|

REFLEKSJE
Jest-że dla Prawdy przyszłość jaka?
(fragment)
LESZEK KOŁAKOWSKI
Skoro jest wybitnie nieprawdopodobne,
by Zwierzę Rozumne zaniechało pytań,
to jest tak samo nieprawdopodobne,
by pytanie o Prawdę w znaczeniu
tradycyjnym, Prawdę w znaczeniu, jakim
niewyszkolony zdrowy rozsądek się
posługuje, Prawdę jako zgodność
z rzeczywistością obumarło
w widzialnym czasie.
Niektórzy z nas, co w bardzo wczesnej
młodości dużo książek czytali, liczyli na to,
że któregoś dnia trafią na książkę par excellence,
książkę absolutną, książkę, która
oświeci ich absolutnie, przyniesie i ukaże
Całą Prawdę. Dochodzą jednak do wniosku,
że chociaż jest wiele książek znakomitych,
ciekawych i mądrych, to książki-absolutu przecież nie ma, po prostu nie ma. Pewno również ten, kto takim złudzeniem
żyje, nie ma chyba wątpliwości, że
jego podręcznik chemii czy geometrii albo
nawet historii żywi go jakąś prawdą, a jednak,
gdy wierzy w książkę-absolut, co go
w Prawdę wtajemniczy, ma jakiś inny sens
tego słowa na myśli. Ci wyznawcy wiary
religijnej, którzy nigdy wątpliwości nie zaznali,
wiedzą wprawdzie nie tylko, że jest
taka książka, ale wiedzą, gdzie jest: jest
to mianowicie tekst przez Pana Boga podyktowany
– na przykład Biblia albo Koran;
święte księgi wschodnich religii, chociaż
ogromnie przez wyznawców czczone,
nie mają przecież autorytetu tak niepodważalnego;
są źródłem wielkiej mądrości,
ale nie po prostu zapisem słów Bożych.
Wyznawcy „fundamentalistycznej”
interpretacji mają natomiast w ręku coś,
co można nazwać Całą Prawdą. Nie jest to
wprawdzie Cała Prawda w tym sensie, by
miała zawierać wszystkie, nieskończenie
liczne zdania prawdziwe. A jednak wyrażenie
„Cała Prawda” nie jest nie na miejscu.
Cóż to jednak znaczy?
Znamy najróżniejsze komplikacje, jakie
rodziło „korespondencyjne” pojęcie prawdy,
prawdy jako zgodności myśli (zdania,
przekonania, idei) z rzeczywistością i niektóre
z tych komplikacji, co od Platona do
Tarskiego się ciągną, mogą nadal zaprzątać
umysły: czy adaequatio dotyczy zdań czy
sensów i jakie miałyby być konsekwencje
tego odróżnienia? W jakim znaczeniu można
przyjąć Arystotelesowe powiedzenie, że
rzeczy są „przyczyną” prawdziwości zdania?
Jeśli ma być „zgodność z rzeczywistością”,
to czy można osiągnąć zgodę co do
tego, jak „rzeczywistość” pojmować? Czy
jest i na czym polega podobieństwo relacji,
jakie zachodzą między różnymi elementami
faktu i różnymi częściami wypowiedzi o tym fakcie? Jak uniknąć paradoksu kłamcy
i innych paradoksów samoodniesienia
(teoria typów, pojęcie metajęzyka)? I cóż
by się stało, gdybyśmy się zgodzili na taką
czy inną wersję ontologicznego pojęcia
prawdy (na przykład Heideggera, na przykład
Tomasza z Akwinu) albo na rozciągnięcie
predykatów „prawdziwy” i „fałszywy”
na inne jeszcze akty aniżeli te, co są
w zdaniach wyrażalne, na przykład percepcje
albo idee? A jeśli przyjmiemy definicję
„zdanie »Jan ma 30 lat« jest prawdziwe
wtedy i tylko wtedy, jeśli Jan ma 30 lat”,
to czy może ona nas uspokoić (poza matematyką)
bez znajomości kryteriów, na mocy
których wiemy, co jest zdaniem prawdziwym,
a co nie jest i jak rozstrzygnąć, czy
zdanie jest prawdziwe?
Proces sekularyzacji w swoich wszystkich
wymiarach daje się zrozumieć tylko hermeneutycznie,
jako pewna historyczna
siła, która najpierw wyłoniła się ze średniowiecznego
chrześcijaństwa łacińskiego,
a potem zwróciła się przeciwko niemu,
nie zaś jako powszechny proces rozwoju
ludzkości od „wiary” do „niewiary”, jak
potem rozumiała sekularyzację refleksja
wyrosła z oświeceniowej krytyki „religii”.
Nowoczesny proces sekularyzacji swoją
historyczną dynamikę czerpie z jedynego
w swoim rodzaju dychotomicznego
podziału rzeczywistości na religię i saeculum,
który został usankcjonowany w średniowiecznym
chrześcijańskim świecie. Historyczny
fenomen usankcjonowania tego
podziału najłatwiej jest zrozumieć analitycznie,
z perspektywy porównawczej
rewolucji osiowych. Widziany z tej perspektywy
proces zachodniej sekularyzacji
zdaje się radykalnym przejawem zapoczątkowanego
przez rewolucje osiowe
wielkiego wyrwania jednostki ze świętego
kosmosu i ze społeczeństwa.
Wolno jednakowoż powiedzieć, że mimo
te wszystkie i inne jeszcze komplikacje,
które obfita literatura rozważa, „korespondencyjna”
teoria czy reguła „zgodności
z rzeczywistością”, dobrze trafia
w zwyczajną, całkiem niefilozoficzną
i na logiczne spory obojętną intuicję potoczną
i potoczny, filozoficznie nietrenowany
sens słów „prawda” i „prawdziwy”.
Chodzi przecież – na pozór – o coś
całkiem zrozumiałego dla każdego, kto
naszym (jakimkolwiek) językiem włada:
„Michał prawdziwie powiedział, że deszcz
pada, to znaczy powiedział, jak jest; Józef
kłamał, mówiąc, że wcale nie ukradł,
bo ukradł”. Mogą być bardzo często wątpliwości
co do tego, co to znaczy „prawdziwe”,
czyli pod jakim warunkiem to czy
owo jest prawdziwe.
Więcej na łamach listopadowego „Znaku”
Zamów numer
LESZEK KOŁAKOWSKI, filozof, eseista,
emerytowany
profesor
All Souls
College
w Oksfordzie.
POCZĄTEK STRONY |