70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Strit z ręki

Sąsiedztwo dadaistów i wodza rewolucji to smakowity kąsek: do dziś sypią się żarty i rozważania na ten temat. Niektórzy eksponują diametralną rozbieżność obu programów, inni utwierdzają się w przekonaniu, że rewolucja polityczna i artystyczna to jeden diabeł.

Właściwie nie lubimy, kiedy rzeczywistość sama nam się układa w konstelację jawnie symboliczną. Wolimy chyba na własną rękę coś pokombinować, wyszukać, ewentualnie naciągnąć, niż przychodzić na gotowe. No ale czasem nie ma rady, trzeba uznać, że rzeczywistości też dopisuje twórcza fantazja i jak na tacy podaje nam gotowe danie.

W starej części Zurychu, w stronę skarpy uniwersytetu, biegnie wąska uliczka. Kiedyś nazywała się Steingasse, dziś nazywa się Spiegelgasse, czyli, powiedzmy: Zwierciadlana, od zdobiącego dom numer 2 putta z krzywym zwierciadłem w ręku. W różnych czasach, przez okres dłuższy lub krótszy mieszkali przy tej ulicy: pod numerem 11 – Johann Caspar Lavater, pod 12 – Georg Büchner, pod 23 – Robert Walser, pod 14 – Władimir Uljanow-Lenin, a pod 1, na rogu, mieścił się Cabaret Voltaire, pierwsza kwatera główna dadaistów. Ciasna uliczka była niczym scena, przez którą przewinęły się idee, mody i programy o dalekosiężnej sile rażenia. A jeszcze w dodatku uliczce patronuje krzywe zwierciadło.

Lavater mieszkał tu od urodzenia w 1741 roku do 1778 roku, tu opracował swoje główne dzieło, przyjmował licznie go odwiedzających gości, stąd prowadził korespondencję ze znakomitościami epoki.

Dla Büchnera Zurych był miejscem azylu: ścigany listem gończym za działalność rewolucyjną – aktywny udział w stowarzyszeniu na rzecz praw człowieka – musiał wyjechać z Darmstadt, szukał schronienia w Strasburgu, ostatecznie w 1836 roku wylądował w Zurychu, gdzie udzielono mu prawa pobytu na sześć miesięcy i gdzie na podstawie dysertacji o systemie nerwowym brzany pospolitej (brzany były tanie, więc dla niezamożnego studenta stanowiły idealny materiał badawczy) uzyskał tytuł doktora nauk filozoficznych i veniam legendi jako Privatdozent. Miał wtedy 23 lata. W wynajętym przy Spiegelgasse mieszkaniu prowadził seminarium z anatomii porównawczej i pracował nad Woyzeckiem. Tu, nim jeszcze skończyła się ważność wizy, zmarł na tyfus.

Walser, który w ogóle często zmieniał adresy, wynajmował przez kilka miesięcy 1902 r. przy Spiegelgasse pokój u niejakiej pani Weiss, i tam również ulokował na krótko Simona, bohatera swojej pierwszej powieści Rodzeństwo Tanner. Zdarzało mu się pisywać o sąsiadach: opisał ucieczkę Büchnera z Niemiec, a odpowiednio później do jego prozy trafiły wzmianki o Leninie. Max Frisch zaś w dzienniku z 1968 r. zamieścił następującą relację:

Ktoś opowiada o udokumentowanym spotkaniu Roberta Walsera i Lenina na Spiegelgasse w Zurychu, w 1917 roku, kiedy to Robert Walser zwrócił się do Lenina z jednym tylko pytaniem: Czy pan też tak lubi glarneński chlebek z gruszkami? We śnie nie wątpię o autentyczności i bronię Roberta Walsera, aż do obudzenia – bronię Roberta Walsera jeszcze przy goleniu.

Lenin sprowadził się na Spiegelgasse w lutym 1916 r., do dwóch pokojów wynajętych u szewca Kammerera. Tu napisał Imperializm jako najwyższe stadium kapitalizmu, stąd listownie zarządzał skomplikowanym życiem partyjnym, a w marcu 1917 r. prowadził negocjacje w sprawie wyjazdu sławetnym zaplombowanym wagonem ze Szwajcarii przez Niemcy do Rosji. W zamian za pozostałe po nim drobiazgi – „nożyk do masła z rogowym trzonkiem, sitko i szklankę do herbaty” – w 1951 r. władze NRD-owskie zgodziły się przekazać Zurychowi cenne chińskie figurki z kolekcji barona von der Heydta, swego czasu zdeponowane w Berlinie.

5 lutego 1916 r. w kawiarni na rogu odbyła się pierwsza impreza zorganizowana lub raczej zaimprowizowana przez Hugona Balla i Emmy Henning, z udziałem przyszłych gwiazd nurtu, który niebawem nazwał się dadaizmem. Sukces był nieprzytomny i na Spiegelgasse co wieczór waliły tłumy publiczności.

Sąsiedztwo dadaistów i wodza rewolucji to smakowity kąsek: do dziś sypią się żarty i rozważania na ten temat. Niektórzy eksponują diametralną rozbieżność obu programów, inni utwierdzają się w przekonaniu, że rewolucja polityczna i artystyczna to jeden diabeł. Hugo Ball pisał: „Czy dadaizm jako znak i gest jest przeciwieństwem bolszewizmu? Czy destrukcji i doskonałej kalkulacji przeciwstawia donkiszoterię, niepojętą i zaprzeczającą wszelkiej celowości stronę świata?” Niezbitych dowodów na to, że Lenin interesował się artystami spod „jedynki” podobno brak. Sołżenicyn opisał natomiast, jak Lenin spacerując po cmentarzu natrafia na grób Büchnera – „sąsiada” – i przez chwilę utożsamia się z losem uchodźcy, który umarł, nie dokończywszy swego dzieła; jest to może jedyne miejsce w tej książce, gdzie Lenin pokazany jest bardziej po ludzku.

Spośród wybitnych mieszkańców Spiegelgasse najwięcej zamieszania w świecie narobił Lenin. Jednak w drugiej połowie XVIII wieku uliczkę ożywiała przede wszystkim osoba Lavatera.

Lavater, duchowny i autor pism religijnych, zdobył rozgłos publikacją Fizjognomicznych fragmentów ku krzewieniu wiedzy o człowieku i miłości do człowieka (1775–1778).

Fizjognomika, czyli umiejętność poznawania wewnętrznych właściwości człowieka z jego cech zewnętrznych, zwłaszcza z twarzy, znana była i uprawiana od zawsze. Lavater jednak przypiął jej skrzydła, nadał sakrę wyższej użyteczności i ześrodkował w niej główne zainteresowania epoki. Wnioskowanie z cech zewnętrznych o charakterze spełniało jego zdaniem kryteria dyscypliny naukowej, podkreślał jednak, że fizjognomika jest sztuką i wymaga specjalnych, bez mała genialnych zdolności. Podkreślał też, że wskazywanie, jaki brzydki staje się osobnik zły, przyczynia się do moralnej naprawy ludzkości (bo kto chciałby być brzydki?). Nade wszystko zaś podkreślał, że fizjognomika jest niezbędnym narzędziem dla człowieka żyjącego wśród ludzi, warunkiem pogłębionego, intensywnego obcowania z bliźnimi, poznawania ich i kochania.

Fizjognomika jest źródłem najsubtelniejszych i najwznioślejszych doznań; nowym okiem, dzięki któremu dostrzec można tysiączne przejawy boskiej mądrości i dobroci. (…) Fizjognomika zbliża serca, ona jedna ugruntowuje najtrwalsze, najbardziej boskie przyjaźnie. Najbardziej niezachwianym fundamentem, niewzruszoną skałą, na jakiej może opierać się przyjaźń, jest wypukłość czoła, grzbiet nosa, zarys ust, błysk oka!

Cztery tomy Fizjognomicznych fragmentów… zawierają 342 tablice ilustracyjne i bezlik winietek, w tym reprodukcje znanych dzieł i ryciny zamówione specjalnie na potrzeby dzieła. Dostawcami byli najprzedniejsi artyści, jak Lips, Chodowiecki, Tischbein, a także osoby parające się rysunkiem ubocznie – rycin i wycinanych z czarnego papieru sylwetek dostarczali między innymi Goethe i Lenz.

Na tym materiale Lavater analizuje owe wypukłości, dołeczki, zarysy, linie, fałdki, bruzdki – czyli „boski alfabet”, „język natury”, „sylaby”, „litery”, które składają się w czytelną całość, wyraz indywidualności. Lavater „odczytuje” i „rozszyfrowuje” ludzkie oblicza z namiętnością voyeura-filantropa, z furią nawiedzonego interpretatora, który nie spocznie w poszukiwaniu semiotycznych cząstek elementarnych. Nie gardzi żadnym szczegółem, wszystko bowiem świadczy o wielkości stwórcy, dysponującego tak bezmiernym repertuarem znaków, i o nieprzebranym bogactwie stworzenia.

Propozycje Lavatera znajdowały żarliwych entuzjastów, co zrozumiałe w epoce kultury jaźni i przyjaźni. Obserwowanie bliźnich z fizjognomicznym kluczem w ręku stało się modną rozrywką towarzyską. Znajdowały też nie mniej żarliwych przeciwników. Goethe, najpierw blisko związany z Lavaterem i współpracujący przy Fragmentach…, potem wycofał swoje nazwisko i zerwał stosunki; Lichtenberg odpowiedział na Fragmenty… ostrym pamfletem (Goethe zauważa dość złośliwie, że przeciwko nauce Lichtenberga szczególnie zajadle występowali ludzie, „których brzydota zewnętrzna była jawnym zaprzeczeniem owej nauki”). Krytycy mieli zresztą łatwe zadanie, szlachetny zapał autora nie mógł przecież przesłonić jawnych mielizn i uproszczeń całej koncepcji ani skutecznie podeprzeć jej pretensji do naukowości. Ponadto koncepcja Lavatera zawierała w sobie niebezpieczny ładunek: łagodne przejście od opisywania do oceniania, od rozróżniania cech do dyskryminacji – ale to dostrzeżono dopiero później.

Fizjognomiczne fragmenty… zalecane były jako podręcznik w akademiach sztuki, a i w literaturze światowej pozostawiły swój ślad. Balzac na przykład, wprowadzając w Jaszczurze postać bohatera, pisze:

Od pierwszego rzutu oka gracze wyczytali na twarzy nowicjusza jakąś straszną tajemnicę; młode jego rysy przepojone były melancholijnym wdziękiem, spojrzenie świadczyło o zawiedzionych wysiłkach, o tysiącu oszukanych nadziei. Martwota samobójstwa dawała temu czołu chorobliwą, matową bladość, gorzki uśmiech rysował fałdy w kątach ust (…). Ta twarz miała jeszcze dwadzieścia pięć lat, a występek zdawał się na niej czymś przygodnym. Młode życie walczyło ze spustoszeniami bezsilnej lubieżności. Mroki i światło, nicość i istnienie ścierały się na niej, rodząc równocześnie i wdzięk, i ohydę.

Balzac każe nam odczytać w twarzy Rafaela dwie skrajnie różne możliwości, aby pomiędzy nie wpisać własną opowieść.


Max Frisch, Tagebuch 1966–1971, Frankfurt a. M. 1972; Ute Kröger, „Zürich, du mein blaues Wunder”. Literarische Streifzüge durch eine europäische Kulturstadt, Zürich 2004; Aleksander Sołżenicyn, Lenin w Zurychu. Rozdziały, przeł. P. Herzog, Paris 1988; Johann Caspar Lavater, Physiognomische Fragmente zur Beförderung der Menschenkenntnis und Menschenliebe. Eine Auswahl, Stuttgart 1984; Johann Wolfgang Goethe, Z mojego życia. Zmyślenie i prawda, przeł. A. Guttry, Warszawa 1957; Honoré de Balzac, Jaszczur, przeł. T. Żeleński (Boy), J. Rogoziński, Wrocław 1999.

Dziękuję Szwajcarskiej Fundacji dla Kultury Pro Helvetia, która umożliwiła mi inspirujące spacery po Spiegelgasse.

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata