|

TEMAT MIESIĄCA:
Stare herezje w dzisiejszym Kościele
Boska i ludzka twarz Kościoła.
Monofizytyzm eklezjologiczny? (fragment)
KRZYSZTOF BIELAWSKI
Jeśli „człowieka nie można zrozumieć bez Chrystusa”,
to o ileż bardziej nie można bez Chrystusa
pojąć Kościoła! Jaka chrystologia, taka eklezjologia,
ale też na odwrót: jaka eklezjologia, taka
chrystologia.
„Ciało [Chrystusa], którym jest Kościół”
(Kol 1, 24)
Kościół – zarówno w warstwie instytucjonalnej, jak i teologiczno-
ideologicznej – przez znaczną część czasu swojego istnienia nie
tylko zapalczywie zwalczał herezje, ale można wprost odnieść wrażenie,
że się nimi karmił.
Już św. Augustyn spostrzegł, iż „herezje przyczyniły się do tego,
że doktryna Kościoła silniejszym blaskiem zajaśniała i że zrozumiałe
stało się to, w co wierzono z pobożności”. Augustyn z prostotą uznał,
że problemami trynitarnymi nikt by się nie zajął, gdyby nie arianie;
że dogmat chrystologiczny nie doczekałby się swego wyjaśnienia,
gdyby nie heretycy kwestionujący boską naturę Chrystusa itd. To intrygujące, że doktryna kościelna potrzebowała negatywnego bodźca
do precyzyjnego wykrystalizowania własnych poglądów – nie jest
istotne, czy to dobrze, czy źle; istotne jest natomiast, że chociaż z akademickiego
i historycznego punktu widzenia taka postawa należy już
do historii, to w sferze praktyki nadal jest postrzegana jako jedynie
słuszna. Trudno jest myśleć bez wroga. Czesław Miłosz wspominał
swoje lekcje religii, na które przychodził dokładnie przygotowany
ze wszystkich po kolei herezji, kreując się na ich wyznawcę i wyprowadzając
z równowagi katechetę. Po latach przyznał, że to właśnie
postępowanie dało mu głęboką znajomość katolickiego dogmatu.
Herezje rozpoznaje się jako zagrożenie dla jedności. Według klasyfikacji
ks. Wincentego Granata herezje mogą być najróżniejsze: formalne
i materialne, notoryczne i ukryte, zewnętrzne i wewnętrzne.
Wszystkie dotyczą zaprzeczania prawd wiary objawionej przez Boga
i jako takiej przez Kościół katolicki do wierzenia podanej2 . Herezja
wewnętrzna polega na wewnętrznym tylko zaprzeczaniu określonej
prawdy wiary; herezja zewnętrzna – na ukazywaniu tego zaprzeczenia.
Można więc być heretykiem po cichu albo głośno. W obu przypadkach
pozostaje się odłączonym od Kościoła, chociaż wariant pierwszy
pozbawiony jest aspektu publicznego zgorszenia. A co w sytuacji,
gdy wewnętrznie świadomego zaprzeczenia prawdy wiary nie ma –
lub też nie ma w ogóle żadnej refleksji nad jej sensem – a występuje za
to całkowita negacja praktycznych konsekwencji danej prawdy? Herezji
formalnej udowodnić nie można, pozostaje jednak znaczne pole
do powstawania zgorszenia, a przynajmniej gorszącego zamieszania.
To jest herezja praktyczna, herezja w działaniu.
Herezja w sensie teologicznym wyklucza z Kościoła dlatego, że
uderza w jego jedność.
Przykładając dawną miarę, można by powiedzieć, że Kościół jeszcze
nigdy nie był tak podzielony jak dzisiaj. Być może sprawiają to
herezje nie dość tępione przez strażników wiary. Prawda i rzeczywistość
– czy się to komu podoba, czy nie – jest jednak taka, że każda krucjata wobec jakiejkolwiek herezji zostałaby dzisiaj wyśmiana i nie
ma racji bytu. Nie oznacza to jednak, że zniknęły spory i że nie niosą
one ze sobą cierpienia poszukujących.
Pomysł Redakcji „Znaku”, by zastanowić się nad trwaniem i aktywnością
– w jakiejkolwiek postaci – dawnych herezji w żywej, współczesnej
tkance Kościoła, jest tyleż interesujący, co zuchwały. Interesujący,
ponieważ w ciągu dwóch tysięcy lat istnienia Kościoła znaczna
część energii teologów i instytucji kierowała się na tropienie różnych
herezji, na konfrontację i walkę z nimi. Od pierwszego wieku poczynając,
nie było w tej długiej historii ani chwili, która nie zmuszałaby
Kościoła do obrony przed herezjami. Nie ma żadnego powodu, by
domniemywać, jakoby nasze czasy były pod tym względem inne, zwłaszcza
jeśli baczyć na szczególną łatwość wikłania się owych sporów w sferę
polityki i najróżniejszych postaci walk o dominację.
Z drugiej strony – jest to przedsięwzięcie wielce zuchwałe, jeśli
wziąć pod uwagę potężny i nowoczesny aparat kontroli, jakim dysponuje
kościelna instytucja. Co jakiś czas jesteśmy informowani
o efektach pracowitych badań potężnego zespołu ludzi, którzy dopatrują
się błędów dogmatycznych w publikacjach jakiegoś teologa
(na przykład ojca Dupuis), lub też otrzymujemy oficjalny dokument
kościelny piętnujący jakiś fragment religijnej praktyki części wiernych,
który niesie ze sobą zagrożenie (na przykład słynny dokument
Kongregacji Nauki Wiary „O niektórych aspektach medytacji chrześcijańskiej”).
Nie należy mieć złudzeń – Kościół przy całej swej nierychliwości
pilnie bada i koryguje poprawność teologiczną swoich
członków. W tej perspektywie pytanie o herezje w Kościele przypomina
zakładanie podsłuchu w siedzibie CIA – a jednak wydaje się, że
nie jest pozbawione słuszności.
Więcej na łamach październikowego numeru „Znaku”
Zamów numer
KRZYSZTOF BIELAWSKI, doktor filologii klasycznej, tłumacz, współzałożyciel
i redaktor naczelny Wydawnictwa Homini. Współautor tomu
rozmów z Tadeuszem Bartosiem Ścieżki wolności (2007).
POCZĄTEK STRONY |