|

TEMATY I REFLEKSJE
Piszę dla przygody i uniesienia
(fragment)
Z EUSTACHYM RYLSKIM rozmawia Beata Bereza
Kogo to interesuje, że młody debiutant pisze,
co zrobił, co zjadł, co widział, z kim się przespał
i gdzie potem poszedł? Pisanie o sobie ma sens
tylko wtedy, gdy mamy ku temu jakiś powód.
Powiedzmy sobie uczciwie, że najczęściej go nie
mamy.
BEATA BEREZA: Czy istnieje jakieś fundamentalne pytanie, na które
literatura powinna udzielać odpowiedzi?
EUSTACHY RYLSKI: Jest Bóg czy Go nie ma? Sami jesteśmy we
wszechświecie czy ktoś nam towarzyszy? Nasze istnienie jest czyimś
zamiarem czy przypadkiem? Śmierć zamyka coś na zawsze czy może
otwiera – jak to bywa z drzwiami, jedne się zamykają, inne otwierają?
Czym jest przestrzeń, pustka, wieczność? Krótko mówiąc, najbardziej
elementarne pytania, na które przyzwoita literatura powinna
próbować odpowiadać, tym bardziej że nauka, filozofia i religie
dały już sobie z tym spokój. Co do siebie, mam stuprocentową pewność,
że swoją twórczością nie rozsupłam tajemnicy istnienia. Od
czasu do czasu jednak próbuję. Dla zasady. Naturalnie nie mówię
sobie, że teraz napiszę opowiadanie lub powieść metafizyczną, bo to
pierwszy krok do katastrofy. Mówię sobie: teraz opowiem następującą historię. Będzie miała wymiar metafizyczny, to dobrze, nie będzie
miała – trudno. Bliskie mi przykłady twórczości metafizycznej
prezentuje, głównie w opowiadaniach, Jarosław Iwaszkiewicz. Gdy
po raz pierwszy przeczytałem Panny z Wilka, miałem wrażenie obcowania
z twórczością nie z tego świata. To najwyższa szkoła literackiej
jazdy.
Ale tajemnica i zagadkowość wyróżniają także Pana twórczość. Kiedy
czytam opowiadania zamieszczone w Wyspie – nie wiem, co jest rzeczywistością,
a co marą. W Dziewczynce z hotelu Excelsior jest wiele
tego rodzaju niedopowiedzeń. Czy to jest celowy zabieg?
Dobrze, jeśli są niedopowiedzenia, bo to zwiększa możliwości interpretacji,
ale trzeba też uważać, żeby jakieś historii nie utopić, to znaczy,
aby jedno niedopowiedzenie nie nakładało się na kolejne, żeby
z tego nie wyszło jedno wielkie niedopowiedzenie. Żadna z historii
opowiedzianych w zbiorze Wyspa, łącznie z może najmniej tajemniczą
samą Wyspą, nie mogłaby się wydarzyć w rzeczywistości. One
są w tym sensie nierzeczywiste i nieprawdziwe, ale one są równocześnie
prawdziwe i rzeczywiste dlatego, że ich bohaterowie są prawdziwi.
Nieszczęsny księgowy z Dziewczynki z hotelu Excelsior zachowuje
się tak, jak gdyby ta dziewczynka naprawdę istniała, a nie
wiemy, czy tak jest w istocie – czy ona nie jest wytworem jego imaginacji,
czy jest rzeczywistą nimfetką, czy też jakimś bytem nie z tego
świata.
A może jest tak, że każdy z nas ma swoją rzeczywistość, żyje w świecie
własnej fantazji, który może, choć niekoniecznie musi pokrywać się
ze światami innych?
Myślę, że tak właśnie jest. Każdemu z nas zdarza się widzieć coś,
rozmawiać z kimś lub obserwować jakąś sytuację, co do której nie
jest pewien, czy naprawdę zaistniała lub istnieje, i to nie musi być
objaw schizofrenii albo alkoholowego upojenia. Moje opowiadania
są o tym, że nieważne jest to, co nas otacza, ważni jesteśmy my sami.
Moje postaci są na serio, z krwi i kości. Natomiast ich otoczenie jest względne, wątpliwe, nierzeczywiste, pozorne, jak jeden z bohaterów
opowiadania Jak granit, który nie umarł, bo w istocie nigdy nie istniał,
odziany w ludzką powłokę, podszywający się pod człowieka.
Pana zdaniem, istnieją ludzie, którzy żyją, ale nie mają duszy?
Naturalnie. Pozornie nic im nie brak. Bywają atrakcyjni, wygadani,
sprawni intelektualnie, zdarza im się decydować o losach innych.
Ale to zombies. Mówię serio. Wydrążeni do samego spodu, jak tykwy.
Tylko materia.
O człowieczeństwie nie rozstrzyga status prawny, ale duchowość.
A duchowość to cały pakiet uczuć wyższych, z których decydująca,
jak sądzę, jest zdolność do współodczuwania. Wydaje mi się to sprawą
o tyle fundamentalną, że rozstrzyga o tym, czy przeminiemy ostatecznie
czy nie. Mówiąc najkrócej: czy wyzwolimy się z pułapki materii
czy nas ona pochłonie.
Literatura może nam to uświadomić. Nie zmienić, lecz uświadomić.
Czy to jakaś pociecha? Żadna, ale literatura, przykro to stwierdzić,
nie jest od pocieszania.
Więcej na łamach styczniowego „Znaku”
Zamów numer
EUSTACHY RYLSKI, ur. 1944, prozaik, dramaturg, scenarzysta. Napisał
m.in. Stankiewicz. Powrót (1984), Tylko chłód(1987), Człowiek
w cieniu (2004, Nagroda im. Józefa Mackiewicza), Warunek (2005),
Wyspa (2007).
POCZĄTEK STRONY |