|

ZDARZENIA – KSIĄŻKI – LUDZIE
Wiedza, która sprawia ból
(fragment)
SŁAWOMIR BURYŁA
Jan T. Gross,
Strach. Antysemityzm w Polsce
tuż po wojnie.
Historia moralnej zapaści,
Wydawnictwo ZNAK, Kraków 2008, ss. 360
Tej książki nie można było inaczej napisać. Nie mógł też jej napisać
„rasowy historyk”, który dzieli włos na czworo i nie ma odwagi zaznaczyć
wyraźnie własnych racji. W ostatnich latach ukazało się przynajmniej
kilka prac, które traktują o drażliwych kwestiach w relacjach polsko-
żydowskich (m.in. Jana Grabowskiego „Ja tego Żyda znam”. Szantażowanie
Żydów w Warszawie, 1939–1943; Prowincja Noc. Życie i zagłada
Żydów w dystrykcie warszawskim, pod redakcją Barbary Engelking, Jacka
Leociaka, Dariusza Libionki; Polacy i Żydzi pod okupacją niemiecką 1939–
1945 pod redakcją Andrzeja Żbikowskiego). Żadna z nich – mimo iż są
dziełami uznanych badaczy – nie wzbudziła większych emocji. A co najważniejsze,
treści w nich zawarte nie przedostały się do świadomości zbiorowej.
Strach Grossa, podobnie jak wcześniej Sąsiedzi, już to zadanie wypełnił.
Jeżeli więc historia nie ma być li tylko przedmiotem uczonych debat,
w których uczestniczą jedynie znawcy zagadnienia, to powinniśmy
sobie życzyć, aby powstawały tylko takie dzieła jak Sąsiedzi i Strach. Takie,
które potrafią „zmusić” czytelnika do lektury.
Jest jednak i druga strona medalu. Czy przez konfrontacyjną postawę
Gross nie zastawia pułapki, w którą sam wpada? Jeśli zgodzimy się
co do tego, że jednym z powodów, dla których powstał Strach, była
chęć dotarcia do szerokiej opinii publicznej, to nieco mentorski i zadziorny
ton Grossa raczej nie pomaga w osiągnięciu tego celu. Jednakże
ze względów, o których wyżej wspomniałem, nie można tych cech stylu
zupełnie wyeliminować. Nie idzie więc o to, by całkowicie zrezygnować
z retorycznego zacięcia, ale by nieco schłodzić temperaturę prowadzonego
wywodu. A że Gross potrafi różnicować i wypowiadać się ostrożniej,
przekonuje nas rozdział o żydokomunie („Co ty mi będziesz opowiadała,
psiakrew, wszyscy Żydzi są komunistami!”).
Wbrew temu, co sobie wyobrażamy i w czym lubimy się upewniać,
przeszłość nie jest czymś, co interesuje jedynie ludzi zajmujących się nią
zawodowo. Analogicznie jak prawda, historia nie jest czymś abstrakcyjnym
i idealnym, ale stanowi fragment naszego doświadczenia, naszej
egzystencji i konstruowanego przez nas obrazu świata. Nigdy nie jest na
tyle odległa, by można powiedzieć, iż zupełnie nas nie obchodzi. Zapewne
inaczej patrzymy na epokę Karola Wielkiego, a inaczej na – relatywnie
bliską – tragedię II wojny światowej. Inaczej też podchodzimy
do dzieł, które nie dotyczą naszego kraju, a inaczej do tych, które
o nim traktują, tym bardziej jeśli naruszają pewne utarte schematy myślowe
doniosłe dla tożsamości narodowej.
Gross ma takie samo prawo mówienia o historii jak każdy z nas.
Głosy, które zarzucają mu brak odpowiedniego wykształcenia, są nieporozumieniem.
„Historia jest sprawą nazbyt ważną, by ją pozostawić
wyłącznie historykom” – powiada Otto Marquard w Apologii przypadkowości.
Przeszłość dawno już przestała być domeną historyków, a oni
sami wyłącznymi posiadaczami prawdy. Sentencja Marquarda odsyła
do przemian, jakie dokonały się w obrazie historyka – jego kompetencji
oraz funkcji. Przynajmniej od czasów tzw. zwrotu etycznego w humanistyce
badacz ma możliwość ujawniania swoich poglądów. Coraz częściej
też wymaga się od niego wiedzy, która pochodzi spoza jego dziedziny
i sięga do socjologii, filozofii kultury, szeroko pojętej psychologii.
To, co w historiografii zachodniej jest coraz częściej dopuszczalne,
w naszym kraju automatycznie kwalifikuje się jako marnej klasy publicystykę.
Strach przedstawiony jako rozprawa doktorska czy habilitacyjna
miałby pewnie problemy z uzyskaniem pozytywnej opinii recenzentów. Powodem nie byłby wszakże brak tzw. aparatu naukowego, ubóstwo
źródeł czy jednoznaczna i tendencyjna interpretacja. Przyczyn należałoby
szukać w niektórych tezach Grossa świadomie wyostrzonych. Autor
Strachu odchodzi od pozytywistycznego wzoru nauki. Ów klasyczny
model historiografii nakazuje bezwzględne zachowanie neutralności
i kategorycznie odżegnuje się od jakichkolwiek, choćby najmniejszych prób
subiektywizacji opisu. W zgodzie z tradycyjną metodologią język oczyszczony
z wszelkich określeń wartościujących ma być precyzyjnym i bezstronnym
narzędziem do przedstawiania przeszłości. Pomijając już to, że
w praktyce niesłychanie rzadko w ten sposób podchodzi się do historii,
a ona sama bywa zwykle częścią szerszych kategorii, takich jak tożsamość
narodowa, oznaczałoby to w jakimś porządku chęć odebrania badaczowi
głosu. Na to autorzy tacy jak Gross nie zamierzają przystać.
Więcej na łamach marcowego „Znaku”
Zamów numer
SŁAWOMIR BURYŁA, ur. 1969, historyk literatury, adiunkt w Instytucie
Filologii Polskiej Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. Ostatnio
wydał: Opisać Zagładę. Holocaust w twórczości Henryka Grynberga.
POCZĄTEK STRONY |