin „bałkanizacja” – odnoszący się do rozpadu regionu na małe i skłócone ze sobą państwa – zastosowano po raz pierwszy w 1918 roku, a więc w czasie gdy na Bałkanach istniały już wszystkie państwa z wyjątkiem jednego (którego zresztą utworzenie – chodzi o Królestwo Serbów, Chorwatów i Słoweńców – nosiło znamiona odwrotności „bałkanizacji”). Niesprawiedliwa popularność terminu może więc być efektem „grzechu pierworodnego”, którym, zdaniem Todorovej, było „wprowadzenie [go] do dyskursu bez należytego opisu”. W Bałkanach wyobrażonych wskazanych zostało jeszcze kilka podobnych niekonsekwencji, w tym również takie, które przedostały się do świata pozanaukowego i do dziś funkcjonują w obiegu potocznym. Status „niewinnych [acz szkodliwych] niedokładności” zyskują w tym ujęciu równie dobrze: XV-wieczne pomyłki w opisie geograficznym regionu (efektem jednej z nich – przecenienia wielkości i znaczenia łańcuchu górskiego Bałkanu – jest objęcie jego nazwą całego półwyspu) oraz zamierzone, choć mimo woli kumulujące stereotypy regionu wyobrażenia literackie (na przykład Hercosłowacja – kraj wymyślony przez Agatę Christie w Tajemnicy rezydencji Chimneys, 1925) czy filmowe.

Od „bałkanizacji” do bałkanizmu

Todorova musiała się zmierzyć z dziedzictwem Edwarda Saida i określić miejsce Bałkanów w odniesieniu do Orientu. Jej zdaniem, bałkanizm i orientalizm są do siebie podobne, lecz nie identyczne. Postrzeganie Orientu na Zachodzie zawsze miało bowiem charakter relatywny i zależało od określonego systemu wartości czy punktu obserwacji – w tym sensie „każdy miał swój własny Orient”. Tymczasem Bałkany są umiejscowione realnie, istnieją fizycznie. Orient jest nieuchwytny, Bałkany są konkretne. Podczas gdy Orient przesycony jest erotyzmem i kobiecością, Bałkany są rzeczywistością wyłącznie męską: oto świat kafejek, w których spisek wisi w powietrzu przez cały czas…

Problemem wspólnym zarówno dla bałkanistów, jak i badaczy Orientu jest zjawisko „samoesencjalizacji” Zachodu jako pewnej jednorodnej całości, które stawia go (oraz zachodnich badaczy) w pozycji uprzywilejowanej w stosunku do Orientu (i Bałkanów): kłopot polega nie tylko na tym, że homogeniczny Zachód określa się wobec Orientu, ale na tym, że mechanizm ten działa i w drugą stronę. Fałszywość takiej sytuacji legła u podstaw wzajemnego niezrozumienia, spowodowała zamieszanie w metodologii oraz podzieliła bałkanistów na „miejscowych” i „zachodnich” – oto kolejny „grzech pierworodny”.

Bałkany są dla Todorovej tą częścią kontynentu, wobec której w starożytności pierwszy raz użyto określenia „Europa”. Pierwszy – i prawie ostatni: 

Podczas gdy poszukiwanie początków myśli zachodniej wiedzie nas na ogół do Egiptu, Mezopotamii, Indii i hebrajskiej Biblii, organizmy społeczne i polityczne, w których rozwinęły się te tradycje, zostały zręcznie odesłane do innego, trzeciego świata. Ta część Europy, która jako pierwsza nosiła tę nazwę (starożytni Grecy zwali „Europą” ląd bałkański po drugiej stronie wysp), została jej pozbawiona, a otrzymała, w najlepszym razie, w kontekście czysto geograficznym, atrybut południowo-wschodni, zaś w prawie wszystkich pozostałych dyskursach Schimpfort „bałkański”, bez atrybutu „europejski” (s. 341).

 

Pierwsza znana wzmianka o Bałkanach jako identyfikowanej z nazwy całości pochodzi od Filippa Buonaccorsiego, włoskiego dyplomaty w służbie – tu ciekawostka – króla polskiego, który w 1490 roku relacjonował papieżowi Innocentemu IV, że w drodze do Turcji minął góry nazywane przez miejscową ludność „Bolchanum”. Przekonanie o istnieniu tajemniczego, potężnego łańcucha górskiego, który rozciąga się od Adriatyku po Morze Czarne dominowało przez wiele lat, stanowiąc powód dla którego cały region określamy dziś nazwą tych gór.

Jednak w Bałkanach wyobrażonych Todorova przeprowadza historyczną analizę zachodniego postrzegania Bałkanów, za główny klucz przyjmując nie tyle chronologię, ile poszczególne, odrębne tradycje odkrywania regionu przez przedstawicieli różnych obszarów językowych. Zabieg ten pozwala od czasu do czasu uwolnić się od kłopotliwej supremacji porządku chronologicznego i historycznej formuły „wynikania” i „następstw” kolejnych etapów postrzegania Bałkanów, pozostawiając miejsce na oryginalne spostrzeżenia i wnioski, w których łączy zjawiska z różnych etapów (w końcu, choć na dzisiejsze stereotypy regionu składają się zdarzenia z wielu epok, ich porządek chronologiczny nie zawsze jest najważniejszy). Dzięki temu widzimy też, w jak różny od siebie sposób Bałkany odkrywali Francuzi, Anglosasi czy Rosjanie, a także jak często to bieżące wydarzenia polityczne w krajach europejskich determinowały ich stosunek do kwestii bałkańskiej. I tak na przykład, we Francji, kiedy ta w XVI wieku zawarła „bezbożny sojusz” z Turkami osmańskimi, w opisie ich imperium dominowały akcenty pozytywne: wizerunek despotycznego, lecz skutecznego imperium osmańskiego wywarł wpływ na kształt ideologii absolutyzmu nad Sekwaną. Dopiero później, wraz z nadejściem Oświecenia i klimatu antyreligijności, krytycznie spojrzano na islamską Portę.

Punkty odniesienia

Todorova jasno wyznacza granice Bałkanów. Za narody bałkańskie uznaje Albańczyków, Bułgarów, Greków, Rumunów oraz większość mieszkańców byłej Jugosławii (bez Słoweńców, ale z Chorwatami), zgadza się również na pewną „ograniczoną bałkańskość” Turcji. Jedną z zalet książki – oprócz wyczerpującej analizy dziedzictwa różnych tradycji, które były obecne na Bałkanach – jest próba rozwiązania pewnych sprzeczności w obrębie tak zdefiniowanego regionu. Przykładem niech będzie waga, jaką w Bałkanach wyobrażonych przykłada się do tożsamości narodów położonych na geograficznych i mentalnych obrzeżach regionu – Grecji, Turcji czy Rumunii. Grecja zostaje w tej książce „zrehabilitowana” i z powrotem umieszczona w centrum dyskusji o Bałkanach. Grecy godzą się na swoją bałkańskość, bo wolą ją już od przynależności od Orientu – pisze Todorova – a także dlatego, że poczucie bezpieczeństwa w regionie przynosi im członkostwo w instytucjonalnych strukturach Zachodu. Zgoda na własną „bałkańskość” pozostaje więc prawie zawsze zgodą warunkową. Trzeba przyznać, że w książce niewiele jest elementów czy apeli stricte politycznych – ale jeśli już należy na coś wskazać to właśnie na pośrednio formułowaną tezę o zaletach integracji regionu: zarówno wewnętrznej, jak i zbliżenia z instytucjami zachodnimi: „Psycholodzy powinni przekonać polityków i dziennikarzy, że naznaczenie piętnem całej zbiorowości nigdy nie było dobrym środkiem zapobiegawczym. Badania praktyk społecznych podejmujące kwestię piętna pokazały, że odpowiednim rozwiązaniem jest integracja, a nie izolacja” (s. 398). Te słowa, choć w zamyśle odnosiły się do wojny w byłej Jugosławii, pozostają aktualne także dziś, kiedy połowa Bałkanów jest już w Unii Europejskiej, a druga połowa powoli zaczyna się do niej zbliżać.

Wracając do poprzedniego wątku: także Zachód miał problem z przynależnością „swojej” Grecji, której antyczne dziedzictwo legło u podstaw jego własnej cywilizacji, do dzikiego i zacofanego świata bałkańskiego. Opisy tego kraju, odkrywanego w XIX wieku przez młodą elitę arystokratycznego Zachodu w czasie grand tour, niosą obraz kraju zacofanego, a wzajemny stosunek współczesnych Greków i antycznego dziedzictwa Grecji wielu z nim jeszcze na początku XX wieku przypominał to, co Todorova nazywa stosunkiem Indian i Puszczy Amazońskiej (to William Curtis w książce The Turk and His Lost Provinces, 1903).

W ciągu minionych wieków na Bałkanach stykały się ze sobą i nawzajem przenikały rozmaite tradycje kulturowe i historyczne, z antyczną Grecją, Bizancjum, przedosmańskimi państwami i wspólnotami chrześcijańskimi oraz kilkusetletnią dominacją Turcji. Dziedzictwo osmańskie pozostaje dla Todorovej najważniejsze: ono nadało nazwę Półwyspowi Bałkańskiemu i ukształtowało zręby tożsamości – to właśnie do okresu rządów tureckich odnoszą się współczesne stereotypy Bałkanów. Stanowi też klucz do zrozumienia politycznej złożoności regionu, na przykład mozaiki kulturowej i religijnej w Bośni. Utarło się przekonanie, że Bałkany zaczęły tracić swą tożsamość z chwilą, gdy rozpoczęła się ich „europeizacja”. „Europeizacja” (czy raczej: „westernizacja”) to jednak także: nacjonalizm, sekularyzacja i tryumf biurokratycznego państwa narodowego. Właśnie krytyczne spojrzenie na proces powstawania państwa narodowego jest charakterystyczne dla Todorovej: na Zachodzie, pisze, proces ten wcale nie musiał mieć charakteru organicznego, poza tym nie był obojętny moralnie. Krytyka Zachodu ma u Todorovej podwójny przebieg – autorka przypomina, że przemoc jest przypisana nie tylko Bałkanom, sceptycznie podchodzi również do wielu przejawów zachodniej, quasi-orientalistycznej metodologii badań bałkańskich.

Dla czytelnika z Polski szczególnie interesujące okazuje się wprowadzenie do dyskusji o Zachodzie, Oriencie i Bałkanach jeszcze jednego punktu odniesienia: Europy Środkowej. Pochodzące z lat 80. XX wieku koncepcje Europy Środkowej autorstwa Jenő Szűcsa, Czesława Miłosza i Milana Kundery po 1989 r. pozwoliły bowiem niektórym krajom postkomunistycznym (przede wszystkim Polsce, Czechom, Słowacji i Węgrom) na higieniczne oddzielenie się od swoich sąsiadów: od  tych państw, które pozostawały w tyle w procesie transformacji gospodarczej, od państw poradzieckich oraz od tych krajów, które właśnie rozpoczynały wojnę po rozpadzie Jugosławii. Co znamienne, z wymienionych klasyków jedynie Miłosz włączył Bałkany do Europy Środkowej, a jego definiujące środkowoeuropejskiego twórcę określenie o jego „wykształceniu w dziedzinie ironii” powtarza choćby poczytna eseistyka Dubravki Ugrešić:

Dopiero od momentu – pisze Todorova – gdy Europa Wschodnia uległa dezintegracji, a jej część, twierdząca, że nie jest Wschodnia, ale Środkowa, patrzy z awersją i udawanym niezrozumieniem na trudną sytuację Jugosławii, jak gdyby należała do zupełnie innego gatunku, Jugosłowianin może odnieść się do Europy Wschodniej, a w chwili rozpaczy rozpoznać w niej równego sobie – swoje lustrzane odbicie.

Kiedy w 1993 roku Bałkany zostały wskazane przez Vaclava Havla jako współtworzący Europę Środkową Inny, mogło to mieć uzasadnienie polityczne oraz przynieść praktyczny pożytek krajom Grupy Wyszehradzkiej, które rozpoczynały wtedy starania o przyjęcie do struktur zachodnich. Jednak marka „Europa Środkowa” stała się na tyle atrakcyjna, że to pod nią właśnie sprzedawały później swój ekonomiczny sukces na Zachodzie takie kraje jak Słowenia, Bułgaria czy Rumunia.

Książkę można traktować wielorako: także jako zapis współczesnej świadomości i tożsamości identyfikacyjnej mieszkańców regionu. Jest to jednak również wspaniały zbiór odnośników do koncepcji naukowych, literatury i przekazów historycznych. Wartość samą w sobie posiada obszerna bibliografia, a także przygotowana na potrzeby tego wydania lista polskich dzieł literackich, podręczników i prac poświęconych Bałkanom. Książka Todorovej, uzupełniając i rozszerzając wydaną u nas w ubiegłym roku publikację Dzika Europa. Bałkany w oczach zachodnich podróżników Božidara Jezernika, stanowi zaproszenie do świadomego odkrywania regionu, który z roku na rok staje się coraz bliższy pozostałej części Europy.

Bałkany wyobrażone – mimowolnie bliskie marzeniom Todorovej o idealnej pracy naukowej jako „skomplikowanym, urzekającym i wymownym wzorze, utkanym z zachowaniem całego bogactwa szczegółów” (s. 10) – wykraczają poza dziedzinę określoną przez tytuł i zamiary twórczyni. Udało jej się bowiem stworzyć książkę, która „porywa” nie tylko dzięki równocześnie wartkiemu i precyzyjnemu, anglosaskiemu stylowi narracji, ale przede wszystkim za sprawą wielkiej, kontynuowanej od lat w badaniach naukowych pasji, która sprawiła że dzieło w ogóle powstało. Rzecz to nie tylko o wyobrażeniach, ale i rzeczywistości; nie tylko samych Bałkanów, lecz i całego Zachodu. „Bałkany (…) – pisze bowiem autorka w zakończeniu książki – zdołały wchłonąć wiele zeksternalizowanych politycznych, ideologicznych i kulturowych frustracji, wynikających z napięć i konfliktów w regionach praz w społeczeństwach spoza Bałkanów” (s. 403). Jako „magazyn cech negatywnych” były potrzebne Zachodowi; umożliwiły mu zbudowanie, na zasadzie przeciwieństw, spójnego obrazu samego siebie. Todorova przekonuje na przykład, że dopiero od około stu lat możemy zakładać istnienie wspólnej kultury i tożsamości zachodniej – i na dowód tego opisuje, w jak różny sposób jeszcze w XIX wieku postrzegali ten region Francuzi, Rosjanie czy Anglicy. Więcej: unaocznia fatalne skutki „wprzężenia” nauk humanistycznych w służbę ideologii lub polityki danego państwa – i w tym sensie można ją traktować jako rodzaj ostrzeżenia. Wszystko to sprawia, że trudno zawęzić grupę adresatów książki wyłącznie do kręgu bałkanistów lub slawistów: jest to książka, po którą mogą sięgać historycy i antropolodzy, psychologowie kulturowi i metodolodzy nauk humanistycznych. Po to, by poznać i określić psychoanalityczne imago Bałkanów: wcześnie wytworzone wyobrażenie, które źródłem problemów pozostaje do dziś.


Maria Todorova, Bałkany wyobrażone, yłum. Piotr Szymor, Magdalena Budzińska, Czarne, Wołowiec 2008.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata