|

ZDARZENIA – KSIĄŻKI – LUDZIE
Pathos (fragment)
KRZYSZTOF BIEDRZYCKI
Katyń, Polska 2007,
reżyseria: Andrzej Wajda,
we współpracy z Agnieszką Glińską i Markiem Zydorowiczem,
scenariusz: Andrzej Wajda, Przemysław Nowakowski
na podstawie noweli Andrzeja Mularczyka
O Katyniu nie da się inaczej, jak tylko z patosem. To jedna z największych
tragedii w historii Polski, ale nie tylko przez sam fakt zbrodni
emblematyczna. To tragedia podwójna, bo uwikłana w kłamstwo, uporczywie
zamazywana albo wykorzystywana propagandowo, a także tragedia
zbrukana, której ofiary – zamordowani oraz nieznający ich losu
bliscy – zostały po wielokroć podeptane w swojej godności.
Podjęcie tematu Katynia w sztuce wiąże się z ogromnym ryzykiem.
Jak w ogóle podejmowanie tematu dwudziestowiecznych zbrodni: Auschwitz
czy szerzej – Holokaustu, Powstania Warszawskiego, łagrów.
Wydaje się, że wobec ogromu zła trzeba zachować milczenie. Z drugiej
jednak strony – nie, nie wolno milczeć, bo nie można pozwolić, żeby
o złu zapomniano. Tyle że czym innym są – świadectwo, wspomnienie,
historyczna rekonstrukcja, czym innym zaś – wizja artystyczna. Sztuka
bowiem nie tylko informuje, ale nade wszystko kreuje obraz, który siłą
sugestywności narzuca się wyobraźni i prawdę w najlepszym razie wspomaga, w najgorszym – zastępuje. Sztuka ma ogromną moc, dlatego potrafi
wiele powiedzieć o świecie, w tym o przeszłości. Zarazem jednak
jest to moc zwodnicza, bo sztuka nie może zastąpić wiedzy, w tym wiedzy
o tym, co było. Tymczasem jej interpretacja dziejów jest w większej
mierze zmaganiem się ze współczesnym stanem ducha i świadomości
niż z minionymi wydarzeniami.
Pathos to po grecku uczucie, ale nie każde, lecz uczucie wzniosłe,
głębokie przeżycie, a nawet cierpienie. Pathos wpisany był w reguły rządzące
tragedią jako gatunkiem dramatycznym – on wiódł do katharsis,
oczyszczenia. Dziś się go obawiamy, lękamy się głębokich uczuć, które
budzi w nas sztuka, one wywołują złe skojarzenia, wydają się domeną
kiczu. Dziś wolimy grę, zabawę, dystans nasz wobec dzieła i dzieła wobec
nas. I podejmujemy tę grę, również z historią i ze złem. Tylko że nie
zawsze się da. Są tematy, które domagają się powagi. Dlatego niechętnie
je podejmujemy, omijamy z daleka, wydaje nam się, że jesteśmy wobec
nich bezradni.
Tak było przez długie lata z Katyniem. Bo zmagając się z tym tematem,
trzeba było stanąć oko w oko nie tylko ze zbrodnią, ale i z kłamstwem.
Trzeba było opowiedzieć się po stronie cierpienia i prawdy. A to
stanowi zawsze ogromne wyzwanie, gdyż – paradoksalnie – łatwo w takiej
sytuacji omsknąć się w fałsz – nie faktograficzny, ale emocjonalny.
Nie da się wyjść poza patos, ale poddanie się mu może wieść do nieznośnego
monumentalizmu. Lub odwrotnie – do perwersyjnej fascynacji
złem i kłamstwem. Estetyka w takich sytuacjach bywa jeśli nie bezradna,
to mocno zakłopotana.
Andrzej Wajda przez lata nosił się z zamiarem zrobienia filmu o Katyniu.
Był jednym z tych, których zbrodnia sowiecka dotknęła osobiście,
bo na Wschodzie zginął jego ojciec (jak się jednak okazało, nie w Katyniu,
lecz Charkowie). Wzgląd osobisty odgrywał tu ważną rolę. Ale istotne
było też co innego. Twórca Kanału, Popiołów czy Człowieka z marmuru
jak nikt inny swoimi filmowymi wizjami kształtował wyobraźnię historyczną
nowoczesnego Polaka. Zmierzywszy się z wieloma tematami z dziejów
Polski, chciał podjąć i ten, żeby wypełnić znaczącą lukę.
Zwłoka w podjęciu prac nad filmem (do którego reżyser przymierzał
się od końca lat osiemdziesiątych) wynikała z wielu przyczyn, ale
najważniejszą z nich był brak artystycznego klucza. Wajda wielokrotnie
w wywiadach mówił, że nie może znaleźć odpowiedniego scenariusza.
Wreszcie zdecydował się oprzeć na noweli Andrzeja Mularczyka Post
mortem.
Więcej na łamach grudniowego numeru „Znaku”
Zamów numer
KRZYSZTOF BIEDRZYCKI, ur. 1960, dr, adiunkt na Wydziale Polonistyki
UJ, historyk literatury, krytyk literacki i filmowy, wydał m.in.
Świat poezji Stanisława Barańczaka (1995), Wariacje metafizyczne (2007).
POCZĄTEK STRONY |