|

ZDARZENIA – KSIĄŻKI – LUDZIE
Teresa i Tereska (fragment)
KRYSTYNA STRĄCZEK
Matka Teresa z Kalkuty,
„Pójdź, bądź moim światłem”.
Prywatne pisma
„Świętej z Kalkuty”,
tłum. Michał Romanek,
Znak, Kraków 2008
W ciągu dziesięciu lat, jakie upłynęły między
śmiercią Matki Teresy (wrzesień 1997)
a ukazaniem się tej książki w wersji oryginalnej
(wrzesień 2007) – szczególnie zaś
po otwarciu jej procesu beatyfikacyjnego –
wieści o ukrytym życiu fundatorki sióstr
misjonarek Miłości powoli docierały do
coraz szerszych kręgów. Jednak tak naprawdę
dopiero teraz, dzięki tej publikacji,
świat poznał szczegóły drogi, jaką
Matka Teresa przebyła w ciemnościach
trwającej niemal pół wieku nocy wiary.
Czytając dziś te miejscami szokująco
szczere zdania („Czuję w duszy (…)
straszliwy ból z powodu utraty – Boga,
który mnie nie chce – Boga, który nie
jest Bogiem – Boga, który naprawdę nie
istnieje”, s. 263), wiemy już, że wyszły
spod pióra Błogosławionej – heroiczność
jej cnót potwierdził swym autorytetem
Kościół. I dlatego są to zdania bezcenne.
Stanowią łyk źródlanej wody orzeźwiający
wszystkich, którzy czują się zemdleni
cukierkowym stereotypem „świętości”.
Ta książka ma właściwie dwóch autorów:
obszerne cytaty z listów i innych pism
Matki Teresy zostały wplecione w tok narracji,
jaką prowadzi o. Brian Kolodiejchuk –
misjonarz Miłości, postulator procesu beatyfikacyjnego,
dyrektor The Mother Teresa Center. W pierwszej chwili czytelnik
może poczuć się zawiedziony, więcej bowiem
dostaje biografii niż autobiografii.
A jednak jest to komentarz umiejętny, rysujący
kontekst, a jednocześnie dostatecznie
transparentny, abyśmy sami mogli wyciągać
wnioski.
Urodzona w 1910 roku w Skopje, Gonxha
Agnes Bojaxhiu w wieku osiemnastu lat
wstąpiła do Instytutu Najświętszej Maryi
Panny, nieklauzurowego zakonu loretanek.
Niemal natychmiast wysłano ją na misje do
Bengalu, gdzie podjęła obowiązki nauczycielki
(a później dyrektorki) w prowadzonej
przez zakon szkole dla dziewcząt w Kalkucie.
Spędziwszy osiemnaście lat w zgromadzeniu,
które stało się źródłem jej poczucia
bezpieczeństwa, w 1946 roku odkryła zupełnie nowe powołanie. W wieku 36 lat zaryzykowała
wszystko, co już osiągnęła, i złożyła
prośbę o pozwolenie na wystąpienie z Instytutu,
by założyć zgromadzenie nieporównywalne
z żadnym z dotychczas istniejących.
21 grudnia 1948 roku po raz pierwszy wyruszyła
do slumsów Kalkuty jako misjonarka
Miłości.
Tego dnia otwiera się nowy rozdział jej
życia. Ze szkoły dla dziewcząt z dobrych
(w większości) domów trafia między obdarte
i głodne dzieci ulicy, między umierających
w rynsztokach, zjadanych żywcem
przez robaki, chorych na trąd, brudnych,
odrażająco śmierdzących żebraków.
Pielęgnuje ich; jeśli zdoła wyżebrać – daje
im lekarstwa i żywność; umierającym na
ulicach pomaga godnie odejść. Jej głównym
celem jest zanieść Chrystusa do „nor”
biedaków. Nie poprzez kazania i nauki,
ale czyniąc Jego miłość wśród ludzi. Sama
wiedzie życie w absolutnym ubóstwie, „jak
Hinduska”, nie posiadając na własność niczego
poza zakonnym strojem: białym sari
z trzema niebieskimi paskami na brzegu.
Mimo iż mogłoby się to wydawać niemożliwe,
znajduje postulantki pragnące naśladować
jej sposób życia. W czerwcu 1950 roku
nowa wspólnota liczy dwanaście osób.
Od 1959 roku wspólnoty misjonarek Miłości
zaczynają powstawać także poza Kalkutą,
a po roku 1965 – także poza Indiami.
Więcej na łamach wakacyjnego „Znaku”
Zamów numer
KRYSTYNA STRĄCZEK, publicystka,
redaktor
miesięcznika
„Znak”.
POCZĄTEK STRONY |