|

DIAGNOZY
Tarcza antyrakietowa.
Dylematy strategiczne (fragment)
STANISŁAW KOZIEJ
Jeśli nam się uda doprowadzić do porozumienia
o dwustronnej wzmocnionej współpracy z Amerykanami
i będzie to projekt z istotnym pakietem
dodatkowych korzyści obronnych i pozaobronnych,
wówczas decyzja w sprawie tarczy
powinna być pozytywna. Jeśli nie – powinniśmy
odmówić i skoncentrować się na przyszłym
udziale w budowie systemu sojuszniczego w ramach
NATO.
Dyskusja o ewentualnej lokalizacji elementu tarczy antyrakietowej
w Polsce musi być oczywiście wielowątkowa. Wydaje się jednak,
że wszystkie te wątki dadzą się pomieścić w poszukiwaniu odpowiedzi
na dwie podstawowe grupy pytań strategicznych
Po pierwsze: czy obrona przeciwrakietowa w ogóle ma sens
we współczesnym środowisku bezpieczeństwa i na czym ona w istocie
rzeczy polega?
Po drugie: czy gdyby okazało się, że obrona przeciwrakietowa
ma sens, to Polska powinna angażować się w jej rozbudowę, a jeśli
tak – to na jakich warunkach?
Rozpocznijmy od pierwszego problemu. Otóż niewątpliwie przeważa
dzisiaj pogląd, że obrona przeciwrakietowa jest realnym problemem
strategicznym. Przemawiają za tym wnioski zarówno z analiz
historycznych, jak i ocen oraz prognoz co do przyszłego kształtowania
się środowiska bezpieczeństwa.
Historia sztuki wojennej to w istocie historia nieustannej rywalizacji
między zaczepnymi i obronnymi środkami walki. Symbolizuje
ją odwieczne zmaganie miecza i tarczy – mające dziś swą kontynuację
w relacjach czołg/artyleria przeciwpancerna czy też samolot/obrona
przeciwlotnicza.
Nie ulega wątpliwości, że mieczem czasów współczesnych są rakiety.
Dlatego czymś zupełnie naturalnym jest rozwój przeciwrakiet.
To obiektywna tendencja rozwoju systemów uzbrojenia. Nie da się
jej zignorować ani zahamować. Rozwój obrony przeciwrakietowej
jest nieunikniony.
Warunki dzisiejszego i przyszłego środowiska bezpieczeństwa
niejako potęgują tę tendencję. Szczególnie istotne znaczenie ma tu
pojawienie się nowej – w stosunku do jeszcze niedawnego okresu
zimnej wojny – jakości w postaci zagrożeń, które nazywam asymetrycznymi
zagrożeniami nuklearno-rakietowymi.
Jest to następstwem proliferacji (rozpowszechniania się) broni
masowego rażenia i technologii rakietowych. Pojawiają się ich nowi
dysponenci – w tym państwa nieprzewidywalne lub trudno przewidywalne,
tzw. państwa zbójeckie. Coraz bardziej prawdopodobny
staje się dostęp do broni masowego rażenia podmiotów niepaństwowych,
w tym w szczególności organizacji terrorystycznych.
O ile w relacjach między mocarstwami nuklearnymi w okresie
zimnej wojny równowagę strategiczną zapewniało odstraszanie nuklearne
oparte na regule wzajemnego gwarantowanego zniszczenia
(mutual assured destruction, MAD), o tyle w świecie obecnym – w którym
istnieją zarówno mocarstwa nuklearne, jak i pomniejsi właściciele
broni nuklearnej, zwłaszcza podmioty niepaństwowe – ta zasada
nie działa już wystarczająco wiarygodnie, aby na niej mocarstwa
mogły opierać swoje bezpieczeństwo.
Więcej na łamach kwietniowego numeru "Znaku"
Zamów numer
STANISŁAW KOZIEJ, ur. 1943, generał brygady w stanie spoczynku,
profesor w Akademii Obrony Narodowej, teoretyk wojskowości, były
dyrektor Departamentu Systemu Obronnego w MON. Ostatnio wydał:
Między piekłem a rajem. Szare bezpieczeństwo na progu XXI wieku (2006).
POCZĄTEK STRONY |