|

REPORTAŻ
W sierpniu
zaczynają się wszystkie wojny (fragment)
MARIA ROGIŃSKA
Myślałam, że Gruzja mi przejdzie, gdy
tylko z niej wyjadę. A teraz, wściekła,
oglądam wiadomości. Nie pomaga wiec
przed konsulatem rosyjskim ani e-maile
z Holandii od Nino, poznanej w Gruzji
podczas ewakuacji. Czternaście lat
temu wyemigrowała z powodu wojny,
a teraz znów na nią trafi ła… A obecnie
siedzi sama w domu i obserwuje, jak
z mapy znika jej kraj.
„Nie będę o tym pisała – mówię do znajomej
– nie mogę myśleć, jeść ani spać,
a co dopiero pisać. Wyobraź sobie, że się
w kimś zakochałaś, a potem ukochanemu
coś się zaczyna dziać…”
Ale pisanie to dobra terapia. Wspominam
więc Gruzję sprzed wojny: uśmiechniętą,
zabawną, zabieganą, śpiewającą,
obfitującą w wino, jedzenie i żarty, sentymentalną,
emocjonalną, przyjazną, modlącą
się i surową.
*
Żeby poznać Gruzję, trzeba trafić na swojego
Gruzina. To łatwe, oni sami zagadują
przechodniów na ulicach. Dalej wszystko
potoczy się samo: Gruzin zaprosi was do
siebie, a jego gościnności nie zapomnicie
aż do śmierci. Gość to świętość. „U nas zawsze,
gdy ktoś przyjeżdżał, wiedzieli o tym
wszyscy sąsiedzi. Gruzin nie pyta, czy jesteś
głodny, tylko zastawia stół. Być może musiał
w tym celu pożyczyć pieniądze – nigdy się o tym nie dowiesz – ale stół powinien się
uginać pod ciężarem dań. Może wziął urlop
specjalnie dla was, ale o tym też wam nie
powie”. Tak opowiadała mi Nino…
Na naszego Gruzina trafiliśmy już
w pociągu. Arcził to politolog z Tbilisi.
Opanowany, małomówny – cechy podobno
rzadkie w tym kraju. Ugościł nas jednak
typowo po gruzińsku. Spędzał z nami
całe dnie, ciągle uśmiechnięty opowiadał
o osobliwościach gruzińskiego charakteru.
Nie przestawał żartować nawet wtedy,
gdy zaczęła się wojna.
„Szlachcic z byle kim nie gadał! O, idzie
moja żona. Opowiedz, jak byłaś ubrana
do ślubu” – do kuchni, w której siedział
Iwan Juzwiak („Kułaczek”) i jego dwie
sąsiadki (wszyscy chłopi), weszła zgięta
wpół kobieta: „Miałam na głowie wianek
z barwinków… Te nasze wianki były
o wiele ładniejsze od ich welonów… Z tyłu
miały wstążki, sukienka była zwykła,
nie można było po lidnomu, zima była”.
Więcej na łamach październikowego „Znaku”
Zamów numer
MARIA ROGIŃSKA, dziennikarka,
doktorantka
Szkoły Nauk
Społecznych
przy IFiS PAN
w Warszawie.
POCZĄTEK STRONY |