Strona główna Miesięcznika ZNAK

 SIW ZNAK

 E-MAIL

 

MARZEC 2008, NUMER 634

Strona główna


Lista mailingowa
Jeżeli chcesz otrzymywać aktualne informacje o nowościach w miesięczniku ZNAK i wydarzeniach organizowanych przez SIW Znak wpisz swój e-mail.

 


TEMAT MIESIĄCA:

Zabobon czy źródło wiary? O religijności ludowej



Czarnowski zabłądził w Zaciszu


(fragment)

MICHAŁ ŁUCZEWSKI


Uświęcone naukową tradycją pojęcia – „religijność ludowa”, „religijność wiejska”, „kultura religijna wsi” etc. – nie przystają do ludzkiego doświadczenia, pobrzmiewają w nich jakieś fałszywe nuty. Nikt przecież nie powiedziałby o sobie, że wyznaje religijność ludową czy praktykuje wiejską kulturę religijną. Religijność ludowa jest zawsze cudza, wyznaje ją zawsze ktoś inny. W szczególności jest religijnością, którą polski inteligent przypisuje polskiemu ludowi.

Zacisze to mała tradycyjna wieś w Beskidzie Wyspowym. Odwiedziłem ją po raz pierwszy w maju 2002 roku, powracając tam systematycznie na krótsze i dłuższe pobyty przez kolejne pięć lat. Badania zostały zrealizowane dzięki grantom Instytutu Nauk o Człowieku (Józef Tischner Fellowship), KBN, Narodowego Centrum Kultury i Polsko- -Amerykańskiej Komisji Fulbrighta. Wszystkim instytucjom serdecznie dziękuję. W sposób szczególny dziękuję też mieszkańcom Zacisza, którzy skomentowali mój artykuł przed drukiem.

Siedemdziesięcioletnia kobieta leżała w łóżku, a ja trzymałem jej dłoń. Mówiła:

Z całego serca ci życzę, żebyś napisał, że jest taka wioska, z której wielu dobrych ludzi wyszło, bardzo dobrych ludzi, pobożnych i wykształconych. Najwięcej stąd jest kapłanów, ale już nie o kapłanów chodzi. Tu są ludzie dobrzy, nikt cię nie obmówi, każdy dobrze życzy. Teraz z życiem koniec. Napisz, że jest taka wioska, która dla Boga żyje. Chrystus tu króluje od stu lat, najpierw w tej kapliczce, gdziem ślub brała. Stąd bardzo dobrzy ludzie, króle Polski! Nie wiem, jak to powiedzieć, inni by lepiej powiedzieli, ja nieuczona. Pewno, są tacy, którzy nie są święci, wszyscyśmy grzeszni. Mówię ci to, zanim zgasnę.

Gdy była zdrowa, przypominała wiecznie zabieganą dziewczynkę. Co ranek szła dziarskim krokiem do kościoła, potem pieliła grządki, ubijała masło, uczyła mnie stawiać siano (wszystkie „moje” kopy padły podczas najbliższej burzy), strofowała dzieci, zaglądała do kuchni, wszędzie było jej pełno. Minioną młodość wciąż było widać w jej mocnym, długim warkoczu, wesołych oczach i śmiechu, który nagle wypełniał całą izbę.

Jej choroba zaczęła się tak samo beztrosko, jak wszystko, co robiła. Chciała zebrać kwiaty, które rosły za drucianym ogrodzeniem. Przystawiła drabinę. Wspięła się i runęła z wysokości na lewy bok. Prosto na rozrusznik, który podtrzymywał przy życiu jej dziewczęce serce. Myślała, że umiera, i prosiła mnie, żebym napisał o jej wsi tak, jak potrafię najlepiej.

* * *

„Oto poczciwa staruszka w małym ogródku, pełna miłości, zbiera dzięki niej więcej owocu niż światły uczony, który zgłębił tajemnice natury – w wielkim ogrodzie” – pisał św. Bonawentura (E. Gilson, Chrystianizm a filozofia, tłum. A. Więckowski, Warszawa 1988, s. 53).

Dla babci wierzyć było czymś naturalnym. Nie potrafiła zrozumieć tych, którzy „nie mają Boga w sercu” i występują przeciw Jego przykazaniom. „Czy oni nie wiedzą? Przecież oni nie wejdą do nieba, choćby się góry waliły! Gdzie oni rozum mają?”

Religia dawała jej siłę. Nikt nie domyśliłby się, jak wielką. „Papież pozwolił mi przeżyć dzisiejszy dzień” – powiedziała mi raz. A nie był to jedyny ciężki dzień w jej życiu. Mąż, jeden z największych gospodarzy we wsi, prześladowany i więziony w stalinowskim więzieniu, umarł, gdy najstarszy syn, Michał, miał dwanaście lat. Ciężar wychowania szóstki małych dzieci spadł na nią. Dzięki uporowi i pomocy bliskich wszyscy ukończyli studia, wszyscy oprócz Michała, który młodszym zastąpił ojca i został na gospodarce.

Po latach pracy ponad siły znalazł wspaniałą żonę, postawił dom, kapliczkę, stodołę, zasadził cały sad. Dziś jeździ najnowocześniejszym ciągnikiem, a gdy trzeba obrobić pagóry, jak dawniej zaprzęga konia. Przez kolejne lata dom wypełniał się coraz większym gwarem, coraz więcej dzieci goniło po pokojach, przewracając się i oblewając wodą. Do bitki każda okazja się nadawała. – Ja będę księdzem! – wrzeszczał Stefek. – Nie, ja będę księdzem! – płakał Józek. I już brali się za sześcio- i siedmioletnie bary.

Młodzi chłopcy nie widzieli żadnej sprzeczności między uduchowionym celem (stan kapłański) a brutalnymi środkami, które do niego wiodły (szamotanie, kopanie, tarzanie się po ziemi). Zresztą mogli być pewni, że wszyscy księża w rodzinie: brat ich dziadka Jan oraz dwóch wujów, młodszych braci Michała, w młodości mężnie stawali do wszystkich bójek, a nawet, można przypuszczać, skutecznie je animowali. Wystarczy na nich spojrzeć. Gdy po ponad półwieczu kapłaństwa ksiądz Jan opowiada o tym, jak w gimnazjum po raz pierwszy niósł broń w góry partyzantom, uśmiecha się tak, jakby chciał poczuć ją w dłoniach jeszcze raz.

Stanisław, najmłodszy z braci, na swych prymicjach powiedział do Michała: „To ty powinieneś być dziś na moim miejscu, bo ty masz duszę kapłańską”. Słowa twarde jak uścisk dłoni przy znaku pokoju, słowa brata do brata, które wyciskają męską łzę. „Powiedz Michałowi – poprosił mnie raz Franek, dumny ojciec dziewięciorga dzieci – że jest dobry chłop. Od takich można się uczyć życia”. Nie czuło się tu żadnej przesady, patosu czy emocjonalnego rozedrgania. Bo Michał po prostu jest dobry, święty chłop. Widać to nie tylko w jego codziennej postawie, ale także w takim szczególe, że przez ostatnie pół wieku nigdy nie opuścił wieczornego różańca. Nigdy. Przez całe życie. Codziennie widziałem, jak jego żelazne dłonie składały się do modlitwy, a jego ciało upadało przed krzyżem. Przed Jezusem Chrystusem.

Więcej na łamach marcowego „Znaku”

Zamów numer

MICHAŁ ŁUCZEWSKI, ur. 1979, socjolog i psycholog, adiunkt w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego, współpracownik Muzeum Powstania Warszawskiego i Centre for Social Studies. Przygotowuje książkę na temat przemian polskich ideologii narodowych (1768–2007).

 

 

POCZĄTEK STRONY

Szukaj na stronach Wydawnictwa ZNAK

 

 

 


E-Mail

Redakcja

Archiwum

Wydarzenia

Prenumerata

Aktualny numer

Bibliografia

© Copyright by SIW ZNAK Sp. z o.o.
Strona wykonana przez Akrateia Inc.