70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Opatrzność Jana Pawła II

Po przejściach wojen światowych i ludobójstw, pod wpływem ideologii walki klas, Darwinowskiej teorii selekcji naturalnej i odkrycia podświadomości – mniej się mówi o Opatrzności jako o Potędze mądrości rządzącej światem i czuwającej nad losami jednostek. Pojawia się jednak ona w dokumentach Kościoła w znaczeniu „troskliwości” czy „przewidującej mądrości” prowadzącej człowieka do zwycięstwa nad złem. Ale podkreśla się, iż Opatrzność Boża działa poprzez serce człowieka.

Pojęcie „Opatrzność” jest pochodzenia greckiego. Początkowo oznaczało ono Ład, duszę wszechświata, konieczność wynikającą z praw i woli bogów i z logiki rozumu uniwersalnego. W Starym Testamencie samoistny Ład nie istnieje – decyduje o nim wola Boga, Pana historii. To, co będzie nazwane później Opatrznością, to troskliwość Stworzyciela o stworzenie, warunek zaufania do życia, to znaczy wiary. Ale postawa taka wymaga od człowieka współpracy: „Miej ufność w Panu i postępuj dobrze” (Ps 37, 3). Ojcowie Kościoła w III i IV wieku wypracowali koncepcję Opatrzności, w której następuje spotkanie konieczności z ofiarnością, prawa z wolnością, potęgi z mądrością, transcendencji z immanencją, przyczynowości z misją zbawczą. Przez wieki potem przedstawiano Opatrzność graficznie jako środek geometryczny równoramiennego trójkąta: oko Trójcy. Jej charakter najlepiej ujmuje Ewangelia św. Mateusza 6, 26-33 (lub Łukasz 12, 24-32) :

Przypatrzcie się ptakom w powietrzu: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichlerzy, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż nie jesteście ważniejsi niż one? (…) Przypatrzcie się liliom na polu, jak rosną: nie pracują ani przędą. A powiadam wam: nawet Salomon w całym swoim przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich. Jeśli więc ziele na polu, które dziś jest, a jutro do pieca będzie wrzucone, Bóg tak przyodziewa, to czyż nie tym bardziej was, małej wiary? (…) Starajcie się naprzód o o królestwo [Boga] i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane [1] .

W XX wieku, po przejściach wojen światowych i ludobójstw, pod wpływem ideologii walki klas, Darwinowskiej teorii selekcji naturalnej i odkrycia podświadomości – mniej się mówi o Opatrzności jako o Potędze mądrości rządzącej światem i czuwającej nad losami jednostek. Pojawia się jednak ona w dokumentach Kościoła, przede wszystkim w zwrocie „Opatrzność Boża”: w znaczeniu „troskliwości” czy „przewidującej mądrości” prowadzącej człowieka do zwycięstwa nad złem. Ale podkreśla się, iż Opatrzność Boża działa poprzez serce człowieka: „Bóg wzywa człowieka do uczestnictwa w swej Opatrzności, pragnąc prowadzić świat poprzez człowieka, to znaczy poprzez jego rozumne i odpowiedzialne działanie (Jan Paweł II, Veritatis splendor , 43). Podobnie wypowie się Benedykt XVI: „nie ma żadnej sprzeczności między Bożą Opatrznością a działalnością człowieka. Moglibyśmy wręcz powiedzieć, że przewidywanie i nadzorowanie zjawisk przyrody oraz sterowanie nimi, które za sprawą nauki jest dziś łatwiejsze niż w przeszłości, samo w sobie wpisane jest w zamysł Stwórcy” (przemówienie do uczestników sesji plenarnej Papieskiej Akademii Nauk z 6 listopada 2006 r.).

W tym kontekście mówienie o Opatrzności staje się czasami zwrotem retorycznym, którego celem jest podkreślanie obecności Bożej w świecie. Tak jest również od czasu do czasu w wypadku Jana Pawła II. Niemniej w niektórych tekstach podchodzi do pojęcia Opatrzności wprost i bardzo osobiście. I mimo podkreślania jej transcendencji, rozróżnienia między mądrością ludzką a Boską przypomina ona wtedy taśmę Möbiusa, gdzie jest się jednocześnie wewnątrz i na zewnątrz, bo oba końce sklejone są przeciwnymi stronami.

Nieco inaczej jednak kwestia ta jest formułowana w katechezach (30 kwietnia-25 czerwca 1986) niż w innych wypowiedziach i dokumentach bądź w twórczości poetyckiej. W katechezach odwołuje się przede wszystkim do sformułowań dogmatycznych Soboru Watykańskiego I („Wszystko, co stworzył, Bóg zachowuje i zarządza tym poprzez swą Opatrzność”), a także Vaticanum II , zwłaszcza do Konstytucji Gaudum et spes . Silnie rozróżnia przyczyny pierwotne – Boskie, i wtórne, wynikające z autonomii świata, niemniej przyznaje, że w pewnym sensie człowiek staje się Opatrznością dla świata, ze szczególną zań odpowiedzialnością. Opatrzność to więc Ojcowska troska Boga o stworzenie i władza nad światem wynikająca z przedustawnych planów co do ostatecznych celów stworzenia i z predestynacji (elekcji) człowieka poprzez ofiarę Chrystusa.

Motywy bardziej osobiste, przywołujące działanie Opatrzności, pojawiają się w związku z zamachem, z refleksją nad historią i nad okresem Solidarności, a także w pewnych metaforach i symbolach. Przyjrzyjmy się im kolejno.

Zamach

Powiązanie zamachu na Papieża z 13 maja 1981 z przepowiedniami z Fatimy oraz interpretacja wyzdrowienia jako cudu, nadają wydarzeniu charakter eschatologiczny i nadprzyrodzony. Jan Paweł II: „Wszystko to było świadectwem Bożej łaski. (…) Agca wiedział, jak strzelać, i strzelał z pewnością bezbłędnie. Tylko że jak gdyby >>ktoś<< tę kulę prowadził…” ( Pamięć i tożsamość , Kraków 2005, s. 163). Siostra Łucja w pełni podziela przekonanie Papieża, że to „matczyna ręka pokierowała pociskiem, i umierający Papież zatrzymał się na progu śmierci” (Jan Paweł II, Medytacja wraz z biskupami włoskimi w szpitalu Gemelli , 13 maja 1994). Kardynał Ratzinger, komentując na prośbę Papieża trzecią tajemnicę fatimską, by odsunąć zapewne fatalistyczne czy pasywne podejście do świata, do którego tradycyjny obraz Opatrzności mógłby prowadzić, podkreśla aktywną rolę człowieka w świecie i w historii: „to wszystko pokazuje, że wiara i modlitwa są potęgami, które mogą mieć wpływ na historię, i że w ostatecznym rachunku modlitwa jest silniejsza niż pociski, wiara jest silniejsza niż armie” (Kongregacja Nauki Wiary, 2000).

W interpretacjach tych następuje przedziwne powiązanie Opatrzności z opieką Matki Boskiej. Jan Paweł II przeżył mimo zamachu zawodowego mordercy i zinterpretował to jako szczególną opiekę Najświętszej Panny Maryi. Na znak wdzięczności ofiarował kulę świątyni w Fatimie. Kult maryjny powiązany jest zawsze, a szczególnie w Polsce, z symboliką macierzyńską. Przepowiednie fatimskie dotyczyły historii XX wieku i walki z ideologią komunistyczną. Zamach nastąpił bezpośrednio przed ofiarowaniem przez Papieża świata Niepokalanemu Sercu Marii 7 czerwca 1981, co miało według przepowiedni uchronić przed kataklizmem historycznym spowodowanym przez Rosję – która jednak, jeśliby prośby Najświętszej Panny zostały spełnione, miała się nawrócić. Jednocześnie był to okres niezwykłych przemian w Polsce, gdzie przez półtora roku działał pierwszy niezależny związek zawodowy w kraju komunistycznym. Akt ofiarowania sam Papież nazywał „konsekracją” i przywiązywał do niego niezwykłą wagę, jak do aktu liturgicznego, który miał przemienić dzieje świata. Udany zamach zablokowałby sytuację w Polsce i w Rosji, a w konsekwencji odwrócił bieg historii świata. Wydarzenia majowe Jan Paweł II nazwał ostatecznie „wielką boską próbą” (audiencja generalna z 14 października 1981). Wygraną, dzięki opiece Matki Boskiej, czyli Opatrzności Bożej, i sile modlitwy Papieża i Kościoła. W języku antropologii można by mówić o potędze chrześcijańskiego pola wierzeń i o jego przekształceniu poprzez symboliczny akt konsekracji. Fakt, że Opatrzność (rodzaju żeńskiego, jak Duch Święty po hebrajsku), utożsamiona została z opieką Najświętszej Panny Marii, odsuwa tradycyjną koncepcję Opatrzności na drugi plan, akcent kładąc na czystość serca i siłę pragnienia dobra. Siłę tak poważną, że może przemienić dzieje świata. Rola człowieka nie jest pomniejszona przez taką wizję, a wręcz zyskuje charakter prometejski, dobrze znany Polakom z tradycji mickiewiczowskiej. Wrócimy do tego na zakończenie.

Tymczasem zatrzymajmy się nad rozważaniami historiozoficznymi Papieża.

Solidarność

Wydarzeniom lat 1980-1981, okresu pierwszej Solidarności, papież poświęcił wiele uwagi. Najbardziej oficjalna jest w tym zakresie encyklika Centesimus annus z 1991 roku, której cały rozdział poświęcony jest upadkowi komunizmu w roku 1989. Papież pisze tam m. in.:

Wydarzenia roku 1989 są przykładem zwycięstwa woli dialogu i ducha ewangelicznego (…). Nie ulega wątpliwości, że walka, która doprowadziła do przemian roku 1989, wymagała wielkiej przytomności umysłu, umiarkowania, cierpień i ofiar. W pewnym sensie zrodziła się ona z modlitwy i z pewnością byłaby nie do pomyślenia bez nieograniczonego zaufania Bogu, który jest Panem historii i sam kształtuje serce człowieka. Łącząc własne cierpienia za prawdę i za wolność z cierpieniem Chrystusa na Krzyżu, człowiek może dokonać cudu pokoju (25).

Znowu mamy tu współdziałanie: z jednej strony wysiłek duchowy człowieka, z drugiej – jego ufność w siłę Opatrzności, choć słowo to nie pada. Jest za to Bóg – Pan historii, której przebieg decyduje się w sercu człowieka.

Niebezpieczne to sformułowanie, bo znaczyłoby, że Bóg jest odpowiedzialny za masakry, za katastrofy, za cierpienia. Kwestia zła pozostaje jak wiadomo nierozwiązana ni filozoficznie, ni teologicznie. Wprawdzie w katechezach Papież podkreśla, iż Bóg, nie chcąc zła, zezwala na nie, aby uszanować wolność człowieka, że poza tym zło ma wartość wychowawczą i zawsze obraca się w końcu na dobro, czego centralnym przykładem jest felix culpa człowieka i śmierć Chrystusa na krzyżu, które doprowadziły do zbawienia. Niemniej w tych odpowiedziach misterium zła wyjaśniane jest przez misterium Zbawienia, czyli dla umysłu problem pozostaje nieprzejrzysty. Poświęcona zagadnieniu Księga Hioba – którą Wojtyła parafrazował w młodzieńczym dramacie – uchyla odpowiedź, kryjąc się za sekretem Stworzenia. Kwestia, centralna zupełnie do rozważań o sensie historii i roli Boskiej Opatrzności, będzie niemniej zajmowała Jana Pawła II przez całe życie – i w Tryptyku rzymskim , do którego jeszcze powrócimy, jak i w ostatniej książce Pamięć i tożsamość będzie ją dalej drążył.

W tej książce pojawią się dwa zastanawiające sformułowania. Pisząc o nazizmie i zwłaszcza o komunizmie, stwierdza „że i to zło było w jakimś sensie potrzebne światu i człowiekowi” (23) – odwołując się do Fausta Goethego, gdzie Mefistofeles wyznaje : „jestem częścią tej siły która pragnie zła, a czyni dobro”. Czyli zło prowokuje, wyzwala manifestację dobra.

Na tej samej stronie Papież pisze o „mierze wyznaczonej złu” przez „Opatrzność Bożą”. I dalej: „ta miara jest wyznaczona przez dobro – dobro boskie i ludzkie (…), które stało się udziałem dziejów człowieka (…) za sprawą Chrystusa” (s. 24). Znowu splatają się tu działalność człowieka z zamysłami Boga. Bóg działa poprzez człowieka, poprzez jego serce. Ale jednocześnie czasem interweniuje – bezpośrednio czy, znowu, poprzez modlitwy i wiarę? Bo „Bóg zawsze potrafi wyprowadzić dobro ze zła” (s. 61 i katechezy). Opatrzność jest w pewnym sensie ponad wydarzeniami, plany Boga dotyczą celów eschatologicznych, a nie przebiegu historii: „Zostało bowiem odwiecznie zaplanowane przez Boga jakieś przebóstwiające przetworzenie człowieka i świata w Chrystusie” (s. 121).

Plany boskie są odczytywane przez ludzi, którzy je wcielają: „św. Paweł, ewangelizując jeszcze w Małej Azji, został w tajemniczy sposób wezwany do przekroczenia granicy między dwoma kontynentami” (s. 96). W ten sposób powstała Europa, której misją (wyrażenie bardzo romantyczne) – było rozszerzanie wiary i związanej z nią wizji człowieka, a obecnie jest nią „zadanie zapoczątkowania wielorakiej wymiany dóbr pomiędzy różnymi częściami świata” (s. 109). Nawet owoc trudnego dla Kościoła okresu Oświecenia wyrasta z Ewangelii: „idee wolności, równości i braterstwa były Opatrznościowe” (s. 113), choć Papież woli powiązać je raczej z XIX wiekiem – wiekiem odkrywania konieczności etyki ciał zbiorowych: narodów i klas społecznych.

W sumie Opatrzność jawi się jako historyczna ilustracja stwierdzenia Jezusa: „Jam zwyciężył świat” (J 16, 33). Tak też Jan Paweł II tłumaczy „zwrot antropologiczny” II Soboru Watykańskiego, cytując konstytucję Gaudium et spes : „Skoro (…) Chrystus umarł za wszystkich i skoro ostateczne powołanie człowieka jest w istocie jedno, mianowicie Boskie, powinniśmy utrzymywć, że Duch Święty wszystkim daje możliwość uczestniczenia w tym misterium paschalnym w tylko Bogu znany sposób” (nr. 22, s. 117). Problem zła, miary zła, dobra silniejszego niż zło ukazywany jest w perspektywie „wyrabiania się” człowieczeństwa przez pracę, przez rozwój duchowy, przez zdobywanie świadomości. Przez odpowiedzialność człowieka za dzieło stworzenia i dzieło odkupywania świata, w którym uczestniczy i współpracuje z Bogiem.

Pod tym względem, fundamentalna jest wypowiedź Papieża na temat walki z Szatanem:

Wiara Kościoła naucza nas, że potęga Szatana nie jest nieskończona. Jest stworzeniem, potężnym jako czysty duch, ale tylko stworzeniem, z ograniczeniami właściwymi stworzeniu, podporządkowanymu woli i potędze Boga. Jeśli Szatan z nienawiści działa w świecie przeciw Bogu i Królestwu, działanie to jest możliwe za zezwoleniem Boskiej Opatrzności, która kieruje historią ludzi w świecie. Dzieło Szatana powoduje z pewnością u każdego człowieka i w społeczeństwie poważne szkody – natury duchowej i pośrednio również natury fizycznej – niemniej nie ma zdolności zniszczenia celu ostatecznego, ku któremu zmierzają człowiek i całe stworzenie, to znaczy dobra. Nie może uniemożliwić budowania Królestwa Bożego, gdzie na koniec zrealizuje się pełnia sprawiedliwości i miłości Ojca do stworzenia, na wieczność predestynowanych w Synu-Słowie, Jezusie Chrystusie. Możemy nawet powiedzieć wraz ze św. Pawłem, że Zły współpracuje z dobrem i służy do zbudowania chwały wybranych (Audiencja generalna z 20 sierpnia 1986).

Czyli należałoby rozróżniać pomiędzy warstwą wydarzeniową, a głębokimi strukturami duchowymi świata, między złem i dobrem subiektywnymi a obiektywnymi. Struktury głębokie (czy wysokie) opierają się na archetypalnych rolach i zadaniach, które należy wcielać.

Powołania i role

W encyklice Slavorum apostoli znajdzie się kilka paradoksalnych sformułowań o zarazem sekretnych planach Bożych i o ludzkiej inicjatywie, a także o różnorodności kultur. Pisząc o emigracji związanej z misją Cyryla i Metodego (czy myślał także o sobie ?), Jan Paweł II stwierdza:

Rozłąka z ojczyzną, której niekiedy Bóg wymaga od wybranych ludzi, przyjęta z wiarą w Jego obietnicę, jest zawsze tajemniczym i płodnym warunkiem rozwoju i wzrostu Ludu Bożego na ziemi. „Pan rzekł do Abrama: >>Wyjdź z twojej ziemi rodzinnej i z domu ojca twego do kraju, który ci ukażę. Uczynię bowiem z ciebie wielki naród, będę ci błogosławił i twoje imię rozsławię: staniesz się błogosławieństwem<<” (Rdz 12, 1 n.).

Podczas nocnej wizji, jaką miał św. Paweł w Troadzie, w Azji Mniejszej, pewien Macedończyk, a więc mieszkaniec kontynentu europejskiego, stanął przed nim i błagał go, by udał się w podróż i głosił tam Słowo Boże: „Przepraw się do Macedonii i pomóż nam!” (Dz 16, 9).

Boża Opatrzność, za pośrednictwem Cesarza bizantyjskiego i Patriarchy Kościoła konstantynopolitańskiego, skierowała do dwóch świętych Braci podobne wezwanie, żądając udania się na misję wśród Słowian.” (SA III, 8).

Na czym owa misja polegała ? Otóż nie tylko na ewangelizacji, ale i na akulturacji avant la lettre , gdyż – jak cytując konstytucję Lumen gentium 13 przypomina Papież – „poszczególne części [=narody, kultury] przynoszą innym częściom i całemu Kościołowi właściwe sobie dary, tak iż całość i poszczególne części doznają wzrostu na skutek tej wzajemnej łączności wszystkich oraz dążenia do pełni w jedności”. Bowiem „dla osiągnięcia pełnej powszechności każdy naród, każda kultura musi wypełnić własne zadanie w zbawczym planie Boga” (SA III, 27).

Czyli jest zadanie „własne”, ale zarazem konieczność rozwoju wewnętrznego dla osiągnięcia powszechności. Struktura paradoksalna, napięciowa, przypominająca tylko, że zasada coincidentia oppositorum jest właściwa myśli religijnej. W dodatku dotyczy tu nie tylko jednostek, ale narodów. Interakcyjność tego myślenia widoczna jest w każdym niemal sformułowaniu: „Dzięki misjonarskim wysiłkom obu Świętych ludy słowiańskie mogły sobie po raz pierwszy uświadomić własne powołanie do uczestnictwa w odwiecznym planie Przenajświętszej Trójcy, w powszechnym planie zbawienia świata. Poznały w ten sposób swój wkład w dobro całej historii ludzkości” (SA V, 20).

W nowoczesnym języku intelektualnym mowa byłaby raczej o konstrukcji: ewangelizacja buduje wizję świata, w którego rozwoju można następnie uczestniczyć aktywnie. Papież używa jednak języka religijnego, gdzie współgrają odwieczne plany Boże z aspiracjami i dynamiką rozwojową jednostek i narodów. W katechezach napięcie rozwiązywał przez pojęcie miłości: „między Boską Opatrznością a naszą wolnością nie ma sprzeczności, ale jest komunia miłości” (30 IV 1986). W encyklice sprzeczność jest przezwyciężona przez pojęcie „roli”: „Każdy człowiek, każdy naród, każda kultura i cywilizacja mają swoją rolę do wypełnienia i swoje miejsce w tajemniczym planie Boga i w powszechnej historii zbawienia” (SA V, 19).

Rola jest „swoja”, oryginalna, ale do wcielenia, czyli może zostać odegrana przez innego aktora, jeśli pierwszy nie zrealizuje swego powołania. Stąd obiektowność planów Bożych, ale i konieczność subiektywnej ich asymilacji i wcielenia. To paradoksalne rozwiązanie tłumaczy też misterium zła: subiektywne zło może obiektywnie wpisywać się w plan Bożego dobra. Wrócimy za chwilę do tego wątku przy okazji Tryptyku rzymskiego , gdyż wydaje się, iż poza sformułowaniami dyskursywnymi kryją się symbole i metafory wypracowane w dziele poetyckim Wojtyły.

Dzieło poetyckie

Jak wiadomo, Karol Wojtyła musiał wybierać pomiędzy powołaniem artystycznym – poety i/lub aktora – a kapłaństwem. Wybrał tę drugą drogę, ale do końca nie przestał się interesować poezją, jak o tym świadczy choćby Tryptyk rzymski , napisany na parę lat przed śmiercią i podpisany: Jan Paweł II. Bardzo poważnie też podchodził do rozstrzygnięć myślowych zawartych w poezji – w książce Pamięć i tożamość cytował wręcz fragmenty swych dawnych utworów.

Zatrzymamy się tu na trzech metaforach, centralnych dla jego rozumienia Opatrzności, historii oraz dziejowych zadań stojących przed człowiekiem.

Najbardziej uderzająca jest „liturgia dziejów” i korelatywna „Eucharystia światów” ( Myśląc ojczyzna , 1974). W poemacie chodzi o to, by „popłynąć przeciw prądowi sumień”, nie tylko w sensie konfesyjnym. Bo: „słaby jest lud, jeśli godzi się ze swoją klęską, gdy zapomina, że został posłany, by czuwać, aż przyjdzie jego godzina”. Czyli istnieje jakiś plan Boży, trzeba tylko czekać aż „godzina” przyjdzie – jak Jezus, który mówił o swojej godzinie. I na tym właśnie polega „liturgia dziejów”. Aktywność polega na czekaniu, które doprowadza do nawrócenia się serc – i to jest „Eucharystia światów”. Czyli trzeba czekać, aż to się samo dokona dzięki Opatrzności ? Nie, gdyż: „schodzimy ku tobie, ziemio, by poszerzyć cię we wszystkich ludziach (…) wznosimy ciebie, ziemio dawna, jak owoc miłości pokoleń, która przerosła nienawiść”. Bardzo to norwidowskie: przekształcanie ziemi przez wysiłek duchowy człowieka, który współgra z planami Bożymi („godzina”).

W takiej perspektywie, „liturgia dziejów” staje się działaniem aktywnym, choć ma charakter symboliczny i duchowy. I od razu przychodzi na myśl modlitwa Jana Pawła II na placu Zwycięstwa w Warszawie w 1979 r. z wołaniem, by Duch Święty zstąpił na ziemię – na tę ziemię. Znane to słowa, wielokrotnie przypominane. Ale rzadziej się pamięta wytłumaczenie tego aktu liturgicznego powtórzonego w Krakowie: chodziło o „bierzmowanie narodu”. Naród jako osoba zbiorowa teologicznie rzecz biorąc nie istnieje, a więc i taki sakrament nie miałby prawa zaistnieć. Gdyby to nie chodziło o głowę Kościoła, kapłan miałby zapewne kłopoty z hierarchią. Ale Papież bierzmowania narodu dokonał, i powszechnie uważa się – choć nie sposób tego analitycznie dowieść – że było to duchowe źródło późniejszych wydarzeń, a mianowicie powstania w rok później pierwszej Solidarności.

Bardzo to Mickiewiczowskie z ducha, bo w Dziadach występuje ekwiwalencja działań realnych i działań symbolicznych: modlitwy i akcji, niewinnej ofiary politycznej i Eucharystii, a nawet pierwszego pocałunku i komunii. Liturgia dziejów to realizacja przez człowieka, materialnie lub duchowo, planów Bożych. Które odczytać można – czyż trzeba to powtarzać – czystym sercem.

Plany Boże nie dotyczą jednak wyłącznie historii zbiorowej, ale także każdego człowieka indywidualnie. Motyw zindywidualizowanej misji jest mocno i wielokrotnie wyeksponowany w dziele Wojtyły. Najlepszym przykładem będzie tu epizod z dramatu Brat naszego Boga , gdzie zgłaszającego się do zakonu artystę Brat Starszy odsyła, bo: „ Powinien Pan (…) szukać o własnych siłach. Takiemu jak Pan nie wolno skracać drogi, ani (…) zbyt jej ułatwiać. (…) Trudno pomyśleć, ażeby dwóch ludzi miało iść tak blisko siebie tą samą drogą. Czy to by się godziło z jego bogactwem ? Pan Bóg jest bogaty w swoich drogach” (cz. III).

Motyw ten występuje również w młodzieńczym dramacie Jeremiasz , gdzie zawarte zostaje przymierze pomiędzy hetmanem i kapłanem – prorokiem i rycerzem, bo „dwie są prawdy”. Wreszcie w wierszu Odkupienie szuka Twego kształtu, by wejść w niepokój wszystkich ludzi z lat 70. mocna jest afirmacja, iż :

Żaden człowiek nie ma ścieżek gotowych.

Rodzimy się jak gąszcz,

który może zapłonąć podobnie jak krzak Mojżesza

lub może uschnąć. (II)

Czyli znowu mamy tu współpracę człowieka, który pragnie i szuka, oraz Opatrzności Bożej, która realizuje swoje plany poprzez ludzi, których „serce stało się obrazem: obrazem prawdy” (III).

Pojęcie misji i powołania jest tu więc jak archetypalna rola, która czeka na aktora. Wyrabia się poprzez miłość – tak jak ziemia jest „owocem miłości pokoleń” ( Myśląc Ojczyzna ). W wymiarze indywidualnym miłości, która kształtuje los, tożsamej na ziemi z Bogiem, poświęcony jest dramat Przed sklepem jubilera . Adam – archetypalny człowiek – wypowiada tam owo prawo: „Miłość to nie jest przygoda. Ma smak całego człowieka. Ma jego ciężar gatunkowy. I ciężar całego losu (…) Wieczność człowieka przechodzi przez nią. Dlatego odnajduje się w wymiarach Boga, bo tylko On jest wiecznością” (III).

Stwierdzenie z Ewangelii Jana, iż Bóg jest miłością, znajduje tu egzystencjalne i indywidualne wytłumaczenie, gdyż chodzi o „medytację o sakramencie małżeństwa”. Czyli raz jeszcze – plany Boże realizują się poprzez ludzi. Jak wyróżnić wtedy działanie Opatrzności?

Trzecia wielka metafora, nad którą przyjdzie się zatrzymać, pochodzi z jednego z pierwszych poematów Wojtyły – Pieśni o Bogu ukrytym (1944) :

Bóg spoczywał w sercu i wszechświat,

lecz wszechświat gasł,

z wolna stawał się Rozumu Jego pieśnią,

najniższą z gwiazd. (13)

Stawanie się Stworzenia jako pieśń – bardzo to Mickiewiczowskie. Ważniejszy dla nas jest jednak ów „Rozum”, który jest tu jakby duszą wszechświata, motorem jego rozwoju. To Logos od początku obecny i nadający znamienia konieczności rozwojowi wszelkiego stworzenia.

Myśl ta będzie powracać w innych wierszach:

Mówię tobie, człowiecze ogarniony wodą –

że ty jesteś przeznaczeniem ziemi.

Ziemia nasza stała się obrzędem roślin i drzew, które pękają

jak myśl dojrzała mądrością –

Ta Mądrość jest naszą ojczyzną, którą wybraliśmy sercem

za przyzwoleniem ziemi.

( Wigilia wielkanocna 1966 , VI, 2)

„Rozum”, „Mądrość”, ewolucja wszechświata jako „obrzęd” – wszystko to przypomina Słowackiego z Samuela Zborowskiego , wystawionego w Teatrze Rapsodycznym z udziałem Karola Wojtyły. Dla nas ważne jest, iż to, co zazwyczaj zwie się Opatrznością, ma tu charakter immanentny, jest wpisane w logikę rozwoju materialnego i duchowego. Zgodnie z zasadą iż, co ukryte – trwa:

naprzód ukryję się w krzyżu,

potem chlebem w dojrzałym zbożu.

Metafora zboża jako Eucharystii jest norwidowska, ale myśl jest oryginalna:

– Uczcie się, proszę, najmilsi, ode mnie tego ukrycia.

Ja, gdzie ukryłem się, trwam.

( Pieśń o Bogu ukrytym ).

Czyli Boża obecność, Logos, Opatrzność wpisane są w fundamenty świata – poprzez historię wszechświata i ludzi, poprzez ofiarę Syna Bożego, która zastąpiła ofiarę Abrahama – to ważny motyw Tryptyku rzymskiego . Zarówno więc Logos, ale i dzieje, plan Boży, jak i dzialalność człowieka, transcendencja, ale i immnencja. Podobne sformułowania można znaleźć także w katechezach. W sumie powołanie człowieka ma charakter prometejski, ale pod warunkiem zawierzenia Głosowi.

Zaufanie ma być totalne. Abraham w sercu swym właściwie już poświęcił syna – ofiara ta zostanie dopełniona jednak przez Chrystusa. Jeszcze bardziej jednak szokujące mogą się wydawać stwierdzenia o dobru stworzenia w perspektywie historii XX wieku, a także nowoczesnej świadomości o prymitywnych pulsjach podświadomości i o brutalnym prawie doboru naturalnego. Jest to problematyka podnoszona już w katechezach. W Tryptyku Jan Paweł II mimo wszystko stwierdza:

„Widział Bóg, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre” ?

Czy temu nie przeczą dzieje?

Choćby nasz wiek dwudziesty! I nie tylko dwudziesty!

A jednak żaden wiek nie może przesłonić prawdy

o obrazie i podobieństwie.

( Tryptyk rzymski , II, 2)

Czyli głęboka (wysoka) struktura duchowa stworzenia nie może zostać anulowana przez największe zbrodnie, plany Boże realizują się przez aktorów lepszych czy gorszych, ale role czekają na wykonanie. Chwilę po – nie tyle negacji, co wzięciu w nawias zła historii – Papież przypomina swój wybór na stolicę apostolską. Właśnie jako wcielenie pewnej roli:

Sykstyńska polichromia przemówi wówczas Słowem Pana:

Tu es Petrus – usłyszał Szymon syn Jony. (TR, II, Posłowie )

Postrzeganie Opatrzności przez Jana Pawła II wpisuje się w naukę Kościoła w sposób oryginalny, być może z powodu doświadczeń teatralnych Karola Wojtyły, być może również dzięki inspiracji polską tradycją kulturalną, a w szczególności wielkimi romantykami [2] .

Inspiracje i konteksty

Opatrzność, jaka jawi się w wypowiedziach dyskursywnych i w twórczości poetyckiej Karola Wojtyły – Jana Pawła II, poza tradycyjną retoryką, gdzie występuje jako funkcja opiekuńcza Boga, ukazuje ją jako bliższą nie tyle funkcji opiekuńczej (np. państwa), ale zasady subsydiarności. Plany Boże są obiektywne, ale każdy subiektywnie jest powołany, by się w nie włączyć. Jeśli to uczyni – uzyskuje pomoc w swych wysiłkach, ale jest ona proporcjonalna do jego sił, a nigdy automatyczna i określona z góry. Pojęcie Opatrzności możliwe jest dzięki obiektywizacji praw duchowych świata i planów Bożych, niezależnie od subiektywnej gotowości ludzi do wcielania ich. Plany te natomiast zostawiają miejsce dla luzkich inicjatyw, wręcz wyrażają się poprzez nie. Człowiek jest rzeczywiście wtedy partnerem Boga w dziele stworzenia i odkupywania świata, jak pisał Papież w encyklice Laborem exercens . I w jakiś sposób Mądrość Boża – Logos, Rozum świata – może wtedy stawać się współistotna z mądrością ludzką, indywidualną, nastawioną na zrozumienie woli Bożej.

Takie ujęcie umożliwia rozwiązanie sprzeczności logicznych związanych z pojęciem Opatrzności: problem zła w świecie i dobra stworzenia, problem wolności człowieka i konieczności w planach Bożych, problem predestynacji i odpowiedzialności, wreszcie problem samotności, co jest warunkiem „misji” – i powołania do miłości. Paradoksy rozwiązywane są poprzez stałą strukturę napięciową, można by wręcz rzec – dialogiczną, gdyż przewyciężenie napięcia za każdym razem sytuuje się w dialogu człowieka z Bogiem i w otwarciu na innych ludzi.

Z polskiego romantyzmu zapewne pochodzi zamiłowanie Papieża do terminów takich jak „misje” indywidualne i zbiorowe, „powołanie narodów”, „koncert narodów”, „przemienianie świata w duchu”, definicja narodu przez kulturę, a nie w pierwszym rzędzie przez instytucje polityczne. Nieobcy jest mu też prometeizm romantyczny, wyrażający się właśnie we współpracy człowieka z Bogiem, jak i eschatologiczna perspektywa wysiłków dziejowych człowieka. Niemniej romantycznej autokreacji odpowiada tu właśnie realizacja planów Bożych, obiektywnie, choć skrycie istniejących. Zaś roli kultu maryjnego u Mickiewicza na przykład, utożsamiającego Matkę Boską z Wolnością ( Dziady ), czy N. Dziewicę z pragnieniami Izraela ( Słowa Panny ) – odpowiada u Papieża kult niepokalanego serca Marii, oraz utożamianie jej (nie wiadomo, w jakiej mierze celowe) – z Opatrznością Bożą.

Poza poszczególnymi rozwiązaniami konceptualnymi czy symbolicznymi, uderza jednak przede wszystkim, że ewokowanie Opatrzności i planów Bożych w najmniejszej mierze nie osłabia postawy heroizmu dziejowego człowieka – najważniejszego dziedzictwa polskiego romantyzmu, poezji Mickiewicza, Słowackiego, Norwida. Sam siebie cytując w katechezach, przypomina iż „prawdziwe zdobycze człowieka i ludzkości, autentyczne zwycięstwa w historii świata, są również >>substratem<< Królestwa Bożego na ziemi” (kard. K. Wojtyła, U źródeł odnowy , Vatican 1981).

Wiara Jana Pawła II jest głęboko antropocentryczna, to znaczy – jak sam prostował – chrystocentryczna. I dlatego Opatrzność chce, by „człowiek był drogą Kościoła”.

MICHAŁ MASŁOWSKI, nota 619 (trzeba ją na końcu zmodyfikować – zamiast „w tym roku ukaże się…” dać Problemy tożsamości. Szkice mickiewiczowskie… z adnotacja, że ukazały się w roku 2006)


[1] Biblia Tysiąclecia.

[2] Por. mój szkic na ten temat Ostatni wielki romantyk  , „Znak” nr 612 (2006/V); przedruk w Problemy tożsamości. Szkice mickiewiczowskie i (post)romantyczne , Lublin 2006.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata