|

TEMAT MIESIĄCA:
I wojna światowa. Koniec czy początek Europy?
Święto wojny? (fragment)
Z ADAMEM ZAGAJEWSKIM
rozmawia Przemysław Stanisławski
Doświadczenie okopów, o czym być może mało się dziś pamięta,
było horrorem absolutnym. Cała maszyneria ideologiczna
i organizacyjna I wojny światowej zdawała się potwierdzać, że
Europa zmierza w złym kierunku, że nowoczesność ma także swe
straszliwe oblicze.
W pierwszej części Traktatu poetyckiego Czesław Miłosz pisze o la Belle Époque, pięknych
czasach poprzedzających wojnę, i stwierdza, że to właśnie wtedy, na przełomie wieków, rodził
się nowoczesny styl artystyczny. W jednym z ostatnich wersów tej samej części przywołuje
obraz wymarszu I Kompanii Kadrowej słowami „w piechurskich butach odeszli esteci”.
Jakiej wrażliwości estetycznej spadkobiercami byli młodzi ludzie, którzy w latem 1914
roku wyruszali na wojnę?
To wyjątkowo obszerny temat. Nie jestem specjalistą w tej dziedzinie, więc moje hipotezy
mają jedynie prywatny charakter. Ale to mnie bardzo interesuje: związek wielkiego
wydarzenia historycznego, jakim była I wojna światowa, i świadomości estetycznej
i filozoficznej Polski i Europy w tym właśnie okresie. Miłosz, jak sądzę, czyni
tu cenną obserwację. Kiedy myślę o tych czasach, to postrzegam je przede wszystkim
jako okres wielkiej artystycznej wyobraźni. Wydaje mi się, że dla ówczesnych
artystów I wojna światowa była czymś, co nie powinno się było wydarzyć. Z punktu
widzenia ówczesnych odkryć i estetycznych uniesień awangardy, zarówno tej poetyckiej,
jak i muzycznej czy malarskiej, I wojna światowa pozostawała grubym nietaktem.
Pomyłką. Panował wówczas spory optymizm, przynajmniej w pewnej części
ówczesnych grup artystycznych.
Dla mnie bardzo ciekawym artystą w tym kontekście jest Guillaume Apollinaire.
Wspaniały poeta, którego zaliczam do swojego prywatnego panteonu. Jak wiemy, brał
udział w I wojnie światowej. Został poważnie ranny, poddano go zabiegowi trepanacji
czaszki. Istnieją nawet obrazy przedstawiające go z bandażem na głowie. Tymczasem
umiera nie na froncie, lecz na grypę „hiszpankę”, której epidemia kosztowała Europę
znacznie więcej ofiar niż I wojna światowa. Umiera 9 listopada 1918 roku w swoim
mieszkaniu przy bulwarze Saint-Germain. Na dole wiwatowały tłumy, a on odchodził.
Ale co do samego wojennego doświadczenia, to nie zapisuje się ono w jego poezji w sposób
traumatyczny. Apollinaire pozostawił po sobie sporo wojennych wierszy, są one
jednak pisane tak, jakby wojna była dla niego ogromnym fajerwerkiem. Obrazy w tych
wierszach odwołują się do sztucznych ogni, do święta 14 lipca, panuje w nich atmosfera
karnawału. To bardzo znamienne, gdyż poza tym Guillaume Apollinaire nie był poetą
przesadnego optymizmu. W jego wierszach jest sporo cierpienia; są wiersze wyrażające
miłosną klęskę. W wierszach wojennych przeważa natomiast radość. Trudno wytłumaczyć
ten fenomen. Osobiście wydaje mi się, że pokazuje on Apollinaire’a jako wielkiego
poetę nowoczesności, dla którego wojna była czymś zupełnie nieoczekiwanym.
Jego największy napisany przed 1914 rokiem wiersz Strefa jest wielkim fetowaniem nowości.
Religię konfrontuje się w nim z techniką. Chrystus staje się lotnikiem, a tradycję
chrześcijańską zestawia się z afrykańskimi fetyszami, które w tym czasie odkrywał dla
siebie także Picasso. Jest to hymn ku czci nowoczesności.
Padają tam jednak także słowa, które świadczą o tym, że mijający sposób doświadczania
rzeczywistości żegnany jest z żalem, czy przynajmniej nostalgią.
Tak, niemniej ton optymizmu wydaje się przeważać w środowisku awangardy. W późniejszym
– wspaniałym – wierszu Apollinaire’a Piękna rudowłosa, napisanym w ostatnim
okresie życia poety, w każdym razie już po jego wojennym doświadczeniu, to poczucie
żalu jest wyraźniejsze. Jest to utwór pisany przez kogoś, kto zdawał sobie sprawę
ze swej pozycji w środowisku artystycznym, kogoś kto był dla tego środowiska estetycznym
prawodawcą i arbitrem. Tymczasem, co ciekawe, w Pięknej rudowłosej Apollinaire
wyraża ból, który bierze się z niepewności, dokąd to wszystko zmierza. To bardzo
rzadki dokument zapisujący doświadczenie osoby wywodzącej się z awangardy, która
w jakimś stopniu wstydzi się swoich dokonań. Pojawia się tam przeświadczenie, że,
owszem, sztuka awangardowa jest czymś nowym i opowiada o czymś nowym, ale owemu
przeświadczeniu towarzyszy zarazem prośba o przebaczenie. Tak jakby rewolucja
estetyczna domagała się rozgrzeszenia.
Dla mnie to właśnie Apollinaire uosabia cechy pewnej wrażliwości, która rodziła
się na przełomie wieków. Szczególnie zaś to, że jego wojenne wiersze utrzymane są
w świątecznym nastroju, stanowi dla mnie wielki znak zapytania. W żadnym razie nie jest to zarzut, ale właśnie pytanie. Moja prywatna hipoteza jest taka, że gdyby wróżyć
o przyszłości Europy na podstawie artystycznych dokonań przełomu wieków, to dla
I wojny światowej nie byłoby w niej miejsca. Stempowski lubił określać Paryż jako „laboratorium
centralne”, odwołując się do tytułu zbioru wierszy Maxa Jacoba. Oceniał
on, że po II wojnie światowej to „laboratorium centralne”, będące przez wiele lat stolicą
kulturalną Europy, wypaliło się i przestało ją elektryzować. Jednak w czasie, o którym
mówimy, pracuje ono pełną parą. Wojna, która rodziła się w sztabach Niemiec, Austrii,
Francji i Rosji pozostaje dla tego centrum kultury czymś mało zrozumiałym.
Więcej na łamach listopadowego „Znaku”
Zamów numer
ADAM ZAGAJEWSKI, poeta, eseista,
krytyk,
wykładowca
w Committee on
Social Thought
(University of
Chicago).
POCZĄTEK STRONY |