Strona główna Miesięcznika ZNAK

 SIW ZNAK

 E-MAIL

 

KWIECIEŃ 2008, NUMER 635

Strona główna


Lista mailingowa
Jeżeli chcesz otrzymywać aktualne informacje o nowościach w miesięczniku ZNAK i wydarzeniach organizowanych przez SIW Znak wpisz swój e-mail.

 


TEMATY I REFLEKSJE



Solaris, czyli „Znak” Malewskiej


(fragment)

ANNA GŁĄB

Tekst jest fragmentem biografii Hanny Malewskiej
przygotowywanej do druku przez Wydawnictwo Znak.

„Znak” nie był dla Malewskiej mającym się dobrze sprzedać produktem, lecz powinnością ciągłego odkrywania i udostępniania czytelnikom takich tekstów, przez które odsłania się prawda, choćby jej fragment. Redagowanie było oczywistą służbą.

Jaką naczelną była Malewska?

Siedziba redakcji – wraz z wskrzeszeniem pisma – została przeniesiona z kamienicy przy Sobieskiego na Sienną 5. Kiedyś był to budynek Arcybractwa Miłosierdzia założonego przez ks. Piotra Skargę. Dziś to obskurna kamienica z ponurą klatką schodową. Mało reprezentatywne miejsce dla krakowskiego Klubu Inteligencji Katolickiej, który się tu mieści. Pokój redakcyjny, jak wspomina Stefan Wilkanowicz, ciasny, z potężnym biurkiem, przy którym siedziała Pani Hania, a wokół niej przycupnięci redaktorzy, sąsiadował z niezwykłą salą portretową z wizerunkami dobrodziejów i wielkim plafonem, na którym odmalowano Skargę z dziećmi u stóp.

Godziny urzędowania: od 12 do 15. Pani Hania nie była rannym ptaszkiem, wstawała między 9 a 10. Pracowała do późna w nocy. Nigdy jednak nie mówiła o swoim życiu ani o swojej twórczości – jakby jej nie było. Cywiński: o sobie mówiła „w sposób suchy, zobiektywizowany i bez egzaltacji, trochę tak jak gdyby mówiła o kimś innym”.

A więc – ona za biurkiem ze szklanką wody, którą powoli sączyła. Z drugiej strony – współpracownicy, jak zauważa Bortnowska, w jej „własnej osobistej noosferze”. Trzy godziny rozmów ściśle redakcyjnych: o tekstach nadesłanych i o tych, które warto zamówić; o tym, jak obejść cenzurę, jak uniknąć opóźnienia w drukarni, skąd wziąć tym razem papier. Ale nie tylko. To były również rozmowy ideowe. Wilkanowicz: „O potrzebach ludzi w Polsce, o naszych zadaniach, o podstawowych problemach chrześcijaństwa i kultury. Malewska stale szukała wraz innymi, choć przecież jej mądrość i autorytet sytuowały ją na innym piętrze”.

Plan numeru zapisywany był na wielkiej płachcie papieru, tzw. brudasie, a wpisywanie na nim nazwiska i tytułu artykułu było swoistym rytuałem. Ojciec Jan Andrzej Kłoczowski: „Jak Pani Hania, a przecież i inni pracownicy redakcji, potrafiła orientować się w labiryncie wpisów, tego stopnia wtajemniczenia w życie »Znaku« nie dostąpiłem. Ale na »brudasa« patrzyłem, jak wszyscy autorzy, z szacunkiem, choć nie bez lęku. Nie można było lekkomyślnie zobowiązać się do napisania jakiegoś tekstu, a potem usiłować się go wyprzeć. Na »brudasie« wypisane było wszystko i nie było szans na zmylenie czujnej pamięci Pani Hani”.

A jaka była Malewska w stosunku do swoich współpracowników? Bortnowska: „Trzymała nas krótko – tak to przynajmniej wyglądało. (…) A jednak nie był to żaden redaktorski despotyzm, lecz coś zupełnie innego. Praca pod kierownictwem Pani Hani była doświadczeniem jedynym w swoim rodzaju”. Każda wpadka – błąd w korekcie, poślizg w tłumaczeniu – w jej obecności zawstydzała, była czymś w rodzaju „małej zdrady”. Choroby – opowiada Bortnowska – były tolerowane, ale na krótko. Tak jak migreny Malewskiej: „Zaraz trzeba było się zwlec i wracać na posterunek przy centralnym biurku, gdzie znów, koniecznie z udziałem wszystkich, ma się pilnie kształtować następny Znakowy projekt”. Choć numery „Znaku” stanowiły efekt wspólnej pracy, były tak naprawdę – zauważa Bortnowska – autorskim dziełem Naczelnej. Świadectwem jej uwagi, trzymaniem ręki na pulsie wydarzeń kulturalnych. Świadczyły o typie jej intelektualizmu. Malewska była w swym myśleniu bardzo konkretna, zrośnięta z życiem, z rzeczywistością. Jej intelektualizm, zauważa Grygiel, był więc egzystencjalny, nie polegał na tworzeniu abstrakcyjnych teorematów. W jej osobistych notatkach można znaleźć wzmiankę na temat tego, jaki „Znak” chciała mieć: „życie, nie sztywność”, „nie typ »powiedział, co wiedział«, nie kapliczki, fachowcy, lecz wyczucie potrzeb i stwarzanie ich”, „dialog, docieranie do ludzi i ich milczenia”, „ale i prawa twórczość”. Bortnowska: „Komercja była w tych czasach jakimś »niepojętym pojęciem«, choć Malewska oczywiście wiedziała, co to jest. Czasem mówiliśmy o zapotrzebowaniu, o poczuciu, że udało się podać na stół to, co czytelnicy zjedli, o tym, że udało się zaspokoić potrzeby społeczne, ale o komercji w dzisiejszym znaczeniu tego słowa nie mogło być mowy”.

„Znak” nie był dla Malewskiej mającym się dobrze sprzedać produktem, lecz powinnością ciągłego odkrywania i udostępniania czytelnikom takich tekstów, przez które odsłania się prawda, choćby jej fragment. Redagowanie było oczywistą służbą. Wynikało to z pewności, że „Znak” jest potrzebny, a nawet niezbędny, dlatego należało go utrzymać na najwyższym poziomie. Formacja Malewskiej była superformacją. Wszystkie teksty, które przychodziły do miesięcznika, czytała od początku do końca, nawet dzieła oczywistych szaleńców. To była jej zasada etyczna: każdy autor zasługuje na to, by zostać przeczytanym. Czytała je z taką wnikliwością, zauważa Grygiel, „że jej uwadze nie umykały niedociągnięcia nawet w myśleniu filozofów i teologów. Jej »tak!« powiedziane przeczytanemu esejowi nobilitowało autora. Pomiędzy nim a Malewską zadzierzgiwał się węzeł duchowej przyjaźni, którą ona przeżywała jako »krzepiącą rzeczywistość«”.

Więcej na łamach kwietniowego „Znaku”

Zamów numer

ANNA GŁĄB, ur. 1979, doktorantka w Katedrze Historii Filozofii Nowożytnej i Współczesnej na Wydziale Filozofii KUL.

 

 

POCZĄTEK STRONY

Szukaj na stronach Wydawnictwa ZNAK

 

 

 


E-Mail

Redakcja

Archiwum

Wydarzenia

Prenumerata

Aktualny numer

Bibliografia

© Copyright by SIW ZNAK Sp. z o.o.
Strona wykonana przez Akrateia Inc.