70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Eugenika. Rzecz o dobrze urodzonych

Negatywny aspekt idei eugenicznych, zwłaszcza od czasu, gdy tych najgorzej urodzonych zaczęto identyfikować z najbiedniejszymi warstwami społeczeństwa, ściśle związał się z tym, co późniejsze nauki socjologiczne nazwały polityką populacyjną. Już od starożytności w pismach filozofów, ale także w prawodawstwie wielu państw, pojawiały się jej elementy.

W przyszłości będziemy próbowali wyprodukować dziecko o odpowiednich cechach, wedle określonej miary.

Jacques Testart

Przywołany tu cytat z książki Jacques’a Testarta bardzo precyzyjnie wprowadza w zagadnienie niebezpieczeństw związanych z żywo ostatnio dyskutowaną problematyką zapłodnienia pozaustrojowego. Wróciwszy niedawno do lektury Przejrzystej komórki[1], spostrzegłam, jak rzadko w dyskusjach bioetycznych – zwłaszcza tych, które podejmują problematykę in vitro – przywoływany jest argument „eugeniczny”. Mówi się o zagrożeniach zdrowia, o niedoskonałościach technicznych samej procedury, o braku bioetycznego prawodawstwa, niewiele natomiast o możliwościach manipulacji, jakie daje zapłodnienie pozaustrojowe. Znakomicie ujął to niedawno Stanisław Cebrat:

FIVET jest świetnym punktem wyjścia do wprowadzania metod eugenicznych, dyskryminowania zygot i zarodków ze względu na ich status genetyczny czy płeć lub do manipulowania strukturą genetyczną zarodków. Obecne możliwości technologiczne pracowników laboratoriów FIVET przekroczyły prawdopodobnie wyobrażenia Testarta, a ingerencje genetyczne FIVET-u mogą być bardziej niebezpieczne w skutkach niż klonowanie człowieka[2].

W tym kontekście ważne wydaje się omówienie nie tyle poszczególnych procedur, które przynajmniej potencjalnie dają duże możliwości manipulowania ludzkim zarodkiem czy dyskryminacji wadliwych embrionów, ale tego, czym była i – jak się wydaje – nadal jest eugenika w swej ideologicznej warstwie.

Krótka historia wielkiego marzenia

Termin „eugenika” wyprowadzony został z języka greckiego i w dosłownym tłumaczeniu  oznacza „dobre urodzenie”. Koncepcje poprawienia ludzkości były obecne w myśli człowieka od zarania dziejów. W wymiarze moralnym znajdujemy je na kartach Starego Testamentu (Noe, Sodoma i Gomora), natomiast w wymiarze społecznym są obecne już w starożytnym Egipcie (era faraonów), potem zaś w arystokratycznych rodach Europy, gdzie dążenie do poprawy ludzkiej kondycji opierało się na przekonaniu, że „podobne stwarza podobne”, dlatego najlepszym sposobem na zachowanie czystości krwi i utrzymanie jakości potomstwa wydawała się być troska o odpowiednie kojarzenie małżeństw. W XIX wieku przyjęte zostało rozróżnienie na eugenikę pozytywną i negatywną, jednak oba wymiary równolegle funkcjonują już od starożytności. Eugenika pozytywna obrała sobie za cel popieranie „wartościowego” rodzicielstwa, co w praktyce oznaczało takie kojarzenie par, których małżeństwo stanowiłoby gwarancję potomstwa o „wysokiej jakości”. Eugenika w swym negatywnym wymiarze dążyła do wyeliminowania „małowartościowych” cech człowieka – takich jak ułomności, kalectwo czy choroby, a później także nędza – poprzez zakaz zawierania małżeństw w ramach bliskiego pokrewieństwa, ale czasem również poprzez eliminację nosicieli niepożądanych jakości[3]. Bardzo wyraźnie oba tory tego myślenia pojawiły się w wieku XIX za sprawą angielskiego uczonego Francisa Galtona.

Negatywny aspekt idei eugenicznych, zwłaszcza od czasu, gdy tych najgorzej urodzonych zaczęto identyfikować z najbiedniejszymi warstwami społeczeństwa (a dobre urodzenie nie odnosiło się wyłącznie do aspektu medycznego, ale często również do ekonomicznego), ściśle związał się z tym, co późniejsze nauki socjologiczne nazwały polityką populacyjną. Już od starożytności w pismach filozofów, ale także w prawodawstwie wielu państw, pojawiały się jej elementy. Momentem przełomowym, hamującym na kilka stuleci eugeniczne postulaty starożytnych, było wkroczenie na arenę świata chrześcijaństwa, a szczególnie idei miłosierdzia i dobroczynności. W tym czasie nastąpiła zmiana myślenia o człowieku, o jego miejscu i roli w świecie. Zacznijmy jednak od starożytności, która w sposób niezwykle ciekawy zapisała pierwsze karty eugenicznej historii.

W Państwie Platona (428-347 p.n.e.) odnajdujemy obraz idealnie urządzonego społeczeństwa, które jako całość kierowane jest zasadą sprawiedliwości. Takie społeczeństwo podzielone jest na trzy kasty czy klasy: pierwszą stanowią rolnicy, rzemieślnicy i kupcy, drugą – strażnicy i wojownicy, trzecią zaś – rządzący, którzy państwo najbardziej umiłowali, czyli filozofowie. Interesujące nas zagadnienie obejmuje drugą wymienioną grupę ludzi: strażników. Platon przyjął zasadę, iż to właśnie oni powinni mieć wszystko wspólne, nie tylko mieszkania, ale także kobiety i dzieci, a ich utrzymanie i wychowanie powinno być sprawą wszystkich. Filozof chciał wyeliminować instytucję rodziny, co było konsekwencją tego, iż także kobietom w jego systemie politycznym powierzone zostaje zadanie strzeżenia państwa. Zaślubiny miały być regulowane  przez państwo w taki sposób, aby na świat przychodziło tylko najlepsze potomstwo. Powiada Platon:

Potrzeba przecież (…) wobec tego, cośmy uchwalili, żeby najlepsi mężczyźni obcowali z najlepszymi kobietami jak najczęściej, a najgorsi z najlichszymi jak najrzadziej, i potomków z tamtych par trzeba chować, a z tych nie, jeśli trzoda ma być pierwszej klasy. A o tym wszystkim nie ma wiedzieć nikt, tylko sami rządzący, jeżeli znowu trzoda strażnicza ma być wolna od rokoszów i rozłamów (…). Ilość małżeństw każemy regulować rządzącym, aby jak najbardziej zachowywali stale tę samą ilość mężczyzn, mając na uwadze wojny i choroby, i wszelkie takie rzeczy. Aby się nasze miasto, ile możności nie robiło się ani wielkie, ani małe[4].

Zaproponowana przez Platona koncepcja państwa zarówno w Politei, jak i w Prawach prawdopodobnie nigdzie w całości nie została zrealizowana, pewne jest jednak, że jakieś jej elementy zauważyć można wyraźnie w regulacjach obowiązujących w starożytnej Sparcie. To miasto jako pierwsze najbardziej zbliżyło się do „eugenicznych standardów” starożytności. Wiadomości o organizacji społecznej Sparty tamtych czasów pochodzą z Żywotów równoległych Plutarcha z Cheronei. On właśnie opisał życie Likurga, prawodawcy Sparty, który ustanowionym  przez siebie prawem przekształcił miasto w koszary wojskowe, a funkcjonowanie społeczeństwa  oparł na idei militarnej potęgi. Wszelkie działania związane z założeniem rodziny i wychowaniem  potomstwa traktowane były jako instrument do wyprodukowania jeszcze większej liczby żołnierzy. Jakość żołnierzy uzależniona zaś była od jakości cech przychodzącego na świat potomstwa.  Likurg wierzył, że dzieci nie powinny być za bardzo związane z własnymi biologicznymi rodzicami. Tylko najlepsi mężczyźni powinni być ojcami następnego pokolenia, co wiązało się z tym, iż jeśli starszy mężczyzna miał młodą żonę, mógł poprosić któregoś z dobrze urodzonych o zostanie ojcem jego dzieci[5]. Prawo to obowiązywało także w drugą stronę. Pisał Plutarch, iż

wolno także było uczciwemu mężczyźnie, jeśli jakaś kobieta zamężna olśniła go rozsądkiem i wspaniałymi dziećmi, zwrócić się do jej męża o zgodę na miłosne spotkanie. Chodziło o to, aby mógł niczym w ziemi rodzącej piękne owoce, zasadzić szlachetne nasienie, a tak zrodzone dzieci będą jednej krwi z rodem ich szlachetnych współbraci[6].

Zgodnie z podanym przez Likurga prawem, dzieci nie były własnością rodziców, ale państwa, „dlatego chciał, by obywatele nie pochodzili od byle jakich rodziców, ale od tych najlepszych”[7]. Zdaniem Plutarcha, Likurg dostrzegł swoistą hipokryzję czy raczej eugeniczną niekonsekwencję w prawodawstwie innych państw,

pewnego rodzaju zaślepienie i ucieczkę przed tym, co lepsze. Jeśli chodzi o suki czy klacze, prowadzi się je do możliwie najlepszych samców, płacąc za to albo prosząc o tę przysługę ich właścicieli, natomiast ci sami ludzie zamykają swoje żony i pilnie ich strzegą, bo jedynie z nimi chcą płodzić dzieci, choćby nawet sami byli niedorozwinięci umysłowo, bądź starzy czy schorowani[8].

Nowo narodzone dzieci były poddawane ocenie, swoistej kontroli jakości przez najstarszych spośród obywateli miasta. Byli oni odpowiedzialni za wykrycie i rozpoznanie defektów, którymi mogły być obarczone noworodki. Jeśli dziecko było upośledzone, należało je zabić. Jeśli wyglądało na słabowite, było zostawiane na noc w pobliżu przepaści góry Tajget[9]. Nie leżało w publicznym interesie oszczędzanie chorych dzieci. Wszystkie dzieci, zwłaszcza płci męskiej, które pomyślnie przeszły test, były następnie wychowywane tak, aby później móc owocnie podjąć służbę wojskową[10].

Myślicielem, który w swych pismach daje raczej wyraz pewnej powszechnej praktyce starożytnych Rzymian niż własnym w tej kwestii poglądom, jest Lucjusz Anneusz Seneka. W jednym z dialogów, rozważając istotę gniewu, powiada:

zabijamy wściekłe psy, zabijamy dzikiego i nieujarzmionego buhaja, zarzynamy chore bydlęta, żeby nie narażały stada, uśmiercamynowo narodzone płody z cechami potworów, a nawet topimy dzieci, jeśli przychodzą na świat ułomne i niekształtne, i nie jest to aktem gniewu, ale przemyślanej decyzji, jeśli istoty chore wyłączamy od zdrowych[11].

Lista przejawów eugenicznego myślenia jest bardzo długa – każdy czas miał swoich proroków. Jednak najbardziej znaczący skok w rozumieniu tego, czym jest eugenika, dokonał się w XIX wieku. Nazwę i początek współczesnego rozumienia tej idei, ale także formalne ramy nauce zwanej eugeniką, dał Anglik Francis Galton. Biografowie Galtona zaznaczają, iż nie do końca jasne są powody, dla których zwrócił się on w stronę eugeniki. Nie ma wątpliwości, iż dzieło jego kuzyna Charles’a Darwina O pochodzeniu gatunków drogą doboru naturalnego opublikowane w 1859 roku – jak twierdził sam Galton – „wyznaczyło epokę w [jego – A.R.] rozwoju mentalnym, tak jak w ludzkim myśleniu w ogólności”[12]. Przynagliło go ono do pracy nad badaniem dziedziczenia cech, ale także zrodziło myśl o możliwości ulepszenia rasy ludzkiej. Wydaje się, iż Galton był przekonany, że to natura, a nie wychowanie (nature not nurture) determinuje ludzkie zdolności. Jeśli tak jest w rzeczywistości, to – według niego – najbliżsi krewni płci męskiej ze znakomitych rodów angielskich będą posiadali cechy zbliżone do swoich przodków[13]. Idąc tym tropem, w 1865 roku Francis Galton opublikował w „Macmillan’s Magazine” dwuczęściowy artykuł dotyczący dziedziczenia zdolności i charakteru i otworzył w ten sposób toczącą się do dziś debatę na temat dziedziczenia inteligencji[14]. Promowana przez niego teza głosiła, iż ludzkie zdolności i charakter niewiele różnią się od dziedziczenia prozaicznych cech omawianych przez Darwina, a ilustrowanych przezeń przykładami selekcji i rozmnażania zwierząt domowych oraz uprawy roślin. Galton twierdził, iż ludzie sami między sobą dokonywać powinny selekcji i doboru. Za Darwinem także mówił, iż nie możemy przypuszczać, że całkowity efekt takiej selekcji będzie doskonały i użyteczny, bo – na tyle, na ile było to możliwe do zaobserwowania – często bywało inaczej. Jednak kluczem do spełnienia się marzeń o doskonałości, jest – według niego – siła posiadana przez człowieka, a jest nią zdolność do kumulacji efektów selekcji. Natura dostarcza sukcesywnie wariancji, a człowiek ową różnorodność może dowolnie dodawać w kierunku najbardziej dla niego użytecznym.  Dla poparcia swej tezy Galton zbierał rozmaite dowody. Jedną z wykorzystywanych przezeń metod było badanie rodowodów znanych obywateli. Zgromadził on 605 różnych biogramów z lat 1453-1853, a zatem obejmujących cztery stulecia. Dzięki analizie zgromadzonego materiału zauważył prawidłowości w ujawnianiu się w obrębie jednego rodu pewnych określonych cech czy dyspozycji. W swoim artykule Galton rozwinął także spostrzeżenie, iż selekcja narodzin może być przydatna do ulepszania „kasty” posiadającej jakości wyższego rzędu, ale może też zniechęcać do rozrastania się „kasty” o niższym standardzie jakości. Znacznie później  podział ten zostanie utrwalony przez nazwy: eugenika pozytywna i negatywna[15].

Artykuł opublikowany w „Macmillan’s” był zapowiedzią książki Hereditary Genius, wydanej przez Francisa Galtona w 1869 roku. Już we wstępie autor, nawiązując do tezy Darwina, stwierdzał, iż bardzo praktyczne będzie wyprodukowanie rasy wysoce uzdolnionej poprzez rozsądne kojarzenie małżeństw w ciągu kilku kolejnych pokoleń. Galton zauważył także, iż w każdym pokoleniu można odnaleźć niezwykłą siłę przekraczającą zdolności naturalne, którą pokolenie zawdzięcza swym przodkom. Obowiązkiem wobec ludzkości było – według niego – zbadanie zakresu tej siły i takie jej ukierunkowanie, aby następne pokolenia mogły swobodnie z tych osiągnięć korzystać. W swej  pracy Galton posługiwał się metodą podobną do tej, jaką zastosował we wspomnianym wcześniej artykule. Do opisania uzyskanych danych, a więc pokazania rozkładu cech i zdolności, wykorzystał metody opisu właściwe statystyce (krzywą dzwonową), ale zastosował także prawo błędu statystycznego, którego twórcą był Gauss. Wykorzystał również wyniki badań swego przyjaciela Williama Spottiswooda, który w jednej ze swoich prac – dla wykazania korelacji pomiędzy pewnymi zmiennymi (z zakresu geologii) – zastosował krzywą rozkładu normalnego. Francis Galton znał też pracę Belga Adolfa Quetelet’a[16], który jako pierwszy wykorzystał krzywą rozkładu normalnego do opisu występowania cech ludzkich. Dla omawianego tu autora analizy statystyczne były w tym czasie głównym narzędziem gromadzenia i opracowywania danych dotyczących dziedziczenia. Biogramy czerpał on z opublikowanego w 1865 roku Dictionary of Man of the Time. Spośród dostępnych życiorysów wybitnych postaci wybrał te, które dotyczyły mężczyzn po 50. roku życia, i zestawił je z danymi o mężczyznach w podobnym wieku z populacji Brytyjczyków, ale rozważanej w całości. Wyniki okazały się zaskakujące: zarówno spośród wybitnych rodów, jak i spośród zwykłych Brytyjczyków wybitna osoba pojawiała się raz na cztery tysiące urodzeń[17]. A może  istniał sposób na poprawienie tej statystyki?

W dalszej części książki Francis Galton sformułował taki oto postulat: byłoby rzeczą bardzo praktyczną wyprodukować wysoce uzdolnioną rasę ludzi poprzez rozsądne kojarzenie małżeństw, obejmujące kilka kolejnych pokoleń. Odpowiednio do ewolucyjnej teorii Darwina, opierającej się na działaniu natury w procesie doskonalenia się człowieka i wchodzenia przezeń na wyższy poziom dzięki naturalnej selekcji, twierdził Galton, że „to, co natura robi ślepo, wolno i bezlitośnie, człowiek może zrobić w sposób bardziej pomyślny, szybszy i łagodniejszy”[18]. Według niego dobór naturalny, polegający na nadmiernym powstawaniu potomstwa i równoczesnym nieuporządkowanym jego niszczeniu, należało zastąpić innymi metodami – mniej brutalnymi, ale równie skutecznymi. Eugenika na drodze sztucznego doboru dąży do ograniczenia lub zahamowania urodzeń potomstwa upośledzonych rodziców, a z drugiej strony do popierania rodów o wartościowym materiale dziedzicznym. W taki sposób została przezeń wprowadzona idea sztucznej selekcji.

Dane do swych prac zbierał Galton również w inny sposób. W latach siedemdziesiątych  XIX stulecia, postanowił skoncentrować się na katalogowaniu fizycznych cech, zwłaszcza występujących u chłopców w wieku szkolnym. W tym celu utworzył w roku 1884 w Muzeum Nauki w Londynie Laboratorium Antropometryczne. Mierząc wzrost, wagę, długość ramion, siłę oddechu i inne parametry, pracownicy laboratorium w ciągu kilku miesięcy opisali około dziewięć tysięcy osób. Byli to głównie rodzice wraz ze swoimi dorastającymi dziećmi. W tym samym czasie Galton opublikował Record of Family Faculties, gdzie umieścił kwestionariusze dotyczące przekazywania cech w rodzinie, oferując wysoką nagrodę pieniężną w zamian za najbardziej dokładne dane[19]. Ta inicjatywa, polegająca na skatalogowaniu „dobrych cech” narodu, spotkała się z żywym przyjęciem wśród ludności angielskiej. Liczba zwolenników Galtona rosła tak szybko, że już w 1905 roku utworzono w uniwersytecie londyńskim połączoną z laboratorium odrębną katedrę narodowej eugeniki. Jednak, zgodnie z zamysłem naszego autora, zainteresowanie eugeniką nie miało ograniczyć się tylko do dyskusji w ramach uczelni i laboratorium. Prowadzone tam badania miały stanowić teoretyczną podstawę działania, którego celem było polepszenie ludzkiej rasy i jej losu. W 1908 roku, z inicjatywy Karla Pearsona (kierownika katedry eugeniki, współpracownika Galtona) i synów Darwina, zawiązało się w Anglii Eugenics Education Society, które w 1926 przyjęło nazwę Eugenics Society. Głosiło ono hasła, iż tylko zdrowi mogą się rozmnażać, i odmawiało tego prawa osobom chorym, zniedołężniałym i ułomnym. W tym czasie powstała nowa definicja eugeniki: to badanie wszystkich czynników pozostających pod społeczną kontrolą, które mogą polepszyć lub pogorszyć rasową jakość przyszłych pokoleń[20].

Równolegle do tego, co działo się na terenie dobrze już ugruntowanej eugeniki, intensywnie rozwijała się całkiem nowa dyscyplina. W roku 1865 Gregor Mendel ogłosił swoją teorię dziedziczenia, które, według niego, odbywa się dzięki pewnym stałym „elementom”. Teoria ta sformułowana została później jako prawo czystości gamet i prawo niezależnego dziedziczenia. Niestety, do końca wieku jego praca nie została rozpoznana. Przyczynił się do tego fakt, iż wielu biologów i naukowców tego czasu było zajętych teorią ewolucji Darwina, skupiając tym samym swoją uwagę raczej na tym, co jest zmienne, podczas gdy teoria Mendla wskazywała na istnienie czegoś stałego, trwałego. Dopiero w roku 1900 ponownie „odkryto” prawa Mendla. Dokonali tego niezależnie od siebie: Carl Correns, Erich von Tschermak-Seysenegg i Hugo de Vries. To dało początek zupełnie nowej dziedzinie wiedzy – genetyce. W latachpoprzedzających I wojnę światową, dzięki zaangażowaniu wielu biologów i medyków, genetyka rozwija się tak prężnie, iż niemal co kilka tygodni uczeni informują o nowych w tej dziedzinie odkryciach. I tak w roku 1902 w Columbia University wykazano, że w czasie podziału komórkowego chromosomy zachowują się w sposób zgodny z prawami podanymi przez Mendla. W 1905 naukowcy Edmund B. Wilson i Nettie M. Stevens, pracując niezależnie od siebie, dochodzą do wniosku, że płeć determinowana jest w sposób, który opisują prawa Mendla. Swoje badania prowadził wtedy również Thomas Morgan, który w czasie obserwacji  muszki owocówki (Drosophila melanogaster) zauważył, iż geny umieszczone są w chromosomach w sposób liniowy. Prócz wspomnianych odkryć należałoby wymienić wiele innych, których znaczenie dla rozwoju współczesnej genetyki jest kluczowe, ale na tym etapie bardziej od rozwoju nowej dziedziny wiedzy interesuje nas ideologiczny fundament zjawiska i czasu, w którym ciągle jeszcze młoda genetyka przedstawia swoje pierwsze osiągnięcia. Warto przy tym pamiętać, że od samego początku istnienia genetyki naukowcy zabiegali o to, aby nowe odkrycia upowszechniać nie tylko poprzez publikacje w specjalistycznej prasie, ale także przez różne pokazy dla zwykłej ludności; ich celem było na przykład obrazowanie dziedziczenia pewnych cech, takich jak kolor ludzkiego oka czy skóry. Na terenie Stanów Zjednoczonych działalnością tego typu zajmował się zoolog z Harvardu Charles Davenport.

Niech słabeusze nie przekazują swoich słabości!

Jeszcze w  latach dziewięćdziesiątych XIX wieku Davenport, zafascynowany lekturą pism Galtona i jego uczniów, postanowił zakończyć współpracę z Harvardem i całkowicie poświęcić się propagowaniu eugenicznych idei na terenie Ameryki. Po spotkaniu z europejskim krzewicielami sztucznej selekcji zoolog ten, przesiąknięty ideą „społeczeństwa doskonałego”, zaczął organizować fundusze na rzecz otwarcia nowego kierunku uniwersyteckiego zajmującego się eksperymentalnymi studiami z zakresu ewolucji. Plan swój zrealizował już w 1904 roku. Początkowo jego badania dotyczyły roślin i zwierząt, wkrótce jednak swoje zainteresowanie przeniósł na człowieka. Zainspirowany metodą stosowaną przez Galtona, planował utworzyć swoją bazę danych, zawierającą opis dziedziczonych cech. Galton i jego uczniowie dysponowali tylko danymi dotyczącymi dzieci i rodziców, ponieważ koncentrowali się wyłącznie na tym, co genetycy nazywali fenotypem, czyli tymi cechami organizmu, które można zaobserwować. Davenporta interesował natomiast genotyp, czyli to, co stanowi o indywidualnym rysie organizmu. Niemożliwy do zaobserwowania genotyp miał się pozwolić wywnioskować ze szczegółowych badań jak największej liczby „spokrewnionych” ze sobą fenotypów. Wiele danych rozrzuconych było w medycznych czasopismach, w których przez lata lekarze opisywali rodzinne przypadki różnych chorób. Aby zrealizować swój zamysł w sposób systematyczny, Davenport wykorzystał sprawdzoną przez Galtona metodę. Przygotował kwestionariusz zawierający pytania dotyczące kondycji fizycznej i psychicznej, ale także obejmujące zdolności edukacyjne badanego oraz jego krewnych, a następnie rozesłał go do wybranych przez siebie osób, rekrutujących się spośród większości warstw społeczności Amerykanów. Wiele kwestionariuszy wróciło do niego, dostarczając mu tym samym cennych informacji, które obejmowały reprezentantów trzech pokoleń danej rodziny.

Po przeanalizowaniu zgromadzonych danych Charles Davenport zauważył, iż na pewno dzięki dziedziczonym „elementom” przekazywane są takie nieprawidłowości, jak choroba Huntingtona czy hemofilia, ale wzory dziedziczenia były dlań ewidentne przy obłędzie, epilepsji, alkoholizmie, biedocie, notorycznym kryminalizmie oraz ociężałości umysłowej. Dodatkowo zauważył on, iż nosicielami większości niepożądanych cech są ludzie czarni i emigranci (Irlandczycy, Włosi, Polacy). Od tego momentu to właśnie oni byli dlań źródłem zła w Ameryce[21]. W ten  sposób powstała teoria mówiąca, iż bieda i zbrodnie uwarunkowane są „złymi genami”, nie zaś niedoskonałością systemów społecznych czy ludzkiej natury[22]. Oczywiście, w opozycji do tego ustalony został wzorzec utożsamiający dobry „ludzki materiał”, którym stał się przedstawiciel klasy średniej, szczególnie zaś intelektualista, muzyk, artysta lub naukowiec. W kontekście Ameryki był to biały „autochton” wyznania protestanckiego, „typowy” reprezentant tzw. rasy kaukaskiej. Davenport często mawiał, iż czeka na czasy, w których kobieta nie będzie wyrażała zgody na związek z mężczyzną bez znajomości jego biologiczno-genealogicznej historii. Postulował każdorazową weryfikację rodzinnych historii potencjalnych emigrantów, tak aby obłąkani, epileptycy, kryminaliści, alkoholicy i przestępcy seksualni nie byli wpuszczani do kraju. Wkrótce po ogłoszonych przezeń wynikach badań, założone zostało Eugenics Record Office.Zadaniem zatrudnionych tam osób było przeprowadzanie wywiadów, rozsyłanie kwestionariuszy, analizowanie akt personalnych więźniów, danych mieszkańców przytulisk, schronisk, szpitali, zakładów dla umysłowo chorych, głuchych, niewidomych.  Ich celem nie było zdobycie wiedzy o życiu ludzi uznanych za społeczny margines po to, by zaradzić ich nędzy, ale  zgromadzenie danych o tym, w jakim stopniu ta część społeczeństwa zanieczyszcza krew narodu. Przede wszystkim jednak propagowali oni naukę, która nazwana została „Dobrą Nowiną (ewangelią) eugeniki”. Na podstawie tak uzyskanych i opracowanych w kluczu eugenicznym danych w celu ochrony czystej amerykańskiej krwi wysunięto postulat wprowadzenia ograniczenia lub całkowitego zakazu małżeństw dla osób chorych i upośledzonych. Innym środkiem mającym  przybliżyć powstanie społeczeństwa idealnego było wprowadzenie sterylizacji. Do końca nie było wiadomo, kto sterylizacji powinien być poddany, Davenport miał jednak pewność, że jest to jedyna możliwość utrzymania genetycznej czystości[23].

„Naukowa” działalność Davenporta szybko stała się polityką państwa. Już w 1905 roku w stanie Indiana, a do 1914 w kolejnych 30 stanach, obowiązywał zakaz zawierania małżeństw przez osoby chore psychicznie, upośledzone, niepełnosprawne i uwikłane w alkoholizm. W 1907 roku do statutów tego samego stanu zostało wprowadzone prawo sterylizacji i kastracji, obejmujące osoby chore psychicznie, epileptyków, kryminalistów i przestępców seksualnych. W latach 1907-1917 obowiązywało ono w kolejnych 15 stanach. Od roku 1907 do 1928 sterylizacji zostało poddanych około 9 tysięcy osób uznanych za nieudanych członków populacji[24]. W roku 1924 wiceprezydent USA Calvin Coolidge podpisał Immigration Act. Jego zadaniem było ograniczenie napływu ludności z Europy. Swoją decyzję skomentował słowami: „Ameryka musi zatrzymać Amerykanów. Prawa biologii pokazują, że rasa nordycka pogarsza się, kiedy jest wymieszana z innymi rasami”[25].

Postawa eugeniczna szybko utrwaliła się w mentalności „prawdziwych” Amerykanów, takich jak choćby Margaret Sanger. W ramach swojego programu eugenicznej kontroli urodzeń otworzyła ona w roku 1916 w jednej z biedniejszych dzielnic Nowego Jorku klinikę aborcyjną, której głównymi klientami byli Słowianie, Żydzi i przedstawiciele narodów południowej Europy. Miała zwyczaj nazywania ich „ludzkimi chwastami”, czyli gorszą częścią społeczeństwa. Propagowała pogląd, iż upośledzeni nie powinni żyć, i hasło: więcej dzieci od zdatnych, mniej od niezdatnych – taki jest główny cel kontroli urodzeń. Warto w tym miejscu odnotować specyficzną eugeniczną terminologię. W prawodawstwie funkcjonowały nazwy: „ustawa o zapobieganiu idiotyzmowi”, pojawiały się plany „ulepszania społeczeństwa metodą selekcji hodowlanej”, a poglądy formułowano choćby tak:

Każdy koń wyścigowy, każdy byk o prostym grzbiecie, każdy nagrodzony tucznik podpowiada nam, co możemy i musimy zrobić dla ludzkości (…). Skutki eliminowania najgorszych i rozmnażania najlepszych będą wśród ludzi takie same, jak u bydła i owiec[26].

Kolejne popularne eugeniczne terminy to: „odmieńcy”, „selekcja imbecyli”, „klasa obciążona wadami i zdegenerowana”, ale szczególnie pojemny okazał się termin unfit. Nikt dokładnie nie znał zakresu znaczeniowego tego słowa, ale tak doskonale dostosowało się ono do całej koncepcji, że właściwie nie sposób było się bez niego obyć. Pasowali do tego terminu zarówno ludzie niepełnosprawni, chorzy psychicznie, epileptycy, kryminaliści, alkoholicy, drobni złodzieje, jak i włóczędzy i ludzie  zwyczajnie biedni.

Przywołana wcześniej „prawdziwa Amerykanka” opracowała w 1932 roku „Pokojowy plan” eliminacji ,,ludzkich chwastów”, czyli ludzi, którzy nie zaliczali testów na inteligencję oraz Murzynów, Żydów, biedoty, szczególnie zaś bezdomnych i imigrantów. Postulowała dla nich wprowadzenie rządowego programu obowiązkowej sterylizacji, przymusowych obozów pracy oraz darmowej, w pełni dostępnej aborcji. Podstawą dla tych postulatów była pierwsza Konferencja Kontroli Urodzeń, która odbyła się w 1921 roku w Nowym Jorku, zapoczątkowując tym samym Amerykańską Ligę Kontroli Urodzeń. Prezesem Ligi została pani Sanger. Działalność tej organizacji w latach dwudziestych i trzydziestych minionego stulecia opierała się na głównie na poglądach rasistowskich. Jak się dziś wydaje, bardzo tolerancyjna Ameryka była wówczas kolebką rasizmu. W czasie swej działalności Davenport uświadamiał wszystkim, jak ważna jest wartość krwi. Potępiał „mieszanie ras, jakie na ogromną skalę odbywa się w tym kraju”. Pisał: „Czyż nie należałoby raczej poczynić odpowiednich kroków, (…) aby osuszyć źródła zasilające potok ułomnej i zdegenerowanej protoplazmy?”. Przez zdegenerowaną protoplazmę rozumiano tu wszystko to, co wpływało na urodzenie się ludzi unfit. Ameryka nie była jednak jedynym miejscem gdzie poglądy rasistowskie i eugeniczne znalazły swoich propagatorów. Ich dynamiczny rozwój można również zauważyć na gruncie europejskim. Niemal równolegle powstał w Niemczech pokrewny ruch o nazwie „Higiena rasy” (Rassenhygiene). Jego inicjatorami byli Wilhelm Schallmayer i Alfred Ploetz. Podstawę ich twierdzeń stanowiła teoria Darwina, jednak punktem wyjścia stał się problem zwyrodnienia (rozumianego jako obniżenie fizycznego lub duchowego poziomu potomków), którego źródeł szukano w dziedziczeniu. W roku 1891 Schallmayer wysunął teorię głoszącą, iż obecna kultura przeszkadza procesowi, w którym mogą przetrwać i dalej rozmnażać się osobniki najsilniejsze, a w sposób naturalny wyeliminowane zostają osobniki słabe. Minimalizuje ona walkę o byt, pomaga słabszym żyć dłużej i wydawać na świat potomstwo, przez co obniża się kondycja ogółu. Jednak dopiero praca Ploetza zyskała większy rozgłos. Stał się on jednocześnie założycielem nowej gałęzi wiedzy, którą nazywał higieną rasy i określał jako naukę o warunkach możliwie najlepszego zachowania i rozwoju rasy. Alfred Ploetz nie poprzestał jednak na teorii i już w roku 1905 założył w Berlinie Gesellschaft für Rassenhygiene, która po roku działalności nabrała charakteru międzynarodowego[27]. W roku 1922prawnik Karl Binding i psychiatra Adolf Hoche sformułowali pragmatyczne kryterium ludzkiego życia, oparte na koncepcji jego wartości i użyteczności, lebensunwertes Leben, które stało się później elementem polityki Hitlera. Od 1933 roku sytuacja polityczna w Niemczech (dojście do władzy nazistów) umożliwiła szybkie i szerokie stosowanie eugenicznych praktyk. Świadomie inspirującą rolę we wprowadzaniu przymusowej eugenicznej sterylizacji, a wkrótce potem także eutanazji, odegrali nie politycy, lecz lekarze, genetycy i psychiatrzy[28]. Ten moment otwiera jednak zupełnie inną kartę. Niech zakończeniem tej historii będzie zatem wypowiedź jednego z czołowych amerykańskich eugeników, który na wieść o wprowadzeniu przez Hitlera polityki czystości rasy, miał z żalem powiedzieć: „Hitler bije nas na głowę w naszej własnej grze…”[29].

 


[1] J. Testart, Przejrzysta komórka, tłum. J.A. Żelechowska, Warszawa 1990. Sięgnęłam po tę książkę głównie za sprawą tekstu prof. Stanisława Cebrata Skrupuły biologa, zamieszczonego w ,,TP” nr 2(3053)/2008.

[2] S. Cebrat, dz. cyt.

[3] Zob. R. Tokarczyk, Prawa narodzin, życia i śmierci, Zakamycze 2000, s. 148 n.

[4] Platon, Państwo, 459e, tłum. W. Witwicki, Kęty 2003, s. 161.

[5] Zob. Plutarch, Żywoty równoległe, tłum. K. Korus, t. I, Warszawa 2004, s. 226.

[6] Plutarch, dz. cyt., s. 226.

[7] Tamże.

[8] Tamże, s. 226 n.

[9] „Rodzic nie mógł prawnie decydować o życiu nowo narodzonego dziecka, lecz zanosił je do miejsca zwanego świetlicą, gdzie zasiadała starszyzna fyli, która badała niemowlę. Jeśli było silne i dobrze zbudowane, polecali je wychować i przydzielali mu jedną z 9000 działek ziemi. Jeśli stwierdzili, że jest chuderlawe i zniekształcone, odsyłali je na tak zwane Apothetaj, urwisko na zboczu Tajgetu, byli bowiem przekonani, że będzie lepiej i dla niego, i dla państwa, gdy umrze, skoro od samego początku było chore i bezsilne”. Tamże, s. 227 n.

[10] Zob. D. Galton, Eugenisc. The Future of Humane Life in the 21st Century, London 2001, s. 17 n.

[11] Seneka, O gniewie, w: Seneka, Dialogi, tłum. L. Joachimowicz, Warszawa 1998, s. 225.

[12] F. Galton, Memories of My Life, Methuen1908, s. 287 n.

[13] Zob. N.W. Gillham, A Life of Sir Francis Galton. From African Exploration to the Birth of Eugenics, Oxford 2001, s. 155.

[14] Francis Galton nieprzypadkowo wybrał „Macmillan’s Magazine”. Na owe czasy było to jedno z najbardziej opiniotwórczych, choć nie naukowych czasopism, ale przede wszystkim rekrutowało ono swych czytelników spośród arystokratów, artystów, naukowców, ówczesnej inteligencji, czyli środowiska, które Galton najbardziej pragnął zarazić swoją ideą (zob. tamże, s. 155 n).

[15] Zob. N.W. Gillham, dz. cyt, s.156 n.

[16] Zob. F. Galton, Hereditary Genius, London 1892, s. 25 n.

[17] Zob. dz. cyt., s. 6-13.

[18] F. Galton, Essays in Eugenics, London 1909, s. 42.

[19] Zob. D.J. Kevles, In the Name of Eugenics, London 2001, s. 14.

[20] S. Podoleński, Eugenika i ruch eugeniczny, miejsce i data wydania , s. 321.

[21] Zob. D.J. Kevles, dz. cyt., s. 42-45.

[22] Zob. C. Żekanowski, Genetyka medyczna: problemy i zagrożenia, w: Granice ingerencji w naturę, B. Chyrowicz (red.), Lublin 2001, s. 91.

[23] Zob. D.J. Kevles, dz. cyt., s. 54-56.

[24] Zob. tamże,s.  99-106.

[25] Tamże, s. 97.

[26] E. Black, Wojna przeciw słabym, Warszawa 2004, s. 80.

[27] Zob. S. Podoleński, dz. cyt., s. 322-323.

[28] Zob. C. Żekanowski, dz. cyt., s. 115.

[29] E. Black, dz. cyt. s. 40.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata