|

TEMATY I REFLEKSJE
Gdy religia i magia w jednym stały
domu
(fragment)
KS. JAN KRACIK
Czytając taki tytuł, można się żachnąć: kiedyż
tak było?! Może za Mieszka czy Chrobrego, gdy
ich poddani, przyjąwszy gremialnie chrzest,
początkowo mieszali stare i nowe przekonania,
lecz przecież z czasem duchowni wykorzenili
magiczne praktyki i dawne zabobony. Czysty
płomień wiary płonął za to od początku przy
biskupich katedrach i w klasztorach, a nierzadko
pod opieką kapelana i na książęcym dworze.
Taka wizja wczesnej a skutecznej separacji religii i magii ma jednak
mało wspólnego z realnym i długotrwałym procesem chrystianizacji,
w którym stare i nowe wchodziło w znacznie bardziej złożone
interakcje niż poranne wypieranie nocy przez dzień. Dlatego też
i konsekwencje owego przenikania wzajemnego religijnych kultur –
w głowach zwykłych wyznawców – były doniosłe i dalekosiężne.
Siły i trwałości tych następstw nie można mierzyć jedynie treścią
i zasięgiem przesądów, jakie przetrwały najdłużej w myśleniu i praktyce
– czytelnych w religijności zwykłych ludzi.
Tę można zwać ludową, o ile rozumie się przez to jej masowy
charakter w sensie porządku mentalnego, nie zaś stanowego ongiś,
a folklorystycznego dziś. Od potocznego sposobu pojmowania wiary i jej wymagań nie można bowiem odłączać także większości przedstawicieli
elit społecznych i kościelnych, gdyż w ciągu wieków tylko
jakaś ich część uczestniczyła w pełni w kulturze wysokiej jako jej
odbiorcy i niekiedy twórcy.
Prośba kierowana do Boga ze czcią i uległością charakteryzuje
religię, zaś wymuszanie czegoś na siłach nadprzyrodzonych poprzez
spełnienie odpowiedniego obrzędu, wykonanie należnego gestu,
wypowiedzenie stosownej formuły, czyli dążenie do osiągnięcia celu
automatycznie i manipulacyjnie – jest magią. Tak pojmowane rozróżnienie
pochodzi z XVI wieku, gdy protestanci zarzucali katolikom
uprawianie magii. Antropologowie przyjęli je na przełomie XIX
i XX wieku, a dziś dostrzegają jego ograniczoność.
Modelowe i realne (jakże bogate w swej złożoności i niekonsekwencji)
postawy ludzi różniły się zawsze, a relacje magii i religii
w każdej epoce mierzyć trzeba ówczesnym jej pojmowaniem. Pamiętając
przy tym, że subtelnościami definicji zajmowali się intelektualiści,
masy zaś mało się nimi interesowały, uznając przesądy, stosując
zaklęcia, wierząc we wróżby. A zabranianie praktyk magicznych przez
władze duchowne czy świeckie samo stawało się rytuałem, którego
skuteczność była nikła, niezależnie od częstotliwości ponawianych
zakazów. Także granice między magią naturalną, będącą przedpolem
nauki, a magią demoniczną, rodzajem zniekształconej postaci
religii, ulegały w ciągu wieków przesunięciom. Zacierało się też nieraz
rozróżnienie między magią białą a czarną. Pierwsza miała być
dobroczynna, przynosić pożytek i chronić od nieszczęść, druga miała
niszczyć i powodować szkody.
Uprawiających bałwochwalstwo, gusła i czary Nowy Testament
stawia w towarzystwie ulegających nienawiści, zabójców i rozpustników,
zapowiadając, że zamiast wstępu do Królestwa Bożego czeka
ich wszystkich gorejące jezioro ognia i siarki (por. Ga 5, 20–21; Ap
21, 8). Podobne katalogi występków opisują grzechy szerzące się nie
tylko wśród pogan (por. Rz 1, 21–32), ale i wśród chrześcijan (por.
Rz 13, 13–14; 1 Kor 5, 11; 6, 6–9; 2 Kor 12, 20–21).
Więcej na łamach marcowego „Znaku”
Zamów numer
KS. JAN KRACIK, historyk Kościoła, prof. dr hab. Wydał m.in.: Grzegorz
VII (2005), Ludzie królewskich Niepołomic (2008), W Galicji trzeźwiejącej,
krwawej, pobożnej (2008).
POCZĄTEK STRONY |