|

TEMAT MIESIĄCA:
Czy Pan Bóg sprowadza deszcz?
Zawsze jest trzecie wyjście (fragment)
Z ojcem JACKIEM SALIJEM o Opatrzności
rozmawiają Adam Workowski i Michał Bardel
Prawda o Bożej Opatrzności jest taka, że swoją
opiekę nad nami Bóg sprawuje jako nad takimi,
jakimi nas stworzył, a stworzył nas istotami
rozumnymi, zdolnymi do wzajemnej solidarności,
zdolnymi do podjęcia odpowiedzialności zarówno
za siebie, jak i za innych.
MICHAŁ BARDEL: Czym różni się chrześcijańska idea Opatrzności
Bożej od tej wypracowanej w filozofii greckiej?
Wydaje się, że greckie myślenie o opatrzności miało swój początek
w tym, że filozofów ogromnie fascynował panujący w świecie porządek.
Przypisywali go sprawowanej przez bogów opatrzności. To
bogowie – twierdzili greccy filozofowie – nadali światu porządek
i nim kierują. Greckie pojęcie opatrzności kształtowało się wokół
takich pojęć jak kosmos – logos – nomos. Porządek (kosmos) panujący
w świecie jest dowodem jakiejś myśli (logos), która nadała temu
światu prawa (nomoi). Jednak Grecy nie znali tak ważnej dla biblijnego
obrazu świata prawdy, że jest on stworzony przez Boga.
Wydaje się, że to stąd właśnie biorą się trzy dość radykalne różnice
między greckim a biblijnym ujęciem opatrzności. Po pierwsze:
Grecy rozumieli potęgę boskich sił, które rządzą światem, nie zdawali
sobie jednak sprawy z tego, że Boża Opatrzność wypełniona
jest miłością. Po drugie: Wydaje się, że kosmos grecki, który istnieje
od zawsze, nie zmierza do żadnego przekraczającego go celu; dopiero
dzięki objawieniu, że świat jest stworzony przez Boga, mogła pojawić
się idea, że dąży on do wyznaczonego przez Stwórcę celu, do
tego, żeby stać się „nowym niebem i nową ziemią”. Wreszcie po trzecie:
Grekom trudno było sobie wyobrazić, żeby Opatrzność Boska
mogła się rozciągać nad wszystkim, aż do ostatniego szczegółu. Tę
prawdę w sporze z chrześcijaństwem filozofowie atakowali najpierw.
Przytoczę może Frontona z Cyrty (zm. ok. 166): „Ci chrześcijanie,
cóż za dziwolągi wymyślają! Tego swojego Boga przedstawiają jako
natręta niespokojnego, ciekawego aż zanadto, gdyż przy wszystkich
czynnościach asystuje, po wszystkich miejscach się wałęsa, a nie jest
w stanie oddać się jednemu, gdyż zajęty jest wszystkim, ani też wystarczyć
ogółowi, gdyż pochłonęły go szczegóły”.
Fronton naiwnie sobie wyobraża, że albo-albo: albo ogólne rządy
nad światem, albo zajmowanie się szczegółami. Celsusa z Aleksandrii
denerwowała ponadto biblijna wiara, że człowiekiem Boża
Opatrzność zajmuje się najszczególniej. Jego wypowiedź z roku ok.
178 Orygenes tak oto przedstawia: „Żydów i chrześcijan porównuje
Celsus do gromady nietoperzy, do mrówek wypełzających z mrowiska,
do żab zebranych wokół bagna, do robaków zebranych w kałuży
i spierających się, kto jest największy. Twierdzą: to nam Bóg
wszystko odkrywa i przepowiada. To o nas się troszczy i zabiega,
lekceważąc świat cały, nie zajmując się ruchem gwiazd i wielką Ziemią.
To do nas posyła swoich wysłanników zatroskanych o to, byśmy
połączyli się z Nim na zawsze. Według Celsusa jesteśmy podobni
do robaków, które mówią: Bóg istnieje, my zaś zajmujemy zaraz
drugie miejsce po nim. Wszystko jest nam poddane: ziemia, woda,
powietrze, gwiazdy. Wszystkie istnieją dla nas. Wszystko jest na nasze
usługi. Łatwiej takie głupstwa znieść, gdy rozprawiają o nich robaki
i żaby, niż kiedy mówią tak Żydzi i chrześcijanie”.
Zobaczmy, że struktura zarzutu jest ta sama: jak można Bogu
przypisywać szczegółową opatrzność, choćby tylko nad ogółem ludzi,
skoro się zajmuje całym światem?
ADAM WORKOWSKI: Chrześcijańscy apologeci nie polemizowali
z Seneką czy z Markiem Aureliuszem, ale do polemiki wybierali wygodnych
przeciwników. Lecz może zamiast przypominać te ostre i czasem
niezbyt mądre głosy ze strony stoickiej, warto byłoby pokazać
mądrość starożytnych – przypomnieć, że już u Platona ten, który rządzi
światem, jest dobry, a dobro z natury rzeczy jest źródłem miłości.
U stoików natomiast cały świat jest zarządzany rozumnie, my znajdujemy
w nim swoje własne piękne miejsce, a każda rzecz wokół nas
jest elementem ładu opatrznościowego. Marek Aureliusz pisał, że
uczestniczymy w „pięknym przedstawieniu”…
Także u Cycerona znajdujemy metaforę teatru…
AW: Przypisane są nam mniejsze lub większe role, potem nasze zadanie aktorskie się kończy i powinniśmy dziękować opatrzności, że pozwoliła
nam te role z godnością odegrać, że mogliśmy w tym pięknym
zdarzeniu uczestniczyć. Możemy widzieć potężne różnice między cywilizacjami
grecką i chrześcijańską, ale w kwestii opatrzności wydaje
się, że wiele je łączy.
Najpierw tylko zwrócę uwagę na to, że pierwsi apologeci nie wybierali
sobie przeciwników, ale próbowali odpowiadać, kiedy byli atakowani.
Fronton czy Celsus wprost atakowali ich wiarę, natomiast
Seneka w ogóle jej nie znał, a Marek Aureliusz napisał jedynie na
temat chrześcijan jedną czy drugą kąśliwą uwagę. Pan ma rację, zresztą
i ja to podkreślałem: Grecy mówili bardzo pięknie na temat opatrzności.
Widzieli ją jako Rozum kierujący światem, jako Dobro rozlewające
się na świat, jednak ani u Platona, ani u stoików za opatrznością
nie stoi miłość.
A co do metafory teatru, pojawia się ona nawet u apostoła Pawła:
wyrazu theatron używa on w Pierwszym Liście do Koryntian,
kiedy mówi o męczeństwie: „staliśmy się widowiskiem dla świata,
dla aniołów i ludzi” (1 Kor 4, 9). Zatem chodzi o „teatr” bardzo
na serio, w którym „aktorzy” dają świadectwo swojej całoosobowej
miłości i osiągają swoje ostateczne spełnienie, zdobywają swój
cel eschatologiczny.
Więcej na łamach styczniowego „Znaku”
Zamów numer
JACEK SALIJ OP, ur. 1942, teolog, prof. dr hab., wykładowca teologii
dogmatycznej w UKSW, członek Komitetu Nauk Teologicznych PAN,
publicysta, tłumacz, popularny duszpasterz, laureat Nagrody Stowarzyszenia
Wydawców Katolickich „Feniks” (2004). Ostatnio wydał: Listy
szóste (2004), Patriotyzm dzisiaj (2005).
POCZĄTEK STRONY |