|

TEMAT MIESIĄCA:
Co słychać w Radiu Maryja?
Katolicki to naprawdę znaczy
globalny (fragment)
Z JOSÉ CASANOVĄ rozmawiają Wojciech Bonowicz
i Łukasz Tischner
Integryzm to reakcja na nowoczesność, kontrpropozycja, próba
podboju nowoczesnego świata, żeby uczynić go katolickim.
Czym jest dla Pana fundamentalizm i integryzm?
Nie używam zbyt często tych terminów, bo one są użyteczne dla wewnętrznych sporów
w obrębie tradycji religijnych. Jeden napada na drugiego: „Jesteś fundamentalistą”,
a ten odpowiada: „Nie, jestem liberałem”. Ktoś mówi: „Jesteś integrystą”, a w odpowiedzi
słyszy: „Nie, jestem prawdziwym katolikiem, a ty jesteś heretykiem”. Podobnie
używa są w polityce etykietek: ten jest faszystą, a ten komunistą… Służą one napiętnowaniu
tego, kto pozostaje na zewnątrz. Czy to są użyteczne kategorie analityczne? Tak,
ale pod warunkiem, że istniał globalny proces sekularyzacji, proces historyczny, przeciwko
któremu reakcją był ruch fundamentalistyczny. Sam termin „fundamentalizm”
analitycznie zakłada ów proces sekularyzacji.
Nie brałem udziału w słynnym projekcie badawczym dotyczącym fundamentalizmu,
prowadzonym w latach 1987–1995. Dołączyłem doń dopiero w końcowym stadium
– nie jestem autorem wydanych w jego ramach publikacji. Dla mnie zaskakujące
w tych badaniach jest to, że mówi się tam o fundamentalizmie protestanckim, muzułmańskim,
żydowskim, hinduskim i buddyjskim, ale nie o fundamentalizmie katolickim.
Owszem, jest mowa o Opus Dei, ale Opus Dei nie jest ruchem fundamentalistycznym,
on ma jedynie elementy integrystyczne. Mamy tu tylko krąg arcybiskupa Lefebvre’a –
ale to był właściwie ruch heretycki, który nazwano integrystycznym, Czytając kolejne tomy opublikowane w ramach tego projektu, doszedłem do wniosku, że katolicyzm
jest w swej istocie ruchem de-fundamentalizującym. Oczywiście, istnieją różne lokalne
ruchy sekciarskie, ale Kościół prowadzony przez kolejnych papieży kontynuuje aggiornamento.
I tylko radykalne feministki mogą dziś uważać katolicyzm za religię fundamentalistyczną.
A jeśli chodzi o integryzm: pojawił się on wtedy, gdy dostosowywano Kościół do wyzwań
nowoczesności. Tworzyli go ludzie, którzy chcieli pozostać przy radykalnym tradycjonalizmie.
Ale oni nie byli tradycjonalistami. Bo czymże jest tradycjonalizm? Bezrefleksyjnym
trwaniem przy pewnych zasadach. A integrysta, podobnie jak fundamentalista,
to człowiek nowoczesny, który radykalnie broni pewnych tradycyjnych pozycji.
Integryzm zaczyna się w wieku XIX. Jego najbardziej agresywne formy mają znamiona
ruchu proto-nowoczesnego, który łatwo mógł wieść do Action Française, a nawet do
faszyzmu. A zatem w tym wypadku zauważamy proto-nowoczesną mobilizację grupy.
Taka jest dynamika fundamentalizmu także dzisiaj.
Czym więc był katolicki integryzm? Odrzuceniem tego wszystkiego w nowoczesnym
świecie, co zostało uznane za herezję. Wywodził się on z tej linii katolicyzmu, którą
wyrażał emocjonalny sprzeciw wobec nowoczesności – hasło, że każdy nowoczesny proces jest zagrożeniem tożsamości. Kiedy Kościół zaczął się zastanawiać nad potrzebą
zaangażowania we współczesny świat – i dostrzegł konieczność rozwoju nauczania
społecznego, problem klasy robotniczej, powstawania nowych miast etc. – wtedy zaczął
się tworzyć ruch integrystyczny jako reakcja na nowoczesność, jako kontrpropozycja.
Integryzm to zatem nie tyle postawa tradycjonalistyczna, ile raczej próba podboju nowoczesnego
świata, żeby uczynić go katolickim.
Dzisiaj wewnętrzne problemy Kościoła katolickiego biorą się z reakcji na II Sobór Watykański.
Arcybiskup Marcel Lefebvre mówił, że ten sobór to dzieło nie Ducha Świętego,
ale diabła, zaś Papież to antychryst etc. Lefebvre był w swoich poglądach dość odosobniony,
choć wiem, że w pewnym momencie pojawił się konflikt między Pawłem VI i Escrivą
de Balaguerem i do tych pozycji zbliżało się Opus Dei – ale to już przeszłość.
Przedstawiciele Opus Dei żywili na początku antymasońską fobię…
To działało w dwie strony. Warto tu przypomnieć protestancki dyskurs o papiestwie i antypapizm.
O katolicyzmie mówiono przecież jak o pogaństwie, o papieżu jak o antychryście,
Rzym zaś nazywano „nierządnicą babilońską”. A masoneria – przede wszystkim jej linia francuska – rozwijała się w mocno antykatolickim nurcie. Więc paranoja pewnych
kół w Kościele katolickim miała jakieś podstawy. Antymasońska obsesja reprodukowała
paranoję masońską i vice versa. Trzeba rozumieć ten dyskurs w takim kontekście.
Więcej na łamach wrześniowego „Znaku”
Zamów numer
JOSÉ
CASANOVA, socjolog religii
i polityki,
profesor
Georgetown
University
w Waszyngtonie.
Wydał m.in.:
Religie
publiczne
w nowoczesnym
świecie (wyd.
pol. 2005).
POCZĄTEK STRONY |