70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Wittgensteina zmagania ze śmiercią, czyli co wiemy o nicości

Problematyka śmierci obecna jest w twórczości wielu myślicieli. Wśród nich warto wymienić Senekę, M. de Montaigne’a, L. Borosa, czy K. Rahnera. Z racji tego, iż nie jest to temat nowy, trudno jest wnieść do istniejących już rozważań nad śmiercią jakąś oryginalną ideę.

Niełatwo jest również uciec od patosu lub banału. Udało się to Ireneuszowi Ziemińskiemu, który wcześniej wydał monografię traktującą o Zagadnieniu śmierci w filozofii analitycznej (1999). Stanowi ona przegląd stanowisk i poglądów wypracowanych przez przedstawicieli jednego z najważniejszych nurtów filozoficznych XX wieku. Ten sam Autor, profesor Uniwersytetu Szczecińskiego, opublikował pod koniec 2006 roku część drugą owej monografii, poświęconą już nie wielu filozofom, a jednemu, Ludwigowi Wittgensteinowi. Nie sposób oczywiście w jednym dziele objąć spuściznę Wittgensteina, ale i nie jest to celem Ziemińskiego. Pragnie on, idąc śladem swoich wcześniejszych poszukiwań naukowych, ukazać poglądy Wittgensteina na śmierć, nieśmiertelność i sens życia. Nie jest to zadanie proste, zważywszy, iż Wittgenstein nie wypracował żadnej teorii śmierci, a zagadnieniu temu poświęcił w swoich pracach stosunkowo niewiele miejsca.

Najnowsza książka składa się z sześciu rozdziałów, których tytuły, podobnie zresztą jak i tytuły poszczególnych paragrafów, zaczerpnięte zostały od samego Wittgensteina. Ze względu na intrygującą treść i lapidarną formę warto je przytoczyć, a są to: Powiedz im, że miałem cudowne życie, Śmierć nie jest zdarzeniem w życiu, Żyje wiecznie, kto żyje w teraźniejszości, Żyj szczęśliwie!, Lęk przed śmiercią jest oznaką złego życia, oraz Samobójstwo jest grzechem elementarnym. Wykorzystanie słów Wittgensteina do zatytułowania kolejnych części pracy jest niezmiernie ciekawym zabiegiem redakcyjnym. Każda z tych wypowiedzi stanowi myśl przewodnią, wokół której koncentrują się analizy zawarte w poszczególnych rozdziałach i podrozdziałach.

Przedmiotem wstępnych rozważań Autora jest wypowiedziane przez umierającego Wittgensteina zdanie: „Powiedz im, że miałem cudowne życie”. Ta swoista deklaracja-prośba skierowana do, opiekującej się bliskim już śmierci Wittgensteinem, J. Bevan, zaadresowana była do mających go odwiedzić przyjaciół. Zagadką jest, na co zwraca uwagę Ziemiński, co Wittgenstein miał na myśli, wypowiadając te słowa. Ci bowiem, którym znana jest jego biografia, mają powody, by mieć wątpliwości, czy Wittgenstein rzeczywiście chciał w ten sposób podsumować własne życie. A życie to było niezwykle burzliwe. Dlatego też część pierwsza omawianej książki ma charakter biograficzny. Jej celem nie jest jednak szczegółowe omówienie życia filozofa, lecz ukazanie genezy jego zainteresowania problematyką śmierci. Autor daleki jest od interpretowania poglądów Wittgensteina w kontekście jego życiorysu. Próbuje raczej odkryć sens jego ostatnich słów, a przez to wprowadzić w poruszoną przez siebie problematykę. Z przywołanych wątków biograficznych, szczególnie tych, które związane były z doświadczeniem śmierci osób bliskich Wittgensteinowi, jawi się obraz człowieka, którego życie dalekie było od „cudowności”. Jego bracia (Hans, Ludwig-Rudolf oraz Kurt) popełniali kolejno samobójstwa, również w dramatycznych okolicznościach rozstawali się z życiem jego intelektualni mistrzowie (L. Bolzmann, O. Weininger). Wittgenstein, pchany potrzebą usprawiedliwienia własnego istnienia, wystawiał się często na niebezpieczeństwo utraty życia. Biorąc udział w walkach podczas pierwszej wojny światowej, zabiegał o to, by być na pierwszej linii frontu. Wszystko po to, by w obliczu zagrażającego niebezpieczeństwa, oczyścić się moralnie, sprawdzić swoje człowieczeństwo i odkryć absolutną wartość życia.
Po odrzuceniu szeregu interpretacji, m.in. P. Johna, czy H.-J. Glocka, Ziemiński formułuje własne stanowisko i dochodzi do wniosku, iż sporna wypowiedź jest wyrazem przekonania o przynajmniej częściowym spełnieniu życia. Życie Wittgensteina było autentyczne, naznaczone nieustannym dążeniem do moralnej doskonałości. To właśnie bycie uczciwym człowiekiem stanowiło jego cel. W tym sensie ostatnie słowa tego myśliciela stanowiły wyraz afirmacji, zmierzającej ku końcowi, własnej egzystencji.
Należy jednak odróżnić subiektywny wymiar śmierci, pytanie o to, jak Wittgenstein przyjmował śmierć, od jej wymiaru bytowego, a więc od pytania o jej istotę. Uwaga Ziemińskiego koncentruje się przede wszystkim wokół ontycznej struktury samej śmierci. Punktem wyjścia tych analiz jest teza 6.4311 Traktatu logiczno-filozoficznego „Śmierć nie jest zdarzeniem w życiu. Śmierci się nie przeżywa”. Ziemiński zwraca uwagę, iż mówiąc o śmierci, Wittgenstein nie miał na myśli wyłącznie procesu biologicznego, gdyż tak właśnie rozumiana śmierć jest faktem empirycznym. Śmierć traktował raczej jako zjawisko subiektywne, przeżywane przez podmiot. I to właśnie w takim ujęciu śmierć nie jest obecna w świecie, jest raczej jego kresem. Wobec tak postawionego zagadnienia Ziemiński podejmuje się analizy relacji, jaka zachodzi pomiędzy strukturą zdarzenia a strukturą śmierci. Rozpatruje dwa przypadki: a) gdy śmierć nie jest zdarzeniem, nie charakteryzuje się typową dla niego ontologiczną strukturą oraz b) gdy, co prawda, można ją traktować jako zdarzenie, lecz nie przynależy do zdarzeń, które konstytuują życie. Śmierć jako zdarzenie jest tym, co dokonuje się pomiędzy umieraniem a byciem umarłym, lecz nie należy do żadnego z tych stanów. Śmierć nie jest tym samym co umieranie, gdyż umieranie jest związane z życiem. Proces umierania nie jest też warunkiem koniecznym nadejścia śmierci. Z racji swej niepowtarzalności i jednorazowości śmierć pozostaje zdarzeniem, ale nie jest zdarzeniem w życiu, gdyż nie konstytuuje trwania podmiotu, wykracza poza jego świadome istnienie.

Nie oznacza to oczywiście, że śmierć nie jest istotnym elementem ludzkiej biografii, jej nieuchronność oddziałuje na całokształt życia każdego człowieka. Nie wpływa ona jednak na samo życie, nie jest w stanie nic w nim zmienić, gdyż nie przynależy do niego. Nie jest świadomym przeżyciem, a jedynie kresem samoświadomego podmiotu. Śmierć nie jest zdarzeniem, które moglibyśmy bezpośrednio doświadczyć jako nasze własne. Śmierć jest niedoświadczalnym kresem wszelkiego doświadczania. Jaka jest, wobec tego, epistemologiczna sytuacja podmiotu w odniesieniu do czekającego go kresu? Czy własna śmierć może być mu poznawczo dostępna?

Swoją śmierć człowiek postrzega jako wydarzenie, które dopiero ma nastąpić. Wydarzenie to dotyczy człowieka, którym się dopiero staje, a więc nie jego samego, lecz kogoś, kim będzie. Ta perspektywa nie ma nic wspólnego z subiektywnym doświadczaniem swojego losu. Własna śmierć jest pewną, żeby posłużyć się określeniem Ziemińskiego, „obecną nieobecnością”. „Moja śmierć – pisze Autor – jest dla mnie obecna o tyle tylko, o ile jeszcze jej w sensie dosłownym nie ma, o ile jeszcze mnie w żaden sposób nie dotknęła. Z tego powodu śmierć może być mi dana wyłącznie jako to, do czego wciąż się zbliżam (lub to, co zbliża się do mnie), czego jednak nigdy nie osiągnę, z czym nigdy prawdziwie się nie zetknę, czego nigdy nie doświadczę jako obecnego tu i teraz. Można powiedzieć, że jest mi dana (…) jako ostateczna granica wszystkich moich doświadczeń” (s. 86). Tak więc podmiot nie jest w stanie jej doświadczyć, ani w żaden sposób pojąć. Może, co najwyżej, starać się wyobrazić ją sobie, czy uświadomić jej konieczność.
By lepiej zrozumieć myśl Wittgensteina należy uwyraźnić rozróżnienie na śmierć biologiczną i śmierć podmiotu. Ta pierwsza bywa poprzedzana przez proces umierania, przez degenerację narządów ciała. Śmierć podmiotu zaś nie jest wynikiem stopniowego zanikania świadomości, lecz następuje momentalnie. Można się zastanowić, jakie praktyczne konsekwencje pociąga za sobą przytoczona charakterystyka śmierci. Czy, stosując konsekwentnie tę definicję, osoby znajdujące się w śpiączce, bądź w stanie snu należy uznać za martwe? By uniknąć wyciągnięcia takich wniosków Ziemiński zaznacza, iż kres trwania świadomości nie jest odpowiednim kryterium stwierdzania śmierci w medycynie. Zaznacza, iż „problem śmierci u Wittgensteina jest sytuowany nie w perspektywie empirycznego bytu ludzkiego, lecz podmiotu transcendentalnego (jako empirycznego warunku mówienia o świecie)” (s. 75, przypis 42). Wobec tej interpretacji błędem byłoby wykorzystywanie wyników badań Wittgensteina do określenia momentu biologicznej śmierci człowieka i zdefiniowanie jej jako utraty świadomości. Nie da się jednak uniknąć pytania, którego niestety nie stawia Autor monografii, o relację kresu świadomości do kresu życia biologicznego. Czy oznaką nieodwracalnego zaniku świadomości nie jest ustanie podstawowych funkcji ludzkiego organizmu? Nauki biologiczne nie są w stanie stwierdzić obecności świadomości bez przeprowadzenia empirycznych badań. Czy zatem na gruncie poglądów Wittgensteina można w sposób empiryczny określić moment, w którym świadomość osiąga swój kres? Jeśli śmierć jest zdarzeniem, to czyż jej moment nie powinien być weryfikowalny?

Po dokonaniu metafizycznej charakterystyki istoty śmierci, Ziemiński stawia pytanie o sposób ujęcia nieśmiertelności. Niemożność istnienia nicości jako czegoś, zdaniem Wittgensteina, wewnętrznie sprzecznego,otwiera perspektywę badań na nieskończone trwanie „ja”. Życie wieczne miało dla niego zupełnie inny wymiar, niż skłonni jesteśmy przypisywać temu wyrażeniu w znaczeniu potocznym. Negował on istnienie jakiegoś następującego po śmierci drugiego życia. Idea ta wydawała mu się bezprzedmiotowa. Jego zdaniem podobnie, jak pojęcie „śmierci”, również i pojęcie „życia wiecznego” było wewnętrznie sprzeczne. Jeżeli słowo „śmierć” ma oznaczać ostateczny i nieodwracalny kres istnienia, to nie można sensownie mówić o życiu po śmierci. Mówienie o nieśmiertelności ma raczej wymiar aksjologiczny, jak pisze Ziemiński: „wyraża wiarę w ostateczny sens ludzkiego życia i postępowania, w ich absolutną (i w tym sensie wieczną) wartość” (s. 125). Zdaniem Wittgensteina na rzecz idei nieśmiertelności nie przemawia ani istnienie bezwzględnej powinności moralnej, ani reprezentowane przez ludzi określone postawy wobec zmarłych, ani też zjawiska spirytystyczne czy niemożliwość pojęcia własnego nieistnienia.

Wittgenstein czyni ciekawe, i wydaje się trafne, spostrzeżenie, iż idea nieskończonego życia nie przydaje nic do jego sensowności. „Znaczy to – jak rzecz ujmuje Ziemiński – że jeżeli obecne, skończone życie ludzkie nie jest sensowne, to nie może być również sensowne jego nieskończone przedłużenie po śmierci. Jeżeli zaś czyjeś życie jest sensowne już w wymiarze doczesnym, to jego ewentualne nieskończone przedłużenie w zaświatach niczego istotnego w nim nie zmieni ani też do niego nie doda” (s. 137). Nie sposób nie zgodzić się z tezą, iż sensowność życia polega nie ma tym jak długo żyjemy, ale jakie wartości w tym życiu realizujemy. Warto odnotować twierdzenie, iż życie ludzkie nie jest wartością absolutną, że taką wartością jest dopiero, zdaniem Wittgensteina, życie szczęśliwe. Można zastanowić się, czym szczęśliwe życie jest i czy odpowiedź, iż jest ono takim stanem, w którym czas i przemijanie nie mają na podmiot jakiegokolwiek wpływu, może zadowalać. Osiągając szczęście, człowiek realizuje ostateczny cel swego istnienia. W takim przypadku perspektywa przedłużenia skończonego życia w wymiar nieskończony jest już zbędna.

Przez życie wieczne rozumie Wittgenstein życie doczesne, które zakotwiczone jest w teraźniejszości. Wieczność, według niego, nie jest nieskończonością, lecz bezczasowością. A skoro tak, to zanurzenie w teraźniejszości jest gwarancją wiecznego trwania. Teraźniejszość jest niepodlegającą przemijaniu „czystą aktualnością”. W odróżnieniu od przemijającej czasowości teraźniejszość po prostu „jest”, a tym samym wyklucza wszelką, następującą po niej, zmianę. W wymiarze egzystencjalnym uwalnia podmiot zarówno od nakierowanej na przyszłość nadziei, jak i charakteryzującego przeszłość lęku.

Lęk nie jest postawą ugruntowaną wyłącznie w przeszłości. Co prawda to w przeszłości znajduje się źródło obaw o kontynuację doświadczonego już zła, lecz przecież obawy te nakierowane są na wydarzenia przyszłe. Lęk nie musi być lękiem przed powtórzeniem się wydarzeń z przeszłości, ale jest pewną postawą przed czymś nieznanym, czymś o czym nie wiemy, czym będzie, ewentualnie o czym się spodziewamy, że będzie dla nas złe. W tym też duchu wydaje się rozumieć Wittgensteina Ziemiński, pisząc, iż skoro „lęk przed przyszłością jest też lękiem przed śmiercią, to usunięcie lęku dotyczącego przyszłości oznacza również brak lęku przed śmiercią” (s. 162). Dopiero w dalszym toku analiz Ziemiński wyraźnie zaznacza, iż istotę lęku stanowi obawa o przyszłość. Tezę tę można zradykalizować i stwierdzić, że wyłącznie obawa o przyszłość jest podstawowym wymiarem wszelkich niepokojów trapiących człowieka.

Dla życia w bezczasowo pojętej teraźniejszości, przeszłość i przyszłość przestają istnieć. Wykluczenie wymiaru przyszłościowego z ludzkiej egzystencji powoduje wykluczenie tego kresu życia, którym jest śmierć. Śmierć zatem, jako zdarzenie należące do przyszłości, przestaje istnieć dla kogoś, kto zakotwiczony w aktualnym trwaniu żyje w teraźniejszości. „Widać już, że ten, kto żyje w teraźniejszości, doświadcza wyłącznie aktualnego trwania, wykraczając poza wszelką zmienność i przemijalność. Eliminacja przeszłości oznacza (…) brak początku, eliminacja przyszłości natomiast wykluczenie śmierci. Znaczy to, że życie w aktualnym teraz jest formą absolutnego trwania, doświadczanego jako brak wszelkiego upływu czasu” (s. 162). Tak więc zanurzenie w teraźniejszości jest życiem w pełni, życiem wolnym od niebezpieczeństwa śmierci. Usuwając perspektywę przeszłości i przyszłości, Wittgenstein usuwa problem śmierci. „W chwili, gdy podmiot osiąga stan życia w teraźniejszości jako trwającej aktualnie chwili, zamkniętej na przeszłość i przyszłość, przestają istnieć podstawy do pojawienia się problemu śmierci, ta ostatnia (…) okazuje się niemożliwa” (s. 163). Warto zwrócić uwagę, iż mowa jest nie o śmierci jako takiej, lecz o problemie śmierci. Naiwnością byłoby twierdzić, iż taki semantyczny zabieg uczyni żywot człowieka wiecznym. Z jednej strony Ziemiński broni się przed uznaniem tej koncepcji nieśmiertelności jako odnoszącej się do sfery świadomości, z drugiej zaś stwierdza, że można ją zinterpretować jako „niemożliwość uświadomienia sobie kresu własnego istnienia przez podmiot” (s. 164).

Tak pojęte życie wieczne ma sens tylko wówczas, gdy jest życiem szczęśliwym. To właśnie szczęście stanowi zarówno jego usprawiedliwienie jak i ostateczny cel. By jednak móc je osiągnąć, człowiek musi wyzbyć się zarówno lęku, jak i nadziei, pogodzić się ze swoim losem, a przede wszystkim – żyć w teraźniejszości. Ten ostatni warunek jest gwarantem wiecznego i niezmiennego trwania szczęścia. Sprawia on, iż raz osiągnięte szczęście może trwać niezależnie od świata i destrukcyjnej siły czasu. Jest to najdoskonalszy sposób istnienia, jaki może osiągnąć człowiek. Nie polega on wyłącznie na subiektywnym odczuwaniu, lecz jest stanem obiektywnym. Ten charakteryzujący się bezczasowością stan wyklucza, jak już o tym była mowa, zarówno wszelki niepokój, jak i nadzieję. Te ostatnie bowiem, poprzez możliwość odmiany losu, zakładają już jakąś czasowość. Tymczasem szczęście jawi się podmiotowi jako stan absolutny, stan, który nie podlega żadnej zmianie. Z tego to powodu Wittgenstein może powiedzieć, że w szczęściu można tylko i wyłącznie trwać.

Powyższe uwagi czynią zrozumiałym stwierdzenie Wittgensteina, iż oznaką złego życia jest lęk przed śmiercią. Tylko człowiek, który żyje w sposób autentyczny, jest wolny od tego lęku. „W życiu szczęśliwym lęk przed śmiercią nie jest przez nikogo tłumiony ani lekceważony, lecz w sensie dosłownym nieobecny. Nie ma zresztą żadnych powodów, by czegokolwiek się lękać, gdyż człowiek, który osiągnął wieczne szczęście, jest absolutnie bezpieczny; nie grozi mu nawet śmierć” (s. 294).

Omawiając zagadnienie śmierci, nie sposób nie poświęcić choć trochę uwagi problemowi moralnej oceny samobójstwa. Według Wittgensteina samobójstwo jest granicznym momentem moralności. Jest ono wyznacznikiem tego, co niemoralne. Jest „złem elementarnym”. Co więcej, jest ono kryterium uznania innych czynów za dozwolone bądź niedozwolone. Jeśli samobójstwo ocenić jako moralnie neutralne, to niczego już nie można uznać za moralnie naganne. Pewien problem sprawia Wittgensteinowi uzasadnienie uznania samobójstwa za akt wewnętrznie zły. Na gruncie filozofii Wittgensteina nie można tego uczynić, odwołując się do względów społecznych, czy religijnych. Jedynym możliwym uzasadnieniem wydaje się stwierdzenie, że zło samobójstwa polega na poddaniu się rozpaczy, na ostatecznej nieakceptacji świata. Owa niezgoda na świat pociąga za sobą niemożność osiągnięcia szczęścia, wewnętrzne rozbicie podmiotu. „Widać zatem wyraźnie, że jeśli spełniona jest pozytywna norma moralna (nakaz życia szczęśliwego), to spełniona jest również norma negatywna (zakaz samobójstwa). W chwili bowiem gdy osiągamy szczęście, możliwość samobójstwa dla nas nie istnieje” (s. 327). Oprócz tego, można spotkać u Wittgensteina inny, ontologiczny sposób uzasadnienia tak radykalnej moralnej oceny samobójstwa. W tej interpretacji Wittgenstein uznaje samobójstwo za zło absolutne, gdyż stanowi ono unicestwienie tak podmiotu, jak również i całego świata, który ginie wraz z jego śmiercią. To właśnie owo ostateczne zwycięstwo nicości nad bytem-światem, jakie dokonuje się w akcie samobójstwa, stanowi przyczynę tak radykalnego stanowiska Wittgensteina.

Poglądy Ludwiga Wittgensteina są równie zagadkowe i pasjonujące, co jego życie. Przedsięwzięcie, którego podjął się Ireneusz Ziemiński, wymagało zgłębienia nie tylko myśli Wittgensteina, ale i jego życiorysu. Ray Monk, we wstępie do monumentalnej biografii Wittgensteina, wyraził swoje niezadowolenie z faktu, „że choć zainteresowanie Wittgensteinem jest ogromne, cechuje je godne ubolewania rozbicie na tych, którzy studiują jego dzieło w oderwaniu od jego życia, oraz na tych, którym jego życie wydaje się fascynujące, ale dzieło – niezrozumiałe” . Według niego „zainteresowania filozoficzne [Wittgensteina] oraz jego życie emocjonalne i duchowe tworzą całość” . Ziemiński czyni zadość temu postulatowi. Wychodząc z założenia, iż nie da się zrozumieć w pełni czyjejś myśli bez poznania go, napotykając na trudności interpretacyjne stara się myśl Wittgensteina umieścić w kontekście jego życiowych wyborów. W wielu miejscach swej monografii, by móc uchwycić sedno poglądów Wittgensteina, przywołuje wydarzenia z jego biografii. Przy enigmatyczności niektórych twierdzeń jest to koniecznością. Książka Ziemińskiego nie ma charakteru wyłącznie historyczno-filozoficznnego. Nie tylko referuje poglądy Wittgensteina, ale i poddaje je krytycznej analizie. Autor nie poprzestaje na wymienieniu szeregu interpretacji, lecz sam stara się zmierzyć z zawiłościami myśli tego filozofa. Mimo to, można odnieść wrażenie, że w książce zbyt mało uwagi poświęcono polemice z poglądami Wittgensteina. Co prawda Ziemiński poddaje myśl Wittgensteina pod dyskusję, lecz ma to bardziej charakter życzliwej interpretacji, niż postawienia omawianych poglądów w ogniu pytań. Propozycja Wittgensteina z całą pewnością zasługuje na podjęcie trudu jej zrozumienia, choć nie należy się łudzić, że uchwyci się ją w takim stopniu, w jakim życzyłby sobie jej twórca.


Ireneusz Ziemiński, Śmierć, nieśmiertelność, sens życia. Egzystencjalny wymiar filozofii Ludwiga Wittgensteina, Aureus, Kraków 2006, ss. 368

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata