|

ZDARZENIA – KSIĄŻKI – LUDZIE
Echa Orientu (fragment)
MARCIN ŻYŁA
Maria Todorova,
Bałkany wyobrażone,
tłum. Piotr Szymor, Magdalena Budzińska,
Czarne, Wołowiec 2008
Z górą dziesięć lat czekaliśmy w Polsce na
książkę, która ma wszelkie szanse stać się
jednym z najbardziej poczytnych, jak i najwyżej
cenionych tytułów dla wszystkich interesujących
się dziejami cywilizacji oraz
tożsamością Europy, a zwłaszcza jej południowo-
wschodniej części. Oto bowiem,
nakładem wydawnictwa Czarne, ukazało
się polskie wydanie Bałkanów wyobrażonych
Marii Todorovej, bułgarskiej historyczki,
która od początku lat 90. pracuje
w Stanach Zjednoczonych. Choć idea
dzieła, które mierzy się z historią nieporozumień,
ignorancji i stereotypów dotyczących
Bałkanów, towarzyszyła jej, jak
przyznaje we wstępie, przez całe życie,
to światowa premiera książki przypadła
w czasie szczególnym: w 1997 roku, zaraz
po wojnie w byłej Jugosławii – okresie
„tragicznie fascynującym” dla każdego
badacza pojęć i wyobrażeń na temat tego
regionu. Ani wojna, ani jej percepcja nie
ograniczyły jednak treści dzieła, od początku
pomyślanego jako ogólny, krytyczny
przegląd sposobów postrzegania krajów
bałkańskich poza Bałkanami. Przeciwnie:
utwierdzając Todorovą w przekonaniu, że
już dość dawno temu doszło do oddzielenia
znaczenia nazwy „Bałkany” od geografii
oraz „wstecznego, retrospektywnego
przypisania regionowi nasyconej ideologicznie
nazwy” (s. 27), potwierdziły tylko
tezę o żywotności i zaskakującej trwałości
jego „znieruchomiałego” obrazu, który na
Zachodzie ukształtował się ostatecznie
wraz z końcem I wojny światowej i od tego
czasu, w prawie niezmienionej formie
utrwalany jest w przekazach literackich
i relacjach dziennikarzy.
Chociaż James Bond podróżował po
Czarnogórze superszybkim pociągiem TGV
(film Casino Royale), zaś promocyjne spoty
Rumunii przedstawiają ten kraj jako krainę
z przyjaznej baśni o górach, zamkach, pięknych
kobietach i wielkodusznych wręcz
wampirach, typowe wyobrażenie Bałkanów
u przeciętnego człowieka Zachodu
ukształtowały raczej waśnie, okrucieństwa i zamachy – z tym najważniejszym, z 1914
roku, na czele.
Jest niedopuszczalną zniewagą dla ludzkiej
i politycznej natury, że te nieszczęsne i mizerne
kraiki na Półwyspie Bałkańskim potrafią wzniecać
spory, które wywołują wojny światowe
– pisał jeszcze w 1936 roku amerykański
dziennikarz John Gunther, a echa współczucia
i kiepsko skrywanej odrazy w stosunku
do Bałkanów słychać było również
w latach 90. XX wieku. Z książki dowiadujemy
się jednak, że pogardliwy termin
„bałkanizacja” – odnoszący się do rozpadu
regionu na małe i skłócone ze sobą
państwa – zastosowano po raz pierwszy
w 1918 roku, a więc w czasie gdy na
Bałkanach istniały już wszystkie państwa
z wyjątkiem jednego (którego utworzenie
– chodzi o Królestwo Serbów, Chorwatów
i Słoweńców – nosiło znamiona odwrotności
„bałkanizacji”). Niesprawiedliwa
popularność terminu może więc być
efektem „grzechu pierworodnego”, którym,
zdaniem Todorovej, było „wprowadzenie
[go] do dyskursu bez należytego
opisu”. W Bałkanach wyobrażonych
wskazanych zostało jeszcze kilka podobnych
niekonsekwencji, w tym również takie,
które przedostały się do świata pozanaukowego
i do dziś funkcjonują w obiegu
potocznym. Status „niewinnych [acz
szkodliwych] niedokładności” zyskują
w tym ujęciu równie dobrze: XV-wieczne
pomyłki w opisie geograficznym regionu
(efektem jednej z nich – przecenienia
wielkości i znaczenia łańcuchu górskiego
Bałkanu – jest objęcie jego nazwą całego
półwyspu) oraz zamierzone, choć mimo
woli kumulujące stereotypy regionu wyobrażenia
literackie (na przykład Hercosłowacja
– kraj wymyślony przez Agatę
Christie w Tajemnicy rezydencji Chimneys,
1925) czy filmowe.
Więcej na łamach listopadowego „Znaku”
Zamów numer
MARCIN ŻYŁA, redaktor
miesięcznika
„Znak”.
POCZĄTEK STRONY |