|

ZDARZENIA – KSIĄŻKI – LUDZIE
Z perspektywy sprawców, ofiar i świadków
(fragment)
SŁAWOMIR BURYŁA
Raul Hilberg,
Sprawcy. Ofiary. Świadkowie.
Zagłada Żydów 1933–1945,
przeł. J. Giebułtowski,
Cyklady, Warszawa 2007, ss. 418
Kilka lat temu na Uniwersytecie Lwowskim uczestniczyłem w konferencji
zorganizowanej z myślą o „otwartej rozmowie” na trudne tematy
dotyczące między innymi relacji Ukraińców i Żydów w czasie wojny.
Odniosłem wrażenie (a nie byłem w tym uczuciu odosobniony), że są to
sprawy, o których na Ukrainie ciągle nie można mówić wprost. Tak naprawdę
nie poruszono wówczas żadnego drażliwego problemu. A przecież
byliśmy tam w gronie ludzi nauki. Jeśli i w tym towarzystwie zbyt
wiele nie da się powiedzieć o niełatwej przeszłości, to można tylko domniemywać,
jak sytuacja wygląda poza murami uczelni. Wprawdzie nie
znam tej problematyki z pierwszej ręki, ale mam podstawy, aby przypuszczać,
iż podobnie rzeczy się mają na Litwie, Łotwie i Estonii. Zastanawiałem
się nad tym wszystkim, czytając książkę wybitnego badacza tematyki
Holocaustu Raula Hilberga – kolejną doniosłą publikację wydaną we
współpracy z Centrum Badań nad Zagładą Żydów przy IFiS PAN.
W przyjętym przez badaczy podziale na sprawców, ofiary oraz świadków
nikt – co oczywiste – nie chce odgrywać roli kata. Ukraińscy referenci na lwowskim sympozjum milczeniem zbyli jedyne bodaj wystąpienie
traktujące o ukraińskich formacjach uczestniczących w mordowaniu
Żydów. Tymczasem Hilberg przypomina, że kategorii nazisty, zbrodniarza
nie da się ograniczyć do Niemców. Obok Słowaków, kolaborującego
rządu w Vichy, belgijskich ochotników wstępujących do formacji
SS, autor najwięcej uwagi poświęca krajom nadbałtyckim oraz Ukrainie.
Szczegółowy opis okrutnej rzeźni w Kownie pod koniec czerwca 1941
roku dokonanej rękoma litewskich oddziałów policyjnych możemy poznać,
czytając U progu Zagłady Tomasza Szaroty. Lektura tej książki
pozwala wyobrazić sobie, z jakim zapałem w eksterminacji Żydów uczestniczyli
Litwini, ale też – dodajmy – Łotysze i Estończycy. Ci, którzy nie
brali bezpośredniego udziału w egzekucjach, wchodzili w skład jednostek
strzegących gett, obozów koncentracyjnych i obozów śmierci w Sobiborze
czy Bełżcu (przebrany w mundur łotewski znalazł się tam Jan
Karski, by przygotować swą słynną relację). Jak podaje amerykański historyk,
polska policja miała zdecydowanie najmniejszy udział w mordowaniu
Żydów spośród wszystkich tego typu formacji w całej Europie.
Nie przytaczam tej diagnozy dla lepszego samopoczucia lub z przekonaniem,
iż w stosunku do Żydów w „epoce pieców” nie mamy sobie nic
do zarzucenia (kilkakrotnie zresztą w swoich tekstach dotykałem ciemnych
stron rodzimej przeszłości). Czynię to z dwóch względów. Po pierwsze,
by pokazać wyważone podejście Hilberga do postaw Polaków i okupacji
w Polsce, która (zarówno tu, jak i na terenach byłego ZSRR) miała
charakter specyficzny, zupełnie nieporównywalny z Francją, Holandią,
nie mówiąc o Danii czy Norwegii. Po wtóre, by powiedzieć, że problemy,
z jakimi powinniśmy się zmierzyć, myśląc o naszej przeszłości, nie
mają takiej postaci jak w wypadku państw satelickich czy kolaborujących
z III Rzeszą. To nade wszystko sfera ukrytego antysemityzmu, który
z jednej strony owocował donosicielstwem, a z drugiej obojętnością.
Więcej na łamach listopadowego numeru „Znaku”
Zamów numer
SŁAWOMIR BURYŁA, ur. 1969, historyk literatury, adiunkt w Instytucie
Filologii Polskiej Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. Ostatnio
wydał: Opisać Zagładę. Holocaust w twórczości Henryka Grynberga.
POCZĄTEK STRONY |