70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

O precyzji

Mój sprzeciw budzi postulat precyzji, gdy oznacza on ostre, odcinające rysowanie konturów i zamrażanie znaczenia w ich obrębie. Rozumiem, że precyzyjne powinno być prawo, choć ono zostawia miejsce dla sumienia sędziego, które waży. Ale etyka, a nawet cała ,,nauka Kościoła”?

W moim blogu jest zakładka Nota bene. Od czasu do czasu wrzucam tam swego rodzaju komentarze powstające na marginesie imprez intelektualnych – różnych paneli, dyskusji, wykładów, przemówień (może z czasem zacznę też spisywać glosy do kazań?).

Tym razem asumpt do rozmyślań o ideale precyzji dały mi wypowiedzi ojca Roberta Plicha OP podczas dyskusji, która odbyła się w redakcji ,,Znaku” 29 lutego tego roku. To w jego wypowiedzi – tak, jak brzmiała ona na żywo – znalazłam wyrażone z dużą siłą przekonanie, że naukę Kościoła należy przedstawiać wiernym ,,z całą precyzją”.

Dążenie do precyzji ma usprawiedliwiać używanie ogólnie niezrozumiałych terminów ściśle fachowych, którymi posługuje się teologia. Prawda, że nie wszyscy je rozumieją, ale o. Plich zdaje się oczekiwać, że zdecydują się oni popracować nad swoim przygotowaniem do rozumienia precyzyjnie przekazywanej doktryny. Gdy osiągną należyty poziom – będą mogli precyzyjnie uchwycić precyzyjnie wyrażone treści.

Nota bene – w dalszym ciągu swego rozważania odrywam się od kontekstu znakowej dyskusji na konkretny temat oceny pozaustrojowego zapłodnienia, tzw. in vitro. Zastanawiam się nad ogólnym postulatem, by naukę Kościoła przedstawiać właśnie ,,precyzyjnie”, i przekonaniem, że wysoka ,,precyzja” należy się wiernym, że jest im potrzebna.

Stosuję tu cudzysłów dla zachęty do refleksji nad wyborem tego właśnie słowa. Jakie są jego konotacje?

Wielki Słownik Ucznia [PWN 2006] określa ,,precyzję” chyba niezbyt precyzyjnie – kieruje bowiem myśl ku typowym kontekstom: ,,Jeśli jakieś działania lub ich efekty odznaczają się precyzją, to ich wykonanie wymagało umiejętności, dokładności i uwagi”; ,,A w wypowiedziach precyzja to formułowanie ich w jasny sposób”; ,,Jeśli precyzujemy coś…, to staje się to ściśle określone”.

Inne źródła dodają do tych intuicji jeszcze kilka składników: ,,precyzja” zatem to:

–         ,,dokładność”;

– ,,skrupulatność” (która może być na przykład ,,wielka”, ale też ,,drobiazgowa”) [zob. Słownik Języka Polskiego PWN].

Źródła angielskie [np. Cambridge Advanced Learner’s Dictionary 2004] sugerują wzbogacenie tej listy: ,,precyzyjnie” to znaczy ,,bezbłędnie”. Kojarzy się to z verbatim (,,co do słowa”); ,,co do litery”, ,,cios w cios”. A także: ,,w ścisłym sensie”. I jeszcze: ,,jak z podręcznika” . Albo: ,,poprawnie”. Da się znaleźć jeszcze kilka ciekawych odpowiedników – na przykład: ,,należycie”, ,,wiernie”, a więc ,,bez skazy”, ,,ostrą (cienką) linią”, ,,sztywno”, ,,rygorystycznie”.

A ,,precyzja” – cecha bycia ścisłym… Przykład: ,,Precyzyjne bombardowanie służyło zniszczeniu baz lotniczych przeciwnika”.

*

Tyle pośpiesznie zebranych odpowiedników.

Na tej podstawie chyba można już pokusić się o wyjaśnienie, jak to jest z precyzją w konkretnych, praktycznych kontekstach, na przykład duszpasterskim, w kontakcie teologów czy prawników kościelnych z wiernymi i ze przysłuchującym się nolens volens światem. A jednak jeszcze nie od razu o tym. Przyglądając się przytoczonym ze słowników przykładom, stwierdzam pewien brak. Przecież ,,precyzja” kojarzy się także z ,,przejrzystością” jako mocniejszą wersją ,,jasności”, a nadto bardzo często i wyraźnie – z ,,jednoznacznością”: czyli z zamykaniem możliwości wielu równoległych, odmiennych czy nawet sprzecznych interpretacji. To, co precyzyjnie określone, wydaje się określone definitywnie, raz na zawsze: ,,TO jest TYM, i koniec”. ,,TO jest TYM”, a nie owym czy tamtym. Już zawsze, pod sankcją i grozą naruszenia podstaw logiki. ,,Precyzja” to nie to samo, co ,,aksjomatyczność”, ale dla aksjomatów jest wymagana.

Przedstawiam najsilniejszy wariant pojmowania precyzji. Można oczywiście go złagodzić lub przyjąć inny. Postulat precyzji staje się miękki, niekontrowersyjny, jeśli ,,precyzja” to tylko zwykłe unikanie mętniactwa, swego rodzaju matactwa w przekazie, mówienia tak, by nie powiedzieć czegoś, co da się przyszpilić (nawiasem mówiąc, ,,przyszpilanie” pojawia się wśród słownikowych przykładów precyzyjnego działania).

Mój sprzeciw budzi postulat precyzji, gdy oznacza on ostre, odcinające rysowanie konturów i zamrażanie znaczenia w ich obrębie. Mamy myśleć, a zwłaszcza oceniać, z precyzją programów komputerowych, a nawet raczej większą, ustanawiając porządek trwalszy niż te informatyczne. Rozumiem, że precyzyjne powinno być prawo, choć ono zostawia miejsce dla sumienia sędziego, które waży. Ale etyka, a nawet cała ,,nauka Kościoła”? Precyzja nie jest cechą żywej tradycji.

Nie chcę się zgodzić na prymat precyzji, bo w takiej koncepcji brak miejsca na działalność własną sumienia. Każda autonomiczna jednostka jest sędzią swoich wyborów. Ma znać i uznawać prawo, ale też być w kontakcie z rzeczywistością, z wartościami, które obowiązują. Konstelacje wartości są różne i różnie postrzegane. Dialog duszpasterski ma na to postrzeganie wpływać. Nie da się prowadzić dialogu z pozycji takiej, że przedstawiciele Kościoła w konkretnym zestawie dysponują precyzyjną znajomością rzeczy, gotową, niezmienną, zamrożoną, definitywną doktryną – jeśli chcesz należeć do Kościoła, pozwól się precyzyjnie pouczyć. Naucz się języka, którym się posługujemy, i odtąd ta ważna sprawa, która ciebie dotyczy, będzie jednoznacznie rozstrzygnięta na zawsze. Jeśli Kościół kiedyś spojrzy na nią inaczej i dożyjesz tego, to będzie dla ciebie szok. Więc Kościół powinien unikać nowych spojrzeń, aby boleśnie nie szokować swoich najwierniejszych i starannie wyuczonych członków.

Konstatacje II Soboru Watykańskiego były ostrożne i rozpowszechniane powoli (wciąż nie do końca), ale Sobór przede wszystkim po raz pierwszy docierał do ludzi z nauczaniem, którego wcześniejszych form i treści większość w ogóle nie znała. Z kufra tradycji w czasie Soboru wydobywano dawne i nowe skarby, wszystkie dotąd mało używane. Dostęp był często, a może głównie blokowany przez kult precyzji. Mówić mieli ci i tylko ci, co mają precyzyjnie określone kwalifikacje. Zresztą nie tylko mówienie było tak zarezerwowane, lecz i osobiste rozważanie i działanie według własnego sumienia. Czyli to, co właśnie uprawiam.

*

Precyzyjne głoszenie doktryny wydaje się możliwe jedynie w oparciu o precyzyjnie określone przesłanki. O sprawach tego typu co doktryna Trójcy Świętej od wielu wieków można (czy koniecznie trzeba?) mówić ze ścisłością bliską osiąganej w naukach formalnych. W etyce, zwłaszcza tam, gdzie myśl rozwija się na styku nauk przyrodniczych i filozofii – a punkt wyjścia, wiedza o ludzkich możliwościach i faktach poznawanych w gruncie rzeczy przez hipotezy poddawane falsyfikacji, uznawane prowizorycznie (bo nie udała się próba obalenia czy modyfikacji danej hipotezy) – ,,precyzja” do osiągnięcia jest niskiego stopnia; komplikacja czynników – ogromna; prowizoryczność ustaleń – wyraźna i nieunikniona. Upieram się, że bardziej racjonalny jest dialog, monitorowanie możliwości i skutków działań, promowanie ostrożności, czystości zasadniczych intencji, przestrzeganie i chronienie praw słabszych. Precyzyjnie – tu znaczyłoby to ,,dobitnie” (opportune, importune) – trzeba wskazywać kierunek zasadniczy: człowiek tylko celem, nigdy narzędziem; Bóg nie konkuruje z człowiekiem, którego miłuje dla niego samego…

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata