70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Zaproszenie do domu poety

Te odkrycia albo akty kreacji odbywają się w granicach kilku krótkich linijek oraz bezpośrednio na naszych oczach. Na naszych oczach słowa spontanicznie i, chciałoby się rzec, naturalnie zakwitają nieoczekiwanymi możliwościami, bez trudu, zdawałoby się, znajdują drogę do nowych skojarzeń i związków. Tak się tylko wydaje, że bez trudu, bo naprawdę żeby związać słowa, trzeba przebyć wielkie odległości.

Wiadomo, że poezja to taki kontynent, gdzie proporcje białych plam i plam zapisanych wyglądają inaczej. W poezji Reinera Kunzego skrajna małomówność idzie w parze z najdalej posuniętą komunikatywnością, a to, co niepowiedziane, i to, co powiedziane, wzajemnie się dopowiadają. Te wiersze działają punktowo, z całym rozmysłem unikają skomplikowanych figur, ascetycznie upraszczają składnię, chętnie posługują się elipsą i równoważnikami zdań. I można się tylko zdumiewać, jak samowystarczalne i wymowne okazują się te nieliczne pozostawione na papierze słowa i minimalistyczne środki.

baletnica

Jej stopy to

dwa sierpy księżyca

A ziemia ziemia ma

dwa nieba

A my my żyjemy

podwójnie

(przeł. Jakub Ekier)

Tę drugą „ziemię” i drugie „my” dodano w taki sposób, że powtórzenia nie są balastem dla tempa. Przeciwnie, niemal na zasadzie onomatopei oddają oszałamiającą szybkość ruchu: ledwo migają w skróconej frazie, prawie ich nie dostrzegamy, tak jak nie nadążamy wzrokiem za ewolucjami baletnicy.

Tomiki Kunzego czasem sprawiają wrażenie poetyckiego dziennika, gdzie odnotowuje się bieżące zdarzenia. Te wiersze z upodobaniem trzymają się blisko tak zwanego życia, odnoszą się do powszednich spraw i codziennych realiów, a przynajmniej na pierwszy rzut oka tak się wydaje. Zwykły krajobraz za oknem, słoneczna albo deszczowa pogoda, zwykła ulica, gdzie się na kogoś czeka, listonosz, urządzanie domu, majstrowanie przy samochodzie, wino z przyjaciółmi, podróże, które jak zwykle obfitują w nowe doznania. Często Kunze też mniej lub bardziej jawnie wprowadza do swoich wierszy cudze głosy: wiersze są urywkiem toczonej z kimś rozmowy, odpowiedzią na list, wspomnieniem, komentarzem do czyjejś wypowiedzi, bywają komuś dedykowane, zwracają się do kogoś w drugiej osobie. I zawsze pozostawiają dosyć wolnego miejsca, aby ten zaproszony, przywołany we wspomnieniu, upatrzony na adresata albo interlokutora gość mógł wyraźnie zaznaczyć swoją żywą i ważną obecność.

Ale czytelnicze poczucie uczestnictwa, poczucie, że autor wciąga nas do wewnątrz, bierze się jeszcze z czegoś innego. Te wiersze, skromnie przycupnięte na skrawku wspólnej rzeczywistości, lakoniczne, mają w sobie niebywały rozmach odkrywania albo kreowania nowej rzeczywistości. I te odkrycia albo akty kreacji odbywają się w granicach kilku krótkich linijek oraz bezpośrednio na naszych oczach. Na naszych oczach słowa spontanicznie i, chciałoby się rzec, naturalnie zakwitają nieoczekiwanymi możliwościami, bez trudu, zdawałoby się, znajdują drogę do nowych skojarzeń i związków. Tak się tylko wydaje, że bez trudu, bo naprawdę żeby związać słowa, trzeba przebyć wielkie odległości: 

Powody, żeby dbać o samochód

Znów w garażu!

córka na widok opuszczonego biurka

Z powodu

wielkich odległości, córko.

Z powodu odległości

Od jednego słowa do drugiego.

(przeł. Ryszard Krynicki)

 

Ten wiersz mógłby mieć podtytuł ars poetica. Za deklarację własnego rozumienia poezji uznać można też wiersz z Rodzicami w Alpach:

Porównują świat z widokówkami,

które przez siedemdziesiąt lat były

światem

Ale kiedy wagonik kolejki linowej

ogarnia chmura, zdumienie Matki trafia

z powrotem:

Zupełnie jakby człowiek prał bieliznę w kotle

                   i nie otworzył drzwi od pralni 

Gdybyś zgubił drogę,

wzdłuż ich porównań dojdziesz na ślepo

do domu

(przeł. Jakub Ekier)

 W domyśle, niewidoczny, ale przeświecający przez linijki kryje się kawał historii powszechnej i historii rodzinnej. Rodzice – ze świata, w którym szeroki świat znało się tylko z widokówek (czytając, prawie widzimy te widokówki, wnoszące powiew egzotyki w szarą codzienność, z szacunkiem oglądane, długo przechowywane, pokazywane innym), bo ani sytuacja górniczej rodziny z Oelsnitz, ani reżim NRD podróżowaniu nie sprzyjały – pierwszy raz oglądają ten szeroki świat na własne oczy. Teraz chodzi o to, by jakoś się w nim odnaleźć, przeskoczyć ze swojskiego w obce, a w takich razach, jak wiadomo, szczególnie przydatne jest porównanie. Przewodnikiem jest syn poeta, ale wiersz odwraca sytuację i formułę przejścia wkłada w usta matki: „Zupełnie jakby…” – aby tym bardziej zaakcentować, że owo przejście musi być zawsze drogą dwukierunkową, z domu w szeroki świat i „z powrotem”. A właściwie że porównanie obejmuje nie tylko porównywane elementy, złączone magicznym mostem słówka „jak”, ale także specyficzną przestrzeń pomiędzy nimi, gdzie otwierają się drogi wiodące w różnych kierunkach. Czy nie ta przestrzeń właśnie jest domem, do którego poeta wraca – i nas do tego domu zaprasza?

Odbierając nagrodę Büchnera w 1977 roku, Kunze powiedział:

Obraz poetycki sprawia wszędzie to samo: zdumieniem, czerpaną z nowatorskiego skojarzenia przyjemnością – w której tkwi przykry kolec, bo nagle ulegają zakwestionowaniu rzeczy zwykłe i oswojone – nęci i ponagla czytelnika, by prędzej czy później odkrył to, co obraz ma w pogotowiu.

W świeżo wydanym tomie Kunzego remont poranka – przygotowanym przez Jakuba Ekiera, nareszcie obszernym, choć i tak chciałoby się więcej – prócz wyboru wierszy mamy też fragmenty dziennika poety z 1992 roku. Pod datą 14 lipca Kunze rozmyśla o wierszu Sarah Kirsch Z jagodą tarniny w ustach przybliżam się polem. Odtwarza, odczytuje, własnymi słowami opowiada sobie historię, która w wierszu zwinęła się wokół obrazu pestki albo cierpkiej jagody, jesiennego owocu. Wychodzi mu historia kochanków, którzy żyją dalej, choć przestali się kochać. I zachwyca się tą „historią o miłosnych niedolach”, opowiedzianą jednym tylko obrazem, w całkiem nowy sposób, której „odtąd nie można zapomnieć”. 7 listopada notuje, że dowiedział się o tym wierszu czegoś nowego: że opatrzony jest datą dzienną, że jest to data śmierci Johannesa Bobrowskiego, że w innym wydaniu wiersz ten umieszczony jest w cyklu dedykowanym Bobrowskiemu – że krótko mówiąc, pod spodem kryje się trochę inna historia, inny jest smak jagody i inny ciężar jesiennego czasu. Dowiaduje się tego i jest przejęty, ale nie odwołuje tamtej swojej interpretacji, nie unieważnia jej. Pisze: „Gdybym w spisie rzeczy odkrył tę dedykację, nie doczekałaby odkrycia historia odkryta przeze mnie”.

Heiner Feldkamp (cytowany w posłowiu do remontu poranka) pisze:

We wszystkich ważnych gatunkach twórczości poetyckiej Kunzego (…) zasadnicze znaczenie mają jako motyw dystans, rozbieżność i odległość. W tym kręgu mieszczą się metafory odległości pokonanej: list, most, ręka, deszcz, ptak i sam obraz poetycki.

Można do tej listy dodać także samochód z przytoczonego wyżej wiersza – samochód, który niby to odwodzi od pracy przy biurku, ale przecież jednocześnie, stojąc w garażu i pozwalając przy sobie dłubać, przemienia się w Pegaza. O mostach mowa jest na przykład w wierszu Erazm z Rotterdamu:

Wiedział to, co wiedzą mosty: Łączą

nad wodą to, co pod wodą

już jest połączone.

Jednak jednym brzegiem było błoto,

a drugim ogień

(przeł. Ryszard Krynicki)

Inną jeszcze figurą pokonywania odległości jest ruch rybaka zarzucającego wędkę – główny motyw cyklu „jeden dzień na tej planecie”.

W wierszu o kościele w Lom „dźwięk trąbki pachnie drewnem”. Lawrence Foster „batutą / szyje ścieg za ściegiem Pierwszą /Szostakowicza”, a koda „to jeden / migot igły”. Materia przechodzi w ducha, a duch w materię. Całujący się kochankowie z nagrobnej rzeźby Brâncuşiego okazują się żywi. Cząstki natury szukają sobie kotylionowej pary wśród produktów cywilizacji. Góra zamienia się z dołem, bliskie z dalekim, swojskie z obcym, duże z małym.

ostry styczeń

W śniegu koło szopy

obłuskane koszyczki słonecznikowe

Tamten na górze

(przeł. Jakub Ekier)

Co charakterystyczne, te roszady odbywają się bez z góry wyznaczonych reguł, żadna hierarchia ważności nie wymusza ruchu zawsze tylko w jednym wybranym kierunku. Nie ma tu stref uprzywilejowania. Zabiegi przybliżające mają akurat taką samą wartość jak te, które z przydomowego podwórka wysyłają nas w kosmos. Kunze projektuje wielki słownik – albo może sennik – poetycki, z całkiem nieoczekiwanymi, a bardzo precyzyjnie dobranymi imionami rzeczy. Najwyraźniej żaden kawałek świata nie chce tkwić zamknięty w jednej, pierwotnej albo tylko przypadkowo pierwszej formule i wprost pali się, by go na nowo odkryto, zobaczono i opisano inaczej. Jakby się bawiły w komórki do wynajęcia. Mało kto umie bawić się tak przekonująco.


R. Kunze, remont poranka, wybór, przekład i posłowie J. Ekier, Wrocław 2008; tenże, Nokturn i inne wiersze z lat 1959-1981, wybór i przekład R. Krynicki, Warszawa 1987.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata