Strona główna Miesięcznika ZNAK

 SIW ZNAK

 E-MAIL

 

LISTOPAD 2008, NUMER 642

Strona główna


Lista mailingowa
Jeżeli chcesz otrzymywać aktualne informacje o nowościach w miesięczniku ZNAK i wydarzeniach organizowanych przez SIW Znak wpisz swój e-mail.

 


TEMAT MIESIĄCA:

I wojna światowa. Koniec czy początek Europy?



1914: Śmierć naszej epoki
(fragment)

MACIEJ JANOWSKI


Była sobie kiedyś epoka żyjąca w dobrobycie. Otóż ta epoka dała sobie wmówić, że żyje życiem beznadziejnym, że jej problemy są w istocie nieuleczalną chorobą, z której śmierć tylko wyleczyć ją może. Po usłyszeniu takiej diagnozy, zafundowała sobie samobójstwo ze strachu przez śmiercią.

Bardzo często lata pierwszej wojny światowej przedstawia się jako śmierć belle époque: pewnej kultury elitarnej i staroświeckiej, na której miejsce nadchodzi oto epoka mas, wojen, totalitaryzmów – czyli wiek XX. Powstaje coraz więcej prac ukazujących właśnie pierwszą wojnę światową jako wielki przełom: początek naszych czasów, kiedy procesy modernizacyjne w różnych dziedzinach życia osiągnęły natężenie tak ogromne, że przekształciły świat dogłębnie i nieodwracalnie. Ta perspektywa bliska jest popularnemu, amatorskiemu spojrzeniu na czasy przed 1914 rokiem: mnożą się albumy przedstawiające miasta na fin-de-sièclowych pocztówkach, gadżety reklamowe w rodzaju portretu Franciszka Józefa na wodzie mineralnej „Żywiec”, w muzeach i skansenach stare parowozy, automobile, telefony, na fotografiach panowie z wąsami, panie w długich sukniach, nie mówiąc już o całym pamiątkarskim przemyśle utrwalającym stereotyp szczęśliwego Wiednia, Budapesztu, Lwowa czy Krakowa sprzed kataklizmu. To wszystko buduje obraz epoki zasadniczo odmiennej od naszej – owej sentymentalnej „starej Warszawy” Bolesława Prusa czy stabilnej wiktoriańskiej Anglii. Bertrand Russell w swojej historii filozofii zachodniej napisał, że kontynent około 1000 roku wszedł w okres ciągłego rozwoju, który miał trwać nieprzerwanie aż do roku 1914.

Cały ten obraz, czy to u historyków, czy u szerszej publiczności, jest obrazem świata zaginionego: obraz ten wzmocniony jest tradycją literacką najwyższej próby, dziełami Józefa Rotha, Stanisława Vincenza, Andrzeja Kuśniewicza i tylu innych. Słowo „ Atlantyda” powtarza się często. Widziałem kiedyś w jednej z berlińskich księgarń serię popularnych książeczek z obrazkami, której tytuł brzmiał Jak żyli ludzie…, czy jakoś podobnie. Otóż na wystawie księgarni leżały koło siebie tomy Jak żyli ludzie w państwie Inków i Jak żyli ludzie w monarchii austro-węgierskiej na początku XX wieku – tak jakby państwo Inków i państwo Habsburgów były dla człowieka początków XXI wieku krainą równie odległą, obcą, zapomnianą. Pomyślałem sobie, że gdyby jakiś wiedeński dekadent katastrofista sprzed wieku, taki Artur Schnitzler czy Odon von Horwath, a przede wszystkim Karl Kraus, autor apokaliptycznej sztuki Ostatnie dni ludzkości, mógł zobaczyć te książeczki, byłby zachwycony: jego przekonanie o nadchodzącej katastrofie, która pogrzebie jego świat, znalazłoby doskonałe potwierdzenie.

Powyższy obraz nie docenia stopnia zakorzenienia modernizacyjnych przemian jeszcze przed 1914 rokiem. Jeśli je uwzględnimy, spoza sentymentalnego obrazu wyłoni się epoka niesłychanie dynamiczna, nowoczesna, pod wieloma względami bliska naszej. Często mówi się o przyspieszeniu, w jakim żyje nasze pokolenie. Być może; jeśli przypomnę sobie, jaką trudność w czasie mojej młodości stanowiło dodzwonienie się do innego miasta, nie mówiąc już o telefonie za granicę, skłonny jestem przyznać temu rację. Jednak wydaje mi się niewątpliwe, że największe przyspieszenie, w porównaniu z którym doświadczenie naszego pokolenia jest niemalże doświadczeniem stabilności, było udziałem pokolenia urodzonego w ostatnich latach przed rewolucją francuską, które dożyło drugiej połowy XIX wieku. Wprowadzenie telegrafu i kolei było największą może rewolucją przyspieszającą obieg informacji i mentalnie przybliżającą do siebie regiony i kontynenty. Penny postage – znaczek pocztowy za pensa, z charakterystycznym profilem królowej Wiktorii, wprowadzony w 1846 roku – pozwalał wysłać za tę samą niewielką cenę list w obrębie całego olbrzymiego Imperium Brytyjskiego i przyczynił się w ogromnym stopniu do przełamania olbrzymich odległości.

Gdy patrzymy na życie miast europejskich początku XX wieku, obraz staje się znajomy aż do złudzenia. Metro, telefon, tramwaj, dzienniki (wychodzące dwa razy dziennie), popularna prasa sensacyjna (poprzednik dzisiejszych tabloidów). W gazetach reklamy czekolady Milka, kakao Van Houten; w księgarni atlas samochodowy w owym charakterystycznym dla takich atlasów wydłużonym formacie, z planami przejazdów przez ważniejsze miasta, stacjami benzynowymi i uśmiechającym się wesoło oponowym ludzikiem Michelina. To wszystko, oczywiście, było wąskie społecznie (choć nie tak wąskie, jak mogłoby się wydawać), ale tworzyło klimat i poprzez „efekt demonstracji” wyznaczało horyzont oczekiwań nawet tych, których nie było stać, by z tych wszystkich nowości korzystać. Kiedy dwadzieścia lat temu przygotowywałem doktorat i po raz pierwszy utonąłem w rocznikach gazet z przełomu XIX i XX wieku, uderzyła mnie nowoczesność tamtej – tak staroświeckiej, zdawałoby się – epoki. Nowoczesność widoczna zwłaszcza z szarej perspektywy ostatnich (ale wtedy nie wiedziałem, że ostatnich) lat Peerelu. Kakao Van Houtena było niedostępne, a o istnieniu czekolady „Milka” wiedziałem tylko z pierwszych stron Stref Kuśniewicza. Świadomość, że takie produkty były czymś normalnym przed stu laty, dawała mi miarę odstawania kraju, w którym dorastałem, od „normalnego” świata. Jakaś gazeta informowała o wprowadzeniu automatów telefonicznych na monety, inna o weekendowych ulgowych kolejowych biletach wycieczkowych, jeszcze inna ubolewała, jak długo trzeba czekać na telefoniczną rozmowę międzymiastową z Wiedniem. Rozważano problem prawny związany z coraz liczniejszym wprowadzaniem automatów do sprzedaży różnych rzeczy – biletów kolejowych, słodyczy itp.: czy wrzucenie monety w otwór automatu jest równoznaczne z zawarciem umowy kupna–sprzedaży z właścicielem maszyny?

Więcej na łamach listopadowego „Znaku”

Zamów numer

MACIEJ JANOWSKI, historyk, profesor w Instytucie Historii PAN oraz Central European University w Budapeszcie.

 

 

POCZĄTEK STRONY

Szukaj na stronach Wydawnictwa ZNAK

 

 

 


E-Mail

Redakcja

Archiwum

Wydarzenia

Prenumerata

Aktualny numer

Bibliografia

© Copyright by SIW ZNAK Sp. z o.o.
Strona wykonana przez Akrateia Inc.