70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Boża szkoła paradoksów

Innym niebezpieczeństwem zagrażającym świętowaniu Bożego Narodzenia jest obłędna komercja, przerost formy nad treścią…

Bóg się rodzi i…

…moc truchleje. Kiedy myślę o Bożym Narodzeniu, od razu przypomina mi się kolęda Franciszka Karpińskiego Bóg się rodzi, równocześnie pełna prostoty i wielkiej teologicznej głębi. To w pewnym sensie „kolęda kosmiczna”. Pokazuje Dzieciątko, które rządzi światem, jest Panem nieba i ziemi. I ma się za nas ofiarować. Treść tej pieśni trafia w sedno sprawy, jest jak skrót całej historii zbawienia. „Bóg się rodzi, moc truchleje. Pan niebiosów obnażony”. Porażające jest to zestawienie przeciwieństw: ,,ma granice Nieskończony”, ,,śmiertelny Król nad wiekami…”.

Od początku przyzwyczajamy się do paradoksów.

Paradoksalność jest czymś bardzo istotnym dla chrześcijaństwa. I ta kolęda znakomicie to pokazuje. Zresztą podobnie jak obraz wiszący w krakowskim kościele św. Wojciecha. Przedstawia on Matkę Bożą trzymającą na kolanach Dzieciątko. Jezus na tym obrazie jest dzieckiem, a jednocześnie Pantokratorem, ma w ręku Księgę i nam błogosławi.

Ciekawe, że swoje rozważania o Bożym Narodzeniu zaczął Pan od kolędy. Przecież – można by powiedzieć – to tylko jedna z wielu tradycji. Może nawet folklor?

Nie, to coś więcej. Bo ta kolęda mówi o tym, co w Bożym Narodzeniu najważniejsze. Ponadto proszę zwrócić uwagę na melodię. Ona niesie w sobie jakiś liryzm – pomimo dramatycznej treści. To jest właśnie specyfika polskich kolęd – one są tkliwe, pełne ciepła, często jak najbardziej rzewne. Opisują głównie macierzyństwo, wprowadzają nas w świat rodziny. To dziś bardzo potrzebne, niemniej pojawia się tu także groźba sentymentalizmu, czułostkowości bez zobowiązań. Następuje jakieś przesunięcie akcentów. Odnoszę wrażenie, że dziś święta Bożego Narodzenia coraz mniej mówią nam o tym, co naprawdę istotne, a coraz bardziej stają się odświętnym przerywnikiem, w którym najważniejsza jest przyjemna (acz tylko chwilowa) atmosfera.

Jak u Państwa wyglądają Święta? Myślę tu o choince, dwunastu potrawach wigilijnych…

Moja żona jest Wietnamką. Nasze święta są zatem polsko-wietnamskie, a w Wietnamie nie ma tego rodzaju tradycji. Tam to wszystko wygląda inaczej. Żona pamięta, jak przy kaplicy w lesie była odprawiana pasterka. Potem jechało się do domu i siadało do posiłku.

Dla nas, tu w Krakowie, istotne jest dzielenie się opłatkiem. I śpiew kolęd. Żona, jeśli uda się nam ją namówić, śpiewa wietnamskie kolędy… Ale mnie szczególnie wzrusza Cicha noc…

To z kolei kolęda niemiecka.

Słucham jej po polsku, ale w wersji śpiewanej przez Wietnamczyka i z wietnamskim podkładem muzycznym.  Jeszcze wyraźniej wtedy widzę, że trzeba – warto! – czerpać z innych kultur, otwierać się na świat! Można wówczas zobaczyć, w jaki sposób inne kultury wyrażają to, co w tych świętach jest najważniejsze. Można – z innej strony – przybliżyć się do sedna.

Jak Pan – po kilkudziesięciu przeżytych świętach Bożego Narodzenia – patrzy dziś na betlejemski żłóbek? Na szopkę?

Bardzo ważny okazał się dla mnie pobyt w Betlejem. Kiedy wszedłem do tej pieczary, do miejsca Narodzenia, trochę mnie odrzuciło. Wszystko pokrywały ozdoby. Nie mogłem się tam odnaleźć. Na szczęście tuż obok, kilka metrów dalej, zobaczyłem identyczną piwniczkę, która – jak sądzę – zachowała się w stanie nienaruszonym. I ja się modliłem właśnie tam, gdzie nic nie ma – tylko skaliste ściany, nic więcej. Gdybym mógł jeszcze raz pojechać do Betlejem, od razu tam bym poszedł. Bo to jest rzeczywistość, która mówi mi o wiele więcej niż kaplice pełne złota i rozmaitych ozdób. No cóż, stale borykamy się z problemem powracania do istoty…

Co jest tą istotą?

Istotą jest Chrystus, który stał się człowiekiem. Narodził się, żył z ludźmi, służył im, wreszcie umarł za nich. Oto istota rzeczy.

Czy to oznacza, że w Boże Narodzenie powinniśmy już myśleć o całym dalszym życiu Jezusa i o krzyżu, czy też możemy się skupić na tej…

…radości Narodzenia, Wcielenia… Oczywiście, mamy prawo do radości i powinniśmy tę radość przeżywać. Ale pamięć o tym, co się stanie później, ma nas zabezpieczać przed tanim sentymentalizmem. Tylko jak to robić? Nie bardzo wiem, jestem tu skazany na intuicję.

Innym niebezpieczeństwem zagrażającym świętowaniu Bożego Narodzenia jest obłędna komercja, przerost formy nad treścią… Myślę o tej formie, ilekroć patrzę na szopki krakowskie. Przecież one w pewnym sensie marginalizują narodzenie Jezusa. Niby są tam maleńkie figurki Maryi i Jezusa, ale nawet nie zawsze je widać. Można na to spojrzeć jako na wytwór kultury, który odszedł od źródła i żyje własnym życiem. Ale można też dostrzec tu… kolejny paradoks. To coś malutkiego, miniaturowego (,,stajenka”), jest tak ważne, ze rozrasta się w przebogaty pałac.

Jak to jest z Panem Bogiem: czemu tak polubił paradoksy?

Nie wiem. Mam nadzieję, że zaczniemy to (stopniowo, rzecz jasna) rozumieć w niebie. Nie da się pojąć nieskończoności.

Jak by Pan odpowiedział na prośbę o krótki opis sensu świąt Bożego Narodzenia?

Są one nieustannym przypominaniem. Przypominaniem tego najważniejszego faktu w dziejach świata i jego znaczenia – dla mnie i dla ciebie. To coś, do czego trzeba bez ustanku wracać. I na nowo próbować wyciągać z tego wnioski.

Rodzina Jezusa to prości ludzie. Nowinę o Narodzeniu jako pierwsi otrzymują pasterze. Bóg pojawia się wśród ludzi najprostszych…

No właśnie. Błogosławieni ubodzy…

Kiedy słyszymy, że błogosławieni są ci, ,,w których Pan ma upodobanie”, to na przykładzie Świętej Rodziny widzimy, że…

To Boże upodobanie prowadzi nieraz przez sytuacje trudne i dramatyczne. Dlaczego? Nie ma – przynajmniej dla mnie – innego wyjścia,  jak tylko powiedzieć: nie wiem, nie rozumiem, wierzę, że to ma sens.

Okres Bożego Narodzenia kończy uroczystość Objawienia Pańskiego. Jak Pan interpretuje opowieść o trzech mędrcach i ich długiej drodze do Betlejem?

Ta historia pokazuje sposób działania Pana Boga. On oddziałuje na ludzi z innych religii i kultur, prowadzi ich do Betlejem, po czym oni odchodzą, nie stając się chrześcijanami. Powracają do siebie i nie wiadomo, co się z nimi dalej dzieje. Objawienie Boże w rozmaity sposób dociera do ludzi. Są różne rodzaje przekazu ze strony Boga – na wszystko trzeba patrzeć możliwie szeroko. I trzeba być gotowym na najrozmaitsze niespodzianki i paradoksy.

 

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata