|

TEMAT MIESIĄCA:
O cierpieniu zwierząt
Las i jego cierpiący mieszkańcy (fragment)
ADAM WAJRAK
Nawet najwspanialsze przepisy prawne nie będą
działać, jeżeli większość społeczeństwa będzie posiadała
nikłą wiedzę na temat zwierząt. Im więcej
wiemy o jakimś gatunku – jak żyje, jak się rozmnaża,
jak opiekuje potomstwem, jak zdobywa pokarm
– tym więcej praw jesteśmy mu gotowi przyznać.
Zwierzęta cierpią na wiele sposobów, zupełnie jak ludzie. I podobnie
jak z naszego, tak samo i z ich życia cierpienia nie da się
wyeliminować. To część ich świata.
Z cierpieniem zwierząt mam do czynienia bardzo często. Może
nie jest to codzienność jak w wypadku lekarzy weterynarii, ale to,
że mieszkam w lesie i trafiają do naszego domu zwierzęta młode
i porzucone, chore lub kalekie, sprawia, że widok cierpiącego
zwierzęcia nie jest dla mnie egzotyką, nie powoduje, że zamieram
z przerażenia. Zresztą nie dotyczy to tylko naszych podopiecznych,
o których wspomnę za chwilę. Dosłownie parę dni temu jechałem
na rowerze po zakupy. Naszą wieś Teremiski dzieli od Białowieży,
gdzie można się w miarę dobrze zaopatrzyć, 7 kilometrów. Jadąc
na rowerze, widzi się znacznie więcej niż z okna samochodu. Tak
zobaczyłem zaskrońca. Te najpospolitsze polskie węże dość często,
szczególnie w słoneczne dni, wylegują się na poboczach dróg albo wręcz wychodzą na asfalt, który musi być dla nich czymś ciepłym
i przyjemnym. Niestety jest to pułapka. Wiele z nich ginie pod kołami
samochodów. Nie są w stanie uciec przed pędzącym autem, a kierowcy,
nawet najostrożniejsi, ich nie widzą. Stalowoszare węże po prostu
zlewają się z nawierzchnią szosy. Widok zabitych zaskrońców jest więc
czymś zupełnie dla mnie powszednim. Widziałem zabite i mniejsze,
i większe. I takie, które miały ponad metr, i takie, które grubością
i długością da się porównać ze sznurówką. Tego dnia zobaczyłem
zaskrońca całkiem sporego. Podobnie jak większość leżał niedaleko
skraju drogi. Żył. Był przy tym kwintesencją cierpienia. Kręgosłup
zmiażdżony w dwóch miejscach, wnętrzności na wierzchu. Pomimo
to chciał odpełznąć z drogi. I choć, tak jak wspominałem, widziałem
bardzo wiele – widok tego węża zrobił na mnie olbrzymie wrażenie.
Może dlatego, że węże to przecież wyłącznie kręgosłup i nic więcej.
Żadnych kończyn. Może gapiłem się na niego, bo jest coś, co ciągle
mnie zadziwia: dzikie zwierzęta mają w sobie niezwykłą odporność
na ból i niesamowitą wolę walki o życie.
Cierpienie niekoniecznie fizyczne
Coś podobnego widziałem wiele lat temu, gdy do Zakładu Badania
Ssaków PAN w Białowieży przywieziono wilka, który złapał
się w kłusowniczy wnyk. Większość zwierząt, które wpadają
w tego typu pułapki, męczy się okrutnie. Stalowa pętla tym mocniej
zaciska się na szyi zwierzęcia, im bardziej się ono szarpie, a im
bardziej się zaciska, dusząc i wcinając się w skórę, tym bardziej
zwierzę walczy. Pętla zabija długo – kilka godzin, czasami kilka
dni. Tym razem jednak było inaczej. Wilk został schwycony przez
pętlę, lecz nie za szyję, co zadałoby mu śmierć, ale za brzuch. Pętla
go nie dusiła, tylko przecinała powoli na pół. Najpierw przecięła
skórę, potem mięśnie, a potem wnętrzności. Kłusownik, który
zastawił to urządzenie, co jakiś czas odwiedzał wilka, co widać
było po jego śladach na śniegu. Zapewne bał się podejść, by dobić
drapieżnika. Patrzył tylko z odległości, czy jeszcze żyje. Nie wiemy
dokładnie, ile to trwało. Może tydzień, może więcej. W trzewia wdała się infekcja. Pomimo to wilk, gdy trafił do Zakładu,
jeszcze żył. Próbowaliśmy go ratować. Nie dało się. Skonał na naszych
oczach. Musiał potwornie cierpieć, lecz nie tylko z powodu
stalowej linki wrzynającej się w ciało. Może nawet silniejszy niż
ból był strach. To zwierzę musiało się potwornie bać i przeżywać
gigantyczny stres, gdy podchodził do niego kłusownik, albo jeszcze
większy, gdy próbowaliśmy go ratować, pompując mu w żyły
antybiotyki. Zapewne dla wilka byliśmy tak samo przerażający jak
kłusownik, choć nasze intencje wobec niego były zupełnie inne.
Piszę o tym nie bez powodu. Zwierzęta cierpią na różne sposoby
i z różnych przyczyn.
Oczywiście ta tortura polegająca na cięciu stalową linką najbardziej
przemawia do naszej wyobraźni. Ale to powoduje, że zupełnie
pomijamy inny rodzaj cierpienia, który niewątpliwie dotyczy
zarówno ludzi, jak i zwierząt, a mianowicie cierpienie psychiczne.
Biedny wilk nie cierpiał tylko z powodu kłusowniczych sideł, ale
również dlatego, że w ostatnich dniach swego życia został otoczony
przez istoty, które zawsze wzbudzały w nim paniczny lęk.
Ten rodzaj cierpienia jest bardzo często pomijany, gdy mówimy
o zwierzętach. Być może dlatego, że wciąż możliwości, jakimi
dysponujemy na polu znęcania się fizycznego są
tak wielkie, że coś, co moglibyśmy nazwać cierpieniem
psychicznym, wydaje się nikłe. Może
dzieje się tak dlatego, że odmawiamy zwierzętom
jako istotom „niższym” prawa do takich
doznań jak cierpienie inne niż fizyczne.
Więcej na łamach czerwcowego „Znaku”
Zamów numer
ADAM WAJRAK, ur. 1972, dziennikarz związany z „Gazetą Wyborczą”,
zajmuje się tematyką przyrodniczą. Wydał: (Za)piski Wajraka
(1995), Zwierzaki Wajraka (2002, wraz z Nurią Selva Fernandez) oraz
Kuna za kaloryferem, czyli nasze przygody ze zwierzętami (2003, wraz
z Nurią Selva Fernandez).
POCZĄTEK STRONY |