Strona główna Miesięcznika ZNAK

 SIW ZNAK

 E-MAIL

 

WRZESIEŃ 2008, NUMER 640

Strona główna


Lista mailingowa
Jeżeli chcesz otrzymywać aktualne informacje o nowościach w miesięczniku ZNAK i wydarzeniach organizowanych przez SIW Znak wpisz swój e-mail.

 


TEMAT MIESIĄCA:

Co słychać w Radiu Maryja?



Katolicki to naprawdę znaczy globalny
(fragment)

Z JOSÉ CASANOVĄ rozmawiają Wojciech Bonowicz

i Łukasz Tischner


Integryzm to reakcja na nowoczesność, kontrpropozycja, próba podboju nowoczesnego świata, żeby uczynić go katolickim.

Czym jest dla Pana fundamentalizm i integryzm?

Nie używam zbyt często tych terminów, bo one są użyteczne dla wewnętrznych sporów w obrębie tradycji religijnych. Jeden napada na drugiego: „Jesteś fundamentalistą”, a ten odpowiada: „Nie, jestem liberałem”. Ktoś mówi: „Jesteś integrystą”, a w odpowiedzi słyszy: „Nie, jestem prawdziwym katolikiem, a ty jesteś heretykiem”. Podobnie używa są w polityce etykietek: ten jest faszystą, a ten komunistą… Służą one napiętnowaniu tego, kto pozostaje na zewnątrz. Czy to są użyteczne kategorie analityczne? Tak, ale pod warunkiem, że istniał globalny proces sekularyzacji, proces historyczny, przeciwko któremu reakcją był ruch fundamentalistyczny. Sam termin „fundamentalizm” analitycznie zakłada ów proces sekularyzacji.

Nie brałem udziału w słynnym projekcie badawczym dotyczącym fundamentalizmu, prowadzonym w latach 1987–1995. Dołączyłem doń dopiero w końcowym stadium – nie jestem autorem wydanych w jego ramach publikacji. Dla mnie zaskakujące w tych badaniach jest to, że mówi się tam o fundamentalizmie protestanckim, muzułmańskim, żydowskim, hinduskim i buddyjskim, ale nie o fundamentalizmie katolickim. Owszem, jest mowa o Opus Dei, ale Opus Dei nie jest ruchem fundamentalistycznym, on ma jedynie elementy integrystyczne. Mamy tu tylko krąg arcybiskupa Lefebvre’a – ale to był właściwie ruch heretycki, który nazwano integrystycznym, Czytając kolejne tomy opublikowane w ramach tego projektu, doszedłem do wniosku, że katolicyzm jest w swej istocie ruchem de-fundamentalizującym. Oczywiście, istnieją różne lokalne ruchy sekciarskie, ale Kościół prowadzony przez kolejnych papieży kontynuuje aggiornamento. I tylko radykalne feministki mogą dziś uważać katolicyzm za religię fundamentalistyczną.

A jeśli chodzi o integryzm: pojawił się on wtedy, gdy dostosowywano Kościół do wyzwań nowoczesności. Tworzyli go ludzie, którzy chcieli pozostać przy radykalnym tradycjonalizmie. Ale oni nie byli tradycjonalistami. Bo czymże jest tradycjonalizm? Bezrefleksyjnym trwaniem przy pewnych zasadach. A integrysta, podobnie jak fundamentalista, to człowiek nowoczesny, który radykalnie broni pewnych tradycyjnych pozycji. Integryzm zaczyna się w wieku XIX. Jego najbardziej agresywne formy mają znamiona ruchu proto-nowoczesnego, który łatwo mógł wieść do Action Française, a nawet do faszyzmu. A zatem w tym wypadku zauważamy proto-nowoczesną mobilizację grupy. Taka jest dynamika fundamentalizmu także dzisiaj.

Czym więc był katolicki integryzm? Odrzuceniem tego wszystkiego w nowoczesnym świecie, co zostało uznane za herezję. Wywodził się on z tej linii katolicyzmu, którą wyrażał emocjonalny sprzeciw wobec nowoczesności – hasło, że każdy nowoczesny proces jest zagrożeniem tożsamości. Kiedy Kościół zaczął się zastanawiać nad potrzebą zaangażowania we współczesny świat – i dostrzegł konieczność rozwoju nauczania społecznego, problem klasy robotniczej, powstawania nowych miast etc. – wtedy zaczął się tworzyć ruch integrystyczny jako reakcja na nowoczesność, jako kontrpropozycja. Integryzm to zatem nie tyle postawa tradycjonalistyczna, ile raczej próba podboju nowoczesnego świata, żeby uczynić go katolickim.

Dzisiaj wewnętrzne problemy Kościoła katolickiego biorą się z reakcji na II Sobór Watykański. Arcybiskup Marcel Lefebvre mówił, że ten sobór to dzieło nie Ducha Świętego, ale diabła, zaś Papież to antychryst etc. Lefebvre był w swoich poglądach dość odosobniony, choć wiem, że w pewnym momencie pojawił się konflikt między Pawłem VI i Escrivą de Balaguerem i do tych pozycji zbliżało się Opus Dei – ale to już przeszłość.

Przedstawiciele Opus Dei żywili na początku antymasońską fobię…

To działało w dwie strony. Warto tu przypomnieć protestancki dyskurs o papiestwie i antypapizm. O katolicyzmie mówiono przecież jak o pogaństwie, o papieżu jak o antychryście, Rzym zaś nazywano „nierządnicą babilońską”. A masoneria – przede wszystkim jej linia francuska – rozwijała się w mocno antykatolickim nurcie. Więc paranoja pewnych kół w Kościele katolickim miała jakieś podstawy. Antymasońska obsesja reprodukowała paranoję masońską i vice versa. Trzeba rozumieć ten dyskurs w takim kontekście.

Więcej na łamach wrześniowego „Znaku”

Zamów numer

JOSÉ CASANOVA, socjolog religii i polityki, profesor Georgetown University w Waszyngtonie. Wydał m.in.: Religie publiczne w nowoczesnym świecie (wyd. pol. 2005).

 

 

POCZĄTEK STRONY

Szukaj na stronach Wydawnictwa ZNAK

 

 

 


E-Mail

Redakcja

Archiwum

Wydarzenia

Prenumerata

Aktualny numer

Bibliografia

© Copyright by SIW ZNAK Sp. z o.o.
Strona wykonana przez Akrateia Inc.