Strona główna Miesięcznika ZNAK

 SIW ZNAK

 E-MAIL

 

LISTOPAD 2008, NUMER 642

Strona główna


Lista mailingowa
Jeżeli chcesz otrzymywać aktualne informacje o nowościach w miesięczniku ZNAK i wydarzeniach organizowanych przez SIW Znak wpisz swój e-mail.

 


TEMAT MIESIĄCA:

I wojna światowa. Koniec czy początek Europy?



Święto wojny?
(fragment)

Z ADAMEM ZAGAJEWSKIM

rozmawia Przemysław Stanisławski


Doświadczenie okopów, o czym być może mało się dziś pamięta, było horrorem absolutnym. Cała maszyneria ideologiczna i organizacyjna I wojny światowej zdawała się potwierdzać, że Europa zmierza w złym kierunku, że nowoczesność ma także swe straszliwe oblicze.

W pierwszej części Traktatu poetyckiego Czesław Miłosz pisze o la Belle Époque, pięknych czasach poprzedzających wojnę, i stwierdza, że to właśnie wtedy, na przełomie wieków, rodził się nowoczesny styl artystyczny. W jednym z ostatnich wersów tej samej części przywołuje obraz wymarszu I Kompanii Kadrowej słowami „w piechurskich butach odeszli esteci”. Jakiej wrażliwości estetycznej spadkobiercami byli młodzi ludzie, którzy w latem 1914 roku wyruszali na wojnę?

To wyjątkowo obszerny temat. Nie jestem specjalistą w tej dziedzinie, więc moje hipotezy mają jedynie prywatny charakter. Ale to mnie bardzo interesuje: związek wielkiego wydarzenia historycznego, jakim była I wojna światowa, i świadomości estetycznej i filozoficznej Polski i Europy w tym właśnie okresie. Miłosz, jak sądzę, czyni tu cenną obserwację. Kiedy myślę o tych czasach, to postrzegam je przede wszystkim jako okres wielkiej artystycznej wyobraźni. Wydaje mi się, że dla ówczesnych artystów I wojna światowa była czymś, co nie powinno się było wydarzyć. Z punktu widzenia ówczesnych odkryć i estetycznych uniesień awangardy, zarówno tej poetyckiej, jak i muzycznej czy malarskiej, I wojna światowa pozostawała grubym nietaktem. Pomyłką. Panował wówczas spory optymizm, przynajmniej w pewnej części ówczesnych grup artystycznych.

Dla mnie bardzo ciekawym artystą w tym kontekście jest Guillaume Apollinaire. Wspaniały poeta, którego zaliczam do swojego prywatnego panteonu. Jak wiemy, brał udział w I wojnie światowej. Został poważnie ranny, poddano go zabiegowi trepanacji czaszki. Istnieją nawet obrazy przedstawiające go z bandażem na głowie. Tymczasem umiera nie na froncie, lecz na grypę „hiszpankę”, której epidemia kosztowała Europę znacznie więcej ofiar niż I wojna światowa. Umiera 9 listopada 1918 roku w swoim mieszkaniu przy bulwarze Saint-Germain. Na dole wiwatowały tłumy, a on odchodził. Ale co do samego wojennego doświadczenia, to nie zapisuje się ono w jego poezji w sposób traumatyczny. Apollinaire pozostawił po sobie sporo wojennych wierszy, są one jednak pisane tak, jakby wojna była dla niego ogromnym fajerwerkiem. Obrazy w tych wierszach odwołują się do sztucznych ogni, do święta 14 lipca, panuje w nich atmosfera karnawału. To bardzo znamienne, gdyż poza tym Guillaume Apollinaire nie był poetą przesadnego optymizmu. W jego wierszach jest sporo cierpienia; są wiersze wyrażające miłosną klęskę. W wierszach wojennych przeważa natomiast radość. Trudno wytłumaczyć ten fenomen. Osobiście wydaje mi się, że pokazuje on Apollinaire’a jako wielkiego poetę nowoczesności, dla którego wojna była czymś zupełnie nieoczekiwanym. Jego największy napisany przed 1914 rokiem wiersz Strefa jest wielkim fetowaniem nowości. Religię konfrontuje się w nim z techniką. Chrystus staje się lotnikiem, a tradycję chrześcijańską zestawia się z afrykańskimi fetyszami, które w tym czasie odkrywał dla siebie także Picasso. Jest to hymn ku czci nowoczesności.

Padają tam jednak także słowa, które świadczą o tym, że mijający sposób doświadczania rzeczywistości żegnany jest z żalem, czy przynajmniej nostalgią.

Tak, niemniej ton optymizmu wydaje się przeważać w środowisku awangardy. W późniejszym – wspaniałym – wierszu Apollinaire’a Piękna rudowłosa, napisanym w ostatnim okresie życia poety, w każdym razie już po jego wojennym doświadczeniu, to poczucie żalu jest wyraźniejsze. Jest to utwór pisany przez kogoś, kto zdawał sobie sprawę ze swej pozycji w środowisku artystycznym, kogoś kto był dla tego środowiska estetycznym prawodawcą i arbitrem. Tymczasem, co ciekawe, w Pięknej rudowłosej Apollinaire wyraża ból, który bierze się z niepewności, dokąd to wszystko zmierza. To bardzo rzadki dokument zapisujący doświadczenie osoby wywodzącej się z awangardy, która w jakimś stopniu wstydzi się swoich dokonań. Pojawia się tam przeświadczenie, że, owszem, sztuka awangardowa jest czymś nowym i opowiada o czymś nowym, ale owemu przeświadczeniu towarzyszy zarazem prośba o przebaczenie. Tak jakby rewolucja estetyczna domagała się rozgrzeszenia.

Dla mnie to właśnie Apollinaire uosabia cechy pewnej wrażliwości, która rodziła się na przełomie wieków. Szczególnie zaś to, że jego wojenne wiersze utrzymane są w świątecznym nastroju, stanowi dla mnie wielki znak zapytania. W żadnym razie nie jest to zarzut, ale właśnie pytanie. Moja prywatna hipoteza jest taka, że gdyby wróżyć o przyszłości Europy na podstawie artystycznych dokonań przełomu wieków, to dla I wojny światowej nie byłoby w niej miejsca. Stempowski lubił określać Paryż jako „laboratorium centralne”, odwołując się do tytułu zbioru wierszy Maxa Jacoba. Oceniał on, że po II wojnie światowej to „laboratorium centralne”, będące przez wiele lat stolicą kulturalną Europy, wypaliło się i przestało ją elektryzować. Jednak w czasie, o którym mówimy, pracuje ono pełną parą. Wojna, która rodziła się w sztabach Niemiec, Austrii, Francji i Rosji pozostaje dla tego centrum kultury czymś mało zrozumiałym.

Więcej na łamach listopadowego „Znaku”

Zamów numer

ADAM ZAGAJEWSKI, poeta, eseista, krytyk, wykładowca w Committee on Social Thought (University of Chicago).

 

 

POCZĄTEK STRONY

Szukaj na stronach Wydawnictwa ZNAK

 

 

 


E-Mail

Redakcja

Archiwum

Wydarzenia

Prenumerata

Aktualny numer

Bibliografia

© Copyright by SIW ZNAK Sp. z o.o.
Strona wykonana przez Akrateia Inc.