|

TEMAT MIESIĄCA:
Dzieci Boże z probówki.
Chrześcijanie wobec metody in vitro
Zapłodnienie in vitro – powracający problem
(fragment)
ANDRZEJ PASZEWSKI
O ile w kwestii nadliczbowych embrionów Kościół
sięga chętnie, i słusznie, do argumentów biologicznych,
o tyle w kwestii samej istoty zapłodnienia
in vitro nie uwzględnia współczesnej wiedzy
o fizjologii rozrodu ani też o psychologii tej sfery
działań ludzkich.
Problemy związane z zapłodnieniem in vitro były dosyć szeroko
omawiane w „Tygodniku Powszechnym” w połowie roku 2006.
Dyskusję zainicjował artykuł Artura Sporniaka Pusta kołyska („Tygodnik
Powszechny” 2006, nr 29). Przeszła jednak ona raczej bez
echa, ponownie zaś z wielką siłą rozgorzała dopiero po wzmiance ze
strony rządowej o możliwości refundowania tej procedury z funduszy
państwowych. Być może przyczyniła się do tego ostrość sformułowań
użytych przez biskupów, którzy również zabrali głos. Przypomnieli
oni znane stanowisko Kościoła w tej kwestii, stosując przy
tym, niestety, retorykę nieuwzględniającą poglądów, emocji i stanu
świadomości sporej części społeczeństwa. Zarówno strona rządowa,
jak i Episkopat przyczynili się do tego, by opozycji, zwłaszcza lewicowej,
trafiła się nie lada gratka. Oto pojawiła się możliwość zapędzenia rządu w kozi róg: jeśli nie zgodzi się on na refundację (chociażby
z przyczyn finansowych, skoro wiadomo, jak bardzo brakuje
pieniędzy służbie zdrowia), opozycja ogłosi, że rząd podporządkowuje
się Kościołowi, pozwala sobie narzucić kościelny system wartości,
nie ma zrozumienia i empatii dla ludzi, którzy sytuację niepłodności
przeżywają jako ogromny dramat – ba, nawet że wprost
tworzy państwo wyznaniowe. Jeśli zaś wprowadzi refundację, narazi
się Kościołowi. Jednak niezależnie od politycznego podłoża całej
tej akcji, którym tu nie będę się zajmował, trudno nie uznać, że sprawa
zapłodnienia in vitro ma istotne aspekty etyczne.
Głos Episkopatu dotyczył samego zapłodnienia in vitro, a nie jego
refundacji. Posłużono się dwoma typami argumentacji – pierwszy
miał wyraźnie charakter religijny i skierowany został do wiernych,
a więc nie był intersubiektywny w szerszym sensie, drugi zaś wymogi
intersubiektywności spełniał. Ponieważ zastosowano oba typy argumentacji
łącznie, ułatwiło to sytuację krytykom. Zasadne wydaje
się zatem rozpatrywanie tych dwóch typów argumentacji osobno.
Bóg dawcą życia
Kościół utrzymuje, że dawcą życia jest Bóg, stąd człowiek nie ma
prawa interweniować w naturalne sposoby jego przekazywania. Rozmnażanie
jest cechą fizjologiczną wszystkich żywych organizmów,
w tym człowieka, który dokonuje tego w sposób, jaki ewolucyjnie
wykształcił się w gromadzie ssaków. Cecha ta, jak i całe ludzkie życie,
jest wynikiem stwórczego działania Bożego. Jednak, jak sądzę, tylko
w tak ogólnym znaczeniu Bóg jest źródłem życia każdego nowego
organizmu. Dlaczego więc, korzystając z danego nam przez Boga
rozumu, możemy interweniować w celach leczniczych w całą fizjologię
człowieka – prócz fizjologii rozrodu?
Fizjologia ta została obecnie dosyć dobrze poznana naukowo. Jeśli
więc można sensownie mówić o „tajemnicy” początków życia (powinno
się mówić o początku nowego organizmu, bo plemnik czy każda komórka
wątroby też są żywe, choć nie są organizmami), to w odniesieniu
do życia osobowego, życia obdarzonego duszą. Pozostaje ono tajemnicą bez względu na to, gdzie się owo życie poczęło, nikt bowiem
nie ma wątpliwości, że Pan Bóg poradzi sobie z duszą w każdej sytuacji,
i nikt nie wątpi, że człowiek poczęty in vitro duszę posiada.
Więcej na łamach kwietniowego „Znaku”
Zamów numer
ANDRZEJ PASZEWSKI, prof. dr hab., genetyk, fizjolog, pracuje w Instytucie
Biochemii i Biofizyki PAN w Warszawie.
POCZĄTEK STRONY |