|

SPOŁECZEŃSTWO NIEOBOJĘTNYCH
Kuba, która nadchodzi
RICARDO CARRERAS LARIO
Od dłuższego czasu cały świat zadaje sobie pytanie, co stanie się
z Kubą, gdy umrze jej dyktator Fidel Castro.
Od Zachodu i Wschodu, ze wszystkich stron świata, do wybrzeża
tej pięknej karaibskiej wyspy napłynęła już nie zwykła fala, ale prawdziwe
„tsunami plotek” na temat El Comendante. Stan jego zdrowia (tajemnica
państwowa na Kubie) jest przedmiotem spekulacji w każdym
zakątku kraju. Castro, wielbiciel długich przemówień, nie wystąpił publicznie
od ponad roku. Już od ponad miesiąca nie pokazuje się w telewizji,
nigdzie też nie ukazują się jego aktualne fotografie. Niektórzy
mówią, że już umarł i że jego otoczenie czeka na odpowiedni moment,
aby tę śmierć ogłosić; inni wierzą, że żyje, ale jest bardzo chory – są
i tacy, którzy myślą, że wraca do zdrowia.
Pewne jest, że fizyczna kondycja Fidela jest bardzo zła i że może on
umrzeć w ciągu kilku dni, tygodni albo miesięcy. Historia go bez wątpienia
nie rozgrzeszy (choć sam zwykł tak mawiać) – raczej pogrzebie
w czeluściach razem z innymi dyktatorami, którzy przysparzali cierpień
własnym narodom.
Rządy Fidela Castro nie mają już oparcia w stabilnej gospodarce.
Kuba, jedno z najlepiej prosperujących państw Ameryki Łacińskiej pierwszej
połowy XX wieku, przekształciła się w ciągu prawie pięciu dekad
castryzmu w ruinę ekonomiczną, społeczną i, co najgorsze, w dużym
stopniu także moralną.
Kubańska gospodarka znajduje się w opłakanym stanie i nie próbuje
się nawet tego zmienić. Za przykład może posłużyć przemysł cukrowniczy:
niegdyś kwitnąca gałąź gospodarki jest dziś smutnym cieniem dawnej
świetności. Podczas gdy inne kraje zwiększyły produkcję cukru, Kuba
wytwarza go pięć-sześć razy mniej niż przed kilkoma dekadami. Połowa
cukrowni została zamknięta, a niektóre z tych, które przetrwały, i tak
nie funkcjonują z powodu niskiej rentowności. Gospodarka scentralizowana
okazała się katastrofalnym pomysłem w odniesieniu do cukrownictwa,
które na Kubie jest zatrważająco niewydajne.
Obecnie Kuba produkuje i sprzedaje bardzo niewiele. Najważniejszymi
źródłami dochodów są dotacje (bardzo często symboliczne), które
wyspa otrzymuje od rządu wenezuelskiego, pieniądze przysyłane przez
emigrantów dla swoich rodzin oraz wpływy z sektora turystycznego.
Ten ostatni kuleje jednak coraz bardziej. Rozwój turystyki jest utrudniony
ze względu na zwiększoną nad nim kontrolę wojska. Statystyka
dotycząca liczby turystów odwiedzających Kubę – a jest to jedna z nielicznych
statystyk, którym można wierzyć, ponieważ jej wiarygodność
daje się kontrolować z zagranicy – pokazuje wyraźnie, że w 2006 roku
wyspę odwiedziło mniej turystów niż rok wcześniej. To dlatego rząd
rozpoczął intensywną kampanię promocyjną.
Na Kubie lekceważone są także prawa człowieka.
Po licznych więzieniach porozrzucani są więźniowie sumienia, których
liczba sięga trzystu. Wszystkich przetrzymuje się w nieludzkich
warunkach.
Kubańczyków pozbawiono swobód politycznych i ekonomicznych.
Nie mają wolnych wyborów, wolności prasy i wolności słowa. Ich zarobki,
mierzone w niewymienialnym peso narodowym (w skrócie CUP,
nazywanym też peso kubańskim), wynoszą równowartość 10 euro miesięcznie,
w dodatku za większość produktów, na które nie przysługują
kartki reglamentacyjne, mogą zapłacić tylko peso wymienialnym (tzw.
peso convertible, w skrócie CUC, wprowadzone w zamian za dolara
amerykańskiego w 2004 r.) – a jego wartość jest już dużo wyższa [Przeciętnemu Kubańczykowi miesięcznie przysługuje na kartki 3 kg ryżu, 3 kg cukru,
6 jajek, 125 g kawy, 250 g suszonej fasoli, 250 g mielonego produktu mięsopodobnego
z soi albo ćwiartka kurczaka – przyp. tłum.] . Nie
mogą inwestować ani założyć własnej firmy. A na dodatek przeważnie
nie wolno im nawet korzystać z najlepszych plaż i hoteli, które zarezerwowane są dla turystów z zagranicy. Uprzywilejowanie cudzoziemców
kosztem własnych obywateli tworzy swoisty turystyczny apartheid, w którego
istnienie trudno uwierzyć. Pozostaje on jednak faktem.
Na Kubie posiadanie samochodu to oznaka luksusu. Tak samo jest
z telefonem komórkowym – ma go zaledwie 1 procent populacji i jest
to najniższy wskaźnik w całej Ameryce. Dostęp do Internetu jest przywilejem
zarezerwowanym dla garstki osób.
Co więc stanie się z Kubą, kiedy Fidel Castro umrze?
Na pierwszy rzut oka wydaje się, że sytuacja nie jest zbyt optymistyczna.
Wiele wskazuje na to, że po dyktaturze Fidela nastąpi dyktatura
jego brata, Raula Castro. Obdarzona pełnym zaufaniem obecnej władzy
garstka „raulistów” – żołnierzy w podeszłym wieku, swoistej castrowskiej
gerontokracji – kontrolująca kubańskie siły zbrojne i za ich
pośrednictwem również pozostałe rządowe resorty, umocniła w ostatnim
czasie swoją pozycję.
Bez wątpienia Raul Castro i jego otoczenie zdają sobie sprawę,
że aby móc dalej kontrolować sytuację, muszą zaprowadzić pewne zmiany.
Na razie oświadczenia o jakichkolwiek reformach są tylko pustą retoryką,
ponieważ Fidel Castro, choć chory, nadal powstrzymuje nawet
najmniejsze mające wpływ na codzienne życie zmiany w systemie. Dyktator
napisał ostatnio (albo zarządził, by napisano za niego) artykuł przeciwko
jakimkolwiek reformom, zatytułowany Nadrewolucjoniści, występując
w nowej dla siebie roli publicysty. Ale po jego śmierci, zrazu
nieśmiało, uruchomione zostaną pewne procesy ratowania stojącej na
skraju bankructwa gospodarki kraju. Kuba wybierze „chińską drogę”
albo być może lepszą – wskazaną w latach 80. przez wietnamską Doi
Moi – Wielką Odnowę. Najbardziej prawdopodobna hipoteza zakłada,
że kiedy Raul Castro przejmie całkowitą władzę, zapoczątkuje program
stopniowych reform wzorowany na doświadczeniach chińskich i wietnamskich.
Od początku lat 90. brat Fidela, a teraz tymczasowy dyktator,
podkreśla swój podziw dla tych modeli. Jego „strategia na przeżycie”
polega na łączeniu pełnej, „bezlitosnej” kontroli politycznej i szacunku
dla spuścizny po swoim bracie z otwartością w dziedzinie
gospodarki, która, wciąż sterowana przez państwo, zacznie się rozwijać.
Raul skłania się bardziej ku zaadaptowaniu na Kubie wietnamskiego
modelu „otwartych drzwi” Doi Moi, który zastosowało „pragmatyczne”
skrzydło Komunistycznej Partii Wietnamu w 1986 roku po śmierci
przywódcy Le Duana. Raul Castro uważa, że choć model chiński przyniósł ze sobą pozytywne doświadczenia, pozbawił jednak państwo kontroli
nad gospodarką, okazał się zbyt otwarty i spowodował rewolucję
na placu Tiananmen. Przyszły kubański władca za wszelką cenę chciałby
uniknąć takiej sytuacji, gdyż zdaje sobie sprawę, że mógłby jej nie opanować.
Po śmierci Fidela Castro można się więc spodziewać procesu stopniowych
reform, które wprowadzą bardziej „racjonalną” gospodarkę
i osłabią niepokoje wśród społeczeństwa wywołane przez kryzys ekonomiczny.
Raul zdaje sobie sprawę z tego, że w przeciwnym wypadku
wzrastające niezadowolenie na ulicach znajdzie ujście w buncie lub ogólnospołecznej
mobilizacji przeciw rządowi. Gwarancją powodzenia reform
będzie więc dla niego poparcie sił zbrojnych skutecznych jako straszak,
które „przetestował” już zresztą w sierpniu 1994 r. podczas zajść
na bulwarze Malecon w Hawanie. Równocześnie jednak nie może być
pewien, że tym razem uda mu się w ten sposób zatrzymać bunt Kubańczyków.
Ale są i dobre wiadomości: częściowe otwarcie się systemu szybko
spowoduje całkowity upadek reżimu.
Kuba to nie Chiny ani Wietnam: reformy gospodarcze osłabią reżim,
czego świadom jest (lub był) Fidel Castro. El Comendante pozwalał
na częściowe reformy jedynie wtedy, kiedy nie miał już innego wyjścia,
i szybko się z nich wycofywał po upewnieniu się, że już nie są mu
do niczego potrzebne. Otwartą, publiczną debatę na temat reform ograniczyć
jest zawsze trudno – Fidel był tego świadom, dlatego zawsze unikał
dyskusji, swoje niewielkie reformy wprowadzając za pomocą dekretów,
bez konsultowania ze społeczeństwem.
Jeżeli nie przeprowadzi się reform, albo jeżeli nie odniosą one skutku,
dni rządów Raula Castro będą policzone. On i jego starzy oficerowie
wiedzą, że Kubańczycy nie zniosą już następnej zapaści gospodarki.
W razie zaś powodzenia reform wytworzy się nowa klasa średnia, która
prędzej czy później wymusi zmiany polityczne. Podobnie jak oznaki codziennego
niezadowolenia rośnie również siła opozycji wobec dyktatury.
Po śmierci swojego brata Raul Castro nie będzie w stanie utrzymać
władzy, jeśli w krótkim czasie nie uczyni niczego w kwestii demokratyzacji
– a każda poważna reforma przyniesie ze sobą przemiany demokratyczne.
Innego wyjścia nie ma, jeżeli weźmiemy pod uwagę, że obecny
system jest sprzeczny z naturą i godnością człowieka i na dłuższą metę
niemożliwy do utrzymania.
Są to dobre wiadomości dla wszystkich Kubańczyków, w szczególności
zaś dla niesprawiedliwie oskarżonych, więźniów politycznych, ich
rodzin – na przykład dla członkiń ruchu Damas de Blanco (Damy w Bieli)
– a także dla opozycjonistów. Głowy do góry, bo tamten czas już się
kończy. Godzina wolności jest blisko.
Jednak zanim ten moment nadejdzie, obowiązkiem demokratów na
całym świecie jest wspieranie kubańskich wojowników o wolność i demokrację.
Możemy wspierać Kubę w miejscu naszego zamieszkania albo
wtedy, kiedy wybierzemy się tam na wycieczkę. W tym drugim wypadku
powinniśmy wyostrzyć nasze zmysły, aby dostrzec prawdziwe oblicze
kraju, a nie tylko takie, które prezentują nam oficjalne foldery turystyczne.
Stąd wzięło się hasło kampanii solidarnych podróży organizowanej
przez Solidaridad Española con Cuba (Solidarność Hiszpańska z Kubą).
Zainicjowaliśmy ją pod hasłem „Si vas a Cuba, ve bien” („Jeśli jedziesz
na Kubę, przypatrz się dobrze”) albo: „Jeśli jedziesz na Kubę, idź we
właściwym kierunku”. Słowo „ve” ma w języku hiszpańskim podwójne
znaczenie: można go użyć w wyrażeniu „ver bien”, „widzieć dobrze”:
chodzi o zobaczenie innej Kuby, represjonowanej i ukrywanej przez rząd.
Funkcjonuje też w wyrażeniu „ir bien”, przez które chcieliśmy powiedzieć
wszystkim: idź, solidaryzując się materialnie i moralnie z najbardziej
godnymi szacunku Kubańczykami – tymi, którzy są prześladowani
przez rząd za to tylko, że żądają pozytywnych zmian dla swojego kraju,
z rodzinami więźniów politycznych, obrońcami praw człowieka, duchownymi,
pracownikami niezależnych bibliotek.
Z tą intencją przygotowaliśmy Przewodnik solidarnego turysty przeznaczony
dla wszystkich wybierających się na Kubę, który przekaże im
nie tylko informacje o atrakcjach turystycznych, ale również poinformuje
o wszystkich osobach represjonowanych przez reżim oraz przyniesie
wskazówki, w jaki sposób można je wspomóc. Przewodnik został
przetłumaczony na język polski i zaprezentowany w Polsce przez Instytut
Lecha Wałęsy.
Kuba, która nadejdzie, będzie bez wątpienia wolna i demokratyczna.
Czekając na ten moment, wszyscy powinniśmy solidaryzować się
z tymi Kubańczykami, którzy na to najbardziej zasługują. Ze względu na
swój charakter i historię Polacy są wręcz powołani do odegrania wielkiej
roli w szeregach osób solidarnych z Kubą, wszystkich tych, których
celem jest wolna Kuba.
Więcej informacji na temat pomocy Kubie znajduje się na stronie:
www.solidaridadconcuba.com
Bezpłatny Przewodnik solidarnego turysty w wersji polskiej
znajdą Państwo pod adresem:
http://www.solidarnizkuba.pl
„Solidarny” podróżnik może uzyskać informację
o „Damach w Bieli” pod adresem:
www.damasdeblanco.com
Tłum. Katarzyna Wydra
RICARDO CARRERAS LARIO , jest prezydentem organizacji Solidaridad
Española con Cuba.
POCZĄTEK STRONY |