|

DIAGNOZY
Birma: bunt mnichów, wojskowi i szanse
demokracji (fragment)
FREDERIC HELSTON
Członkowie Generacji ’88 i Narodowej Ligi na rzecz
Demokracji są przygotowani na długie trwanie
i nieuniknione ofiary.
Na przełomie lata i jesieni tego roku w birmańskim kotle znów
zawrzało. Za sprawą dramatycznych scen na ulicach Rangunu, gdzie
wojsko brutalnie rozpędzało demonstrujących mnichów buddyjskich,
a później z równą brutalnością pacyfikowało ich klasztory, świat
przypomniał sobie o tym indochińskim kraju, którego mieszkańcy
od ponad 40 lat zmagają się z jarzmem wojskowej dyktatury. Przypomniał
sobie na krótko, bo birmańscy generałowie dość szybko
i skutecznie ograniczyli obieg informacji o siłowym rozwiązaniu najnowszego
kryzysu, w czym, nawiasem mówiąc, mieli wprawę, „przerabiając”
już nieraz podobne scenariusze w przeszłości.
Jak więc interpretować i oceniać to, co stało się w ostatnich tygodniach
w Birmie, zważywszy że wiadomości na temat „powstania
mnichów” wciąż są niepełne i fragmentaryczne? Do jakiego stopnia
ten protest i jego zdławienie mogą wpłynąć na dalszy rozwój wypadków?
I czy rzeczywiście są w stanie przybliżyć kres rządów generalskiej
junty, która jakby szydząc z wygłaszanych przez politologów teorii o nieuniknionych falach demokratyzacji, zazdrośnie strzeże
niepodzielności swej władzy od 1962 roku?
Formułowanie definitywnych odpowiedzi na tak postawione
pytania, w dodatku z oddali, mogłoby świadczyć o bezgranicznej
arogancji każdego, kto podjąłby się tego ryzykownego wyzwania.
Jednak próby zmierzenia się z tymi kwestiami są wręcz obowiązkowe
dla wszystkich obserwatorów birmańskiej rzeczywistości. Przyjrzyjmy
się w takim razie przebiegowi najnowszej fali antyrządowych
wystąpień w Birmie, z zastrzeżeniem, że jest to próba diagnozy z góry
skazana na pewną cząstkowość i ułomność.
Bezpośrednią przyczyną protestów były ogłoszone w sierpniu
drastyczne podwyżki cen paliwa. Wszystko wskazuje na to, że decyzja
ta zaktywizowała środowiska opozycyjne wobec reżimu generałów.
Pierwsze demonstracje przeciwko podwyżkom poprowadzili
wspólnie młodzi członkowie Narodowej Ligi na rzecz Demokracji
(NLD ma wprawdzie status legalnie funkcjonującego ugrupowania,
ale jest represjonowana i izolowana przez wojskowych) oraz nieformalnej
Generacji ’88, która zrzesza dawnych działaczy studenckich,
w tym charyzmatycznych liderów średniego pokolenia takich jak Ko
Ko Gyi czy Ming Ko Naing. Ten ostatni, obok pani Aung San Suu
Kyi, przetrzymywanej w areszcie domowym przywódczyni NLD, a zarazem
laureatki pokojowej Nagrody Nobla, należy do najbardziej
rozpoznawalnych na świecie postaci birmańskiej opozycji. Za swe
poglądy siedział już w więzieniu ponad 16 lat, więcej niż jedną trzecią
życia, ale, jak widać, doświadczenia te nie nadwerężyły jego odwagi
cywilnej… Tak jak nie powstrzymały obecnych protestów kolejne
fale aresztowań, którymi władze zareagowały na powtarzające
się dzień po dniu kilkusetosobowe demonstracje i wystąpienia uliczne.
Co więcej, pomimo represji, demonstracje zaczęły się rozprzestrzeniać,
obejmując nie tylko Rangun, ale też wiele prowincjonalnych
ośrodków, takich jak Bago, Myitkina, Sittwe czy dawną stolicę
górnej Birmy Mandalay. I to właśnie wtedy rolę awangardy całego
ruchu wzięli na siebie birmańscy mnisi, odgrywający w tamtejszym
społeczeństwie szczególną rolę.
Więcej na łamach listopadowego numeru „Znaku”
Zamów numer
FREDERIC HELSTON, brytyjski dziennikarz, specjalizuje się w problematyce
Azji Południowo-Wschodniej; od kilku lat regularnie podróżuje
do Birmy.
POCZĄTEK STRONY |