|

TEMAT MIESIĄCA:
Homoseksualista mój bliźni
Zmaganie z głębi wiary (fragment)
Z ks. DARIUSZEM OKO rozmawiają
Krystyna Strączek i Janusz Poniewierski
Małżeństwo stanowi raczej marzenie młodych homoseksualistów, którzy chcieliby kopiować heteroseksualistów, ale... nie dają rady. Ich związki się rozpadają, bo mężczyzna nie może dać drugiemu mężczyźnie tego, co daje kobieta.
Co, według Księdza, jest najistotniejsze w nauczaniu Kościoła katolickiego
na temat homoseksualizmu?
Najważniejsze jest to, że każdy – niezależnie od tego, z czym się boryka
– ma szansę zbawienia. Droga do zbawienia jest zawsze otwarta.
Niegdyś nauka Kościoła określała homoseksualizm jako „winę
moralną”. Współcześnie lepiej rozumiemy nieszczęście tych ludzi,
bo poznaliśmy rozmaite uwarunkowania ludzkich wyborów. Człowiek
nie jest w stanie oddzielić czystej woli od uwarunkowań, nawet
w samym sobie, nie mówiąc już o innych osobach. Zawsze aktualne
więc będą słowa Jezusa: „Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni”.
Jednocześnie jednak Kościół daje zdecydowaną ocenę moralną
czynnego homoseksualizmu, uznając go za niedopuszczalny. Ta nauka
jest nieodwołalna, bo jeśli Kościół głosi coś od zawsze i wszędzie,
nie należy tu oczekiwać zmiany. To jasno stwierdza Katechizm.
Kościół wzywa też homoseksualistów, by o siebie walczyli. By się
zmagali z pokusą i grzechem – jak każdy chrześcijanin.
Niektórzy katolicy przekonują jednak, że gdyby homoseksualistom
stworzyć możliwość życia w „małżeństwie” zbudowanym na
wierności, nie będą oni tak często zmieniać partnerów. W tym jest,
oczywiście, dużo dobrych intencji, ale opinie te wynikają raczej z przesłanek
ogólnoludzkich (ze współczucia) niż ze znajomości faktów medycznych.
Wyniki badań przeprowadzonych w USA pokazują, że geje
uprawiają seks z kimś innym aniżeli ich pierwotny partner w 66 procent
związków w pierwszym roku, wskaźnik ten wzrastał do 90 procentach
związków po pięciu latach trwania związku (podaję za Josephem
Harrym, Gay couples, New York 1984). Zresztą sami Państwo wiedzą, że nie spotyka się par homoseksualnych, które żyłyby ze
sobą trzydzieści czy nawet „tylko” dziesięć lat. Nikt z nas nie jest
w stanie wskazać takiego związku...
Nieprawda, znamy takie związki. Moglibyśmy je wskazać.
Statystyki mówią co innego. Z tego wynika, że takie związki są bardzo
rzadkie. Moim zdaniem, małżeństwo stanowi raczej marzenie
młodych homoseksualistów, którzy chcieliby
kopiować heteroseksualistów, ale… nie dają
rady. Ich związki się rozpadają, bo mężczyzna
nie może dać drugiemu mężczyźnie tego, co
daje kobieta. Ta szaleńcza pogoń za czymś, czego nie można otrzymać
od osoby tej samej płci, często związana jest z przeżyciami z dzieciństwa.
Terapeuta z lubelskiej „Odwagi”, ojciec Mieczysław Kożuch
mawia, że nie spotkał homoseksualisty, który miałby dobre relacje
z ojcem. Wieczne szukanie ojca, którego zabrakło w dzieciństwie, to
jedna z przyczyn homoseksualizmu.
A może osoby, które spotyka ojciec Kożuch, należą po prostu do tej
grupy, która tak czy inaczej potrzebuje pomocy terapeutycznej – właśnie
z powodu urazów z dzieciństwa i występujących objawów nerwicowych
lub depresyjnych – i po tę pomoc się do „Odwagi” zwraca?
Może ojciec Kożuch nie spotyka innych, którzy twierdzą, że swoje
skłonności akceptują i dobrze się z nimi czują, którzy nie mieli nigdy
problemów z dostosowaniem społecznym ani innych niepokojących
objawów? Nie jesteśmy przecież w stanie stwierdzić, że przyczyną
wszystkich przypadków homoseksualizmu są błędy popełnione w procesie
wychowania albo homoseksualne gwałty i uwiedzenia.
Owszem, wspomina się też o uwarunkowaniach hormonalnych, ale
na pewno nie genetycznych.
Na pewno? Część naukowców nie zgodziłaby się z takim stwierdzeniem.
Nie dowiedziono, że homoseksualizm jest determinowany genetycznie.
To prawda, nie dowiedziono wyłącznej determinacji genetycznej. Jednak
naukowcy rozważają tezę o komponencie genetycznej występującej
obok wielu innych prawdopodobnych przyczyn homoseksualizmu.
Nawet w deklaracji Kongregacji Nauki Wiary Persona humana pojawia
się stwierdzenie, iż „nie wydaje się nieuzasadnione” rozróżnienie
homoseksualizmu – powiedzmy – nabytego i homoseksualizmu będącego
„pewnego rodzaju wrodzonym popędem lub konstrukcją patologiczną
uznaną za nieuleczalną”.
Obalenie tezy o genetycznym uwarunkowaniu homoseksualizmu jest
proste, wystarczy powołać się na przykład bliźniąt jednojajowych.
Genetycznie są takie same, ale bynajmniej nie zawsze mają identyczną
orientację seksualną jak siostra czy brat.
To dowodzi tylko, że nie ma stuprocentowej determinacji genetycznej,
ale nie oznacza, że dziedziczność nie występuje wcale. Procent
zgodności co do orientacji homoseksualnej wśród bliźniąt jednojajowych
jest przecież wyraźnie wyższy niż u dwujajowych.
To może wynikać z identycznych warunków rodzinnych.
Bliźnięta dwujajowe też wychowują się w takich samych warunkach
rodzinnych.
Nie dowiedziono jednak, że homoseksualizm jest uwarunkowany
genetycznie, mimo że homopropaganda tak twierdzi. Mamy tu do
czynienia ze świadomymi kłamstwami głoszonymi publicznie. Trzeba
być nieufnym wobec ludzi, którzy potrzebują tylu kłamstw, by
poprzeć swoje zdanie.
Weźmy choćby parady gejowskie. W Monachium – jako badacz
zjawiska – obejrzałem jedną z nich. Zapowiadano, że ogółem zgromadzi
się sto tysięcy osób, a w samym pochodzie pójdzie pięć tysięcy.
Tymczasem na własne oczy widziałem może pięciotysięczne zgromadzenie i około pięćset osób w pochodzie. Pozbierałem wszystkie
ulotki, jakie tam rozdawano. Dowiedziałem się, że w „dobrym” klubie
gejowskim – a więc w miejscu, gdzie homoseksualiści tworzą swoją
kulturę i wyrażają swoją osobowość – standardem są tzw. „darkroomy”,
czyli zaciemnione pomieszczenia, do których wchodzi się nago
i gdzie każdy współżyje z każdym. Nawet w agencjach towarzyskich
takich rzeczy nie ma...
Pewnie zdziwilibyśmy się mocno, gdybyśmy się dowiedzieli, co oferują
heteroseksualne agencje towarzyskie...
...a walka o małżeństwa jest tylko elementem propagandy, bo w ich
życiu dominuje absolutny promiskuizm.
Więcej na łamach listopadowego numeru „Znaku”
Zamów numer
KS. DARIUSZ OKO, dr teologii i filozofii, wykładowca na Wydziale
Filozofii Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie. Wydał: Łaska
i wolność. Łaska w Biblii, nauczaniu Kościoła i teologii współczesnej
(1997). Opiekun DA „Delfin” – duszpasterstwa akademickiego PAT i parafii
św. Królowej Jadwigi w Krakowie.
POCZĄTEK STRONY |