70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Kierowca i rowerzysta

Namiętność do Kościoła złączyła Josepha Ratzingera i Hansa Künga uściskiem gordyjskiego węzła. O ile jednego z nich zawiodła na papieski tron, drugiego wykatapultowala na pierwszego antywatykańskiego rebelianta. W swojej autobiografii osiemdziesięcioletni Küng kreśli dzieje przyjaźni i sporu na szczytach Kościoła.

Kiedy w uniwersyteckiej Tybindze w połowie lat sześćdziesiątych niebo chmurzyło się i lał deszcz, właściciel imponującego alfa romeo okazywał serce swojemu koledze po fachu, który na uniwersytet dojeżdżał rowerem. Obydwaj profesorowie toczyli już wtedy płomienne rozmowy, dla których droga z domu na uczelnię okazywała się zbyt krótka. Ale uczona dwójka spod znaku mobilu dojechała w istocie na ludzki olimp. Ówczesny rowerzysta, Józef Ratzinger, jest dziś papieżem, posiadacz alfy romeo Hans Küng – najbardziej znanym teologiem na świecie. Tyle że o ile jeden z nich rozkoszuje się przywilejem nieomylności, drugi ma cofnięte prawo nauczania w imieniu Kościoła. Mało tego – to nieprzemoczony w dżdżyste dni w Tybindze rowerzysta przyczynił się walnie do karnego zdyscyplinowania swojego kierowcy, zanim sam jeszcze objął urząd, obdarty przez tegoż kierowcę z przywileju nieomylności.

Właśnie ukazała się biografia osiemdziesięcioletniego Künga, w której uczony-dysydent podejmuje się retro- i introspekcji teologicznych zmagań ze swoim byłym pasażerem. Rosnąca temperatura płomiennej kontrowersji ukazana jest na tle niezwykle sprawnej klerykalnej machiny, niewolnej od zręcznie intrygujących zza kulis koterii i frakcji. „Chcę sprowokować biskupów do mówienia”, oświadcza autor. Bez osłonek obnaża więc akrybię dyplomatycznych i makiawelicznych zabiegów, rodem z walk międzypartyjnych. Tajne dekrety, postępowania dyscyplinarne, zmiany frontów sojuszników, wyrafinowane katalogi pytań (quaestiones) niczym mroczne opary unoszą się nad ciężka atmosferą dziesięcioletniego sporu.

Niewybaczalnym przestępstwem Künga było zakwestionowanie dogmatu o nieomylności papieża. Do tego śmiałego stwierdzenia przywiodła go atmosfera II Soboru Watykańskiego (1962-1965). W Rzymie razem z Ratzingerem należał do najmłodszych wiekiem teologów. Okrzyknięci przez posiwiałych ojców synodalnych teenager-theologen, Küng jako doradca wiedeńskiego kardynała Königa, Ratzinger – kolońskiego kardynała Fringsa, nakręcali soborowe reformy. Poznali się na sympozjum naukowym w Innsbrucku w 1957, po czym Küng, stwierdziwszy, że „nadają na tych samych  częstotliwościach”, ściągnął kolegę z Münsteru do Tybingi. Ówczesny „rebeliant” Ratzinger wykładał w krawacie i garniturze, jego bestseller Wprowadzenie do chrześcijaństwa zakazany został w Polsce przez Wyszyńskiego, mimo że autor stanął w pierwszym, mocno przerzedzonym szeregu katolickich duchownych uznających polską granicę na Odrze i Nysie. W tym czasie episkopat niemiecki dalej uważał, że prawowierni ordynariusze diecezji na polskich ziemiach zachodnich rezydują w Kolonii, Münster czy Frankfurcie.

Po soborze impet reformatorski dostał zadyszki. Podczas gdy społeczeństwa Europy Zachodniej pod koniec lat 60. liberalizowały się, reformatorzy katoliccy napotykali na mur milczenia swojego Kościoła. Także Küng i Ratzinger musieli się jasno określić. „Inaczej niż Ratzinger”, stwierdza Küng, „nie wybrałem flirtu z silnie zhierarchizowanym rzymskim systemem i centralistycznie sterowanym Kościołem powszechnym”. Jego opcja jako teologa i chrześcijanina zasadzała się na „służbie wobec człowieka intra i extra muros Ecclesia”.

Bezpośrednim katalizatorem rozejścia się dróg zaprzyjaźnionych teologów okazała się rewolta studencka w Niemczech 1969 roku. Na rozbierające się na wykładach studentki w Tybindze ogarnięty traumą nieśmiały Ratzinger zareagował exodusem do bukolicznej uniwersyteckiej Ratyzbony, potem Monachium i w końcu Rzymu. Ukojenie i sens posługi teologa znalazł przy biurku, chronionym grubymi murami kościelnych struktur. Możliwe, że teolog z cichym rowerem, bez prawa jazdy (do dziś) i z atencją do Mozarta jako idealista unikał polemicznych konfrontacji, wybierając bezpieczną drogę naukowej penetracji. Jego kolega po fachu, zafascynowany postępem motoryzacyjnym, technicznym i wulkanicznym rozwojem nauk przyrodniczych, wszedł jako realista w sam środek rewolucyjnego płomienia, podejmując dyskusje z buntowniczymi studentami. Na przykład o zakazie korzystania z pigułki antykoncepcyjnej, wydanym przez Pawła VI. Jego bezprecedensowe książki Unfehlbar. Eine Anfrage („Nieomylność. Jedno zapytanie”) czy Christ sein („Być chrześcijaninem”), stały się teologiczną personifikacją  Kościoła bez granic (i może konturów), wywołały burzę w szklance (święconej) wody, a co gorsza, ściągnęły na siebie uwagę strażników czystości wiary.

Do nich w międzyczasie awansował Ratzinger. Küng dopatruje się przyczyn rozejścia się dróg z Ratzingerem w hipotece wyniesionej z domu rodzinnego. Obydwaj pochodzili ze środowisk konserwatywnych i katolickich. „Ale jest zrozumiałe”, peroruje Küng, „że syn urzędnika, surowego żandarma wyrastał w innym rygorze niż on, syn kupca, zanurzony w wieloczłonowej rodzinie otwartego domu mieszczańskiego, nieopodal placu ratuszowego”.

Ale nie tylko teologiczna antynomia Ratzingera zadała mu ból. Niemniej boleśnie dotknęła go zmiana postawy Karla Lehmanna, wówczas asystenta samego Rahnera, a dziś liberalnego kardynała w Moguncji i od niemal dwudziestu lat przewodniczącego episkopatu Niemiec. W 1969 roku Lehmann zachęcał go „do stoczenia pojedynków z Rzymem”. W jednym z listów dzisiejszy kardynał pisał: „Ty, jako szwajcarski demokrata, żelazną odwagę wyssałeś z mlekiem matki, nam zaś [Niemcom] tej odwagi brakuje. Jesteś jedynym, który w tym zakresie cokolwiek może wywalczyć. Bądź silny!”.

Ale Küngowi przyszło przełknąć gorzką pigułkę, kiedy na przykład dzisiejszy prefekt w Watykanie kardynał Walter Kasper i sam Karl Rahner dystansowali się od niego, skrywając się za „wyrafinowaną kazuistyką”. W opinii Künga – posiłkując się „immanentnymi teologiami systemu rzymskiego”. Teolog wielokrotnie musiał stawać przed obliczem kolejnych biskupich komisji. W 1971 roku w Stuttgarcie przesłuchiwał go Joseph Ratzinger. Teczka Künga pęczniała. Każda kolejna jego książka, artykuł czy wykład stawiał strażników doktryny na baczność. Ostatecznie kardynał Ratzinger okazał się tym, który swojego byłego kierowcę pozbawił w listopadzie 1979 prawa nauczania. Sam finał sprawy jest niejasny. Krótko przed decyzją cofnięcia krnąbrnemu profesorowi misso catholica, uczony zwrócił się listownie do kardynała, na co ten odpowiedział pojednawczym listem. Ale zaraz potem nadeszła ostateczna decyzja kongregacji do spraw wiary, z podpisem Jana Pawła II.

Krótko po ogłoszeniu rzymskiego dekretu odbyło się w Brukseli spotkanie rzymskich i niemieckich biskupów. Treść rozmów została zaszyfrowana i rozesłana do wszystkich nuncjatur na świecie. Jako spiritus movens przedsięwzięcia, Küng wskazuje na kardynała Lehmanna: „kompetentnego stratega, uruchamiającego kompleksowa logistykę teologiczną”. W noc po spotkaniu brukselskim, między drugą w czwartą, właśnie Lehmann spotkał się z sekretarzem episkopatu Josephem Homeyerem, by skompletować czarną teczkę profesora. Ale nawet przeciwko Lehmannowi, z którym jest na „ty”, nie wysuwa osiemdziesięcioletni dziś profesor siermiężnych oskarżeń. Podaje mu nawet rękę. Sędziwa dobrotliwość idzie w parze z chłodną kalkulacją retrospektywy. Żaden teolog na świecie nie zyskał takiej popularności jak on – jego książki rozchodziły się w milionowych nakładach. Pozbawiony katedry kościelnej, otrzymał państwową. Pozostał kapłanem, a do 1996 roku dyrektorem Instytutu Badań nad Ekumenizmem. I jeszcze to:

Jesienią 2005 roku Küng poleciał do Rzymu. Dwóch mężczyzn incognito i w ciemnych garniturach dwa dni po przylocie zawiozło go w czarnej limuzynie do letniej rezydencji papieży. Czterdzieści osiem godzin później DPA podała depeszę następującej treści, napisaną przez samego papieża:

W sobotę 24 września 2005 roku odbyła się rozmowa między papieżem Benedyktem XVI a profesorem Hansem Küngiem z Tybingi. Obydwaj rozmówcy byli jednomyślni, że w ramach wyznaczonych spotkaniem nie widzą sensu poruszania różnic dotyczących nauki Kościoła, które istnieją między Hansem Küngiem a urzędem nauczycielskim Kościoła katolickiego.

Bezprecedensowość spotkania nie polega wyłącznie na tym, że  szwajcarski uczony oczekiwał na papieską audiencję dwadzieścia lat, i że obecny rzymski Pontifex udzielił jej zaledwie kilka miesięcy po objęciu urzędu. Czterogodzinna rozmowa, najpierw w gabinecie, potem przy stole, musiała siłą rzeczy być powrotem do profesorskiej przyjaźni sprzed czterdziestu lat, spojonej kroplami deszczu padającego w Tybindze. Zapalczywego kierowcy alfy romeo i cichego rowerzysty, którzy śmiali się do rozpuku, stwierdziwszy, że Tybinga to w dalszym ciągu jedyne miasto uniwersyteckie w Niemczech, do którego nie docierają pociągi pospieszne.


Hans Küng, Umstrittene Wahrheit. Erinnerungen, Piper Verlag München 2007, ss. 720.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata