70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Papież na usługach Hitlera?

Ale czy to jest papież, którego ludzkość i Kościół w 1939 roku akurat najbardziej potrzebują? Kiedy cywilizacja jak zaprogramowana zmierza ku katastrofie? Kiedy szatański system Hitlera nakręca spiralę światowego zagrożenia? Kiedy w Europie królują polityczne demony: Stalin, Mussolini, Franco? Bo właśnie gdy w Rzymie odbywa się koronacja wódz III Rzeszy przygotowuję się do ataku na Czechosłowację. Jego ustawy norymberskie obowiązują od czterech lat, a uwertura do holocaustu jest już wygrywana na demonicznej klawiaturze.

Przed 50 laty w październiku 1958 roku zmarł Pius XII (Eugenio Pacelli[1]). Katolickim masom objawiał się jako eteryczny anioł z nieba. Za niedostępnym mistykiem krył się jednak papież-dyplomata, twardo stąpający po ziemi. Aspirujący do arbitrażu światowego między skonfliktowanymi stronami w II wojnie światowej okrzyknięty został po śmierci antysemitą i „papieżem Hitlera” przez jednych, obrońcą Żydów i żarliwym antykomunistą przez drugich. Jego postać polaryzuje do dziś. Tym bardziej, że watykańskie archiwa dalej są pod kluczem.

12 Marca 1939 roku. Plac św. Piotra w Rzymie tonie w masie pielgrzymów i mieszkańców Wiecznego Miasta. Po raz pierwszy w dziejach koronacja papieska odbywa się nie w bazylice, tylko na placu przed nią. Zgodnie z wolą nowego papieża świadkami jego intronizacji mają być ludzkie masy. Pomieścić je może w większym stopniu otoczony kolumnadą Berniniego plac św. Piotra niż największa nawet świątynia świata. Wypełniona po brzegi jest także łącząca Rzym z Watykanem Via della Conciliacione, architektoniczny prezent Mussoliniego dla Watykanu po podpisaniu Traktatów Laterańskich[2]. Relacja z placu św. Piotra po raz pierwszy transmitowana jest drogą radiową do najodleglejszych zakątków świata. I po raz pierwszy filmowana. Inaczej niż bezpośredni poprzednicy Piusa XII, koronowani na papieży w ciszy i odosobnieniu murów kaplicy sykstyńskiej, Eugenio Pacelli boskość i niedostępność swojej postaci chce zaprezentować milionom. Tym przy radioodbiornikach i tym na placu nowo wybrany pontifex objawia się jakby właśnie zstępował z nieba. Niedostępny, odległy, mistyczny. Bardziej inkarnacja samego Boga niż jego realny przedstawiciel na ziemi. Wyniosłość postaci jeszcze bardziej podkreśla sama ceremonia. Kardynałowie całują papieską stopę i rękę, biskupi stopę i kolano, opaci wyłącznie stopę. Ascetyczna i blada twarz chrystusowego Wikariusz zdaje się być w ogóle nieukrwiona. Pius należy bardziej do nieba niż do ziemi.

Watykański faraon

Ale czy to jest papież, którego ludzkość i Kościół w 1939 roku akurat najbardziej potrzebują? Kiedy cywilizacja jak zaprogramowana zmierza ku katastrofie? Kiedy szatański system Hitlera nakręca spiralę światowego zagrożenia? Kiedy w Europie królują polityczne demony: Stalin, Mussolini, Franco? Bo właśnie gdy w Rzymie odbywa się koronacja wódz III Rzeszy przygotowuję się do ataku na Czechosłowację. Jego ustawy norymberskie obowiązują od czterech lat, a uwertura do holocaustu jest już wygrywana na demonicznej klawiaturze.

Pius XII do końca życia nie wyzbył się eterycznej autoprezentacji pontyfikatu. Jako reprezentant Boga tworzył wokół siebie atmosferę hieratycznej niedostępności. Długo i samotnie przesiadywał w gabinecie, rzadko podejmował gości przy stole. Ale kontemplacyjny i zamodlony Anioł z nieba potwierdzenia swojego autorytetu szukał też na drodze bardzo „ziemsko” sprawowanej władzy i kontroli. Za mistyczną i hieratyczną papieską zjawą krył się wytrawny polityk, realnie stąpający po ziemi. Czyż mogło być inaczej, skoro Pius nie ignorował nawet najbardziej trywialnej realności w której był zanurzony? Niezwykle doceniał rolę mediów: prasy, radia, filmu, swobodnie korzystał z materialnych dobrodziejstw cywilizacji: pisał na maszynie, często dzwonił, choć jego rozmówcy po drugiej stronie kabla klęczeli przy słuchawce, i golił się maszynką elektryczną.

Istotniejsze jednakże dla bezpośredniego wyjaśnienia postawy Papieża-Pacellego wobec kluczowego wyzwania pontyfikatu – Holocaustu i ideologii nazizmu w czasie wojny – jest fakt, że etymologicznego rodowodu dla swojego świeckiego nazwiska doszukał się w pojęciu Pax Coeli (Pokój nieba). I że wzorował się na postaci swojego poprzednika Benedykta XV, który w latach I wojny światowej pokojowymi inicjatywami chciał zakończyć przelew krwi między chrześcijańskimi narodami. Stąd też analogicznie w – Pius XII wywodził aspiracje do przejęcia arbitrażu światowego. Ale przyjmując rolę rozjemcy między dwoma stronami konfliktu, z powodu swojej powściągliwości w potępieniu zbrodniczego reżimu Hitlera ściągnął na siebie u potomnych zarzut antysemityzmu i sympatyzowania z demonem III Rzeszy. W istocie Hitlera nic cierpiał. Już w 1929 pisał o nim:

Ten człowiek jest zadufany w sobie, wszystko co mu nie służy, potępia, co zawadza – niszczy. Do celu zdąża po trupach. Nie mogę pojąć, że w Niemczech najświetlejsze umysły nie poznają się na nim i nie wyciągają wniosków, choćby z jego książki „Mein Kampf”, po lekturze której włosy stają dęba[3].

Zresztą jeszcze w roli Sekretarza Stanu *1929-1939 czyli watykańskiego ministra spraw zagranicznych, razem z monachijskim kardynałem Faulhaberem współredagował encyklikę swojego poprzednika, Piusa XI, Mit brennender Sorge (1938), punktującą naruszenia konkordatu przez reżim Hitlera. W wyłącznie swoim imieniem firmowanej encyklice Summi pontificatus w ostrych słowach potępił inwazję niemiecką na Polskę. 21 stycznia 1940 roku Radio Watykańskie na falach radia watykańskiego brzmiał jego głos: Warunki w jakich rozgrywa się życie religijne, polityczne i gospodarcze szlachetnego narodu polskiego, szczególnie na terenach okupowanych przez Niemcy, są terrorem, jeśli nie barbarzyństwem. Niemcy posługują się tymi samymi, jeśli nawet nie gorszymi metodami jak Sowieci[4].

11 maja 1940, dzień po wysłaniu telegramów do monarchów najechanych przez Hitlera krajów Beneluxu, zanotował treść rozmowy, przeprowadzonej z byłym włoskim konsulem w Warszawie:

Konsul, podobnie jak jego małżonka potwierdził, że nie można sobie wyobrazić stopnia sadyzmu i potworności, z jaką Niemcy, lub dokładnie mówiąc, zarządzane przez przestępcę Himlera Gestapo, do spółki z innymi potwornymi indywiduami, znęcają się i wyniszczają naród  polski[5].

Dwa dni później wyznał włoskiemu ambasadorowi Alfieri[6]:

Jako Włosi dobrze znacie te potworne rzeczy, jakie rozgrywają się w Polsce. My musielibyśmy ostro zaprotestować. A jedyne, co Nas przed  tym powstrzymuje, jest przekonanie, ze Nasz głos tylko jeszcze bardziej pogorszy położenie nieszczęśników[7].

To właśnie obawa przed rozsierdzeniem Hitlera i odwetem na ujarzmionych narodach nakładały w pojęciu Piusa na niego przymus milczenia, stając się głównym motywem papieskiego działania. Jako zwierzchnik Kościoła katolickiego zakładał, że wskutek otwartej krytyki przemocy i ludobójstwa ściągnie na mieszkańców katolickich krajów niekończące się prześladowania. Jeśli Pacelli mógł mieć początkowo wątpliwości wobec własnej strategii postępowania, kiedy od września 1939 roku mord na katolickich Polakach odbywał się bez wcześniejszego potępienia z jego strony, to o słuszności podjętej przez siebie decyzji przekonać go mogły konsekwencje potępienia deportacji żydowskich w Holandii, wypowiedziane ustami tamtejszego episkopatu. Namiestnik Hiltera w Holandii, Seyss-Inquart, wyznał bowiem, że deportacja Żydów, którzy przeszli na katolicyzm, jest bezpośrednią reakcją na notę protestacyjną holenderskiego episkopatu z 3 sierpnia 1942 roku. Podczas procesu kanonizacyjnego Piusa XII jego sekretarka, siostra Pasqualina, zeznała, że Pius zredagował nawet dokument, potępiający deportacje Żydów do obozów koncentracyjnych, i który zamierzał pierwotnie opublikować w Osservatore Romano. Ostatecznie wstrzymał się ze swoim zamiarem:„Skoro list biskupów holenderskich spowodował deportację 40 000 Żydów, to mój protest może kosztować życie i 200 000 Żydów”, cytowała Pasqualina słowa Piusa. Według jej relacji protestacyjna nota papieża la została spalona[8]. Jednakże liczba deportowanych Żydów holenderskich nie sięgnęła owych 40 000. W swoim dokumentalnym filmie żydowski reżyser Johnatan Lewis podaje liczbę 92 katolickich konwertytów z Holandii, którzy zostali deportowani i zamordowani. W jaki dylemat moralny popadł papież, zdradza jego list do włoskiego kapelana Don Scavizzi: „Wielokrotnie rozważałem, czy nie ekskomunikować narodowego socjalizmu, by w ten sposób wobec cywilizowanego świata napiętnować bestialstwo mordu na Żydach. Jednakże po przelaniu wielu łez i po długich godzinach modlitw doszedłem do przekonania, że oficjalny protest nie polepszy, tylko pogorszy los Żydów[9].“ „Ad maiora mala vitanda” (trzeba zapobiec gorszemu), brzmiało papieskie credo.

Dlatego napiętnowanie Holocaustu i potępienie nazizmu przez Piusa kryło się za eufemicznymi zdaniami, wypowiedzianymi szczególnie podczas orędzia na Boże Narodzenie 1941 i 1942 roku. Dał on tam wyraz trosce o setki tysięcy niewinnych ludzi, którzy tylko na podstawie przynależności do takiej, a nie innej rasy lub narodowości wydani są na pastwę śmierci[10]W przekonaniu o mimo wszystko jednoznacznym brzmieniu swojego orędzia utwierdziły go reakcje prasy amerykańskiej. 25 grudnia 1941 roku New York Tims wyrokował: Głos Papieża Piusa XII jest samotnym głosem, rozlegającym się w ciemnościach milczenia, które w tegoroczne Boże Narodzenie spowijają Europę. To głos jedynego rządzącego na europejskim kontynencie, który się odważa przemówić. Nie ulega żadnej wątpliwości, że cele nazistów są sprzeczne z pojmowanym przez papieża chrystusowym pokojem[11].

Rok później ten sam New York Tims pisał: W tegoroczne Boże Narodzenie tylko papież jako jedyny na milczącym kontynencie podnosi głos protestu, przy czym Pius wyraża się tak dosadnie jak każdy mąż stanu sprzymierzonych z nami państw[12]. Ale od potępienia niedemokratycznych metod nazistów do napiętnowania genocydu na Żydach droga prowadziła daleka. Niemniej i Żydzi zrozumieli papieski eufemizm:

Naród Żydowski nie zapomni tego, co Jego Świątobliwość uczyniła dla naszych nieszczęsnych braci i sióstr w godzinie najcięższej dla nich próby[13], wyznał Yitzhak Halevi Herzog[14] 28 lutego 1944 roku.

Także strona niemiecka odczytała poczynania papieskie jako jednoznaczne ujęcie się za Żydami. Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy, który orędzie bożonarodzeniowe szczegółowo analizował, stwierdził, że w Watykanie rezyduje „wróg Rzeszy”[15]. W podobnym duchu wypowiedział się minister spraw zagranicznych Hitlera, Ribbentrop. 14 marca 1940 roku New York Times donosił o jego spotkaniu z papieżem, podczas którego wysłannik Hitlera zarzucał Głowie Kościoła przejście na aliancką stronę.

Rezygnując z oficjalnego potępienia zbrodniczego genocydu, wychowany w watykańskiej szkole dyplomacji Pius uruchomił na rzecz wsparcia Żydów jej zakulisową formę. Z pro-żydowską misją wysłał 21 czerwca 1943 do Hiltera mongsinore Caesare Orsenigo. Misja zakończyła się jednak fiaskiem. Tak relacjonował ją  papieski dyplomata w sutannie:

Z polecenia Papież udałem się do Berchtesgaden, gdzie zostałem przyjęty przez kanclerza Niemiec. Ale kiedy tylko nawiązałem do kwestii żydowskiej, Hilter odwrócił się raptownie, podszedł do okna i zaczął bębnić palcami w szybę. W takiej atmosferze, z odwróconym do mnie plecami Hitlerem trudno mi był kontynuować rozmowę. Hitler odwrócił się do mnie z powrotem, podszedł do stołu, na którym stała szklanka z wodą, chwycił ją i cisnął na ziemię. Po tym dyplomatycznym geście uznałem moją misję za zakończoną. Bez powodzenia…[16]

Orsenigo i minister spraw zagranicznych Ribbentrop w latach 30.

Obrońcy Piusa przytaczają ten rozmowę jako dowód na zaangażowanie się papieża w kwestii Żydów. Ale czyż nie musiało stać się wtedy dla niego jasne, ze zbrodniczej maszynerii Hitlera nie powstrzyma nikt, z wyjątkiem zwycięstwa Aliantów, i ze pomimo dyplomatycznego nabrania wody w usta niemieccy katolicy żydowskiego pochodzenia  i tak będą nieuchronnie deportowani?

Tajna dyplomacja papieska, nie zaś podniesiony do góry palec moralności miały dopomóc i rzymskim Żydom oraz uchronić ich przed zsyłką do obozu. Pierwsze interwencje w postaci noty protestacyjnej złożył niemieckiemu ambasadorowi przy Watykanie kardynał-sekretarz stanu Maglione. Na skutek interwencji Kurii Rzymskiej deportacje Żydów rzymskich wstrzymano. W celu wywierania nacisku na Himmlera i komendanta Rzymu papież wykorzystał sieć kontaktów niemieckiego salwatorianina Pnakratiusa Pfeiffera, która sięgała do najwyższych katolickich osobistości w Wehrmachcie i SS. Jednocześnie otworzono bramy państwa watykańskiego, oferując Żydom azyl. W samym Castellgandolfo schronienie znalazło 8 000 uciekinierów. W Wiecznym Mieście do ich dyspozycji oddano 150 kościołów.

Mimo podziwu dla niemieckiej kultury i przy „naturalnej wrogości” wobec bolszewizmu nie upatrywał Pius w III Rzeszy i ideologi nazistowskiej siły mającej zapobiec rozlaniu się bolszewizmu po chrześcijańskiej Europie.  Najwyraźniej życzył sobie upadku brunatnego reżimu Hiltera i zastąpieniu go konserwatywnym rządem, skoro już od roku 1940 pośredniczył w nawiązaniu kontaktu między Brytyjczykami a militarna opozycja w Niemczech[17]. W ten sposób Pius zachęcał te ostatnia do puczu, ułatwiając jej po przejęciu władzy w Niemczech dogodniejsza pozycje wyjściowa do bilateralnych rokowań pokojowych z Aliantami. Oczywiście, ze w przypadku „wpadki” ryzykował w ten sposób swoją reputacje jako neutralny rozjemca, ale przede wszystkim wystawiał kościoły w Niemczech i we Włoszech na szykany ze strony Hitlera i Mussoliniego. Tchórzostwo nie mogło być więc sprężyna napędowa dla działania Piusa podczas wojny.

Jeden z pamfletów, pióra Cornwella w j. angielskim, żonglującym na okładce zdjęciem, sugerującym wizytę Pacellego u Hitlera. Zdjęcie pochodzi sprzed 1929 roku, kiedy Pacelli był jeszcze nuncjuszem w Niemczech, a Hitler nie sięgnął po władzę.

Pełniejsza ocena postawy Piusa wobec Holocaustu, Hitlera i ideologii nazizmu będzie jednak dopiero możliwa wtedy, kiedy przed historykami i opinią publiczną otworzą się wreszcie tajne watykańskie archiwa. Na razie Stolica Apostolska co jakiś czas wpuszcza wybranych historyków do Archivio Segreto Vaticano – 85 kilometrowego labiryntu regałów, uginających się pod historią kościoła. Jedyny i zamknięty w sobie świat akt, dyplomów, zapieczętowanych bulli i ręcznie zapisanych notatek, od VIII wieku naszej ery do oprawionego na szaro-srebrno tomu z numerem 1237, z warszawskiej nuncjatury 1939 roku.

Najpierw w 1964 roku pod wpływem pamfletu niemieckiego pisarza Hochhuta papież Paweł VI powołał grupę jezuickich historyków, którzy spenetrowali dokumenty watykańskie z okresu 2 wojny światowej. Owoc ich pracy przedłożyli w postaci 11 tomowego monumentalnego dzieła,  zawierającego m. in. korespondencję Piusa z czołowymi politykami i dostojnikami kościelnymi z całego świata, a co ważniejsze, pisane na potrzeby Sekretariatu Stanu wewnętrzne raporty. Wszystkie dokumenty są zamieszczone w języku oryginału i opatrzone komentarzem w języku francuskim. Wiarygodność watykańskiej publikacji podważył jednak Geruard Gieger, podczas wojny tajny informator Watykanu w Szwajcarii, który wykazał, że brak w niej jest m. in. memorandum papieskiego nuncjusza w Bernie z 18 marca 1942 roku, informującego o sytuacji Żydów w katolickich krajach Europy.

Niemal 35 lat później Jan Paweł II powołał na kanwie latami ciągnącego się procesu kanonizacyjnego Piusa XII kolejną, tym razem mieszaną komisję ekspertów: 3 historyków katolickich i 3 żydowskich. Kiedy naukowcy stwierdzili jednak, że przedłożony im do ekspertyzy materiał archiwalny jest niekompletny – zaprotestowali samorozwiązaniem grupy badawczej. Watykan bowiem konsekwentnie odmawia udostępnienia wszystkich dokumentów, tłumacząc się prawem archiwalnym i ochroną danych. Ale tym samym daje on pożywkę ideologicznym spekulacjom.

We wrześniu 2006 roku Benedykt XVI udostępnił tzw. Archiwum Piusa XI, poprzednika Pacellego w latach 1922-39, obejmujący lata dojścia Hitlera do władzy, wprowadzenia ustaw norymberskich, nocy kryształowej i początek wojny. Ale segregatory politycznego wydziału Sekretariatu Stanu, watykańskiego MSZ, za rok 1933 nie zawierają żadnych akt – są puste. Podejrzenie, że najważniejsze decyzje zapadały w trakcie rozmów Piusa XI z kardynałem Pacellim w cztery oczy, potwierdzają się. Zachowały się natomiast notatki Pacellego z papieżem z późniejszych lat pontyfikatu Piusa XI. Kluczowego znaczenia dla osoby przyszłego biskupa Rzymu nabiera pointa wypowiedziana w kwietniu 1933 roku, na tle pierwszych represji na Żydach w Niemczech: „Najpewniej nadejdzie taki dzień, kiedy trzeba będzie wyznać [przed światem], że coś [dla Żydów] zostało uczynione”. Przebiegła, błyskotliwa myśl, zdradzająca zręcznego dyplomatę, nie herolda moralności. I po części bezradność wobec rządzacego w Niemczech demona zła. Przyszły Pius XII nie odniósł się też do wydarzeń nocy kryształowej w Niemczech, kiedy 9 listopada 1938 roku hordy SA w niemieckich miastach ruszyły na Żydow i ich synagogi.

Na ostateczne wyjaśnienie w oparciu o dokumenty z watykańskich archiwów czeka też kwestia współudziału Stolicy Apostolskiej i Piusa XII w ratowaniu nazistowskich bonzów po 1945 roku przed komunistycznym stryczkiem. Oskarżenia o uwikłanie Watykanu w operację „Odessa”, wyposażenie przestępców wojennych takiego kalibru jak Adolf Eichmann, Klaus Barbi, Joseph Mengele w paszporty i umożliwienie im ucieczki do Ameryki Południowej, nie są wyssane z palca[18]. W świetle publikacji historyków, opierających się na aktach pozawatykańskich akcją miał kierować szef austriackiej sekcji papieskiej komisji charytatywnej, biskup Alois Hudal, a głową i mózgiem przedsięwzięcia miał być kardynał Montini, późniejszy papież Paweł VI. Ale czy „Odesse” pobłogosławił odgórnie Pius XII?

Jak długo Watykan nie udostępni wszystkich akt, tak długo „wyrok” na Piusie nie postawi go wprawdzie na ławie oskarżeń, jak chcą tego jego zapalczywi oponenci, ale rzuci poważny rys na świętość sternika Kościoła. Eugenio Pacelli nie był poplecznikiem Hitlera, choć do końca nie pojął groźby, którą rzucił światu diabelski nazizm. Zbrakło mu wizji proroka, którego ludzkość i Kośció w tym momencie dziejów najbardziej potrzebowali. Uformowany przez dyplomatyczną służbę w Kurii Rzymskiej, zarawiony w sztuce polityki, Pius XII pozostal wierny natrurze powściągliwego dyplomaty, także wtedy, kiedy Hilter ujarzmiał jeden kraj za drugim, a od konfernecji w Wannsee krematiora zaczęły pracować pełną parą. Jego aspiracje, usytuowania się między Bogiem a ludźmi, zmusiły go do wsparcia się na nieograniczonym i w dużym stopniu przez siebie wykreowanym monarszym autorytecie, idącym w parze z roszczeniami do sprawowania w imieniu Boga absolutnej władzy, w tym do prawa rokowania z tyranią i demonem zla. Dla dobra Kosciola. Wcześniejsze lata posługi nuncjusza w Niemczech zainfekowaly go traumą Kulturkampfu, kiedy żądne nieograniczonej władzy cesarstwo II Rzeszy Bismarcka wypowiedziało wojnę Kosciołowi katolickiemu. Kiedy tysiące parafii zostało osieroconych, a wierni pozbawieni posługi pasterskiej Kościoła. By zapobieć powtórce, Eugenio Pacelli pertraktował z Hitlerem, i jako sektretarz stanu zawarł z nim konkordat (1934). Wydaje się jdnak, że między nim a Piusem XI pod koniec tegoż pontyfikatu doszło do pewnych rozbieznosci. Na rok przed wybuchem wojny Pius XI zlecił dwójce jezuitów opracowanie encykliki potepiającej antysemityzm Humani generis unitas (Jedność rodzaju ludzkiego). Kiedy rok później {Pius XI zmarł, jego następca schował tekst do szuflady. Wolał na drodze dyplomacji zapobiec nadciągającej wojnie światowej niż zaryzykowa potępienie szatańskiej ideologii z ambony.

W tym sensie Papież-Pacelli był bardziej „ziemski” niż sam by sobie tego życzył. Bo nawet papieże nie potrafią ujarzmić „ziemskich” okoliczności, w jakich im przychodzi działać, padając po części ich ofiarą. Tego dramatu najwyższy reprezentant Chrystusa na ziemi, z glową skryta za oparami kadzideł i z rękami na dyplomatycznej szachownicy, w latach II sojny światoej pojąć nie chciał.

 


[1] Eugenio Pacelli 1876-1958, 1917 nuncjusz w Niemczech, 1929-1939 watykański sekretarz stanu, 1939-1958 papież Pius XII.

[2] Traktaty Laterańskie z 1929 roku, które nazwę zawdzieczają miejscu podpisania – papieskiemu pałacowi na Lateranie w Rzymie. Zawarte zostaly miedzy Piusem XI a Mussolinim. Przyznawały papieżowi prawa do Watykanu, podczas gdy z kolei papież uznawał Rzym za stolicę państwa włoskiego. Porozumienie kończyło dlugoletni konflikt papiestwa z rzadem włoskim, który po zjednoczeniu Włoch w 1871 roku pozbawił papieży ponad państwa kościelnego.

[3] Heinrich Jaenecke, Pius XII. Das Schweigen zur Shoah, s. 143.

[4] Pierre Blett Pius XII. und der Zweite Weltkrieg. S. 74.

[5] Actes et documents du Saint-Siège relatifs à la seconde Guerre Mondiale, t. 1, Nr 138.

[6] Dino Alifieri (1886 – 1966), 1936-1939 wloski minister propagandy, 1939-40 ambasador Italii przy Watykanie

[7] Actes et documents du Saint-Siège relatifs à la seconde Guerre Mondiale, t. 1. Nr 313.

[8] Johanna Schmid Papst Pius XII. begegnen, Augsburg, 2001, s. 96.

[9] Johanna Schmid, Papst Pius XII. begegnen, s. 93

[10] Discorsi e radiomessaggie di S.S. Pio XII, t. 4, Città del Vaticano 1960.

[11] New York Times  25.12. 1941, s. 24.

[12] New Yorkt Times 25.12.1942, s. 16.

[13] Actes et documents du Saint-Siège relatifs à la seconde Guerre Mondiale. T. 10, s. 292.

[14] Yitzhak Halevi Herzog (1889-1959), po 2 wojnie swiatowej glowny rabin Palestyny i Izraela.

[15] Politisches Archiv des Auswärtigen Amtes, Inland I D/Kirche  17/9 8R98833).

[16] Oswiadczenie Orsenigo w: Petrus Blatt, Organ der Diözese Berlin z 7.4.1963.

[17] Bernd Martin Friedensinitiativen und Machtpolitik, Düsseldorf 1977, s. 370-392.

[18] Uki Goñi The Real Odessa: Smuggling the Nazis to Perón’s Argentina, 2002.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata