|

TEMAT MIESIĄCA:
Dzieci Boże z probówki.
Chrześcijanie wobec metody in vitro
Upomnieć czy potępić? (fragment)
Z HALINĄ BORTNOWSKĄ, ROBERTEM PLICHEM OP,
MARIANEM TISCHNEREM i ZBIGNIEWEM ZALEWSKIM
rozmawiają Krystyna Strączek i Michał Bardel
W liście biskupów jest mowa o nadliczbowych zarodkach, które giną
podczas procedury in vitro. Wiemy, że technicznie możliwa jest procedura,
która pozwala ominąć ten problem.
MARIAN TISCHNER: Możemy wybrać komórkę najlepszą do zapłodnienia,
a pozostałe pobrane komórki jajowe zamrozić jeszcze
przed ich zapłodnieniem, choć w tym momencie są z tym pewne,
dość poważne problemy. Mówię: w tym momencie, bo technika idzie
jednak naprzód. Poza tym lekarz nie chce podejmować ryzyka działania
tylko na jednej komórce. Bo jeżeli się nie uda, to całą ciężką
i kosztowną procedurę trzeba wszczynać na nowo.
HALINA BORTNOWSKA: Bywam świadkiem takich zmagań o dziecko
metodą in vitro. Kilka zapłodnionych komórek zawsze daje większą
szansę, by ten ogromny wysiłek doprowadził do celu. Oczywiście, ktoś
może powiedzieć: proszę próbować tylko na jednym zarodku, nie uda
się – trudno. Pacjentka ma zawsze takie prawo.
ZBIGNIEW ZALEWSKI: Dwa słowa na temat technicznej możliwości
mrożenia niezapłodnionych komórek jajowych: rzeczywiście,
jeszcze do niedawna była to metoda nieskuteczna – komórki takie po
rozmrożeniu okazywały się bezpłodne. Dopiero w 2005 lub 2006 roku
uczonym hiszpańskim udało się zapłodnić komórkę uprzednio zamrożoną.
Niedawno czytałem wypowiedź embriologa współpracującego
z warszawską kliniką „Novum”, że tam również zaczęto mrozić komórki
jajowe. Tyle że tu pojawiają się kolejne problemy, bo skuteczność
uzyskania zarodków z zamrożonych komórek jajowych jest mniej
więcej o połowę niższa niż z komórek niemrożonych.
Drugim teoretycznie możliwym i czasami (choć rzadko) stosowanym
sposobem, który może również służyć uniknięciu hiperstymulacji,
jest pobieranie niedojrzałych komórek jajowych od kobiety
metodą punkcji i dojrzewanie ich w warunkach in vitro, tak żeby
zapłodnić tylko tyle komórek, ile będzie poddanych implantacji.
Poszukiwanie takich dróg jest w niektórych krajach wymuszone przez regulacje prawne – na przykład prawo we Włoszech czy w Niemczech
nie pozwala na mrożenie zarodków. Uboczną konsekwencją
są aborcje redukcyjne, bo jeżeli się zapłodni cztery czy pięć zarodków,
to się wszystkie implantuje – i później trzeba redukować te ciąże,
żeby dać szansę w miarę normalnego rozwoju.
O. ROBERT PLICH: Ciąża mnoga uzyskana metodą in vitro jest
bardzo niebezpieczna dla kobiety…
ZBIGNIEW ZALEWSKI: Tak. Trzeba też wiedzieć, że w przypadku
zapłodnienia in vitro dwa razy częściej niż przy zapłodnieniu naturalnym
dochodzi do podziału bliźniaczego, Więc jeśli mamy kilka
zarodków i do tego dojdzie jeszcze podział bliźniaczy, to będziemy
mieli ciążę bardzo mnogą.
Z tego, co Państwo mówią, wynika, że ten pierwszy – i, jak się wydaje,
najważniejszy – argument polskich biskupów: śmierć „nadliczbowych”
zarodków, jest możliwy do obalenia, choć (przynajmniej na
razie) łączy się z tym wiele problemów…
ZBIGNIEW ZALEWSKI: Częściową odpowiedzią na pytanie, dlaczego
te metody alternatywne są tak mało skuteczne, jest prosta konstatacja,
iż badacze, jak dotąd, nie poświęcali
im czasu, nie zwracali na nie uwagi. Trzeba to
głośno powiedzieć: na poszukiwanie alternatywnych
rozwiązań nie było środków ani zainteresowania
nim ze strony naukowców. Coś
wyraźnie drgnęło, gdy w niektórych krajach –
jak w Niemczech, we Włoszech czy ostatnio na
Litwie – zabroniono mrożenia zarodków. Wtedy okazało się, że trzeba
szukać innych rozwiązań. Podobnie było niegdyś z badaniami nad
wykorzystaniem zarodkowych komórek macierzystych. Szły na to
ogromne pieniądze, a tylko czysto bezinteresownej pasji naukowej
dwóch badaczy, Amerykanina Jamesa Thompsona i Japończyka Shiniego
Yanamakiego, zawdzięczamy odkrycie możliwości przeprogramowania
dojrzałych komórek somatycznych, tak żeby stały się totipotencjalne.
Na to nikt przez całe lata nie dał ani grosza!
O. ROBERT PLICH: Wielu ludzi nie akceptuje metody zapłodnienia
pozaustrojowego in vitro ze względu na to obciążenie, jakim jest
unicestwianie nadliczbowych embrionów… Gdyby jednak udało się
doprowadzić tę metodę do perfekcji (to znaczy: gdyby udało się uniknąć
śmierci innych zarodków), nie widzieliby w niej niczego złego.
Zastanawia mnie, że tak wielu uczestników debaty nie bierze pod
uwagę, że zamiast ulepszać technicznie zapłodnienie in vitro można
skutecznie doskonalić inne formy leczenia bezpłodności.
Wygląda więc na to, że stosowanie metody in vitro w wielu wypadkach
zastępuje leczenie bezpłodności, które ktoś mógłby podjąć, ale woli skorzystać
z zapłodnienia pozaustrojowego, bo to i prościej, i szybciej…
O. ROBERT PLICH: No właśnie. Czasami jakaś droga wydaje nam
się najkrótsza i najbardziej efektywna, podczas gdy budzi ona najwięcej
moralnych wątpliwości. Z nauką jest jednak tak, że do celu
prowadzi z reguły niejedna droga.
MARIAN TISCHNER: Przypomina mi się stary żydowski dowcip: Pewien
pan zgłosił się do lekarza, skarżąc się na niepłodność. Lekarz zapytał
o jej możliwe przyczyny i pacjent odpowiedział: „O, panie doktorze,
to u nas rodzinne – dziadek był bezpłodny, ojciec był bezpłodny, a teraz
ja…”. Zdumiony lekarz pyta: „Zaraz, zaraz, ale jak to jest możliwe?
A skąd pan się wziął?”. A pacjent: „Ja? No, ja z Radomia!…”.
HALINA BORTNOWSKA: Właściwą metodą opozycji wobec metody
in vitro byłoby szukanie innych metod. Znalezienie sponsorów
i zmotywowanie uczonych, żeby prowadzili w tym kierunku badania.
Ale takiego myślenia nie ma w przywołanym tu liście do parlamentarzystów.
Jest za to zakaz, zamknięcie tej ścieżki od zewnątrz.
Chcę ponadto podkreślić, że przekonanie o człowieczeństwie zarodka
jest przekonaniem dogmatycznym wywiedzionym z pewnej
teorii, a nie wprost z doświadczenia, i nie jest podzielane przez całe
mnóstwo ludzi, których – gdyby polscy parlamentarzyści posłuchali
biskupów – dotknęłoby prawo oparte na obcych im założeniach. Pytam
więc: czy opierając się na partykularnym światopoglądzie, można zamykać jakąś ścieżkę – bo list to przecież jest wyraźny apel do
ustawodawcy, aby tę ścieżkę zamknąć.
Więcej na łamach kwietniowego „Znaku”
Zamów numer
HALINA BORTNOWSKA, publicystka, działaczka społeczna, animator
grupy „Wirydarz” przeciw antysemityzmowi i ksenofobii (http://
wirydarz.org), a także warsztatów dziennikarskich Stowarzyszenia Młodych
Dziennikarzy POLIS. Wydała: Już – jeszcze nie. Całoroczne rekolekcje
z Ludźmi Adwentu (2005).
O. ROBERT PLICH OP, ur. 1966, absolwent Akademii Medycznej
w Warszawie, doktor teologii, wykładowca teologii moralnej w Kolegium
Filozoficzno-Teologicznym Dominikanów w Krakowie.
MARIAN TISCHNER, ur. 1936 w Łopusznej, profesor zwyczajny AR
w Krakowie. Specjalność naukowa: biologia rozrodu. Autor i współautor
ok. 250 publikacji, a także współautor kilku podręczników m.in.:
Biotechnologia zwierząt udomowionych (1997) oraz popularnonaukowego
opracowania Klonowanie (1998).
ZBIGNIEW ZALEWSKI, doktor filozofii, starszy wykładowca w Zakładzie
Filozofii i Bioetyki Collegium Medicum UJ.
POCZĄTEK STRONY |