Strona główna Miesięcznika ZNAK

 SIW ZNAK

 E-MAIL

 

PAŹDZIERNIK 2007, NUMER 629

Strona główna


Lista mailingowa
Jeżeli chcesz otrzymywać aktualne informacje o nowościach w miesięczniku ZNAK i wydarzeniach organizowanych przez SIW Znak wpisz swój e-mail.

 


TEMAT MIESIĄCA:

Stare herezje w dzisiejszym Kościele



Boska i ludzka twarz Kościoła.

Monofizytyzm eklezjologiczny?
(fragment)

KRZYSZTOF BIELAWSKI


Jeśli „człowieka nie można zrozumieć bez Chrystusa”, to o ileż bardziej nie można bez Chrystusa pojąć Kościoła! Jaka chrystologia, taka eklezjologia, ale też na odwrót: jaka eklezjologia, taka chrystologia.

„Ciało [Chrystusa], którym jest Kościół”
(Kol 1, 24)

Kościół – zarówno w warstwie instytucjonalnej, jak i teologiczno- ideologicznej – przez znaczną część czasu swojego istnienia nie tylko zapalczywie zwalczał herezje, ale można wprost odnieść wrażenie, że się nimi karmił.

Już św. Augustyn spostrzegł, iż „herezje przyczyniły się do tego, że doktryna Kościoła silniejszym blaskiem zajaśniała i że zrozumiałe stało się to, w co wierzono z pobożności”. Augustyn z prostotą uznał, że problemami trynitarnymi nikt by się nie zajął, gdyby nie arianie; że dogmat chrystologiczny nie doczekałby się swego wyjaśnienia, gdyby nie heretycy kwestionujący boską naturę Chrystusa itd. To intrygujące, że doktryna kościelna potrzebowała negatywnego bodźca do precyzyjnego wykrystalizowania własnych poglądów – nie jest istotne, czy to dobrze, czy źle; istotne jest natomiast, że chociaż z akademickiego i historycznego punktu widzenia taka postawa należy już do historii, to w sferze praktyki nadal jest postrzegana jako jedynie słuszna. Trudno jest myśleć bez wroga. Czesław Miłosz wspominał swoje lekcje religii, na które przychodził dokładnie przygotowany ze wszystkich po kolei herezji, kreując się na ich wyznawcę i wyprowadzając z równowagi katechetę. Po latach przyznał, że to właśnie postępowanie dało mu głęboką znajomość katolickiego dogmatu.

Herezje rozpoznaje się jako zagrożenie dla jedności. Według klasyfikacji ks. Wincentego Granata herezje mogą być najróżniejsze: formalne i materialne, notoryczne i ukryte, zewnętrzne i wewnętrzne. Wszystkie dotyczą zaprzeczania prawd wiary objawionej przez Boga i jako takiej przez Kościół katolicki do wierzenia podanej2 . Herezja wewnętrzna polega na wewnętrznym tylko zaprzeczaniu określonej prawdy wiary; herezja zewnętrzna – na ukazywaniu tego zaprzeczenia. Można więc być heretykiem po cichu albo głośno. W obu przypadkach pozostaje się odłączonym od Kościoła, chociaż wariant pierwszy pozbawiony jest aspektu publicznego zgorszenia. A co w sytuacji, gdy wewnętrznie świadomego zaprzeczenia prawdy wiary nie ma – lub też nie ma w ogóle żadnej refleksji nad jej sensem – a występuje za to całkowita negacja praktycznych konsekwencji danej prawdy? Herezji formalnej udowodnić nie można, pozostaje jednak znaczne pole do powstawania zgorszenia, a przynajmniej gorszącego zamieszania. To jest herezja praktyczna, herezja w działaniu.

Herezja w sensie teologicznym wyklucza z Kościoła dlatego, że uderza w jego jedność.

Przykładając dawną miarę, można by powiedzieć, że Kościół jeszcze nigdy nie był tak podzielony jak dzisiaj. Być może sprawiają to herezje nie dość tępione przez strażników wiary. Prawda i rzeczywistość – czy się to komu podoba, czy nie – jest jednak taka, że każda krucjata wobec jakiejkolwiek herezji zostałaby dzisiaj wyśmiana i nie ma racji bytu. Nie oznacza to jednak, że zniknęły spory i że nie niosą one ze sobą cierpienia poszukujących.

Pomysł Redakcji „Znaku”, by zastanowić się nad trwaniem i aktywnością – w jakiejkolwiek postaci – dawnych herezji w żywej, współczesnej tkance Kościoła, jest tyleż interesujący, co zuchwały. Interesujący, ponieważ w ciągu dwóch tysięcy lat istnienia Kościoła znaczna część energii teologów i instytucji kierowała się na tropienie różnych herezji, na konfrontację i walkę z nimi. Od pierwszego wieku poczynając, nie było w tej długiej historii ani chwili, która nie zmuszałaby Kościoła do obrony przed herezjami. Nie ma żadnego powodu, by domniemywać, jakoby nasze czasy były pod tym względem inne, zwłaszcza jeśli baczyć na szczególną łatwość wikłania się owych sporów w sferę polityki i najróżniejszych postaci walk o dominację.

Z drugiej strony – jest to przedsięwzięcie wielce zuchwałe, jeśli wziąć pod uwagę potężny i nowoczesny aparat kontroli, jakim dysponuje kościelna instytucja. Co jakiś czas jesteśmy informowani o efektach pracowitych badań potężnego zespołu ludzi, którzy dopatrują się błędów dogmatycznych w publikacjach jakiegoś teologa (na przykład ojca Dupuis), lub też otrzymujemy oficjalny dokument kościelny piętnujący jakiś fragment religijnej praktyki części wiernych, który niesie ze sobą zagrożenie (na przykład słynny dokument Kongregacji Nauki Wiary „O niektórych aspektach medytacji chrześcijańskiej”). Nie należy mieć złudzeń – Kościół przy całej swej nierychliwości pilnie bada i koryguje poprawność teologiczną swoich członków. W tej perspektywie pytanie o herezje w Kościele przypomina zakładanie podsłuchu w siedzibie CIA – a jednak wydaje się, że nie jest pozbawione słuszności.

Więcej na łamach październikowego numeru „Znaku”

Zamów numer

KRZYSZTOF BIELAWSKI, doktor filologii klasycznej, tłumacz, współzałożyciel i redaktor naczelny Wydawnictwa Homini. Współautor tomu rozmów z Tadeuszem Bartosiem Ścieżki wolności (2007).

 

 

POCZĄTEK STRONY

Szukaj na stronach Wydawnictwa ZNAK

 

 

 


E-Mail

Redakcja

Archiwum

Wydarzenia

Prenumerata

Aktualny numer

Bibliografia

© Copyright by SIW ZNAK Sp. z o.o.
Strona wykonana przez Akrateia Inc.