|

TEMAT MIESIĄCA:
Homoseksualista mój bliźni
Sumienie jest mną (fragment)
Z HALINĄ BORTNOWSKĄ rozmawiają
Krystyna Strączek i Janusz Poniewierski
Nie jestem odklejoną od życia idealistką. Wiem,
jak wygląda świat; wiem, na co narażony bywa
homoseksualista. Ale wiem również, że istnieją
związki oparte na prawdziwej miłości.
Jak trafiła Pani na temat homoseksualizmu?
Trudno na niego nie trafić, zajmując się
prawami człowieka, wszelkimi mniejszościami, dyskryminacją...
No właśnie. Kiedy, przeszło dwa lata temu, zabrała Pani głos w tej
sprawie na łamach „Gazety Wyborczej”, zaczęto Panią postrzegać jako
jednego z najbardziej jednoznacznych obrońców praw homoseksualistów
w przestrzeni publicznej i w Kościele. Dlaczego Pani tak bardzo
się tym tematem przejęła?
Zacznijmy od tego, że trzeba jednak odróżnić prawo do udziału
w przestrzeni publicznej od praw, o jakich można mówić w Kościele.
Razem z Helsińską Fundacją Praw Człowieka broniłam, bronię i mam
nadzieję, że nie przestanę bronić tego, iż przestrzeń publiczna jest publiczna
w pełnym znaczeniu tego słowa. To znaczy, że całe społeczeństwo
ma do niej prawo! Wykluczanie kogokolwiek z możliwości zgodnego z prawem udziału w tej przestrzeni, jest dyskryminacją.
Przestrzeń publiczna stanowi miejsce, w którym powinny się ścierać
rozmaite aspiracje i rozmaite przekonania – i powinny znajdować
wyraz publiczny. To musi być respektowane! Oczywiście, tu potrzebna
jest koordynacja. Kiedy organizujemy jakąś demonstrację, marsz,
pikietę czy instalację, zwracamy się do policji, ale – chcę to mocno
podkreślić – nie z prośbą o pozwolenie, tylko po to, żeby to nasze
prawo do użytkowania przestrzeni publicznej skoordynować z prawami
innych (choćby z takim elementarnym prawem, żeby można było
przez tę przestrzeń przejechać samochodem). Nie może być tak, że
ktoś – policja czy nawet prezydent miasta – uważa się za właściciela
przestrzeni publicznej i w związku z tym sądzi, iż ma prawo, a nawet
obowiązek nią zarządzać wedle swoich własnych przekonań. Przekonania
mają znaczenie w przestrzeni prywatnej. Ale nie wolno przestrzeni
publicznej mylić z prywatną. Na tym tle aspiracje gejów i lesbijek,
żeby – w przestrzeni publicznej właśnie – pokazać, że istnieją i do
czego dążą, są w pełni zasadne, a my tego ich prawa musimy bronić.
To, oczywiście, nie znaczy, że podzielamy ich orientację seksualną.
Jednak ten, kto sprawuje urząd publiczny, ma prawo do własnych przekonań.
To chyba dobrze, że nie jest bezdusznym urzędnikiem, ale osobą
zakorzenioną w świecie wartości. Próbujemy wyobrazić sobie świat
wartości prezydenta, który nie wyraża zgody na manifestację homoseksualistów,
i widzimy człowieka stojącego na straży prawa naturalnego
i podstawowych zasad, bez których wszystko staje się chaosem. Taką
zasadę wyraża biblijne zdanie: „Mężczyzną i niewiastą stworzył ich”.
On może mieć takie poglądy, ale nie jest ustanowiony do egzekwowania
swoich poglądów, tylko prawa. Rozumiem, że ktoś nie chce
brać udziału w takiej manifestacji czy w kulturalny sposób wyraża
wobec niej swoją dezaprobatę. Powtarzam: w kulturalny sposób, to
znaczy: jeżeli manifestacja ma charakter pokojowy, to protest przeciwko
niej też musi mieć charakter pokojowy. Natomiast ktoś, kto
odmawia homoseksualistom prawa do używania przestrzeni publicznej
dlatego, że brzydzi się ich orientacją seksualną, uważa ją za
grzeszną etc., przypisuje sobie więcej władzy, niż mu daje prawo.
Niektórzy, uzasadniając ów zakaz, mówią, że dziś homoseksualistom
chodzi tylko o demonstrację, a jutro zażądają więcej: na przykład legalizacji
związków i prawa do adopcji. Dlatego już teraz trzeba wypowiedzieć
swoje stanowcze „nie”.
Nie można porządkować życia wspólnego na tej zasadzie, że jak
komuś na coś pozwolę, to on zażąda więcej. To trochę jak z dzieckiem,
które najpierw chce kawałek tortu, a potem – przewidują niektórzy
– będzie chciało zjeść cały tort. Otóż, nie wiadomo, czy tak
będzie. Poza tym pozwolenie na część nie równa się przyzwoleniu na
całość. Mogę nie zgadzać się na zrównanie praw związków homoi
heteroseksualnych, ale szanuję prawo do publicznego wyrażania
zdania – także w tej kwestii.
A co w takim razie z Kościołem? Czy katolik może zajmować takie
stanowisko na temat prawa do obecności homoseksualistów w przestrzeni
publicznej?
Uważam, że Kościół, którego jestem członkiem, nie powinien przeszkadzać
społeczeństwu w funkcjonowaniu z uwzględnieniem pluralizmu.
Nie można rzucać gromów, nie można potępiać władzy
publicznej za to, że jest władzą publiczną, a nie kościelną. Trzeba,
żeby to wreszcie dotarło do hierarchów: prezydent miasta, i jednocześnie
katolik, nie zdradza Kościoła, jeżeli nie zakazuje czegoś, do
czego obywatele mają prawo!
Jeszcze raz zadamy to samo pytanie: czy taki prezydent-katolik nie
odczuwa, że jest w istocie inne prawo, ważniejsze, i że nim właśnie
powinien się kierować?
Nie zostaje prezydentem wedle wyższego prawa. Według tamtego
prawa natomiast jest on odpowiedzialny za swoje życie osobiste.
Ale w swej gestii ma ileś tam tysięcy osób, za które poniekąd jest odpowiedzialny
jako prezydent.
Nie sądzę, żebyśmy musieli uznawać tego rodzaju patriarchalną koncepcję
władzy. Władza to kwestia prawa. Jeśli ktoś przyjmuje na siebie
ciężar władzy publicznej, decyduje się na to, że będzie musiał
trzymać się w granicach prawa.
Te sprawy były rozważane, kiedy po raz pierwszy katolik miał
zostać prezydentem Stanów Zjednoczonych. Wielu obawiało się wówczas,
że prezydent-katolik będzie rządził Ameryką, konsultując się
z… Watykanem, a w każdym razie ze swoim katolickim sumieniem.
Że będzie czuł się w obowiązku egzekwować swoje katolickie zasady,
do czego nie ma legitymacji prawnej. Bo nie wybrano go jako
stróża moralności. On ma realizować prawo.
Oczywiście, możemy rozpocząć dysputę
światopoglądową, jaki jest stosunek prawa do
moralności, ale chyba nie o to Państwu w tej
rozmowie chodzi. Powiem więc krótko: jestem
przekonana, że moralność wielokrotnie wymaga od nas o wiele więcej,
niż kiedykolwiek mogłoby wymagać od nas prawo.
Więcej na łamach listopadowego numeru „Znaku”
Zamów numer
HALINA BORTNOWSKA, publicystka, działaczka społeczna, animator
grupy „Wirydarz” przeciw antysemityzmowi i ksenofobii, a także
warsztatów dziennikarskich Stowarzyszenia Młodych Dziennikarzy
POLIS. Przewodnicząca rady Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.
Wydała: Już – jeszcze nie. Całoroczne rekolekcje z Ludźmi Adwentu
(2005). Aktualne teksty dostępne są w Internecie: www.bortnowska.pl.
POCZĄTEK STRONY |