70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Radio Maryja – polska prawica religijna

Problemem Radia Maryja są sukcesy „umiarkowanej” prawicy. Stąd szukanie i wynajdowanie zagrożeń, wrogów czy nie dość oddanych przyjaciół – jak Maria i Lech Kaczyńscy – stąd radykalizacja oczekiwań, niezbędna, jeśli chce się utrzymać wysoki poziom zaangażowania i mobilizacji słuchaczy.

Kościół katolicki w Polsce był i jest ogromny.

Instytucja tak masowa, pełniąca tak liczne funkcje na rozmaitych poziomach i w różnych obszarach życia społecznego, musi być wewnętrznie zróżnicowana. To wynika ze statystyk. Trudno sobie przecież wyobrazić, że wszyscy wierzą „tak samo”, że mają tak samo wrażliwe sumienia, takie same przekonania i preferencje polityczne. Ta prawidłowość dotyczy nawet księży i biskupów.

W czasach PRL było, oczywiście, trochę inaczej: Kościół był zjednoczony wobec komunistycznego systemu i niejako spajany przezeń od zewnątrz. Po roku 1989 zaczął się różnicować, kształtowały się specyficzne style duszpasterskie i wzorce religijności. Należało się tego spodziewać, że – obok katolicyzmu, jaki znamy z „Tygodnika Powszechnego” czy „Więzi” – pojawi się także religijność tradycyjna czy wręcz zamknięta, kurczowo trzymająca się tożsamości narodowej, z poczuciem zagrożenia przez świat zewnętrzny i nowoczesność.

Dowodu pośredniego, ale znaczącego, dostarczają badania „Solidarności” przeprowadzone przez Alaina Touraine’a[1]. Choć były one poświęcone analizie „Solidarności” jako ruchu społecznego, to – ze względu na masowość tego ruchu – portret „Solidarności” można traktować jako szkic do portretu ówczesnego polskiego społeczeństwa (a przynajmniej jego miejskiej części). Otóż badacze obserwowali wówczas – poza wartościami, motywacjami i celami związkowymi, demokratycznymi i niepodległościowymi – także agresywny nacjonalizm i antysemityzm, współwystępujący z wartościami i motywacjami religijnymi. Wprawdzie treści nacjonalistyczne i antysemickie nie dominowały, ale wyraźnie się zaznaczały, tak na poziomie komisji zakładowych i – co za tym idzie – grup badawczych (Touraine spotkał „prawdziwych Polaków” w grupie wrocławskiej), jak i na poziomie kierownictwa związku (autor ten przytacza publiczną wypowiedź Mariana Jurczyka, że trzeba skończyć z Żydami i komunistami).

Należało się zatem spodziewać, że – w warunkach wolności – ujawni się i na różne sposoby będzie się kształtowała religijność nie tylko naładowana wartościami narodowymi i afirmacją narodowej tożsamości, ale także niewolna od zadufanego w sobie nacjonalizmu i antysemityzmu.

Radio ojca Rydzyka    

W 1991 roku powstało Radio Maryja. Posiadaczem otrzymanej od KRRiTV koncesji jest Zgromadzenie Najświętszego Odkupiciela (redemptoryści), zaś dyrektorem Radia – ojciec Tadeusz Rydzyk.

Historia powstania i rozwoju Radia Maryja – od stacji lokalnej do posiadającej status nadawcy społecznego (który nie emituje reklam i wnosi zredukowaną opłatę koncesyjną) stacji ogólnokrajowej – świadczy o zdolnościach organizacyjnych i determinacji ojca Rydzyka, ale także o społecznym zapotrzebowaniu na taką właśnie rozgłośnię. Na antenie Radia dominuje modlitwa i ewangelizacja. Codziennie transmitowana jest msza święta, odmawiany jest brewiarz, różaniec i  koronka do Miłosierdzia Bożego; co tydzień słuchacz może uczestniczyć w papieskiej modlitwie ,,Anioł Pański”. Głoszone są katechezy, retransmitowany serwis informacyjny Radia Watykańskiego. Na antenie sporo jest muzyki religijnej.

I to nie budzi kontrowersji. Wzbudzają je natomiast przede wszystkim nadawane codziennie wieczorem (o 21.40) Rozmowy niedokończone. To tutaj krytycy Radia Maryja dopatrują się treści antysemickich, nacjonalistycznych, krytycyzmu graniczącego z wrogością wobec innych, obcych – Unii Europejskiej, liberalizmu i liberałów, Żydów… To właśnie w tym programie można było usłyszeć pro-PiSowską i anty-POwską propagandę polityczną, do czego jeszcze wrócę.

Inicjatywy radiomaryjne

W ostatnich latach z różnych badań słuchalności wynik, że Radia Maryja słucha od mniej niż 2% do prawie 4% społeczeństwa, czyli do półtora miliona ludzi, przede wszystkim powyżej 60. roku życia. Ale zdarzają się też szacunki wyższe.

Radio Maryja obrosło wieloma inicjatywami. Słuchacze identyfikujący się z rozgłośnią tworzą Rodzinę Radia Maryja. Jest to struktura zakorzeniona – za zgodą proboszczów – w parafiach, gdzie ma swoje biura, Koła Przyjaciół Radia Maryja (także młodzieżowe) oraz Podwórkowe Kółka Różańcowe Dzieci. Od 1993 roku w drugą niedzielę lipca odbywają się pielgrzymki Rodziny Radia Maryja na Jasną Górę. W XVI pielgrzymce (13 lipca 2008 roku) do Częstochowy przybyło około 200 tys. osób, wśród nich Jarosław Kaczyński, prezes PiS i były premier, który przestrzegał przed osłabieniem narodu, jego jedności i poczucia tożsamości, oraz wzywał pielgrzymów do odrzucenia obecnego zła. Ponadto od kilku lat w siedzibie rozgłośni w Toruniu odbywa się coroczny Zlot Słuchaczy Radia Maryja. Wydawany jest też miesięcznik ,,Rodzina Radia Maryja”. Bliski Radiu Maryja, acz formalnie niezależny, pozostaje „Nasz Dziennik”, którego dziennikarze często goszczą na antenie Radia.

W 2001 roku do rozgłośni dołączyła Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu – niepubliczna uczelnia należąca do Fundacji Lux Veritatis. Fundacja ta została założona przez trzech redemptorystów, w tym ojca Tadeusza Rydzyka, ale formalnie jest instytucją świecką i nie ma bezpośrednich powiązań z Kościołem.

W 2003 roku powstała Telewizja Trwam.

O tych przedsięwzięciach nieżyczliwi mówią jako o medialnym imperium lub holdingu ojca Rydzyka. Gdyby przyjąć tę metaforę (a byłoby to uzasadnione, bo między wymienionymi podmiotami istnieją wyraźne powiązania, przede wszystkim personalne, ale także ekonomiczne), to niewątpliwie za przedsięwzięcie – „matkę” trzeba by uznać Radio Maryja, najstarsze, najbardziej wyraziste i zarazem polityczne dzieło ojca Tadeusza Rydzyka.

Religia i polityka

To właśnie polityczna wymowa i aktywność Radia Maryja wzbudza największe emocje i kontrowersje.

Wedle popularnej interpretacji to Ojciec Dyrektor w 2001 roku wprowadził LPR do Sejmu, a w 2005 roku wygrał wybory dla PiS i Lecha Kaczyńskiego. Czy tak było rzeczywiście?

Zacznijmy od tego, że – wedle własnych deklaracji – Radia Maryja słuchało 6% badanych w 2001 i 16% badanych w 2005 roku (różnica wynika przede wszystkim z innego sposobu pytania). Częściej słuchają go kobiety, osoby starsze, z wykształceniem podstawowym lub zawodowym, mieszkające na wsi, regularnie praktykujące. Takie osoby, nawet gdyby nie słuchały toruńskiej rozgłośni, i tak miałyby swoje preferencje wyborcze. Ale one słuchają i mobilizują się na wybory: w 2001 roku badani deklarowali, że głosowali w 59% (faktyczna frekwencja wyniosła 42%), regularnie praktykujący – w 66%, zaś słuchacze Radia Maryja – w 70%; w 2005 roku badani deklarowali głosowanie w 51% (faktyczna frekwencja wyniosła niemal 41%), regularnie praktykujący – w 60%, zaś słuchacze Radia Maryja – w 65%.

Choć pod względem cech demograficznych i społecznych dość jednolici, to jednak słuchacze Radia Maryja głosowali rozmaicie. W 2001 roku 42% słuchaczy opowiedziało się za LPR, ale niemal 60% głosowało inaczej, między innymi na Samoobronę (14%), AWSP (10%), PiS i UW (po 8%). W 2005 roku 40% wybrało PiS, ale 60% głosowało inaczej, między innymi na Platformę, którą przecież należało ,,zatopić” (16%), LPR (12%), „Samoobronę” (11%), PSL (7%), a nawet na… SLD (ok. 5%). Warto więc pamiętać, że słuchacze toruńskiej rozgłośni nie stanowili karnej armii, która wykonywała to, co nakazywał ich Ojciec Dyrektor. W obu wyborach (2001 i 2005 roku), w których Radio Maryja miało swojego faworyta (w 2005 miało też swojego wroga: Platformę), większość słuchaczy zagłosowała po swojej myśli (także na PO).

Można, oczywiście, kontrargumentować, że nie chodzi tu o jakieś zawrotne poparcie kilkudziesięciu czy kilkunastu procent, lecz o kilka procent, które mogą przechylić szalę zwycięstwa. Wystarczy przecież 2–3%, żeby ktoś był pierwszy… Nie mówmy więc o większości, która nie posłuchała Ojca Dyrektora, ale o tej mniejszości, która go posłuchała – czy była wystarczająco liczna, aby przesądzić wynik wyborów?

Powtórzmy: słuchacze Radia Maryja chodzą na wybory. Mają własne polityczne sympatie i antypatie, w pewnej mierze ulegają jednak toruńskiej rozgłośni. Świadczą o tym – w moim przekonaniu – przerzucenie poparcia z LPR (w 2001) na PiS w 2005 roku oraz stwierdzone wyżej zależności. Przyjrzyjmy się tym najciekawszym, dotyczącym głosowania na PiS i PO. Słuchanie Radia Maryja sprzyjało głosowaniu na PiS – zwłaszcza wśród kobiet, osób w średnim wieku, w wyższych kategoriach wykształcenia, wśród mieszkańców mniejszych miast oraz osób regularnie praktykujących. Jednocześnie obniżało ono szanse głosowania na PO – zwłaszcza wśród kobiet, osób młodych i w średnim wieku, na każdym poziomie wykształcenia i w każdym miejscu zamieszkania oraz wśród regularnie praktykujących. Widać więc, że słuchanie Radia Maryja stanowi cechę zależną od kontekstu społecznego, ale niepozbawioną sensu politycznego: wśród regularnie praktykujących podnosiło ono szanse wyboru PiS, a obniżało szanse wyboru PO. Działało zatem w kierunku wytyczonym przez Ojca Dyrektora. Gdyby jednak spośród badanych wyłączyć słuchaczy Radia Maryja i sprawdzić, jakie byłyby wyniki wyborów 2005 roku bez ich udziału, to i tak, choć mniejszą różnicą, wygrałoby Prawo i Sprawiedliwość. (Naturalnie, rezultaty takich statystycznych symulacji mają charaktej jedynie hipotetyczny).

Opisane tu zależności w pewnym stopniu powtórzyły się w wyborach 2007 roku. Wedle własnych deklaracji Radia Maryja słuchało 12% badanych. Jednak tym razem na wybory zmobilizowali się nie tylko słuchacze tego Radia: i wszyscy badani, i słuchacze Radia Maryja deklarowali, że głosowali w 67% (faktyczna frekwencja wyniosła blisko 54%). Natomiast prawie 62% słuchaczy głosowało na PiS, na PO – 20%, na PSL – 8%, na LPR i „Samoobronę” niespełna po 3%.

Reasumując: Radio Maryja powstało i w ciągu kilkunastu lat zbudowało sieć czy strukturę instytucji medialnych, legalnych, współpracujących ze sobą, społecznie akceptowanych i zakorzenionych, inicjujących rozmaite działania – powtarzalne i jednorazowe – o charakterze religijno-społecznym. Z rozmaitych konfrontacji i konfliktów wychodziło obronną ręką. Świadczy to o wielkiej efektywności jego twórcy i szefa – ojca Tadeusza Rydzyka.

Ta efektywność ujawnia się także w sferze polityki. Wprawdzie od połowy lat 90. Kościół jako instytucja nie bierze udziału w kampaniach wyborczych ani na poziomie hierarchów, ani na poziomie parafii. Jeśli uświadomimy sobie, jak wielką machiną i masowym procesem jest współczesna kampania wyborcza, to pojedyncza wypowiedź jakiegoś biskupa czy księdza, nawet nagłośniona przez media, nie może mieć większego znaczenia. Natomiast wierni – z powodów historycznych, światopoglądowych i demograficznych – mają swoje preferencje wyborcze, co nikogo dziwić nie może. Absurdem byłoby przecież oczekiwać, że religijni wyborcy zagłosują na SLD z posłem Piotrem Gadzinowskim i posłanką Joanną Senyszyn.

Do części wiernych – starszych, bardziej tradycyjnych i „narodowych” – trafia Radio Maryja. Powtórzę, że słuchacze Radia Maryja, nawet gdyby nie słuchali swojej rozgłośni, to i tak mieliby swoje polityczne sympatie. Jednak Radio Maryja potrafi te sympatie przekształcić w zachowania wyborcze, potrafi zmobilizować swoich słuchaczy, by głosowali, i wskazuje, na kogo powinni głosować. Jakąś ich część (w wyborach parlamentarnych 2001 i 2005 roku – mniejszość, w wyborach 2007 roku – większość) potrafi przekonać do głosowania na swoich faworytów: najpierw była to LPR, potem PiS.

Fenomen prawicy religijnej

Opisanych powyżej faktów wielu, także zaangażowanych katolików, nie jest w stanie strawić. Dla Kościoła istnieje tu problem polityczno-prestiżowy: co może Episkopat wobec rozgłośni katolickiej, ale prowadzonej przez zakonników? Pojawia się też problem duszpasterski i ideowy: w jakiej mierze osoby duchowne mogą angażować się politycznie i czy każda opcja polityczna jest dla nich równie dobra? Z kolei – o ile w Radiu Maryja zdarzają się wypowiedzi nienawistne wobec Żydów czy innych grup mniejszościowych – problem mają odpowiednie organy państwowe, które powinny te czyny ścigać i osądzać.

Dla sojologa pozostaje kwestia interpretacji fenomenu Radia Maryja, jego społecznego znaczenia i politycznego wpływu. Skłonna jestem postrzegać ów fenomen w kategoriach kształtującego się w Polsce po 1989 roku zjawiska religious right, czyli prawicy religijnej. Odwołuję się tu do zjawiska i pojęcia amerykańskiego. W Stanach religious right to nie jest związek wyznaniowy, organizacja społeczna ani partia polityczna. To wewnętrznie zróżnicowany i złożony ruch czy może raczej ruchy, mające ambicje reprezentowania w sferze publicznej i politycznej konserwatywnych chrześcijan. Kościec tego nurtu stanowią organizacje, takie jak na przykład Christian Coalition (1989) czy Focus on Family, Concerned Women for America(1979). Natomiast bazę społeczną stanowią konserwatywni protestanci, wśród których najliczniejsi są fundamentaliści, charyzmatycy i baptyści. Są oni przeciętnie gorzej wykształceni i ubożsi, skrupulatnie praktykujący, częściej z Południa… Szacuje się, że jest ich około 40-50 mln.

W USA tacy wierzący istnieli „od zawsze”. Natomiast wzrost ich społecznego i politycznego zaangażowania notuje się od końca lat 70. i 80. Była to odpowiedź zarówno na rewolucję obyczajową lat 60., jak i na zmiany prawne, których nie akceptowali. Na przykład w latach 1961-1985 Sąd Najwyższy kilkakrotnie zakazał modlitwy (także w formie chwili skupienia) i czytania Biblii w szkołach publicznych jako niezgodnych z konstytucją, a w 1973 roku – w sprawieRoe versus Wade – podjął kontrowersyjną decyzję, że prawo do aborcji wynika z konstytucyjnej ochrony prywatności. Oczywiście, konserwatywni protestanci przywiązani do wartości religijnych i rodzinnych byli i są za dopuszczeniem modlitwy i – szerzej – treści religijnych do szkół publicznych, starają się wpływać na programy szkolne (w takich kwestiach jak edukacja seksualna czy nauczanie na temat powstania życia na Ziemi), są przeciwni dopuszczalności aborcji i równym prawom dla homoseksualistów. Stosują rozmaite metody działania: akcję propagandową (rozsyłają listy i materiały, organizują spotkania, starają się o obecność w mediach), mobilizację wyborczą (zachęcają do rejestracji wyborców, opracowują przewodniki, jak głosować, szkolą liderów), specyficzną dla Stanów drogę prawną…

Amerykańska religious right ma pewne sukcesy: obroniła szkoły wyznaniowe, w 2003 roku doprowadziła do uchwalenia ustawy zabraniającej aborcji w późnym stadium ciąży, a Norma McCorvey (Jane Roe ze sprawy Roe versus Wade) stała się działaczką ruchu pro-life. Głosy konserwatywnych protestantów pomogły wygrać wybory prezydenckie Ronaldowi Reganowi, George’owi Bushowi (1989), jego synowi George’owi W. Bushowi (2001) i na pewno będą obecne w wyborach 2008 roku.

Także w Polsce istnieje społeczna baza religious right: ludzie religijni w sposób tradycyjny, społecznie konserwatywni, gorzej wykształceni, ubożsi, spoza wielkich miast… Tylko nikt ich jeszcze nie policzył. Przed 1989 roku istnieli tylko prywatnie, później mogli zaistnieć publicznie – i zaistnieli. Bezpośrednimi bodźcami były przemiany o charakterze ustrojowo-prawnym i obyczajowym: wprowadzenie religii do szkół, ustawa o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży z 1993 roku (pamiętajmy o ponad trzech latach dyskusji i walki wokół niej), konkordat (podpisany w 1993, ale ratyfikowany dopiero w 1998 roku), pojawienie się w Polsce bardzo aktywnych, walczących o równe prawa środowisk gejów i lesbijek. Reakcje na te zmiany przybierały i przybierają różne formy. Radio Maryja „dało głos” środowiskom dotychczas „niemym”, które nie tylko popierały korzystne dla Kościoła i katolików rozwiązania prawne, ale oczekiwały „więcej”, gwałtownie odrzucały natomiast przemiany obyczajowe. Radio miało ambicje reprezentowania i organizowania takich ludzi w sferze publicznej, a później także w sferze politycznej – poprzez media, a z czasem poprzez konkretnych polityków i partie polityczne (najpierw LPR, a potem PiS).

Taki stan rzeczy – wzajemnego odnalezienia się tradycyjnych środowisk katolicko-narodowych, mediów z holdingu Radia Maryja i ich politycznych reprezentatów – jest normalny (co nie musi nam się podobać). Problem polega na tym, że w Polsce sytuacja Kościoła katolickiego i katolików, także tych konserwatywnych, jest dobra, nawet bardzo dobra. Po 1989 roku, a zwłaszcza po ratyfikacji konkordatu, dokonało się przejście od ,,modelu nieobecności” do ,,modelu obecności” (w różnorodnych formach) wiary i Kościoła w życiu publicznym. Wydaje się, że w polskich warunkach ów „model obecności” pracuje i stał się społecznie akceptowany. Większość akceptuje lekcje religii w szkołach, obowiązująca ustawa określająca warunki dopuszczalności przerywania ciąży ma znaczące poparcie społeczne, obecność treści i symboli religijnych w sferze publicznej w zasadzie nie budzi kontrowersji… Czego można chcieć „więcej”? Konstytucyjnej ochrony życia od poczęcia? Antygejowskich regulacji prawnych? Antyniemieckiej i antyżydowskiej retoryki? Problemem Radia Maryja są sukcesy „umiarkowanej” prawicy. Stąd szukanie i wynajdowanie zagrożeń, wrogów czy nie dość oddanych przyjaciół – jak Maria i Lech Kaczyńscy – stąd radykalizacja oczekiwań, niezbędna, jeśli chce się utrzymać wysoki poziom zaangażowania i mobilizacji słuchaczy.

 


[1] Zob. A. Touraine i in., Solidarność: analiza ruchu społecznego 1980-1981, tłum. A. Krasiński, Warszawa 1989, s. 50-51, 138-139, 146-148.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata