70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Czy katolik może być tolerancyjny?

Katolicy, przyjmując konkretną wiarę i wyznając jasno określone wartości, nie mogą zgadzać się na każdą wizję życia moralnego. Nie znaczy to, że odrzucając cudze poglądy czy sposób życia, odrzucają partnerów dialogu. Również homoseksualiści, nie zgadzając się z głoszoną przez Kościół katolicki oceną homoseksualnego stylu życia i dyskutując z nią, nie okazują przecież braku tolerancji.

Pisanie na temat homoseksualizmu jest zajęciem dość niewdzięcznym. Każdy, kto w tej sprawie zabiera głos, zmuszony jest do wyrażenia własnej oceny. I tu bardzo łatwo można zostać posądzonym o nietolerancję, względnie o sprzyjanie homoseksualnemu sposobowi bycia. Bo przecież homoseksualizm to nie tylko związki partnerskie, ale i również pewna wizja człowieka i świata. Dodatkową trudnością jest niemalże niemożliwe do uniknięcia mimowolne wikłanie się piszącego w zagadnienia społeczno-polityczne. A to jeszcze bardziej podgrzewa atmosferę wokół podjętej problematyki. Tak więc każda, nawet czysto filozoficzna próba analizy homoseksualizmu zostaje wplątana w kwestie pozafilozoficzne.

Chciałbym jednak nieco odejść od prób analizy samego zjawiska na rzecz rozstrzygnięcia pytania o to, czym wyraża się tolerancja (względnie nietolerancja) względem osób o orientacji homoseksualnej i ich stylu życia. Czy ktoś, kto sprzeciwia się możliwości adopcji dzieci przez osoby pozostające w homoseksualnych związkach partnerskich, jest już nietolerancyjny czy może nietolerancyjną jest dopiero osoba, która nie zgadza się na legalizację homoseksualnych związków partnerskich? A może nietolerancję należałoby zarzucić komuś, kto – z różnych powodów – w ogóle nie akceptuje związków jednopłciowych?

Zagadnienie tolerancji, wielokrotnie poruszane przy okazji różnych dyskusji, zostało gruntownie opracowane, zwłaszcza w ramach filozofii polityki. Nie ma więc potrzeby przywoływać w tym miejscu poszczególnych analiz. Wciąż jednak brakuje rozstrzygnięć, które oddalając się od kwestii społeczno-politycznych, pozostałyby na gruncie czysto etycznym. Wbrew pozorom, zagadnienie tolerancji mieści się przede wszystkim nie sferze polityki, lecz w sferze etyki normatywnej, i wpisuje się w relacje międzyosobowe[1]. Tak też na tę kwestię pragnąłbym spojrzeć.

Warto zatem na samym początku zastanowić się, o czym mówimy – mówiąc o tolerancji. Następnie w świetle przyjętych rozstrzygnięć należy zadać pytanie, czy osobę przyjmującą nauczanie Kościoła w sprawie homoseksualizmu można zaliczyć do elitarnego grona osób tolerancyjnych. „Tolerancyjność” bowiem stała się obecnie wyznacznikiem moralnej oceny poszczególnych jednostek. Osoba, która uchodzi za nietolerancyjną, znajduje się niejako poza nawiasem społecznym (nie wnikam w tym miejscu, czy słusznie). Nie zamierzam w sposób szczegółowy analizować samego nauczania Kościoła Katolickiego w sprawie homoseksualizmu i jego trafności. Czyniło to już nie raz wiele rozmaitych autorytetów. Nie znaczy to jednak, że pominę tu treść tego nauczania. Podstawowym pytaniem, które zamierzam postawić, jest pytanie o to, czy solidaryzując się ze stanowiskiem wyrażonym przez Kościół w sprawie związków homoseksualnych, można mienić się człowiekiem tolerancyjnym. Innymi słowy: czy katolik może być tolerancyjny?

Czym jest więc tolerancja i co znaczy być osobą tolerancyjną? Według niektórych autorów tolerancja dotyczy zarówno osób, ich czynów, jak i postaw. Można więc tolerować osoby, ich postępowanie oraz poglądy, na przykład moralne[2].

Tolerować osobę

Czy tolerancja oznacza zgodę na życie w świecie, „w którym ludzie mają prawo wybierać własny styl życia, w głębi sumienia decydować o swoich przekonaniach, kształtować własne życie na wiele sposobów”[3]? Takie spojrzenie znajduje swoje źródło w zasadzie głoszącej, że każdy człowiek ma prawo kierować swym życiem zgodnie z wewnętrznym poczuciem, iż wybrany przez niego styl życia jest naprawdę wartościowy. Powinien pozostawać wierny samemu sobie i dążyć do samorealizacji. Każdy musi sam sobie odpowiedzieć na pytanie, na czym owo samospełnienie polega. Nikt nie może i – co ważne – nie powinien mu tego narzucać[4]. Tak rozumiana tolerancja względem osób homoseksualnych polegałaby nie tylko na nie ingerowaniu w ich życie i sposób postępowania, ale i również na braku jakiejkolwiek negatywnej oceny ich wizji świata. Sprzeniewierzeniem się tak rozumianej tolerancji byłoby wyrażenie swojej niezgody – bądź nawet negatywnej opinii – chociażby w sprawie tzw. legalizacji związków partnerskich.

Tymczasem Kościół katolicki takową niezgodę w swoich wypowiedziach wyraźnie artykułuje. Podnosi otwarty sprzeciw wobec równego traktowania związków zawieranych przez osoby tej samej płci i związków heteroseksualnych. Co więcej, nie zgadza się na przyjmowanie w szeregi kandydatów do kapłaństwa osób, które przejawiają „głęboko zakorzenione” skłonności homoseksualne[5], wyrażając tym samym przekonanie, iż homoseksualiści nie mogą być wybrani do tej formy służby Bogu. [Kościół] Nie podziela więc przeświadczenia o tym, że każdy człowiek ma prawo do swobodnej ekspresji swojej osobowości. Czy zatem Kościół jest wrogiem tolerancji?

Zdefiniowanie tolerancji jako nakazu wspierania każdego człowieka w jego dążeniu do samorealizacji, wyłącza katolików z grona ludzi tolerancyjnych. Kościół bowiem zaznacza, iż akty homoseksualne sprzeciwiają się prawu naturalnemu. Twierdzi, że nie wynikają z prawdziwej komplementarności uczuciowej i płciowej. Odmawia im jednocześnie swej aprobaty[6]. Byłoby nieporozumieniem oczekiwać, iż katolicy będą wspierać i utwierdzać gejów i lesbijki w ich dążeniach do samorealizacji w wybranych przez nich związkach.

Kwestia definicji

Na podstawie wyżej zaprezentowanej definicji tolerancji można by orzec, że katolicy posłuszni nauczaniu Kościoła, rzeczywiście nie mogą być tolerancyjni względem osób homoseksualnych. Zarzut nietolerancji jest zbyt poważnym zarzutem, by go zignorować czy przejść nad nim do porządku dziennego. Wobec tego, by nikogo zbyt pochopnie nie oceniać i nie wyłączać ze społeczności osób cieszących się dobrym imieniem, należy raz jeszcze wniknąć w samą istotę tolerancji. Czy rzeczywiście bycie tolerancyjnym oznacza wspomaganie innych ludzi w ich dążeniach? Przecież nikt nie nazwie osoby, która nie pomaga komuś w realizacji jego pragnień, osobą nietolerancyjną. Postulat takiej tolerancji wydaje się wewnętrznie sprzeczny i niemożliwy do zrealizowania. Nie bierze bowiem pod uwagę sposobu życia i celów wszystkich ludzi, również tych, którym, wydawałoby się, nie potrzeba okazywać tolerancji, gdyż to oni sami wezwani są do tolerowania innych.

Pierwszym zarzutem jest utopijność owego postulatu. Nie da się wspierać wszystkich ludzi w ich dążeniach do rozmaicie przez nich pojętych celów. Jest to dla jednostki niewykonalne. Można w tym miejscu rzecz ująć inaczej: jeśli nie wszystkich – w takim razie powinno się wspierać największą, jaką jesteśmy w stanie, liczbę osób. Temu postulatowi nie można już zarzucić niewykonalności.

Problem byłby rozstrzygnięty, gdyby nie jeszcze jedna, dość istotna kwestia. Pytanie podstawowe brzmi: czy tolerancja skierowana do osób homoseksualnych jest tym samym, co wspieranie ich w obranych przez nich dążeniach? Wspieranie jest już formą aktywności, angażowaniem się na rzecz innych ludzi oraz realizacji ich planów. Natomiast słowo „tolerancja” kojarzy się raczej z pewnym powstrzymywaniem się od działania. Skoro ktoś wykazuje pewien stopień zaangażowania, trudno nazwać go osobą tolerancyjną. Raczej zyskuje miano społecznika czy aktywisty.

Co więcej, określając tolerancję jako zaangażowanie, nie bierze się pod uwagę poglądów moralnych osób, do których takie wymagania się kieruje. Otóż jeśli tolerancja ma być wymogiem moralnym, kategoryczną i bezwarunkową normą postępowania, musi być powszechna. Nie można dopuszczać wyjątków. W prezentowanej dyskusji musiałaby również obejmować homoseksualistów. W praktyce sprowadzałoby się to do tego, iż powinni by oni wspierać katolików w ich dążeniach. A zatem również w głoszeniu tezy o moralnym złu praktyk homoseksualnych[7]. W ten sposób podana definicja sprowadza do absurdu bardzo ważną kwestię moralną, jaką jest tolerancja. Trzeba więc przyjąć i przeanalizować inną, bardziej realną definicję tolerancji.

Tolerancja jako „znoszenie”

Inna definicja tolerancji zakłada pojmowanie jej jako takiej postawy, gdy dana osoba godzi się na znoszenie przykrości, pomimo iż mogłaby usunąć ich przyczynę[8]. Mam jednak pewne wątpliwości co do rozumienia sformułowania: „możliwość usunięcia przyczyny doznawanych przykrości”. W wypadku tolerancji względem homoseksualistów takie „znoszenie” polegałoby na wyrażeniu zgody na ich egzystencję. Ale przecież, żeby uzasadnić czyjeś prawo do życia, nie trzeba odwoływać się aż do tolerancji. Tolerancja jest pojęciem węższym niż pojęcie afirmacji osoby jako takiej. Trudno poczytywać komuś za cnotę to, że pozwala żyć innym osobom.

Jednak „znoszenie przykrości” we właściwym rozumieniu tolerancji odnosi się do uznawania prawa innych do odmiennego myślenia, do przedstawiania swych poglądów i kierowania własnym życiem[9]. Oznacza to, iż narzucanie im naszej wizji ich życia jest sprzeniewierzeniem się tolerancji. W tym miejscu warte uwagi jest rozgraniczenie pomiędzy narzucaniem pewnego systemu wartości a proponowaniem i zachęcaniem do jego przyjęcia.

Narzucanie czy nauczanie

Narzucanie polega na przymuszaniu do przyjęcia określonej postawy. To przymuszanie nie musi wiązać się ze stosowaniem siły fizycznej. Może sprowadzać się na przykład do stworzenia „odpowiedniego” klimatu, w którym dana osoba nie może zaistnieć, jeśli nie przyjmie konkretnych poglądów i postaw. Nauczanie zaś jest głoszeniem, wskazywaniem pewnej drogi postępowania – godnej rozważenia. Głosi się zaś dane poglądy nie dlatego, że są „nasze”, lecz dlatego właśnie, iż warte są przedstawienia i w dalszej perspektywie – przyjęcia. Ktoś powie, że w takim razie nie ma żadnej różnicy pomiędzy narzucaniem komuś czegoś a nauczaniem; że nauczanie może być również narzucaniem. Nauczanie odróżnia się od narzucania stojącymi za nim racjami. Nauczający racjonalnie uzasadnia to, co głosi. Wykazuje wartość swego stanowiska i pozostawia wybór. Inaczej jest w przypadku narzucania: „albo jesteś taki jak my, albo nie ma dla ciebie miejsca w społeczeństwie”. „Osoby te [homoseksualne – przyp. RK] są wezwane do wypełniania woli Bożej w swoim życiu i – jeśli są chrześcijanami – do złączenia z ofiarą krzyża Pana trudności, jakie mogą napotykać z powodu swojej kondycji”. I dalej: „Osoby homoseksualne są wezwane do czystości. Dzięki cnotom panowania nad sobą, które uczą wolności wewnętrznej, niekiedy dzięki wsparciu bezinteresownej przyjaźni, przez modlitwę i łaskę sakramentalną, mogą i powinny przybliżać się one – stopniowo i zdecydowanie – do doskonałości chrześcijańskiej”[10]. Kościół więc, co nie jest nowością, nie wyklucza ze swego grona homoseksualistów. Wskazuje im, podobnie zresztą jak i heteroseksualistom, pewną drogę postępowania. Jednocześnie jednak zaznacza, iż „według obiektywnego porządku moralnego stosunki homoseksualne są pozbawione niezbędnego i istotnego uporządkowania. […] Akty homoseksualizmu są wewnętrznie nieuporządkowane i w żadnym przypadku nie mogą zostać zaaprobowane”[11].

Może jednak (nie)tolerancyjny

Aby uznać to stanowisko za nietolerancyjne, trzeba by miarą tolerancji uczynić zgodę na nie odpowiadającą nam postawę. Natomiast w myśl tej propozycji byłbym tolerancyjny, jeśli zaakceptowałbym odmienne od moich poglądy czy styl życia. Oczywiście nie można utożsamiać zgody na głoszenie poglądów ze zgodą na owe poglądy. Mogę prezentować zupełnie inne stanowisko w sprawach moralnych niż mój sąsiad homoseksualista, możemy nawet toczyć z sobą spory o to, czy związki homoseksualne mają taką samą moralną wartość, co heteroseksualne. I, co jest ważne, możemy się nie zgadzać w ocenie tego i pomimo wszystko być względem siebie tolerancyjni.

Katolicy, przyjmując konkretną wiarę i wyznając jasno określone wartości, nie mogą, jeśli chcą zachować swoją tożsamość, zgadzać się na każdą wizję życia moralnego. Nie znaczy to, że odrzucając cudze poglądy czy sposób życia, odrzucają partnerów dialogu. Podobną sytuację można zaobserwować po „drugiej stronie”. Również homoseksualiści, nie zgadzając się z głoszoną przez Kościół katolicki oceną homoseksualnego stylu życia i dyskutując z nią, nie okazują przecież braku tolerancji.

Do katolików

Dotychczasowe rozważania zdają się sugerować, że istnieje wyraźny podział na środowisko katolików i homoseksualistów. Nie śledzę badań socjologicznych na ten temat, jednak jestem pewien, iż naiwnością byłoby sądzić, że zbiory te są rozłączne. Dokumenty Kościoła poruszające zagadnienie orientacji seksualnej zawierają wskazania głównie dla katolików i mówią przede wszystkim o posłannictwie tych członków Kościoła katolickiego, którzy kierują pragnienia erotyczne do osób tej samej płci. Tym samym nie stawia się ich poza Kościołem, mówiąc: „zmieńcie się i dopiero wtedy przyjdźcie…”. Kościół ukazuje pewną drogę, którą te osoby mają do przebycia właśnie we wspólnocie wierzących. Droga ta współgra z przyjętymi przez nich niegdyś zasadami moralnymi i wymaga konsekwencji w działaniu. Te same normy moralne dotyczą zarówno osób homoseksualnych, jak i heteroseksualnych. W moralności nie ma wyjątków.

Ku zakończeniu

Cytowany już Charles Taylor jest zdania, iż argumentacja dążąca do uznania tej samej wartości różnych form wyrażania własnej seksualności ma swe źródło we współczesnym ideale autentyczności. Ideał ten odwołuje się do pojęć odmienności i oryginalności oraz do akceptacji różnorodności. W tym nurcie wartością staje się już samo dokonanie wyboru. Wartość moralna decyzji uzależniana jest od tego, czy jej źródłem jest wolny wybór podmiotu. Zgodnie z takim podejściem wybór orientacji seksualnej nie ma znaczenia, jest takim samym wyborem, jak wszystkie inne, i zależy od tego, co czujemy[12]. Tymczasem Kościół twierdzi, iż kryterium wartości moralnej podejmowanych decyzji i działań nie stanowi odpowiedź na pytanie, czy zostały dokonane w sposób wolny. Stanowi je uformowana przez Boga ludzka natura. Jednocześnie, nie zgadzając się na moralne usprawiedliwienie aktów homoseksualnych, Kościół sprzeciwia się wszelkim formom dyskryminacji oraz potępia akty przemocy czy poniżające traktowanie homoseksualistów[13].

Postawa tolerancji nie wymaga od podmiotu aprobaty, ani akceptacji poglądów, zasad i upodobań żywionych przez innych ludzi. Polega ona raczej na szanowaniu dokonywanych przez innych relewantnych moralnie wyborów życiowych, pomimo, iż nie jesteśmy w stanie się z nimi zgodzić. Ale ten szacunek dla cudzych poglądów nie jest wartością samą w sobie. Wynika on z szacunku jakim obdarzamy osobę przyjmującą taką, a nie inną postawę. Wymóg tolerancji nie jest wymogiem zaprzestania wszelkiej dyskusji. Nie stoi w sprzeczności z propagowaniem przekonań, które uznawane są przez daną społeczność, w tym wypadku przez katolików, za słuszne i z argumentowaniem przeciwko poglądom za takie nie uważanym. Tolerancyjnym jest więc człowiek, który dostrzega w drugim uczestnika dialogu, nie zaś wroga[14].

 

 


[1] Por. E. Podrez, Moralne uzasadnienie tolerancji. Studium  z etyki personalistycznej, Warszawa 1999, s. 15.

[2] Por. tamże, s. 9.

[3] Ch. Taylor, Etyka autentyczności, Kraków 2002, s. 10.

[4] Por. tamże, s. 20.

[5] Kongregacja ds. Wychowania Katolickiego, Instrukcja dotycząca kryteriów rozeznawania powołania w stosunku do osób z tendencjami homoseksualnymi w kontekście przyjmowania ich do seminariów i dopuszczania do święceń, 2: „Kościół, głęboko szanując osoby, których dotyczy ten problem, nie może dopuszczać do seminarium ani do święceń osób, które praktykują homoseksualizm, wykazują głęboko zakorzenione tendencje homoseksualne lub wspierają tak zwaną »kulturę gejowską«”.

[6] Zob. Katechizm Kościoła Katolickiego, 2357.

[7] Nie chcę w tym miejscu wikłać się w rozważania o trafności argumentów wysuwanych w dyskusjach nad moralną oceną zawierania związków homoseksualnych. Przywoływanie tych dyskusji nie wniosłoby żadnych rozstrzygnięć do prowadzonych analiz.

[8] Por. J. Keller, Tolerancja jako zasada moralna i postawa, „Studia Filozoficzne”, nr 16 (1960), z.1, s. 185.

[9] Por. tamże, s. 187.

[10] Katechizm Kościoła Katolickiego, 2358-2359.

[11] Kongregacja Nauki Wiary, Deklaracja o niektórych zagadnieniach etyki seksualnej Persona Humana, 8.

[12] Por. Ch. Taylor, Etyka autentyczności, dz. cyt., s. 42.

[13] Por. Kongregacja ds. Wychowania Katolickiego, Instrukcja dotycząca kryteriów…, 2; Kongregacja Nauki Wiary, List do biskupów Kościoła Katolickiego o duszpasterstwie osób homoseksualnych, 10.

[14] Por. J. Keller, Tolerancja jako zasada moralna i postawa, dz. cyt., s. 196-197.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata