Strona główna Miesięcznika ZNAK

 SIW ZNAK

 E-MAIL

 

WRZESIEŃ 2008, NUMER 640

Strona główna


Lista mailingowa
Jeżeli chcesz otrzymywać aktualne informacje o nowościach w miesięczniku ZNAK i wydarzeniach organizowanych przez SIW Znak wpisz swój e-mail.

 


TEMAT MIESIĄCA:

Co słychać w Radiu Maryja?



Świat z wrogami w tle
(fragment)

Z EWĄ BOBROWSKĄ rozmawia Małgorzata Pasicka


Wedle światopoglądu Radia Maryja trzeba walczyć o konkretne wartości nie tylko dlatego, że są wyżej w hierarchii od innych. Gdzieś głęboko tkwi przekonanie, że jeśli całe społeczeństwo przyjmie ten system wartości, to wreszcie nastanie ład społeczny.

Dyskurs to – najogólniej rzecz ujmując – sposób używania języka. Jest Pani autorką wydanej pod koniec ubiegłego roku książki o dyskursie Radia Maryja, w której analizuje Pani teksty, jakie ukazały się na łamach „Naszego Dziennika”. Skąd wzięło się Pani zainteresowanie tym tematem?

Najpierw zainteresował mnie dyskurs prasowy jako taki. Odwołałam się do pojęcia wspólnoty dyskursywnej. Uczestnicy takiej wspólnoty – użytkownicy dyskursu – posługują się wspólnymi regułami, a to powoduje, że w procesach komunikacji wytwarzana jest określona wizja świata. Mówi się wręcz, że wspólna wizja świata jest istotą wspólnoty dyskursywnej. Chciałam znaleźć metodę, która pozwoliłaby dotrzeć do reguł stojących u podstaw generowanych w dyskursach wizji świata społecznego. Początkowo miałam zamiar przeprowadzić analizę porównawczą kilku gazet, ale okazało się to zbyt żmudnym zajęciem.

Wybór padł więc na „Nasz Dziennik”.

Tak się złożyło, że od „Naszego Dziennika” zaczęłam przegląd możliwych źródeł. Ale poszukiwania objęły różne obszary: analizowałam „Trybunę”, „Nie”… Kiedy podjęłam decyzję, że trzeba wybrać jeden tytuł, analiza „Naszego Dziennika” bardzo mnie już wciągnęła, miałam w głowie pewne hipotezy. I na tym się skupiłam.

Czy dlatego, że dyskurs „Naszego Dziennika” był z jakiegoś powodu bardziej wyrazisty od dyskursu innych gazet?

Na pewno był bardziej wyrazisty, bardziej jednolity, a tym samym łatwiej poddający się analizie. O ile na łamach innych gazet ścierają się ze sobą różne dyskursy, o tyle w „Naszym Dzienniku” dyskurs „radiomaryjny” jest monopolistą. Raczej nie pojawi się tu na przykład dyskurs typowy dla publicystyki „Gazety Wyborczej”. Poza tym „Nasz Dziennik” był interesujący, bo w powszechnej opinii skupiał ludzi wykluczonych, a mnie interesował ich punkt widzenia.

Czy dobór tekstów (czerwiec–lipiec 2004) był podyktowany ówczesną sytuacją polityczną? Może nasze wejście do Unii Europejskiej było jakimś momentem przełomowym, który szczególnie silnie odbił się na eurosceptycznym dyskursie Radia Maryja?

Tak, moment był przełomowy, ale ważniejsze było coś innego. Pisałam tę książkę już po objęciu władzy przez PiS. Pozycja Radia Maryja bardzo się wtedy zmieniła, znalazło się ono w centrum bieżącej i bardzo gorącej debaty publicznej, a mnie potrzebny był pewien dystans. Zależało mi na zachowaniu obiektywizmu, sięgnęłam więc do tekstów wcześniejszych.

Zanim powrócimy do języka Radia Maryja w dobie IV RP, chciałabym zapytać o cel, jaki przyświecał Pani jako badaczce. We wstępie do książki formułuje go Pani jako próbę opisu i zrozumienia tego sposobu zaangażowania w życie publiczne, jaki proponuje Radio Maryja. Pisze Pani: „Systematyczny kontakt z tą rozgłośnią i związanymi z nią mediami zwiększa szanse na przyjęcie także i całego dyskursu, a z nim określonej wizji świata społecznego. Na niej zaś mogą wyrastać określone postawy i skłonności do przyjmowania i formułowania określonych idei”. Oczywiście, dyskurs medialny, czyli język, jakim przemawiają media, kształtuje postawy odbiorcy. Jakie postawy kształtuje język Radia Maryja?

Zanim na to odpowiem, muszę zrobić jedno zastrzeżenie: analizowałam dyskurs, a nie jego odbiorców. To, że nasze postawy kształtują się pod wpływem mediów, wcale nie jest takie oczywiste. Zawsze istnieje prawdopodobieństwo, że człowiek nie w pełni przejmie tę wizję świata, którą generuje dany dyskurs. Może po swojemu interpretować to, co słyszy bądź czyta, i inaczej się do tego odnosić. Dlatego nie można powiedzieć, że na pewno wszyscy czytelnicy „Naszego Dziennika” są z nim w pełni zgodni. Zdając sobie z tego sprawę, wprowadziłam w książce pojęcie idealnego użytkownika dyskursu, czyli kogoś, kto całkowicie go sobie przyswoił. I to jemu przypisuję pewne postawy.

Jeśli chodzi o postawy potencjalnie kształtowane przez dyskurs radiomaryjny, dwie kwestie wydają mi się najistotniejsze. Pierwszą jest bardzo silny obraz wroga, który w dodatku w wielu wypowiedziach staje się mityczny – zamaskowany. To przejście jest bardzo ważne. Czym innym jest bowiem uznanie za wroga kogoś konkretnego i podjępodjęcie z nim walki, czym innym jest natomiast wiara w istnienie wroga, który ukrywa swoje zamiary i którego nie można łatwo rozpoznać. Taki wróg może czaić się wszędzie. Wiara w istnienie kogoś takiego powoduje, że stajemy się potwornie podejrzliwi, bo właściwie każdy może okazać się wrogiem. To jest, moim zdaniem, pierwszy niebezpieczny element radiomaryjnego dyskursu. Zwłaszcza że polskie społeczeństwo wyróżnia się na tle innych bardzo niskim poziomem zaufania społecznego, a tego typu dyskurs utrwala i racjonalizuje postawę przesadnej podejrzliwości. Drugim problemem wyłaniającym się podczas lektury „Naszego Dziennika” jest to, że ten dyskurs buduje wizję świata, wedle której porządek społeczny jest w całości umocowany w porządku moralnym. Za tym zaś idzie przekonanie, że warunkiem rozwiązania problemów jest narzucenie całemu społeczeństwu jednego systemu wartości. Można powiedzieć, że dyskurs ten jest podatny na dążenia trybalistyczne.

Więcej na łamach wrześniowego „Znaku”

Zamów numer

EWA BOBROWSKA, dr socjologii, adiunkt w Instytucie Pedagogiki UJ.

 

 

POCZĄTEK STRONY

Szukaj na stronach Wydawnictwa ZNAK

 

 

 


E-Mail

Redakcja

Archiwum

Wydarzenia

Prenumerata

Aktualny numer

Bibliografia

© Copyright by SIW ZNAK Sp. z o.o.
Strona wykonana przez Akrateia Inc.