|

TEMAT MIESIĄCA:
Sami wśród obcych. Dramat uchodźców
Zawsze zakładamy powrót (fragment)
Z ROMANEM WIERUSZEWSKIM o międzynarodowej
ochronie uchodźców rozmawia Marcin Żyła
Przez cały okres komunistyczny, my, Polacy,
byliśmy beneficjentami systemu ochrony uchodźców
opartego na Konwencji Genewskiej. Teraz
przyszedł czas spłaty zaciągniętego wtedy długu.
MARCIN ŻYŁA: Panie Profesorze, w czasie misji Tadeusza Mazowieckiego
w byłej Jugosławii był Pan jedną z niewielu osób, które
wpuszczono do obozów prowadzonych przez bośniackich Serbów.
Wiemy, że żadne przepisy nie zlikwidują uchodźstwa, ale czy prawo
międzynarodowe nie okazało się nieskuteczne, skoro problem pojawił
się w środku Europy zaledwie kilka lat temu?
ROMAN WIERUSZEWSKI: Prawo międzynarodowe, nawet doskonałe,
nigdy nie będzie w stanie zapobiec wybuchom wojen i konfliktów
– podobnie jak prawo karne nie powstrzyma morderców przed
dokonywaniem zbrodni… Innym problemem jest natomiast to, czy
przepisy prawidłowo regulują sytuację uchodźców, umożliwiając im
ochronę własnych praw, dochodzenie odszkodowań, słowem: łagodzenie
skutków sytuacji, w której się znaleźli. Krytycznie oceniam
niektóre przepisy, ale mam też świadomość, że ich udoskonalenie nie powstrzyma uchodźstwa. Dotyczy to nie tylko Bałkanów, ale
przede wszystkim Afryki i Azji, gdzie skala tego problemu jest największa.
Patrząc na historię ludzkości, można sądzić, że żyjemy w dość szczęśliwych
czasach, w których uchodźcy, po pierwsze, są uznawani za
szczególną kategorię osób dotkniętych prześladowaniem, po drugie,
mają prawa zagwarantowane przez wspólnotę międzynarodową. Jakie
znaczenie miało w tym kontekście uchwalenie w 1951 roku Konwencji
Genewskiej dotyczącej statusu uchodźców?
Rzeczywiście, choć nie nazwałbym ich szczęśliwymi, żyjemy przynajmniej
w czasach, w których uchodźstwo zostało uregulowane prawnie.
Wcześniej, przez całe stulecia, było zjawiskiem niekontrolowanym
– choć, z drugiej strony, miało wtedy zupełnie inne oblicze.
To, że zdecydowano się uchwalić specjalne przepisy dotyczące
uchodźstwa, wynikało bezpośrednio z doświadczeń II wojny światowej
i konsekwencji zimnowojennego podziału świata. Celem uchwalonej
w 1951 roku Konwencji Genewskiej był przede wszystkim zamiar
objęcia międzynarodową ochroną uchodźców politycznych,
którzy musieli szukać bezpiecznego miejsca poza granicami swojego
kraju – dotyczyło to w dużej mierze uciekinierów z krajów komunistycznych.
Z państw tych uchodzili już pierwsi prześladowani i nie
bardzo było wiadomo, jaki powinien być ich status. W prawie istniała
co prawda formuła azylu, ale miała całkowicie dyskrecjonalny
charakter, to znaczy państwa samodzielnie decydowały, czy udzielić
schronienia danej osobie. Kwestii tej nie regulowało prawo międzynarodowe.
Byli to zresztą nie tylko prześladowani, ale również – na
przykład – wybitni uczeni.
Chociaż Powszechna Deklaracja Praw Człowieka z 1948 roku
przewidywała możliwość poszukiwania ochrony poza granicami własnego
kraju, dopiero Konwencja Genewska określiła prawno-międzynarodowe
zobowiązanie do udzielania pomocy prześladowanym.
Sprecyzowała, w jakich sytuacjach rządy państw są zobowiązane do
ochrony uchodźców oraz jaki jest jej zakres – wymieniła między innymi
prawo do posiadania specjalnego dokumentu podróży, który uprawnia uchodźcę do podróżowania po wszystkich krajach, które
Konwencję ratyfikowały, a także prawo do pracy, opieki socjalnej
i zdrowotnej. Od 1951 roku udzielanie schronienia uchodźcom przestało
być wyrazem dobrej woli danego kraju. Jeśli na przykład przyjeżdżałem
z Polski do Szwecji i oświadczałem tam, że jestem uchodźcą
politycznym, kraj ten – po sprawdzeniu, czy prześladowanie rzeczywiście
mogło wystąpić – miał obowiązek zapewnić mi ochronę. To
już nie Szwecja decydowała o tym, czy jestem uchodźcą, czy nie, lecz
prawo międzynarodowe. Uchodźcą stałem się z chwilą, gdy uciekłem
z Polski.
Polska nie przystąpiła do Konwencji Genewskiej…
Podobnie jak inne kraje bloku wschodniego Polska uznała, że Konwencja
jest narzędziem walki politycznej z komunizmem. Co ciekawe,
nasz kraj już wtedy udzielał schronienia zbiegłym z Grecji komunistom
– typowym uchodźcom politycznym!
Od momentu uchwalenia Konwencji Genewskiej przez kontynent
wędrowały kolejne grupy uciekinierów z Europy Wschodniej:
w 1956 roku wydarzyły się Węgry, w 1968 roku – Czechosłowacja
i polski Marzec; potem przyszła kolej na emigrację czasu „Solidarności”.
Przez te wszystkie lata Polacy i inne narody pozostające pod
kontrolą komunistów występowali w roli uchodźców politycznych.
Wśród uchodźców spotykamy również ludzi prześladowanych
ze względu na religię lub narodowość. Z pojęciem „czystek etnicznych”
(ethnic cleansing) oswoiliśmy się dopiero w latach 90. w czasie
wojen na Bałkanach. Lecz czym, jeśli nie czystką etniczną właśnie,
było to, co sami zrobiliśmy Łemkom w czasie akcji „Wisła”?
Z kolei Polacy byli ofiarami czystek etnicznych przeprowadzanych
przez Niemców i Ukraińców… Zjawisko to jest więc nienowe. Najbardziej
dramatyczny przebieg przybiera oczywiście w Afryce –
w Rwandzie i Darfurze. Ale konflikty regionalne, których skutkiem
jest pojawienie się uchodźców, występują też w Ameryce Łacińskiej.
Więcej na łamach lutowego „Znaku”
Zamów numer
ROMAN WIERUSZEWSKI, prof. dr hab., szef Poznańskiego Centrum
Praw Człowieka INP PAN, członek Rady ds. Uchodźców. W latach
1992–1995 był bliskim współpracownikiem Tadeusza Mazowieckiego
podczas jego misji Specjalnego Sprawozdawcy Komisji Praw Człowieka
ONZ w b. Jugosławii, później (do 1998) kierował misją Wysokiego
Komisarza NZ ds. Praw Człowieka w Sarajewie. Były wiceprzewodniczący
i wieloletni członek Komitetu Praw Człowieka ONZ.
POCZĄTEK STRONY |