|

TEMAT MIESIĄCA:
Co słychać w Radiu Maryja?
Populizm i Radio Maryja (fragment)
OLGA WYSOCKA
Ten, kto występuje w obronie wartości katolickich i w imieniu ludu,
niekoniecznie jest populistą. Staje się nim natomiast ten, kto w imię
wartości katolickich kreuje wroga i w obronie uciśnionego ludu
manipuluje jego strachem i używa do tego narzędzi politycznych.
Ks. Józef Tischner pisał, iż populizm polega na tym, że
ten, kto pochodzi z „ludu”, znaczy więcej niż inni i jest przeznaczony do odegrania szczególnej
roli w historii. Dzieje się tak z dwojakiego powodu: najpierw z racji nieomylności
w sprawach społecznych (…), po wtóre – z powodu cierpień, które oczyszczają z wszelkich
win (…). Uciśnionym wszystko wolno. Ponieważ uciśnieni – „lud” – zajmują uprzywilejowane
miejsce w organizmie społecznym, każdy uczciwy człowiek powinien wczuwać
się w sytuację uciśnionego ludu i walczyć o jego wyzwolenie. A co będzie, gdy „ludu”
zabraknie? „Lud” będzie istniał zawsze (…), w razie czego jednak należy go stworzyć
dla dobra „wczuwających się”.
(J. Tischner, Etyka Solidarności oraz Homo sovieticus, Kraków 2005)
Radio Maryja jest uznawane za patriotyczne i wierne tradycji, ale jest ono również
krytykowane w wielu wymiarach. Zarzuca mu się, że jest nacjonalistyczne, fundamentalistyczne,
tradycjonalistyczne, antydemokratyczne czy wreszcie populistyczne. Poniższe
rozważania dotyczą jedynie tego ostatniego elementu – populizmu. Chcąc zrozumieć
złożoność zjawiska, należy najpierw wyjaśnić, czym jest populizm, a następnie
jaki jest jego związek z religią. Rozważania teoretyczne pomogą nam odpowiedzieć na
pytanie, czy istnieje powiązanie między populizmem i Radiem Maryja.
Zdanie Ludwiga Wittgensteina, iż znaczenie słowa leży w sposobie posługiwania
się nim, można odnieść także do populizmu. Pojęcie to używane jest między innymi
do określenia strategii i stylu rządzenia, dyskursu, kultury, ideologii czy doktryny, jak
również ruchu społecznego czy partii politycznej. Występuje ono zarówno w znaczeniu
pozytywnym, jak i negatywnym. Współcześnie korzysta się zeń bardzo często, mówi
się wręcz o karierze tego słowa. Powszechność jego użycia powoduje jednak, że zaciera
się jego znaczenie. Podsumowując liczne dyskusje na ten temat: główny spór toczy
się wokół pytania o formę populizmu, panuje natomiast jednomyślność co do jego
cech wspólnych.
Populizm: próba definicji
Populizm pochodzi od łacińskiego słowa populus, które w języku polskim znaczy „lud”
(wszelkie nazwy pokrewne wiążą się z różnymi znaczeniami słowa „lud”, który stanowi
rdzeń omawianego tu zjawiska). W zależności od kontekstu lud może oznaczać
obywateli, większość, masy, tłum, ale też i „komunistycznych despotów”, którzy „lubili
powtarzać, że ciągle trzeba uczyć się od mas”. Warto też pamiętać o wprowadzonym
przez Paula Taggarta pojęciu „centrum” (the heartland), które oznacza w rzeczywistości
wszystkich odrzuconych, prześladowanych, pokrzywdzonych i zmarginalizowanych.
Populiści idealizują tę wspólnotę, nadają nowe oblicze odrzuconym, umieszczają
ich w centrum zainteresowania. Co więcej, przedstawiają koncepcję idealnie skonstruowanego
świata, w którym to właśnie wiara w jego nadrzędność jednoczy odrzucony
lud. Ta gloryfikacja ludu i tworzenie wyidealizowanego monolitu idzie jeszcze dalej,
bowiem lud uważa (czy też populiści go do tego przekonują), że jest lepszy niż rządzące
nim elity. Dzieje się tak dlatego, że elity polityczne (lub też – w zależności od sytuacji
– elity ekonomiczne, intelektualne, instytucje, grupy społeczne etc.) są utożsamiane
z korupcją, żyją kosztem ludu i działają wbrew ludowi, a przecież „prawdziwa mądrość
i czystość tkwi jednoznacznie w ludzie”
Odnosi się więc populizm do pewnej szczególnej, w swej istocie manichejskiej,
relacji między ludem a elitą, relacji „my” i „oni”, którą trafnie zdefiniował Cas Mudde.
Przedstawił on populizm jako ideologię, która „uważa, że społeczeństwo jest
ostatecznie podzielone na dwie homogeniczne i antagonistyczne grupy: na »prostych
ludzi« i »skorumpowane elity«, z czego ma wynikać, że polityka powinna być wyrazem woli ludu”. Można polemizować z autorem, czy populizm jest rzeczywiście ideologią:
on sam podkreśla, że należy traktować go jako słabą/ogólną (thin) ideologię, co ułatwia
mniej lub bardziej oportunistyczne łączenie populizmu z innymi ideologiami. Tak scharakteryzowany populizm staje się raczej strategią w ramach ideologii. Wartość
powyższej definicji polega głównie na tym, że wskazuje ona na istotę fenomenu,
który w swym założeniu opiera się na szczególnym rozłamie pomiędzy ludem o wyjątkowym,
wręcz nadprzyrodzonym znaczeniu a zdeprawowanymi elitami, w oczach
populistów utożsamianymi poniekąd z nieczystymi siłami. Ten dychotomiczny podział
pomiędzy dobrem a złem, który stanowi ideologiczny kręgosłup populizmu, ma bardzo
konkretne polityczne implikacje. Populizm potrzebuje wroga, ażeby istnieć.
Jeśli chcemy pokusić się o pełniejsze wyjaśnienie populizmu, a w szczególności jeśli
chcemy zrozumieć jego konkretne przejawy, należy rozszerzyć analizę o dwa ważne
aspekty, bez których populizm nie ma racji bytu. Chodzi tu o populistyczną retorykę jako
główne narzędzie przekazu społecznego i o rolę populistycznego przywódcy, który
wyśmienicie posługuje się taką retoryką na drodze do osiągnięcia politycznych celów.
Główny wątek populistycznych ataków skierowanych przeciwko elitom politycznym
to nieodzowne oskarżanie elit o nadużywanie uprzywilejowanej pozycji zamiast
odpowiedzialnego występowania w interesie wyborców. Sformułowania tego rodzaju
budowane są na przekonaniu o konspiracji elit przeciwko ludowi. Populistom pomaga
w tym odwoływanie się do prostych reguł pochodzących z powszechnych mądrości
ludowych. Ich retoryka często odnosi się do lokalnych tradycji i kultur, stając
tym samym w opozycji do kosmopolitycznej kultury elit, co z kolei kreuje symbiotyczną
relację pomiędzy populizmem a nacjonalizmem. W takiej postaci populizm
często ulega radykalizacji, co w pewnych okolicznościach może prowadzić do fundamentalizmu.
Więcej na łamach wrześniowego „Znaku”
Zamów numer
OLGA WYSOCKA, politolog,
doktorantka
w Europejskim
Instytucie
Uniwersyteckim
we Florencji.
POCZĄTEK STRONY |