70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Z nadzieją na odwagę świadectwa

2 kwietnia mija kolejna, trzecia już, rocznica śmierci Jana Pawła II. Kiedy piszę te słowa (początek marca), mogę tylko przewidywać, jak będzie wyglądało świętowanie tej daty. Pewnie będziemy modlić się o rychłą beatyfikację Papieża, a media przez ten jeden dzień będą pełne materiałów o różnych nadzwyczajnych wydarzeniach związanych z ,,Wielkim Papieżem Polakiem”.

Nic w tym dziwnego, bo Jan Paweł rzeczywiście ,,wielkim i świętym papieżem był”, jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że podkreślając tę jego nadzwyczajność i stawiając mu pomnik (a raczej figurę na ołtarzu), odrywamy go od codziennego doświadczenia – i prawdziwy ogień, zdolny zapalić serca, zamieniamy na… wieczną lampkę (do tego elektryczną – bo bezpieczniejsza). Wiem, jestem niesprawiedliwy, bo przecież są wśród nas ludzie, świeccy i duchowni (a nawet całe grupy ludzi), którzy – właśnie pod jego wpływem – próbują coś dobrego zrobić ze sobą i wokół siebie. I to też jest Kościół! Teraz jednak myślę przede wszystkim o tym, co przez Kościół rozumieją media, i… Brakuje mi papieża Jana Pawła. Brakuje mi jego świadectwa, duszpasterskiego rozmachu, próby zrozumienia innych punktów widzenia i solidarności z tymi, którzy jej, tu i teraz, potrzebują.

Tytułem przykładu: polska i katolicka debata wokół Strachu Grossa toczy się tak, jakby dla wielu ludzi Kościoła nasza ,,polska niewinność” była dogmatem wiary i jakby nie pamiętali tego, czego uczył nas Jan Paweł II: że nie tylko wybaczać, ale i prosić o wybaczenie trzeba ,,nie siedem, a siedemdziesiąt siedem razy”. I że Ecclesia (także ta Eklezja, która jest w Polsce) ciągle potrzebuje nawrócenia. My się nawet publicznie nie modlimy za ofiary Holokaustu (choć prosił nas o to Papież) ani o to, żeby dyskusja nad książką Grossa przyniosła dobry owoc.

No właśnie, modlitwa: ilu z nas naprawdę usłyszało informację o uprowadzeniu chaldejskiego arcybiskupa Mosulu i się za niego modli?! Arcybiskupa Paulosa Faradża Rahho porwano 29 lutego – tuż po odprawieniu przezeń Drogi Krzyżowej. Zamordowano przy tym kierowcę arcybiskupa i jego dwóch współpracowników[1]. Toż to scena żywcem wzięta z Dziejów Apostolskich. A my co? Modlitwę w intencjach, w których modli się Papież (do modlitwy o uwolnienie arcybiskupa wezwał Kościół powszechny Benedykt XVI), zamieniliśmy w modlitwę o beatyfikację Jana Pawła II. I, naszym zdaniem, jesteśmy w porządku.

Jan Paweł II stawiał na wiarę, rozum i sumienie. A polscy biskupi – jako całość, Konferencja Episkopatu Polski – stawiają na ,,religijność zamiast wiary, autorytet zamiast rozumu i prawo zamiast sumienia” – mówi Cezary Gawryś, były redaktor naczelny ,,Więzi”, obszernie tę swoją tezę uzasadniając (zob. ,,Gazeta Wyborcza”, 5.03.2008). Ta zasada episkopalna (,,trzy »zamiast«”) oddaje istotę rzeczy, niestety.

I jeszcze jedna perspektywa, ogólnokościelna: jestem jak najdalszy od przeciwstawiania Jana Pawła II – Benedyktowi XVI. Obecny papież ma już swoje lata, zupełnie inny temperament i nieco inne priorytety (ma za sobą doświadczenie przede wszystkim kurialisty i naukowca). Niemniej, czasem przydałaby mu się odwaga i bezkompromisowość poprzednika. Tak jak w grudniu ubiegłego roku, kiedy Benedykt nie zdecydował się na przyjęcie Dalajlamy. Miał ku temu ważne powody (Stolicy Apostolskiej chodziło najprawdopodobniej o to, żeby nie pogarszać sytuacji Kościoła w Chinach), ale pewien niesmak pozostał. Przy tej okazji Dalajlama, który spotkał się z Janem Pawłem II aż dziewięć razy, powiedział: ,,Brakuje mi jego i jego determinacji w krzewieniu wartości ludzkich i dialogu między religiami”.

Z wydarzeń ogólnokościelnych, które miały miejsce w ostatnich tygodniach, dwa wydają mi się szczególnie godne odnotowania. Pierwsze ma charakter przede wszystkim symboliczny – myślę tu o spotkaniu patriarchy ekumenicznego Bartłomieja I, duchowego zwierzchnika całego świata prawosławnego, z biskupem Rzymu Benedyktem XVI, zwierzchnikiem Kościoła rzymskokatolickiego i katolickich Kościołów wschodnich (6 marca). Nie wniosło ono nic nowego do dialogu, ale było niczym przebłysk dawno utraconej i oczekiwanej z utęsknieniem jedności. Na tę chwilę następca Piotra (Rzym) i jego brata Andrzeja (dawny Konstantynopol) ,,byli jedno”. I choćby z tego tylko powodu spotkanie to zasługuje na uwagę.

Wydarzenie drugie – wizyta watykańskiego sekretarza stanu kardynała Bertone na Kubie (20-26 lutego) – ma ważne znaczenie polityczne, zwłaszcza w kontekście odejścia Fidela Castro. Na konkretne owoce tej podróży (np. poszerzenie sfery wolności religijnej – o ile do niego dojdzie) trzeba trochę poczekać. Jednak Tarcisio Bertone, który nazwał swą misję uprawianiem ,,polityki małych kroków”, wydawał się być w tym względzie optymistą.

A w Polsce? Obradowała Konferencja Episkopatu Polski (5-6 marca), która przyjęła między innymi nowy statut KEP. Zgodnie z nim członkami komisji episkopalnych będą mogli być również prezbiterzy i ludzie świeccy (do tej pory pełnili oni co najwyżej funkcje konsultorów, a członkami komisji byli jedynie biskupi). Chciałoby się zakrzyknąć: ,,Nareszcie”, ale… Jeśli nawet nie jest to zmiana tylko kosmetyczna, to wydaje mi się ona mocno spóźniona. Bo Kościół w Polsce wkracza, moim zdaniem, w fazę głębokiego kryzysu, a jego symptomy to między innymi liczne odejścia z kapłaństwa i odejścia z Kościoła oraz coraz większa obojętność religijna ludzi młodych.

Jednym ze znaków owego kryzysu jest także zła kondycja finansowa miesięcznika ,,Więź” obchodzącego właśnie jubileusz 50-lecia. No bo jak inaczej określić sytuację, kiedy – w kraju nominalnie katolickim (oficjalne dane kościelne mówią o 36,6 mln katolików, w tym 28,5 tys. księży) – nie można znaleźć 3-4 tysięcy osób gotowych wydać co miesiąc 14 złotych na kupno czasopisma, którego lektura pomaga zrozumieć otaczający świat i w duchu Ewangelii szukać odpowiedzi na wyzwania współczesności?

9 marca 2008

 


[1] Z ostatniej chwili: 13 marca światowe media poinformowały o śmierci abp. Rahho.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata