Strona główna Miesięcznika ZNAK

 SIW ZNAK

 E-MAIL

 

PAŹDZIERNIK 2007, NUMER 629

Strona główna


Lista mailingowa
Jeżeli chcesz otrzymywać aktualne informacje o nowościach w miesięczniku ZNAK i wydarzeniach organizowanych przez SIW Znak wpisz swój e-mail.

 


TEMAT MIESIĄCA:

Stare herezje w dzisiejszym Kościele



Rewolucja cielesności
(fragment)

TOMASZ P. TERLIKOWSKI


Chrześcijanie starają się o zbawienie duszy, doskonalą życie duchowe i zmierzają do uduchowienia całego życia. Problem tylko w tym, że tak pojmowana duchowość niewiele ma wspólnego z chrześcijaństwem, które akcentuje, że celem ludzkiego życia nie jest trwanie w stanie czystego ducha, ale zmartwychwstanie ciał.

Manicheizm, choć ostatecznie został wytępiony już w średniowieczu, a jego ostatnich oficjalnych reprezentantów wymordowano podczas kolejnych krucjat organizowanych przeciwko katarom, pozostaje wciąż żywy w myśleniu, działaniu i teologii katolickiej. Wrogość wobec cielesności (ze szczególnym uwzględnieniem seksualności), wiara w istnienie dwóch stanów życia (duchownego i świeckiego), apoteoza czystej duchowości – pozostają istotnymi elementami kaznodziejstwa, nauczania duchowego, a nawet rozmaitych nurtów teologicznych i filozoficznych. To przeciwko nim skierowane zostało nauczanie Jana Pawła II zawarte w „Katechezach o małżeństwie”, które George Weigel uznał za bombę, która odmieni oblicze Kościoła. I wcale nie chodzi tu tylko o zmianę podejścia do cielesności, ale o totalną przemianę (a może dokładniej: odkrycie tego, co w Piśmie Świętym zawarte było od zawsze, ale nie miał tego kto odczytać) tak pewnych aspektów eklezjologii, jak i antropologii. Bomba ta jednak wciąż jeszcze nie wybuchła, a manichejskie (albo ujmując rzecz szerzej: helleńskie) myślenie nadal oddziałuje na myślenie i duchowość tak małżonków, jak i celibatariuszy. Dopiero taka rewolucja odkrytej i zrozumianej cielesności i seksualności może przywrócić myśli chrześcijańskiej jej żydowskie, judaistyczne korzenie, z ich akcentowaniem jedności, cielesności i codzienności. Korzenie, które zostały odrzucone pod wpływem nie tylko manicheizmu, ale także wrogiej wobec cielesności myśli greckiej, ze szczególnym uwzględnieniem neoplatonizmu.

Brak jedności

Istotą manicheizmu, o czym nie można zapominać, pozostaje jednak wcale nie odrzucenie cielesności, ale przyjęcie umiarkowanego lub radykalnego dualizmu ontycznego. Zdaniem owych dualizmów, świat dzieli się na dwie sprzeczne ze sobą zasady: „jedną dobrą, którą nazywają Bogiem, a drugą złą, która nie jest dziełem Boga” (by posłużyć się cytatem z pism św. Augustyna). Obie te siły znajdują się w konflikcie ze sobą. Celem manicheizmu jest zaś ich ostateczny podział, „powrót do pierwotnego rozdziału między Światłem a Ciemnością”. To przeciwstawienie niekoniecznie musi oznaczać sprzeczność między tym, co duchowe, a tym, co materialne. Materia (jako zasada, a nie jako to, co widzialne) nie przez wszystkich musi być uznawana za zasadę zła. Nie ulega jednak wątpliwości, że za z natury zły uznawany był już świat widzialny. Tym, co naprawdę stworzone jest przez Boga (a zatem może zostać uznane za dobre), są bowiem wyłącznie byty duchowe, wszystko zaś to, co zmienne, podlegające zniszczeniu, przemijaniu i zepsuciu, uznawane jest za owoc działalności „złego stworzyciela”.

Bóg stworzył tylko duchy i to, co nie może ulec zepsuciu ani zniszczeniu, gdyż dzieła Boże trwają wiecznie; zaś wszystkie rzeczy widzialne lub wyczuwalne, takie jak niebo i ziemia i wszystko, co się tam znajduje, z wyjątkiem samych tylko duchów, są dziełem diabła

– wyjaśnia poglądy średniowiecznych już katarów Jean Duvernoy. Między tymi dwiema siłami – w człowieku unaocznia je cielesność pochodząca od diabła i duchowość będąca cząstką boskości – toczy się nieustający konflikt. Jego celem jest oddzielenie tego, co święte, od tego, co takim zdecydowanie nie jest, czyli ducha od cielesności, uwolnienie cząsteczek Boga uwięzionych w materialności i powrót do stanu niezmiennej świętości.

Tak sformułowaną naukę (bo katarzy nie dodali do jej istoty nic, czego nie mówiłby już Mani) św. Augustyn uznaje za największą z możliwych herezji. I trudno tej opinii nie podzielać. Jeśli bowiem starożytni i średniowieczni manichejczycy mają rację – to rozdarciu ulega nie tylko więź między Starym a Nowym Testamentem, ale także więź między ludzką a Boską naturą Jezusa Chrystusa. Bóg-człowiek istnieć nie może, bowiem wcielenie oznaczałoby w istocie wstąpienie w zło, utożsamienie się z nim, a to jest całkowicie niemożliwe. Destrukcji zatem w takiej sytuacji podlega centralne przekonanie chrześcijaństwa o tym, że Bóg stał się człowiekiem, podlegającym zmienności, zniszczeniu i czasowi. Niemożliwe staje się również wniesienie człowieczeństwa do niezmiennej natury Trójcy Świętej, jego przebóstwienie w osobie Jezusa Chrystusa, który po wniebowstąpieniu z ludzką duszą i ciałem zasiada po prawicy Ojca. Jezus pozostaje – w takim rozumieniu chrześcijaństwa, jakie właściwe jest rozmaitym nurtom manicheizmu – wyłącznie prorokiem, który ma wyprowadzić zagubione dusze na spotkanie z Ojcem, a człowiek ograniczony zostaje tylko do duchowości.

Więcej na łamach październikowego numeru „Znaku”

Zamów numer

TOMASZ P. TERLIKOWSKI, dr filozofii, tłumacz, publicysta „Rzeczpospolitej”. Ostatnio ukazała się jego książka Tora między życiem a śmiercią. Bioetyki żydowskie w dialogu (2007).

 

 

POCZĄTEK STRONY

Szukaj na stronach Wydawnictwa ZNAK

 

 

 


E-Mail

Redakcja

Archiwum

Wydarzenia

Prenumerata

Aktualny numer

Bibliografia

© Copyright by SIW ZNAK Sp. z o.o.
Strona wykonana przez Akrateia Inc.