70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Gdy dzwony milczały w Watykanie

3 września 1914 roku papiescy krawcy w Watykanie wylewają z siebie ostatnie poty. Żadna z przygotowanych wcześniej białych sutann, nawet ta rozmiaru „S“, nie pasuje do szczupłej sylwetki 60-letniego kardynała Giacomo della Chiesa, który po wygranym konklawe przybrał imię Benedykta XV.

   Gdy z dumnej wieży tej stolicy

   Duch Śmierci patrzy bladolicy. 

Edgar Allan Poe, Miasto w Morzu

 

Nowy pontifex w ogóle zdaje się być obcym elementem w łonie Kościoła i pozostawać w sprzecznosci z „duchem czasu“. Wszędzie chrześcjanie dają się porwać euforii wojny. Monarchia Habsburgów z arcykatolickim cesarzem Franciszkiem Józefem wypowiedziała wojnę Serbii. Niemiecka armia ewangelickiego Wilhelma II przewala się przez katolicką Belgię, nie oszczędzając ludności cywilnej i miast. W płomieniach staje nawet kolebka humanizmu europejskiego – najstarszy we Flandrii katolicki uniwersytet w Lowanium (Leuwen). Z koleii prawosławne imperium carów zajmuje niemieckie Prusy Wschodnie. Zsekularyzowana Francja powstrzymuje teutońską nawałnicę w Wogezach. Ale bretońscy katoliccy rekruci – Bretonia jest obok Alzacji najbardziej katolickim departamentem Francji – płacą za to wysoki trybut krwi, gdyż słabo rozumieją oficjalny język francuski. Na Bliskim Wschodzie, w Syrii i Libanie, Turcy Osmańscy rozprawiają się z tamtejszymi chrześcjanami. Wszędzie monarchowie „z bożej łaski“ i rządzący politycy wysyłają swoich podwładnych w ramiona śmierci. Przekonani o słuszności „swojej sprawy” i krótkim czasie trwania wojny. „Nim w jesieni spadną liście, wrócicie do domow”, oświadcza w Berlinie do udjących się na wojnę ochotników cesarz Wilhelm. Duchowni błogosławią maszerujące na front oddziały, świecą karabiny, armaty i polowe ołtarze. W kościołach rozbrzmiewają modły o zwycięstwo własnego oręża: Wieże kościelne kołyszą się od marsjańskiego bicia w dzwony. Dwie trzecie katolików świata jest uwikłanych w globlany konflikt: 124 miliony po stronie Ententy, 64 po stronie państw centralnych.

Jedynie z Watykanu rozlega się głos, wzywający do zaprzestania w cywilizowanym świecie krwawej młócki. Dwa miesiące po objęciu urzędu i trzy po wybuchu wojny Benedykt XV ogłasza encyklikę, w której wzywa do zakończenia wojny i potępia tępy nacjonalizm. 22 stycznia 1915 roku deklaruje neutralność Watykanu wobec obydwu stron zbrojnego konfliktu.

Kotłująca się w mieszance narodowych nacjonalizmów wojna postawiła kościół katolicki przed nie lada dylematem – wyborem lojalności albo wobec stojących po obydwu walczących stronach katolików albo wobec ich duchownego zwierzchnika. Kościół katolicki gordyjskiego węzła nie przeciął i zareagował dychotomicznie. Z jednej strony stojący na straży jedności kościelnej papież do końca opowiadał się przeciwko wojnie, z drugiej poszczególne kościoły narodowe identyfikowały się niezłomnie ze swoja narodową nacją, biorącą udział w morderczych zapasach. To tłumaczy też, dlaczego w warszawskiej w katedrze w sierpniu 1914 roku rozbrzmiewało, mniej lub bardziej szczerze, Te Deum za rosyjskiego cara, podczas gdy arcybiskup pruskiego Poznania, Likowski, zapewniał Wilhelma II o lojalności katolickich Polaków wobec niemieckiego cesarza.

W odmętach I wojny światowej Watykan natomiast zdefiniował się jako “pokojowe mocarstwo”, jako napędzająca światowy pokój sprężyna. W ten sposób Benedykt XV do dziś wyznaczył oś “polityce zagranicznej” Watykanu. Dlatego też w latach II wojny światowej Pius XII (1939-1958), pozostając wierny jego spuściźnie, przejmie światowy arbitraż i rolę mediatora między Hitlerem a Aliantami, co w połączeniu z brakiem jednoznacznego potępienia Holocaustu ściągnie na niego podejrzenia o pronazistowskie sympatie. Dwadzieścia lat wcześniej Benedykt nawiązywał natomiast do 19-wiecznej pacyfistycznej tradycji Watykanu, kształtując jej oblicze jednak w sekularyzującym się i multiwyznaniowym świecie. Państwo kościelne było bowiem do końca swojej egzystencji w 1870 roku w ramach prawa międzynarodowego uprawnione do prowadzenia polityki także na drodze oręża. Ale już w podczas wojen napoleońskich papież czuł się bardziej zobligowany do przywrócenia światowego pokoju niż do partycypowania w militarnych przedsięwzięciach. I konsekwentnie odmówił przystąpienia do blokady kontynentalnej, wymierzonej w Wielką Brytanię. Jeszcze większe rozczarowanie wywołała u Włochów odmowa papieża Piusa IX (1846-1878) wsparcia ich narodowowyzwoleńczej walki przeciwko Austrii. Pacyfistyczna linia Watykanu forsowana konsekwentnie przez kolejnych papieży, w tym szczególnie przez Leona XIII (1878-1903), spotkała się z dezaprobatą europejskich mocarstw. W odwecie Królestwo Italii nie dopuściło Watykanu do uczestnictwa w konferencjach pokojowych w Hadze w 1899 i 1907 roku. A w latach 1 wojny światowej wymogło po przystąpieniu do wojny po stronie alianckiej od swoich nowych sojuszników – Anglii, Francjii i Rosji – wykluczenie Stolicy Apostolskiej z rokowań pokojowych w Wersalu.

Tymczasem Benedykt XV przez cały okres wojny starał się przywrócić pokój i zapewnić ofiarom walk pomoc humanitarną. Sieć papieskich nuncjatur podjęła się wyszukiwania zaginionych w trakcie walk oficerów i żołnierzy. By zachować pozycję neutralnego rozjemcy “nullius partis” oraz zagwarantować wewnetrzną jedność Koscioła jego Głowa jak ognia unikała komentowania bieżących wydarzeń na froncie czy potępiania nawet niekwestionowanych aktów gwałtu i przemocy. Dlatego też Benedykt XV długo wstrzymywał się z napiętnowaniem zinicjowanej przez Niemcy wojny podwodnej, wymierzonej w cywilny transport morski (U-Boot-Krieg).

Ale papież zachował bezstronność także wtedy, kiedy Alianci zdobyli na Turcji Jerozolimę. Gdy dzwony Rzymu, stolicy alianckich Włoch, hucznie rozgłaszały zwycięstwo, dzwony bazyliki św. Piotra milczały, choć zakończenie panowania muzułmanów w Świętym Mieście oznaczało koniec dyskryminacji innych religii, w tym i katolickiej.

Papieskie inicjatywy pokojowe poniosły jednak polityczne fiasko. Szczególnie bolesna dla Benedykta okazała się jego bezsilność w zażegnaniu konfliktu między katolickimi Włoachmi a niemniej katolicką Monarchią Habsburgów. Nawet w obliczu upadku Austro-Węgier, wstrząsanymi konwulsyjnymi ruchami narodowościowymi, cesarz Karol II nie był skłonny w 1918 roku do negocjacji z Włochami. Cena jaką musiałby zapłacić – oddanie zdobyczy terytorialnych – wydała mu się za wysoka.

Podobnie zakrojona na dużą skalę ofensywa dyplomatyczna Benedykta z lata 1917 roku, oparta o zasadę “status qou ante”, czyli wykluczająca nabytki terytorialne z okresu wojny, spaliła na panewce, gdyż żadne z mocarstw nie kwapiło się, by zrezygnować ze zdobyczy terytorialnych. Tu właśnie należy doszukiwać się różnic w pojmowaniu konfliktu zbrojnego przez Benedykta z jednej, a państwa uwikłane w wojnę z durgiej strony. W przeciwieństwie do gloryfikowania przez tych ostatnich wojny, Benedykt określał ją dosadnie jako “krwawą łaźnię” i “samobójczą rzeź Europy”. W nocie pokojowej z 1 sierpnia 1917 roku wzywał do zawarcia pokoju bez zwyciezców i zwyciężonych. I postulował, by “zastąpić materialną przemoc oręża moralną siłą prawa”.

Tą polityką Benedykt XV umocnił wprawdzie międzynarodowy prestiż papiestwa, co po zakończeniu wojny wyraziło się nawiązaniem przez Watykan stosunków dyplomatycznych z licznymi państwami, ale wskutek dezaprobaty przez strony wojennego konfliktu wykluczyło papieża z uczestnictwa w paryskich rokowaniach pokojowych. Stolica Apostolska nie została również zaproszona do Ligii Narodów – w swoim zamierzeniu poprzedniczki ONZ w latach międzywojennych.

Pokojowa polityka Benedyka podczas wojny nadwyrężyła też stosunki Watykanu z lokalnymi kościołami walczacych w wojnie państw. Te, ogarnięte nacjonalistycznym szałem, w papieskiej pacyfistycznej linii dopatrywały się jedynie własnego upokorzenia. W katolickiej Monarchii Habsburgów pokojową postawę Stolicy Apostolskiej interpretowano jako „zdradę” i italianizację Kurii Rzymskiej, szczególnie od maja 1915 roku, kiedy Italia przeszła na stronę Aliantów. Urażony cesarz Franciszek Jozef wbrew dlugoletniemu zwyczajowi dyplomatycznemu zbojkotował trafycyjną ceremonię wręczenia nowemu nuncjuszowi we Wiedniu kapelusza kardynalskiego. Rząd austro-wegierski przestał  też respektować  święte prawo nuncjusza do nienaruszalności tajemnicy jego korespondencji. Od dyplomatycznych zniewag ważniejsze były jednak polityczne żądania cesarza, domagającego się od Watykanu przeciwstawienia się narodowym separatyzmom, kładącym od wewnątrz monarchię austro-wegierską na łopatki. Watykan wprawdzie długo opowiadał  się za nienaruszalnością terytorialną Monarchii Habsburskiej, nie mógł jednak w nieskończoność przysłaniać oczu na polityczne realia. W czerwcu 1918 wydelegował Achille Ratii, (późniejszego papieża Piusa XI), jeszcze nie w randzie nuncjusza, tylko wizytatora do Polski, co oznaczało jednak uznanie prawa do przyłączenia Galicji do tworzącego się państwa polskiego. Kiedy dni monarchii austriackiej były już policzone, Watykan uznał prawa Czechów i narodów bałkańskich do tworzenia własnych państw, erygując narodowe siedziby biskupów dla Czechów i Słoweńców.

Pokojowa polityka Benedykta skonfliktowała go też z napdzanymi nacjonalizmem Niemcami, Francją i Italią. We wszystkich tych państwach katolickie masy hołdowały nawet przekonaniu, że zwycięstwo ich narodów w wojnie polepszy wewnętrzne położenie kościoła katolickiego. W Niemczech, Francji i Italii jego sytuację określał konflikt z dominującymi prądami liberalizmu i antyklerykalizmu, co spychało katolików na margines społeczny. W aktywnym udziale w wojnie, prowadzonej pod narodową flagą, patriotyczni katolicy dopatrywali się szansy na uzyskanie społecznego równouprawnienia.

Szczególnie dotyczyło to Francji. W Paryżu na czele narodowego gremium odpowiedzialnego za wojenną propagandę stanął rektor Instytutu Katolickiego, późniejszy kardynał i członek Académie francaise, Baudrillart. Szacowne zgromadzenie nie wahało się opublikować książki, w której niemieckim braciom w wierze zarzucono nic innego, jak tylko bycie złymi katolikami. Identyfikacja francuskich katolików z walczącym narodem zaszła tak daleko, że Baudrillart zaryzykował otwarty konflikt z papieżem. On sam odmówił Benedyktowi przejęcia roli pokojowego pośrednika Watykanu wobec rządu francuskiego. Jednocześnie z ambony Notre Dame, arcybiskup Paryża oświadczył, że francuscy katolicy nie posłuchają pokojowego wezwania Benedykta. “Jesteśmy Synami, którzy mówią ‘Nie!’” – zagrzmiało pod sklepieniem najznaczniejszej świątyni we Francji.

W niemniej patriotyczne dzwony bito po drugiej stronie Renu. W Niemczech Ludowy Związek Katolicki, zrzeszający prawie milion członków, stał w pierwszym szeregu orędowników wojny i uprawiał na użytek wewnętrzny polityczno-szowinistyczną demagogię. Gloryfikował rzekome pokojowe intencje cesarza Wilhelma II – w istocie niemiecki władca neurotycznie wymachiwał szablą – i w najczarniejszych kolorach malował wroga, ciskając we Anglię zarzuty o diabliczną chęć okrążenia i zniszczenia Niemiec.

Nieco bardziej subtelniejszą formę patriotyzmu praktykował.w swoich wystąpieniach czy listach pasterskich niemiecki episkopat. Wprawdzie nie odcinał się od pokojowych propozycji papieskich, realnie jednak odbierał im szansę zaistnienia. Przy czym hierachia koscielna w mniejszym stopniu kierowała się przesłankami politycznymi niż emocjonalną identyfikacją z własnym narodem. Biskup diecezji Spyer Michael Faulhaber zaliczył “ojczyznę” w poczet świętych imion, argumentując, że “Bóg zwie się ojcem”. Koloński kardynal Hartmann pouczał swoich diecezjan w 1916 roku: “Toczy się walka o wielką stawkę – o przetrwanie ojczyzny. I żadna ofiara nie wydaje się być za wysoka. Obowiązkiem każdego [Niemca] jest ratowanie przyszłości naszej niemieckiej kultury, która rozajśniała przecież w śłońcu chrześcjaństwa i która teraz jest zagrożona światową pożogą, wywołaną przez naszych zaciekłych wrogów”.

Z chwilą, kiedy w listopadzie 1918 roku umilkły działa, pola Europy zakrywały sie tysiącami trupów, a po europjskich miastach przewalały się dziesiątki inwalidów: na kulach, z protezami, zniekształconymi nosami, niemieccy hierarchowie zrewidowali swoje wcześniejsze „patriotyczne” poglądy. Modelowego wręcz przykładu dostarcza “metamorfoza” Michała Faulhabera. W międzyczasie awansowany na monachijskiego kardynała, który jeszcze w 1915 roku przekonywał o świętym prawie Niemców do prowadzenia “sprawiedliwej” (obronnej) wojny, w 1932 roku odciął się od swoich wypowiedzi i oświadczył, iż nie można powoływać się na jego kazania czy listy pasterskie z okresu wojny. Jednocześnie stanął w pierwszym szeregu zwolenników pokojowej polityki Watykanu, prowadzonej przez następcę Benedykta, Piusa XI (1922-1939). W samych Niemczech przejął protektorat nad Pacyfistycznym Zwiazkiem Katolików Niemieckich.

Wyrzeźbiona w realiach pierwszej wojny światowej pokojowa opcja Watykanu, należy do nielicznych pozytywnych cywilizacyjnych osiągnięć, jakie zrodziły się podczas totalitarnej katastrofy Europy w latach 1914-18 i na kolejne dziesięciolecia wyznaczyły tory dyplomacji papieskiej, weryfikując przy okazji w nauce Koscioła moralno-teologiczną egzegezę wojny. Jeśli w latach 1914-18 działania zbrojne były jeszcze tradycyjnie określane jako „kara boża” i forma „pokuty”, to żniwo śmierci i wymiar spustoszenia wywołany nowoczesnymi środkami rażenia oraz totalitarnością prowadzonych działań wojnnych zmusił biskupów do zaniechania nadawania im tego teologiczno-moralnego wymiaru. Następcy Benedykta XV pozostali wierni jego pokojowej linii, w tym także podczas 2 wojny swiatowej oraz w okresie “Zimnej Wojny”. Możliwe, że do wykrystalizowania się pokojowej polityki Watykanu katalizator w postaci „katastrofy Europy” lat 1914-18 w ogóle nie był potrzebny. Tym bardziej, że 1 wojna światowa, jeśli “zadała kres” cywilizacji europjeskiej, to nie na zasadzie niepodziewanego uderzenia trąby powietrznej, lecz w wyniku przyśpieszenia jedynie procesów zmian, których zalążki społeczeństwa europejskie nosiły w sobie. Gwałtowność owych zmian – upadek czterech wielkim imperiów: cesarstwa niemieckiego i rosyjskiego, państwa otomańskiego i monarchii Habsburgów, pojawienie się rządzących (w Rosji) komunizmu, a w Nieczech i w Italii faszyzmu oraz wykrystalizowanie się dwóch partii robotniczych: socjaldemokracji i komunistów – zadecydowała jednak o trudnościach przystosowania się powojennych społeczeństw do nowych realiów. W ten sposób 1 wojna światowa nie rozwiązała narosłych w Europie napięć i sprzeczności. Pomimo militarnego zwycięstwa w wojnie krajów demokracji zachodniej – Anglii i Francji – demokratyczny ład powojenny nie mógł sie zakorzenić (nie tylko w Europie Środkowej z Niemcami włącznie), podczas gdy najbardziej toksyczne impulsy przecinające kontynent wzdłuż i wszerz – narodowe nacjonalizmy – nabierały w latach 20. jeszcze bardziej trujących oparów. A te w końcu utorowały drogę politycznym gangsterom: Hilterowi, Stalinowi, Mussoliniemu do zaprowadzenia kontynentu na skraj jeszcze większej przepaści. Z tymi demonami przyszło po I wojnie światowej paktować Kościołowi katolickiemu.

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata